Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Wto Lip 02, 2013 6:04 pm

Gołotczyzno, wieś położona w województwie mazowieckim niedaleko Ciechanowa

W ramach pomocy humanitarnej rząd Polski z Ministerstwem Oświaty zaoferował opiekę i wychowanie koreańskich sierot. Pierwsza grupa składająca się z 200 dzieci (167 chłopców i 33 dziewcząt wraz z jedną koreańską nauczycielką) przyjechała do Polski 11 listopada 1951 roku i została umieszczona w Państwowym Ośrodku Wychowawczym na Gołotczyźnie (miejscowość w pobliżu Ciechanowa). Niektóre z sierot wymagały leczenia.

Oprócz normalnego programu w języku polskim uczniów koreańskich obowiązywał skrócony program w języku ojczystym. Przez okres sześciu lat, dzieci nauczyły się mówić i pisać po polsku. Strona polska także pokryła koszty podróży dzieci do kraju i z powrotem do Korei, zapewniła im bezpłatną naukę, opiekę, wyżywienie i ubranie.

--------------------------------------

Po przybyciu do całkiem nowego dla siebie kraju, Hyung był nieco sceptycznie nastawiony. Bo chciałby być w tym momencie u siebie, przy boku Przywódcy i odpierając wrogość Republiki Korei być przy swoich ludziach. Ale z drugiej strony też chcieli by ich "Duch kraju" pozostał nietknięty, ani nie pojmany co gorsza przez kapitalistów. Nawet bywały plotki, że samego Yong'a gdzieś przewieźli.
Westchnął, byli na miejscu, w jakiejś wsi której nawet nazwy nie umiał wypowiedzieć jak należy, a nawet łamanie języka nie wychodziło bo cały wyraz był tak skomplikowany na ten moment, więc po trzeciej próbie całkiem zaprzestał. Stał przy grupie dzieci, zdecydowanie wyróżniał się nie tylko wzrostem, ale też tym, że miał na sobie typowy mundur. Jeden chłopiec wyglądał na wyjątkowo przestraszonego, więc tak jak kiedyś brata, przytrzymał go za rękę i kucnął. Podjął z nim krótką rozmowę. Nagle podszedł do nich jakiś człowiek i zaczął rozmawiać z opiekunką, więc i Hyung zwrócił na to uwagę. Wyprostował się, nadal dziecko trzymało go za rękę, rozejrzał za Feliksem i... w tym też momencie cała grupa ruszyła, a mężczyzna rozmawiający wcześniej z opiekunką po rosyjsku nakazał mu poczekać na Polskę, więc Hyung zasalutował i został. Zerknął jeszcze za grupą, a widząc smutne spojrzenie chłopca, który go trzymał za rękę, tylko lekko mu pomachał.
Cóż... Polsko Rzeczypospolita Ludowo... czekam na Ciebie.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Wto Lip 02, 2013 6:36 pm

Nie był dzisiaj w za dobrym humorze, ale przyjechał na wyznaczone mu spotkanie. W prawdzie chciał tam być. Tak bardzo było mu żal tych wszystkich dzieci i samego Korei. Doskonale rozumiał jak on teraz musi się czuć. Wojna to najgorsza, rzecz jaka może się zdarzyć. Niedawno przeżył wojnę więc jeszcze bardziej to wszystko rozumiał i z większą siłą docierało do niego jakaż to jest tragedia. A szczególnie dla dzieci. Zgodził się na to wszystko właśnie ze względu na nie. Musiał wręcz chciał jakoś pomóc. Chcąc nie chcąc był teraz z Koreą po jednej stronie.
  Był dzisiaj wyjątkowo odświętnie ubrany. Nie miał na sobie munduru, tylko marynarkę a nawet pod krawatem był! Po cichu świętował swoje urodziny o których wszyscy zapomnieli. Musieli zapomnieć by nie mieli problemów. Tak bardzo go to smuciło i bolało, ale oczywiście tego nie pokazywał. Poprawił krawat lekko się uśmiechnął i ruszył w miejsce gdzie miał się spotkać z Koreą.
- Witajcie towarzyszu Koreo - nienawidził towarzyszować i czuł się  z tym wszystkim tak głupio, ale musiał grać, udawać - Jak minęła podróż? A przede wszystkim jak się mają dzieci? Na pewno będzie im tu dobrze totalnie ci to obiecuję - chciał się uśmiechnąć, ale już nie umiał tak jak kiedyś.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Wto Lip 02, 2013 6:57 pm

Poprawił czapkę, która zsuwała mu się lekko na czoło. Była nadal trochę za duża, ale nosi ją bo dostał od ZSRR. Ściągnął i poprawił gazetę, która wyścielała środek jak w każdej takiej czapce i ponownie ją założył. Mimo, iż wyglądał na całkiem zobojętniałego sytuacją, z powagą, to i tak wewnątrz bardzo się niepokoił. Wiedział jak się zachowywać oficjalnie, ale zwykł łączyć to ze swoimi tradycjami. Dlatego zaczął zastanawiać się jak przywitać PRL. Jednak nim głębiej się nad tym zastanowił dobiegł go głos, jak się okazało Feliksa.
- Witajcie towarzyszu Polsko. - skłonił się trochę pospiesznie, zrobiłby to na spokojnie, ale teraz nagle przywitanie zrobił to bardziej odruchowo i... ciut szybko.
- Podróż... nieco męcząca, daleko od siebie nasze kraje leżą. Dzieci... - wskazał kierunek, w którym odeszli - Zostali wszyscy zaprowadzeni w tamtym kierunku. - spojrzał znów na niego - Dziękuję, towarzyszu. Naprawdę. - skłonił się drugi raz, tyle, że z tą różnicą, że wolniej i niżej niż poprzednio.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Wto Lip 02, 2013 7:27 pm

Uśmiechnął się do niego szeroko. Nie Polska nigdy nie zostanie stłamszony przez tą szaro - czerwoną komunę i ma zamiar być radosny mimo wszystko. Może i nie ma zbytnio sie z czego cieszyć. W końcu niedawno skończyła się wojna, później musiał przyjąć ustrój, którego wcale nie chciał a jeszcze dzisiaj dzień zapomniany przez wszystkich wymazany na siłę z kalendarza... On się śmieje, uśmiecha na przekór, na złość im! Może i nie potrzebuje więcej bólu, ale inaczej nie potrafi. 
-Um... - gdy ten się tak ukłonił nie wiedział zbytnio co teraz zrobić, więc nic nie zrobił - Ach... Tak... - spojrzał w kierunku, który mu wskazał - tak tam jest przeznaczony dla nich dom. Wiem, że pewno na początku będzie im ciężko się przyzwyczaić - spojrzał na niego - tobie towarzyszu pewno też. Nie martwcie się pomożemy się wam przyzwyczaić do nowego miejsca - do końca nie pojmował dlaczego, musi mówić w taki dziwny sposób, odmieniać tak nie logicznie, ale trzeba było - Będziemy mieszkać razem. W prawdzie powinienem być w Warszawie, ale nie zostawię was tu samego. Ja wiem jak się czujesz ja to rozumiem - uśmiechnął się do niego ciepło - na pewno się boisz i obawiasz jak to będzie. Jeszcze do tego wszystkiego wojna tam u ciebie. Lecz ja ci pomogę tyle ile będę mógł. Mi nigdy nie chcieli pomóc i zawsze zapominali, ale ja nie będę tacy jak oni. Nie jestem jak inni. Ja jestem Polska - jakoś przez gardło nie mogło mu przejść jego nowa nazwa. On nie jest PRL on jest Polską.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Wto Lip 02, 2013 7:47 pm

Spojrzał ponownie w tamtym kierunku, oczami wyobraźni nadal widział jak oni idą w tamtym kierunku i ten smutny wyraz twarzy jednego z chłopców. Westchnął cicho i przetarł twarz, jakby był po prostu zmęczony. Ogarnij się, musisz się dobrze prezentować, a nie łamać na samym początku... Pomyślał i spojrzał na uśmiechniętego Polskę.
- Czyli... nie będę razem z nimi w jednym ośrodku? - tu się zaniepokoił znów, wiedział, że Polska dla niego źle nie chce, ale mimo to wolałby być ze swoimi co jest w sumie logiczne. Gdy blondyn wspomniał o tym, że wie jak się sam Hyung może czuć chłopak powoli przygasał znów. Feliks z pewnej strony miał racje.
- Dziękuję towarzyszu. - zasalutował mu i zaraz znów ukłonił, co rusz to niżej. - Wdzięczność naszą macie, to zaszczyt was spotkać, towarzyszu. - Polska wyrabiał sobie coraz większy szacunek u Hyung'a.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Wto Lip 02, 2013 8:03 pm

Zastanawiał się przez chwilę dlaczego właśnie on nie będzie mieszkał ze swoimi ludźmi. Władze kazały mu tak zrobić wiec Polska chcąc nie chcąc musiał się na to zgodzić, ale teraz dla niego to też stało się mało logiczne.
- Nie, nie będziecie towarzyszu. Tak mi kazano więc ja wykonuję. Lecz się nie martwcie mój dom jest bardzo blisko domu dzieci, będziecie mogli sie z nimi towarzyszu spotykać kiedy tylko chcecie - i znowu Korea mu się ukłonił - Nie musisz tak dziękować - nie umiał mówić długo tak po komunistycznemu, strasznie go  to drażniło - ja to robię wszystko z chęcią. Nie chcę byś tak bardzo cierpiał jak ja cierpiałem. Nie chce również byś czuł sie osamotniony. To jest najgorsze co może nas spotkać.
Odwrócił głowę. Nie chciał by widział jego smutek. Nie raz nie mógł opanować emocji to wszystko było jeszcze za świeże. Nie mógł tak do końca znieść tego, że musiał przejść tyle rzeczy, których nikt nie powinien nigdy przeżyć. Nie powinno tak być. Znowu spojrzał na niego z uśmiechem na twarzy.
- Chodźcie za mną towarzyszu, pokaże wam gdzie będziecie teraz mieszkać. - ruszył w stronę swojego domu - I zobaczysz wszystko będzie dobrze - poklepał go po ramieniu - grunt by się nie załamywać i stawiać czoło problemom a przede wszystkim nie wolno dać się zniszczyć i pogrążyć! Nikomu...

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Wto Lip 02, 2013 8:25 pm

Jak władze kazały, to Hyung ani słowa już nie powiedział na ten temat. Przytaknął mu tylko skinięciem głowy. - Nie muszę... ale chcę towarzyszu. Naprawdę, wiele dla nas znaczy ta pomoc. - znów chciał się ukłonić, ale w połowie zatrzymał się, wyprostował i cicho zaśmiał. - Uh... To pewnie mało zrozumiane dla towarzysza, bo tutaj chyba się nie kłaniają ludzie sobie, prawda, towarzyszu? I pewnie dziwnie wygląda dla innych osób. - rozejrzał się, szukając wzrokiem innych. Lecz znów zaraz spojrzał na Polskę.
- Osamotniony? Nie jestem. - odparł pewnie - B-bo przecież... - zaczął powoli układać w głowie sobie wszystko - Przecież mamy wielką rodzinę, towarzyszu. A głową rodziny ZSRR, czyż nie? - uśmiechnął się do niego lekko.
Kiwnął znów głową. - Dobrze, towarzyszu. Wierzę wam. - poklepany, nie tak mocno, ale czapka mu się znów na oczy zsunęła. Teraz to Hyung wyglądał pewnie jak jedno z tamtych dzieci, ubrany w nieco za duży na siebie mundur i za dużą czapkę, jakby na siłę wrzucony do armii. Ale ten obraz długo nie trwał, bo chłopak ściągnął czapkę i znów zaczął w niej majstrować, by po chwili założyć. - Nie pozwolimy się zniszczyć i pogrążyć, towarzyszu. Nigdy. Obiecuję wam, nie poddamy się towarzyszu.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Wto Lip 02, 2013 8:43 pm

Szedł spokojnie w stronę domu z rękami w kieszeniach. Jakoś go średnio interesowało jak to wygląda. Słuchał go z uwagą by nic nie przeoczyć. Trochę się zmienił nie był juz taki roztrzepany i beztroski jak kiedyś.
- Tak to prawda u mnie wita sie całkowicie w inny sposób. Zazwyczaj podajemy sobie ręce lub trzy pocałunki w policzki jesli jest to rodzina albo znasz bardzo dobrze tą osobę. Owszem również witamy sie skinieniem głowy, ale wtedy tylko gdy dane osoby sa daleko od siebie i na pewno nie mogą siebie nawzajem, usłyszeć "dzień dobry" lub innego powitania.
Spojrzał znowu na niego i jeszcze bardziej było mu jego żal. On sam nie wie co mówi, ale Polska nie może go "uświadomić" powiedzieć mu prawdy. W końcu to jest Korea Północna wychowana przez Rosję od podstaw. Nie jest takim samym państwem co reszta ich bloku. Nie jest taki jak Polska, Wegry czy jego rodzeństwo. Jest jak by już ustawiony na tryb ustrój komunistyczny. Nie zna innego świata takiego jakiego znał Polska i za jakim tak bardzo tęskni. On nawet nie wie jak bardzo oni wszyscy są samotni a to tylko zwykła propaganda w której są jednym wielkim szczęśliwym krajem.
- Macie racje towarzyszu nie jesteście sami. Jestem ja PRL, WRL...- wymienił  i resztę - i oczywiście nasz ZSRR - nie chciał tego mówić, ale musiał? Czy on naprawdę to wszystko musiał...? - Tak jesteśmy jedną wielką szczęśliwą rodziną, która sobie nawzajem pomaga - szeroki uśmiech - pochwalam twoją postawę!
Nie mógł wytrzymać twego wszystkiego. To kłamstwo wszechobecne tak bardzo bolało. Musiał udawać nadal.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Nie Lip 14, 2013 10:12 am

Szedł obok niego, był nieco spięty nadal. Pierwszy raz w prawdzie był u Polski. Rozglądał się dyskretnie po miejscu - zapamiętywał otoczenie, by w razie czego mógł tu wrócić, a także patrzył jak tu u Feliksa jest. Co jednak nie sprawiało, że go nie słuchał. Słuchał i to całkiem uważnie.
- Czyli oprócz swojego przywitania, następnym razem jak się powinienem przywitać? Podać rękę tak? - mruknął coś jeszcze pod nosem, dla niego gest podawania ręki był dosyć... dziwny. Zwłaszcza, że dopatrzył się go u Południa i Stanów. Na wspomnienie lekko zacisnął dłonie. To przecież nie tak, że on chciał wojny. To oni ją zaczęli i gdyby nie Stany Zjednoczone byłoby wszystko w najlepszym porządku i może nawet miałby brata obok siebie, który przychylał się początkowo bardziej Hungowi niż Amerykańcowi.
Uśmiechnął się lekko, gdy Polska się z nim zgodził. Teraz w sumie wiedział, że może mu także zaufać.
- Dziękuję towarzyszu. - mruknął, cóż. Wolał słuchać słów Ivana i Chin, że ma teraz większą i wspierającą się rodzinę niż stawić czoła temu, że najbliższy i w sumie najważniejszy brat jest przekabacony przez kapitalistę.
Rozejrzał się po okolicy, taka typowa, mała wieś.
- Towarzyszu? - spojrzał znów na niego - Gdzie mnie właściwie prowadzicie? - miał wątpliwości, czy o to już nie pytał, ale tyle wrażeń teraz ma to co się dziwić.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Nie Lip 14, 2013 7:26 pm

Teraz zauważył jak bardzo się różnią. Niby można by było powiedzieć głupie powitanie a każdy inaczej to robi. Jak by się u Polski w domu kłaniało to wszyscy by uznali taką osobę za idiotę a u niego pewno było by tak samo z podawaniem dłoni. To on już nawet nie chce wiedzieć czym się jeszcze różnią a na pewno będzie tego sporo. Europa a Azja to jest naprawdę wielka przepaść... Kanion dosłownie.
- Jeśli ktoś z moich ludzi albo inne państwa z Europy będą się z tobą witać to lepiej podawać dłoń. U nas tak było od zawsze. Bo jeśli się ukłonisz wtedy większość osób się zmiesza i nie będzie wiedziała co zrobić... Albo nieudolnie się ukłoni by nie wyjść na idiotę, ale niestety wtedy wchodzi się wprawdzie mówiąc na jeszcze większego idiotę - zaśmiał się cicho.
Byli już prawie na miejscu. Był to zwykły wiejski domek. Nic specjalnego. Widać tylko było, że to jeden z najporządniejszych domów w okolicy. Był to biały domek wyglądał trochę jak by był pokryty wapnem, a spadzisty dach był z czarnych dachówek. Nie wielkie ciężkie dębowe drzwi i średniej wielkości okna. Na parapecie na zewnątrz stało kilka doniczek, niestety sama ziemia w końcu to nie czas na kwiatki. Te doniczki w prawdzie trochę straszył. Koło domku był niewielki ogródek a wokół niego niski biały płotek.
- Towarzyszu spokojnie nie wyprowadzę was w pole. Jesteśmy na miejscu - wskazał na dom - tu będziecie mieszkać - uśmiechnął się do niego - To jest naprawdę blisko waszych dzieci. Dosłownie kilka metrów - trochę dalej były inne budynki - tam właśnie są dzieciaczki. 

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Nie Wrz 22, 2013 7:11 pm

Niestety różnią się i to sporo, ale czasem jest przecież tak, że przeciwieństwa się przyciągają? Może i tak było...? W prawdzie początkowo był bardzo zestresowany, a teraz ta spina powoli mu puszczała, czuł się przy Polsce jakoś... mile widziany? Mniej więcej tak to odczuwał, tak jak to, że będzie mu mógł ufać, ale co do zaufania to jeszcze nie ma zamiaru wyjawiać mu nie wiadomo jakich sekretów, czy coś.
Wysłuchał tego co Polska ma do powiedzenia i nieco się skrzywił. Ukłon był wyrazem szacunku do drugiej osoby, czymś co witało, utrzymało dystans i eleganckie. Takie podanie dłoni to takie trochę spoufalanie się... On to tak cały czas widzi, nie ważne czy Rosja i Chiny się też czasem tak witają, że Kim Ir Sen też się tak wita czasem. Nie, on wie swoje. Dlatego mało mu się to podobało, ale jest poniekąd pod opieką Polski teraz to się słuchać będzie. Tak jak w zwyczaju - młodszy okazywać musi szacunek starszym, tym co uczą, a jak opiekun jest mężczyzną to w ogóle nie ma słowa zaprzeczenia. Chyba, że by się było dziewczyną, to bardziej się lgnie do pań.
- Skoro tak towarzysz mówi, niech będzie. - odparł i dalej szedł tuż obok Polski. Rozglądał się cały czas, niesamowite jak różnorodne są zabudowania. Nawet jeśli mało porządnych było w okolicy to i tak miały coś innego w sobie. Gdy zatrzymali się przed domem z zamyślenia poszedł jeszcze kilka kroków, ale zaraz wycofał się i stał obok Polski, jak nie trochę za nim.
- Nie martwię się, że mnie gdzieś wyprowadzicie, choć pól to tu całkiem dużo. - stwierdził i przyjrzał się domu, zastanowił się też nad słowami blondyna - Jestem towarzyszowi wdzięczny. - zauważył jego uśmiech i znów przeniósł wzrok na budynek - Duży, ktoś zapewne tu jeszcze mieszka prawda?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Nie Wrz 22, 2013 7:37 pm

Chciał już wejść do tego domu, ale podszedł do niego jeden z jego ludzi i wręczył mu jakąś kopertę. Oczywiście ją wziął i spojrzał na nią. To teraz szczerze się zdziwił nie spodziewał się tego. Był tak mile zaskoczony. Naturalnie rozpoznał nadawcę po piśmie. Było to piękne cienkie pismo. Spojrzał na swojego towarzysza i raczej wolał przy nim tego nie otwierać. Schował list do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki. 
- Nie nikt tu nie mieszka. Kiedyś przed wojną mieszkała tu rodzina. Wiele osób w tej wiosce mieszkało, ale niestety dużo zostało zabitych. To takie smutne...
W końcu wszedł do tego domu i miał nadzieje, że ten zaraz tez ruszy za nim. Odwrócił się by spojrzeć czy jednak idzie za nim. Dom w środku nie wyglądał tez jakoś specjalnie. Wszystko stare, nie pasujące do siebie rzeczy. 
- Zaprowadzę cię do twojego pokoju. 
Ruszył do góry po stromych drewnianych starych schodach. Wszedł do pierwszego pokoju, który był na piętrze. Był to nie wielki pokój na poddaszu. Ściany były wyblakłe, ale z pewnością był to kolor zielony. Było łózko jakaś szafka i stoli. W prawdzie nic więcej.
- Mam nadzieje, że może być.
Uśmiechnął się do niego szeroko.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Czw Wrz 26, 2013 5:06 pm

Gdy podszedł jakiś człowiek spojrzał na niego nieco pytająco. Czyżby coś się stało? Obserwował ich tak chwile, z czystej ciekawości, ale zaraz zganił się sam za to i odwrócił wzrok, a nawet głowę. Obserwował sobie pola i jakieś domki w oddali i lekko się przy tym zamyślił, do póki Polska się znów nie odezwał. Wyrwany z zamyślenia spojrzał na niego nieco zbitym z tropu spojrzeniem, a później za odchodzącym mężczyzną i znów na dom. Wysłuchał co mówi Feliks i lekko opuścił głowę, a spojrzenie wbił w ziemię. Chwile później ruszając za nowym towarzyszem.
- Dobrze. - mruknął i poszedł za nim do tego pokoju, ostrożnie idąc po tych schodach, bo strome, wodził lekko ręką po ścianie na wypadek jakby się potknął. Zajrzał do pokoju. Tak standardowo było, poza tym, czego więcej oczekiwać? W dodatku jest gościem to narzekać też nie wypada.
Yong pewnie by już o kilka rzeczy marudził znając jego.
Zamknął oczy i lekko pokręcił głową by wyrzucić te myśli.
- Tak, jest dobrze, dziękuję. Tylko mam jedno pytanie. - spojrzał na niego dopiero - Sam tu będę mieszkał, czy ktoś też?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Czw Wrz 26, 2013 5:26 pm

Rozejrzał się dyskretnie po pokoju. Może i faktycznie powinno się go odmalować i dać jakieś lepsze rzeczy, ale z tym było ciężko. Cały czas odbudowywało się te większe miasta. W końcu Warszawa została prawie cała zniszczona i to na nią szło większość pieniędzy. O wioskach praktycznie nikt nie pamiętał zostawały zazwyczaj pozostawione same sobie. Chyba będzie musiał coś z tym zrobić, ale nie teraz, nie ma czasu by o tym dłużej pomyśleć. 
Zamyślenia wyrwało go dopiero jego pytanie. 
- Szef mi powiedział, że masz mieszkać tu sam. Chyba, że jeszcze kogoś przyślą to wtedy będziesz mieszkał tu ze swoimi ludźmi. Wiem nie fajnie jest mieszkać samemu, ale tak zadecydowali. 
Sam do końca nie wiedział dlaczego jest tak ustalone, ale wolał już w to nie wnikać. Może tylko te dwa domy chcieli przeznaczyć właśnie dla nich. A może go tu umieścili by "zaklepał" lokal i by nikt się nie upominał. Bo jak by był pusty cały czas to z pewnością ktoś tu by chciał zamieszkać. W końcu ciągle brakowało domów do zamieszkania. Tyle budynków zostało zburzonych a przez sześć lat za dużo to też się nie wybuduje, kiedy praktycznie cały kraj zniszczony.
- Zostanę z wami kilka dni. W prawdzie trochę mi śpieszno do Warszawy, ale kazano mi tu być i się wami zająć. 
Rozumiał to jak by musiał tu zostać tylko na noc, ale nie na kilka dni. Warszawa go potrzebuje. On ma tyle rzeczy na głowie, sam nie wie w co ręce włożyć a tu musi się nim zajmować. Może i to też nie jest takie złe. Od 1939 roku nie miał praktycznie czasu dla siebie a nie mówiąc o wolnym. Był bardzo zapracowany.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Czw Wrz 26, 2013 5:49 pm

Jemu nie przeszkadzało to, że jest nieodmalowane, albo, że stare meble. Za czasów okupacji czasem się w gorszych miejscach chowało z partyzantką. Rozejrzał się po pokoju, było w porządku. Wszedł bardziej do środka, tak śmiesznie to wszystko było zbudowane, wyposażone. Tak inaczej, lekko się nawet uśmiechnął pod nosem. Chwilowo zmartwienia jakby poszły się przejść i zaczął lekko bujać drzwiami. U niego, jak i chyba w całej Wschodniej Azji były drzwi przesuwane, a nie tak otwierane. Odkąd się zetknął z takimi 'nowymi', tak zawsze go rozbawiały. No i nagle dosłyszał odpowiedź Polski. Mieszkać sam? I zmartwienia ze spacerku wróciły...
- Sam? - wyraźnie po nim widać było, że nie chce być sam. - Skoro tak zostało zarządzone, towarzyszu, to nie mam obiekcji. - odparł już wyuczoną formułkę.
W domu sam, tutaj sam... To prawie żadna różnica, gdzie będę, a tam to chociaż się przydam. Stwierdził w myślach i już chciał się znów odezwać, kiedy Polska znów zaczął mówić.
- Zo-Zostaniecie towarzyszu? - może podchodził do tego trochę egoistycznie, ale nie dbał o to w tym momencie. Miał nadzieje, że spędzi trochę czasu z osobą, która bezinteresownie się nim zainteresowała - Patrząc na... - zaczął grzebać w torbie, wyjął jakieś dokumenty - ... patrząc na plany to po kilku dniach wszyscy mają się rozjechać w inne miejsca. - chodzi mu o te dzieci - Więc i skończy się poniekąd mój dozór nad nimi w tym miejscu i wrócę do do... siebie, towarzyszu. Nie zabawimy długo tu, więc będziecie mogli udać się do Warszawy niebawem. - teraz miał naprawdę wielką nadzieje, że Polska będzie mieszkał razem z nim.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Czw Wrz 26, 2013 6:05 pm

Przez chwile patrzył na jakiś święty obrazek który był w pokoju. Był bardzo zdziwiony, że on tu jest i do tego przetrwał komunistyczne wejście. W prawdzie dla niego to było normalne, ale nie dla nich. Powinien go wziąć ze sobą. Na pewno Koreańczyk nie wierzy. W końcu został wychowany przez niego. Patrzył tak jeszcze przez chwilę na obrazek i zrobiło mu się trochę lepiej. W końcu spojrzał na niego i z odruchu na dokumenty które trzymał.
Kilka dni? Czyli ile? Naprawdę myślał, że to będzie inaczej wyglądało. Chciał mu pomóc i pomaga, ale nie spodziewał się, że będzie musiał tu z nim siedzieć przez kilka dni. Nie podobało mu sie to i naprawdę nie lubił opuszczać Warszawy. Chciał mieć jako tako kontrolę nad tym co się dzieje u niego. Wiedział, że i tak prawie nie ma nic do gadania, ale i tak wolał byc tam.
z drugiej strony było mu go żal. Najgorzej być samemu on coś w końcu o tym wie. Jak tu będzie sam siedział to cały czas na pewno będzie rozmyślał nad tym co się dzieje tam u niego a to na pewno nie jest nic przyjemnego. Musi zostać, nie on chce z nim tu teraz zostać. Warszawa się nie zawali prawda?
- Zostanę, zostanę. Nie martwcie się. - Uśmiechnął się do niego. - Towarzysz nie zmęczony podróżą? Może się położy i trochę odpocznie? Chyba, że bardziej głodny.
Patrzył tak na niego uważnie, czekając na odpowiedź. Szczerze mówiąc chciał by juz wyjść i chwile pobyć sam. A szczególnie przeczytać list który dostał.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Czw Wrz 26, 2013 6:31 pm

On nie dojrzał tego świętego obrazka, a przynajmniej nie zwrócił na niego większej uwagi bo i po co? Obrazek jak obrazek dla niego, bez większej wartości. Choć niby jakieś tam pierdoły z chrześcijaństwem spotykał, ale nie miał ani czasu ani sposobności większej się z tym zapoznać i po prostu mało to ogarniał.
Patrzył tak na Polskę nieco wyczekująco. W prawdzie dostrzegł na jego twarzy trochę niezadowolenia, bo faktycznie "kilka'' to różnie jest odbierane.
- Dwa, trzy dni, towarzyszu. - dodał jeszcze by Polska miał w pełni nakreśloną sytuację - Wybacz, że nieprecyzyjnie to określiłem. - skłonił mu się lekko, tak jak wypada.
Choć może niepotrzebnie to teraz dodawał, bo Feliks znów się uśmiechnął i powiedział, że zostanie. Ulżyło mu trochę, chociaż miał małe wrażenie, że zawadza Polsce.
- Zmęczony? - jakoś jakby mu to wypadło z głowy, nie czuł tego, pewnie przez nowe otoczenie - Trochę tylko, towarzyszu, ale... nie martwcie się, nie potrzebuje odpoczynku i tak nie usnę. Wolałbym pierw obejrzeć dom jeśli to nie problem. Zaś co do bycia głodnym... Może później, nie chcę się Ci towarzyszu narzucać. - taka prawda, chciał mu robić jak najmniej problemów, a zarazem miał na uwadze to, że Polska jest bezinteresowny, a życie jak dotąd nauczyło go, że nikt nigdy bezinteresowny nie jest, więc będzie brał od Polski jak najmniej, by później nie dawać mu wiele jak się upomni "ja Ci tyle dałem, a Ty mi teraz żałujesz?", albo coś w tym stylu.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Czw Wrz 26, 2013 6:50 pm

Polska to dziwny i niezrozumiały kraj i do tego taki naiwny. On lubił pomagać innym mimo wszystko. Wiedział, że nic w zamian nie dostanie bo i nigdy nie dostawał nawet się tego nie spodziewał. On mógł tylko kiedyś mieć tylko i wyłącznie jeden interes. Ja pomogę całemu światu w przeróżnych bitwach i wojnach  a wy oddajcie mi wolność. Czy to jest wiele za tyle przelanej krwi? Raczej nie, ale i tak znowu nie wyszło. Tyle poświęcił a i nadal jest zniewolony. Naprawdę ma wyjątkowego pecha. To nic jakoś to będzie i w końcu, kiedyś tam wyjdzie na prostą. 
- Narzucać? Ja was tu zaprosiłem więc jakie narzucanie? Jesteście gościem więc muszę się wami odpowiednio zająć. Oczywiście jak chcecie obejrzeć dom to obejrzyjcie. W prawdzie tu nie ma nic ciekawego. W każdym pokoju sa nie pasujące do siebie meble. W jednym nawet jest fortepian. Przywieźli go tu z dworku, który jeszcze przed wojną i za czasów wojny stał. Niestety został zniszczony i przedmioty z niego są w prawie każdym domu.
Nagle posmutniał. Wszystkie cenne i ważne rzeczy przepadły i nadal przepadają. Ciągle go okradano i niszczono te piękne szlacheckie domy. Co z tego, że arystokratyczny lub szlachecki dworek? W końcu to zabytki, domy z duszą i historią. A teraz budują jakieś okropieństwa. W końcu któregoś dnia nie wytrzyma i mu serce z żalu pęknie.
- Tak, tak rozejrzyjcie się...
Podszedł do ściany i wziął obrazek, nie zostawi go tu przecież... Spojrzał jeszcze do na niego. W prawdzie chciał już wyjść, ale jeszcze lepiej zapytać czy mu czegos nie trzeba. Tak dla świętego spokoju i by mu nie zarzucono, że się gościem nie interesuje.
- Potrzeba wam czegoś? Jak tak to mówcie. - Ponownie się uśmiechnął, nie chciał  by on się źle czuł i jakiś taki nie chciany.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Czw Wrz 26, 2013 7:08 pm

Może i Polska jest dziwny i naiwny, ale Hyung tego jeszcze nie wie, więc woli mimo wszystko chuchać na zimne, by nie mieć później z tego wszystkiego kłopotów, bo różnie to przecież bywa.
Patrzył tak na niego i patrzył i dalej nie pojmował dlaczego on się ot tak nim zainteresował, ale... to było miłe. Nawet jeśli ktoś mu kazał, a teraz udają, że nikt nie kazał, a z resztą to takie ważne nie było.
- Rozumiem. - wyszedł na korytarz, jak dla niego to ten dom i tak był czymś interesującym już - Dworek? Tak... one mocno cierpią gdy przychodzą nowe rządy, wojna, znikają i ich historia się kończy, pojawia się coś nowego. - uśmiechnął się lekko, choć był to bardziej smutny uśmiech. Położył mu rękę na ramieniu, by go może jakoś pokrzepić, bo widział zmartwienie na jego twarzy gdy to wspominał. Gdy podszedł do ściany by zdjąć obrazek, ciągle na niego patrzył. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że może być to nieprzyjemne, takie ciągłe gapienie, ale z drugiej strony nie wiedział jak się może zachowywać.
- Nic mi nie trzeba więcej towarzyszu z waszej strony. Może tylko powiedzcie gdzie będziecie mieszkać przez te dni? Tak dla samej wiedzy... - zdecydowanie wolał to wiedzieć.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Czw Wrz 26, 2013 7:19 pm

Jakoś specjalnie nie przeszkadzało mu to, że on się ciągle na niego patrzy. Już nic nie odpowiedział na nawet nie miał zamiaru odpowiadać na temat dworków. Jakos za bardzo go to wszystko bolało więc wolał nie zagłębiać się w ten temat bo z pewnością by mu się jeszcze gorzej zrobiło.
Trzymał tak ten obrazek i się na niego patrzył. A może by tak z nim pochodzić po tym domu? W sumie tak by wypadało. 
- Tu będę mieszkał. W końcu to dość duży dom. Będę w... - Pokazał na pierwszy lepszy pokój, skoro już stali na korytarzu - Tym pokoju mieszkał. O czyli na przeciwko. - Teraz dopiero ogarnął, ze wskazał na takie drzwi które są na przeciwko drzwi jego towarzysza i się zaśmiał. - No to chodźcie popatrzymy sobie trochę na ten dom. Jak chcecie coś wiedzieć to pytajcie. Odpowiem na prawie wszystkie pytania. - Szeroki uśmiech  i ruszył korytarzem przed siebie - Chyba, że w sumie chcecie sami chodzić to powiedzcie. Ja się totalnie nie obrażę czy coś.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Nie Wrz 29, 2013 10:11 am

Czekał na odpowiedź cierpliwie, a gdy Polska wskazał pokój to się nieco zdziwił, wprawdzie całkiem mile się zdziwił. Spojrzał znów na towarzysza, mimo ciągłej poważnej miny jaką miał to w jego łebku różne myśli błądziły, a Polska zyskiwał momentami coraz bardziej w jego oczach. Ciekawy był tylko tego, czy ich 'współpraca' międzynarodowa się utrzyma, bo do tej pory Feliks bardzo mu pomagał, a on... cóż, jakoś nie za bardzo miał jak się odwdzięczyć.
- W porządku, towarzyszu, na tę chwilę tyle chciałem wiedzieć. - ruszył za nim wzdłuż tego korytarza i zaczął przyglądać się mu - Nie, towarzysz może oprowadzić, bo nie chcę przez przypadek wejść do pokoju, do którego nie powinienem wchodzić. Poza tym, jakbym chodził sam to pewnie bym gdzieś stanął i patrzył na coś przez dłuższy czas... - bo taka prawda, często gdy jakiś obraz spotykał, albo przedmiot wyglądający staro, a zarazem na swój sposób 'czarująco' stoi przy nim, patrzy i rozmyśla, a po jakimś czasie dopiero się kapnie, że stoi zbyt długo tak nad czymś.
- Chyba, że towarzysz zmęczony, albo potrzebuje chwili dla siebie to sobie sam poradzę. - przypomniało mu się o tym liście, ale wprost mu tego nie powie, bo byłoby, że się gapił i jest dociekliwy, a Polska miał chwilowo wtedy minę jakby chciał pójść na bok i przeczytać to.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Nie Wrz 29, 2013 12:43 pm

Tak naprawdę on sam nie znał tego domu. Był tu dosłownie drugi raz. W sumie jak był tu za pierwszym razem to go oglądał i to dokładnie, ale mimo wszystko... 
Korytarz był krótki i w pewnym momencie doszli do samego jego końca gdzie były drewniane drzwi pomalowane byle jak białą farbą. Westchnął przeciągle, bo serio mu się to nie podobało jak to teraz wszystko wygląda.
- Tu akurat możecie wszędzie wchodzić.  To jest tak jakby mój dom więc tu nie mam żadnych szczególnych i wyjątkowych miejsc i rzeczy dla mnie. Co innego jak byśmy byli w moim domu w Warszawie. Czuj się tu jak u siebie w domu. Totalnie się nie stresuj czy coś. A patrz się na co tylko chcesz i ile chcesz. Ja ci niczego nie zabraniam. - Uśmiechnął się do niego - Spokojnie pochodzę trochę z tobą. Może lepiej się poznamy. W sumie miło by było prawda? Może się nawet zaprzyjaźnimy. - Jeszcze szerszy uśmiech niż wcześnie - Totalnie dobrze mieć przyjaciół... Nawet jeśli cię później olewają... - Te ostanie słowa dodał już o wiele ciszej. 
Polska chyba się nic nie nauczył przez tą wojnę. Dalej był ufny i naiwny. On już chyba tego nie zmieni. Taki po prostu jest.
Wpuścił go w końcu do tego pokoju. Ów pokój był dość duży i bardzo zagracony. Był w nim stare bogato zdobione meble pokryte grubą warstwą kurzu, jakieś obrazy, które zamiast wisieć leżały na podłodze lub były oparte o meble. Grube zasłony zakrywały jedno okno a znowuż drugie było odsłonięte. Na samym środku pokoju stał fortepian o którym wcześniej wspomniał Polska. Ten jedyny przedmiot wyglądał najlepiej z tego wszystkiego, reszta była w mniejszym lub większym stopniu zdezelowana. 
- O to w tym pokoju jest fortepian. - Ucieszył się i do niego podszedł - Umiesz grać? - Spojrzał na niego z uśmiechem. - Kiedyś częściej na tym grałem. Można powiedzieć, że tak jakby miałem więcej czasu. Ostatniego czasu w ogóle nie mam spokoju ani wolnego. Ciągle coś, ciągle ktoś idzie oszaleć. 
Cały czas się uśmiechał, ale w środku czuł pewien smutek. Gdy przypomniał sobie o liście to to uczucie się wzmogło, ale nic nie dał po sobie pokazać. Ciągle się uśmiechał, ale nie patrzył nawet na niego bo z pewnością z jego oczu można by było wyczytać wszystko.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Nie Wrz 29, 2013 8:50 pm

Trochę dziwnie mu tak było. Jest u kogoś, a ma zachowywać się jak u siebie, w prawdzie u niego, jak się kogoś odwiedzało to również przyjmowano i to naprawdę dobrze! Z szacunkiem, a i odwdzięczało się tym samym, a w tym momencie... Po raz pierwszy był w takiej sytuacji. To go najbardziej chyba stresowało w tym momencie.
- Do-dobrze... - mruknął w odpowiedzi i odwrócił wzrok nie odwzajemniając mu uśmiechu. Polska naprawdę dawał mu do myślenia i zaskakiwał.
- Zaprzyjaźnić? - powtórzył po nim, był za, ale teraz trochę bardzo źle się poczuł. Przypomniał mu się urywek dzieciństwa, jak z Yongiem sobie powiedzieli, że będą nie tylko braćmi, ale przyjaciółmi. Dlatego nie miał innych przyjaciół, wystarczał mu Yong. - Tak... Dlaczego nie. Może byłoby łatwiej z tym wszystkim. - wszedł do pokoju i rozejrzał się w nim. Tyle starych rzeczy, obrazów... mógłby tu spędzić naprawdę dużo czasu... No i ten fortepian. Jednak na razie nie ośmielił się niczego dotknąć, oglądał tylko.
- Grać? Nie bardzo... - przyjrzał się instrumentowi - To... może jeśli nie ma towarzysz czasu, ani nic to teraz pogra? Ja posłucham. - nie wiedział czy ma próbować odgadywać jego uczucia, czy emocje, może tak powinien zrobić? Powiedzieć coś by mu było lepiej? Chociaż.. to by wyglądało pewnie podejrzanie zważając na to, że prawie się nie znają, a te odwiedziny są pierwszymi. Jednak gdy tak wspominał o grze, to może chociaż to mu trochę ulży, albo coś?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Wto Paź 01, 2013 8:57 am

On nie potrzebował żadnego pocieszenia czy tam współczucia. Doskonale radził sobie ze swoimi uczuciami. W prawdzie nieraz mniej lub więcej, ale i tak dawał sobie z tym radę. Nauczył się, że jak sam sobie nie pomoże to nikt mu nie pomoże, ale to nie zmienia faktu, że chciał by mieć przyjaciół. 
W prawdzie ma jedną najlepszą przyjaciółkę, która nigdy go nie opuszcza, ale chyba lepiej mieć ich więcej mimo wszystko? Sam już po tych wszystkich wydarzeniach nie wiedział co ma o tym własnie myśleć.
- Zagrać teraz? - Spojrzał na niego ze zdziwieniem - W sumie nie wiem. Bardzo dawno nie grałem. Ostatni raz chyba podczas zaborów. Wiesz jak to dawno było.
Zaczął się zastanawiać czy grać czy nie. Raczej gdy na fortepianie się nie zapomina jeśli kiedyś grało się wiele, ale jeśli będzie grał okropnie. Nie miał ochoty być wyśmiany, ale z drugiej strony on jest Polakiem a Polak potrafi wszystko! 
- Wiesz co w sumie czemu nie. Zagram.
Uśmiechnął się i usiadł przy fortepianie. Otworzył klapnę i miał nadzieję, że instrument jest nastrojony. Postanowił to sprawdzić. Uznał, że wszystko jest w porządku i działa. Zaczął grać Chopina "Etiuda Rewolucyjna". Bo i co innego przy takiej dacie, przy takiej sytuacji mógł by zagrać Polak? To idealnie teraz pasowało.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Gość on Pon Paź 07, 2013 9:43 pm

Nawet jeśli nie potrzebował Polska pocieszenia, czy współczucia to mimo wszystko Hyung czuł się jakby powinien jakoś zareagować, jakby tak wypadało. Bo w sumie ostatnio ciągle starają się mu wmówić jeszcze większą obojętność, ale mimo to..
- Raczej gry na instrumentach się nie zapomina, towarzyszu. - stał tak obok niego cały czas, Północ w sumie nie był z takich co by go wyśmiał. A na pewno nie wprost, czy otwarcie. Jeśli już to by skomentował większość w myśli, jak to zazwyczaj robi, a co do zaborów samych to nie miał pojęcia jak to z tym dokładnie było... Ale ze słów nowego towarzysza brzmiało to tak, że dawno.
Mimo wszystko ucieszył się nieco jak Feliks zgodził się zagrać.
- To się cieszymy towarzyszu. Chętnie posłuchamy. - stał tak obok niego i przyglądał się jak przygotowuje instrument, a później wsłuchał się w grę Polski. Cały czas milczał i pomimo wsłuchania się, to zerkał co jakiś czas jak on to gra, bardzo mu się to spodobało, ale nie odezwał się chwilowo słowem, czeka aż on skończy.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Gołotczyzno 11 listopada 1951r

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach