Na ratunek światu północ i południe łączmy się!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Na ratunek światu północ i południe łączmy się!

Pisanie by Gość on Nie Sty 05, 2014 3:11 pm

Rozgrywka zamknięta ( No chyba, że którejś postaci nagle się przypomni gdzie leży Zelandia i sobie zrobi urlop w tym miejscu i o tej porze XD)
Uczestnicy : Szwecja, Nowa Zelandia

http://imageshack.us/photo/my-images/30/1d6l.jpg (na chwilę obecną sam link, bo kod się coś psuje)

Wellington, Port Lotniczy.

 Miejsce to znajdowało się około 8 km od centrum Wellington - stolicy Nowej Zelandii. Miasto to umiejscowione było idealnie na samym południu wyspy północnej, w pobliżu geograficznego środka Nowej Zelandii. Odnośnie samej stolicy (jak widać na zdjęciu), Wellington jest najbardziej wysuniętą na południe stolicą, a w samym kraju jest na 3 miejscu pod względem wielkości miastem, leżącym w cieśninie Cooka. Główny ośrodek kultury i turystyki, dzięki malowniczemu krajobrazowi, i oczywiście słynnym filmom Petera Jacksona. Poza tym miasto wypełnione jest licznymi atrakcjami, od niezliczonych i różnorodnych kawiarenek, po słynne uniwersytety i muzea.
 W tym właśnie mieście miało odbyć się spotkanie Międzynarodowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (w skrócie IPCC ale kogo to obchodzi xD). Nowa Zelandia jako jeden z założycieli i członków ONZ od lat aktywnie wspiera wszelakie organizacje zajmujące się ochroną środowiska. Będąc w czołówce najaktywniejszych, kraj ten stara się współpracować z innymi nacjami, które również borykają się z problem właśnie np. szybkich i niebezpiecznych zmian klimatu w swoim otoczeniu.
Dzisiaj Zelandia miał gościć w swoich progach właśnie jedną z takich osób. Choć dzieliło ich pół świata i właściwie wszystko łącznie z tym, to wspólnie starali się zapobiegać problemom współczesnego świata. Może nie tak dosłownie, bo do tej pory była to praca indywidualna. Dlatego właśnie zostało zorganizowane to spotkanie. Cóż, czemu akurat tutaj na krańcach świata to chyba nie będziemy dociekać. W każdym razie Szwecja i Nowa Zelandia mieli przedyskutować problemy dotyczące zmian klimatu, które dotykały zarówno chłodną północ jak i ciepłe południe. Pozostawało tylko poczekać na przyjazd, a może raczej przylot gościa.

 A do owego przylotu pozostała jakaś godzina, tak patrząc na zegar wiszący w holu na lotnisku. Może przyjechał zbyt wcześnie? Cóż, dokładność chyba była iście wrodzoną po Imperium Brytyjskim cechą, którą Zelandia niefortunnie musiał nabyć z gratisem w postaci tych dziwnych, gąsienicowatych brwi, rozciągniętych na pół czoła. Ale nie o tym teraz. W holu panował, jak zwykle w letnie południe niemały gwar. Ludzi zbierało się coraz więcej i zrobiło się duszno, i gorąco, czemu nawet działająca na pełnych obrotach klimatyzacja nie mogła sprostać. Oczywiście to był problem dla turystów z chłodniejszych krajów. Dla Oliviera, który takie rzeczy przeżywał na co dzień, był to raczej zwykły, ciepły letni dzień. Takie tam 30 stopni. Nie żeby tam było tak zawsze.
Kiedy pozostało już 10 minut, Nowozelandczyk opuścił poczekalnie i spokojnym krokiem ruszył w stronę wyjścia. Na zewnątrz nie było lepiej. Słońce po kilku deszczowych dniach pokazało się na horyzoncie i dotkliwie dawało o sobie znać. Maori miał pojęcie o tym, że takie temperatury nie występują w Skandynawii, dlatego był niezmiernie ciekaw reakcji Europejczyka. Nawet założył jasną koszulkę z napisem "Haere Mai!", co miało po maorysku, czyli tradycyjnie przywitać Szwecję. Inna sprawa, że on tego języka nie znał. Jednak któż by się przejmował? Przecież o to właśnie chodziło.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Na ratunek światu północ i południe łączmy się!

Pisanie by Gość on Nie Sty 26, 2014 3:03 pm

Leciał na to spotkanie będąc dobrej myśli, albo przynajmniej starając się takowej być. Podróże nie były dla niego niczym nowym, chociaż z codziennej obserwacji zdawać by się mogło, że Berwald był raczej typem domatora. Bardziej stresujące od pokonywania mniejszych lub większych odległości było przebywanie z obcą albo chociażby mało znaną osobą sam na sam przez jakiś czas. Pracując w zespole nie miał aż tak dużego z tym problemu, zdążył się już nauczyć funkcjonować w większej grupie i robić swoje, nie musiał przecież z nikim poruszać głębszych czy bardziej osobistych tematów. Przebywanie z jedną osobą wydawało mu się tego właśnie wymagać.

Wziął kilka głębszych oddechów i zapiął pasy wedle poleceń obsługi. Niedługo mieli lądować po wielogodzinnym locie. Sve poczuł się zmęczony, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Pewnie znowu robił igły z widły i Olivier okaże się być bardzo miłą, wyrozumiałą i cierpliwą osobą. Nie powinien się tak denerwować. Kiedy wylądowali, dosyć szybko znalazł się bramkami, miał bowiem ze sobą jedynie bagaż podręczny. Być może było to dziwne, ale Berwald nie potrzebował wiele do szczęścia i wygodnego życia, a ponad to wolał ubrania przeprać, niż je wozić. A gdyby mu czegoś zabrakło, mógł przecież kupić na miejscu, taki przedmiot nabierał przy tym również wartości sentymentalnej - stawał się pamiątką.

Abstrahując jednak od rozmyślań narratora, Szwecja stał nieopodal bramek (ale tak, żeby nikomu nie przeszkadzać) i rozglądał się wokół z miną zdezorientowanego chomika. Nie wiedział, czy sam Nowa Zelandia po niego wyjdzie, czy kogoś pośle. Co gorsze, z Olivierem rozmawiał ledwie parę razy w życiu, widział go tez niewiele więcej, skutkiem czegoś nie był nawet pewny, czy wie, jak owy duch narodu wygląda. Do tego tę niemiłą sytuację pogarszał dokuczliwy upał, który sprawiał, że Szwecja oblał się potem i czuł się z tym bardzo niekomfortowo. Na samym lotnisku było ciut chłodniej, ale i tak za ciepło jak dla niego. Oczywiście, w jego kraju również zdarzały się ponad trzydziestostopniowe upały, ale powietrze było jakieś inne, mniej duszne niż tutaj.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Na ratunek światu północ i południe łączmy się!

Pisanie by Gość on Sro Lut 26, 2014 1:57 pm

Pogoda naprawdę się udała. Prażące słońce dawało o sobie znać a przecież w Zelandii aż tak gorąco nie jest. Blisko Australii nie oznacza, że australijskie. Mimo to temperatura wyraźnie skoczyła do co najmniej trzydziestu paru stopni na słońcu, co było całkiem przyzwoitym wynikiem. W końcu zapowiadali deszcze, a tu ledwo parę chmurek. Cudnie.
Z zewnątrz Olivier mógł dostrzec nieco pasów po drugiej stronie lotniska. Widocznie samolot gościa przybył na czas, to i Nowozelandczyk postanowił wrócić do środka by wyjść Szwecji naprzeciw. Nie wypadałoby żeby zostawić go samemu sobie, to było nieodpowiedzialne i z pewnością Kiwi miałby niemały kłopot z wytłumaczeniem się przed szefostwem. No ale skoro wywiązuje się z zobowiązań to raczej uwagi za nic nie dostanie. Mimo to naturalnie nieco się denerwował. Zazwyczaj tego typu spotkania odbywały się w gronie rodziny, albo chociaż Oz był blisko. Zawsze było to jakieś wsparcie moralne. Teraz pierwszy raz Zelandia musiał o własnych siłach wszystko załatwiać. Nie żeby wiecznie na kimś polegał, po prostu sytuacja była inna niż zazwyczaj. Szwecja był kimś, dobitnie mówiąc obcym dla Nowej Zelandii, tak samo jak Olivier był obcym dla Berwalda. Jednak mimo to Maori był dobrej myśli. Co może pójść źle?
Już z daleka można było dostrzec postać Szwecji. Co się dziwić, jedyni turyści, którzy mogli mu jako tako dorastać do pięt to Kanadyjczycy, bo akurat ich sporo się tutaj pojawia. Mimo to charakterystyczna była tu też uroda typowa dla Skandynawa. Dla Zelandii od zawsze to było coś interesującego, bo u niego zwyczajnie takich ludzi nie ma.
Wracając jednak do rzeczywistości, Olivier bez zastanowienia podszedł do Szwecji i niestety większość jego pewności siebie odfrunęła gdzieś w nieznane. Doprawdy czuł się teraz jak mrówka, albo gorzej. Dobra, był młodym państwem, ale jego kurduplowatość była czymś, co Zelandia od zawsze przeklinał. Przez to nikt nigdy nie brał go na poważnie, ba, był niczym mały dzieciak, któremu ludzie bez przerwy wsadzali ręce we włosy i zagadywali jak do idioty. Czy jest więc choć cień szansy, że ten rosły mężczyzna zachowa się inaczej? Wątpliwe ale trzeba było spróbować.
- Mam nadzieję, że nie musiałeś zbyt długo czekać - Skupiając całą swoją pewność siebie w uprzejmym uśmiechu rozpoczął rozmowę. - Witaj w Nowej Zelandii, trochę już się znamy, jednak lepiej się chyba przedstawić. Nazywam się Olivier Kirkland i jestem personifikacją tego kraju. Mam nadzieję na udaną współpracę. - Wyciągnął dłoń do Szwecji, starając się zachować swoje naturalne cechy. Choć bawił go widok Berwalda, od którego aż biła niechęć do upałów. Chyba jednak znajdzie się jakiś wspólny temat. - Normalnie nie jest tu tak ciepło, zazwyczaj temperatura waha się góra do dwudziestu pięciu lub sześciu stopni - Szkoda, że zapomniał wspomnieć, że w cieniu.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Na ratunek światu północ i południe łączmy się!

Pisanie by Gość on Pią Kwi 25, 2014 1:56 pm

- Berwald Oxenstierna, m'ło mi - przywitał się uprzejmie, ściskając jego dłoń.
Był nieco zaskoczony, ponieważ nie zauważył Oliviera, gdy ten do niego podchodził. Przeszło u przez myśl pytanie, czy ten posiadł jakieś magiczne zdolności czy coś, jednak gdy przyjrzał mu się uważniej, odgonił się od tego abstrakcyjnego pomysłu. Na słowa o temperaturze, speszył się nieco, ponieważ oznaczało to, że pokazywał po sobie uczucia, przybrał więc maskę pokerzysty i ruszył za Nowozelandczykiem. Miał nadzieję, że tym pierwszym wrażeniem nie zaprzepaścił wszystkich nadziei, jakie w nim i w tej wizycie pokładano.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Na ratunek światu północ i południe łączmy się!

Pisanie by Gość on Nie Maj 04, 2014 5:07 pm

Nikły uśmiech pojawił się na twarzy Nowozelandczyka po wymianie uścisków. Najwyraźniej nie tylko wyglądem Berwald dawał uczucie osoby silnej i choć był małomówny, tak trzymał się konkretów a to było dużym plusem. Co nie zmieniało faktu, że w przypadku Oliviera był to raczej minus. Chłopak był strasznie nieśmiały do innych i tylko przymusem pierwszy zabierał głos. No w tym przypadku to był przymus i to spory, bo był gospodarzem i to on zaaranżował to spotkanie. Na samą myśl coś nieprzyjemnie skręcało go w żołądku.
No ale były inne sprawy niż stres, którymi musiał się teraz zająć. Nie odzywał się, choć co jakiś czas zerkał czy Szwed szedł za nim, przy okazji posyłając mu ciepły uśmiech. Część gościnności oczywiście.
- Wellington znajduje się kawałek stąd więc podjedziemy samochodem. Jeśli nie problem... - Nie wiedzieć czemu ten chłód bijący od Europejczyka strasznie przytłaczał Oliviera... Nowozelandczyk nie mógł patrzeć na niego dłużej niż 10 sekund, bo czuł jak cały kostnieje mimo 30 stopni ciepła. Nie chodziło oczywiście o urodę... choć wiadomo, że Berwald różnił się od tutejszych ludzi, a o jego mimikę i tę powagę. Ciekawe czy wszyscy ludzie ze Szwecji są tacy poważni...

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Na ratunek światu północ i południe łączmy się!

Pisanie by Gość on Nie Maj 04, 2014 9:09 pm

- D'brze, dzi'kuję - powiedział, starając się, aby jego słowa były wyraźne. Stres coraz bardziej go zjadał, ponieważ czuł, jak narasta między nimi niezręczna cisza, czego skutki były katastrofalne, ponieważ czuł, jak język mu drętwieje i jakby miał zamiast niego supełek w ustach. Doprawdy, ciężko było w takiej sytuacji mówić, i to jeszcze wyraźnie. Jego spojrzenie zaś podszyte było strachem połączonym ze skołowaniem i niepewnością. Podszyte, ponieważ starał się być spokojny, co skutkowało odczuwanym przez Oliviera chłodem. Tylko dzięki wyćwiczonemu przez lata wojen, zwłaszcza gdy był młody i... niedowidzący, opanowaniu, nie drżały mu ręce, nie wodził (o)błędnymi oczyma po wszystkim wokół, tylko nie po Zelku, nie czerwienił się jak jabłuszko na jesień i nie robił jeszcze wielu głupich, a naturalnych dla stresujących sytuacji rzeczy. Zamiast tego szedł za nim krok w krok, prawie w ogóle się nie rozglądać, w zamian zaś wsłuchując się w kojący turkot kółeczek malutkiej walizki, kwalifikującej się na bagaż podręczny.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Na ratunek światu północ i południe łączmy się!

Pisanie by Gość on Nie Maj 04, 2014 9:47 pm

Zatrzymał się przed ciemnozielonym samochodem i zerknął znowu na Szwecję. Tym razem jednak na jego twarzy wymalował się głupi uśmiech, którym z całych sił próbował tłumić śmiech. Ten akcent niezmiernie go bawił. No ale zaraz zdał sobie sprawę, że musi wyglądać co najmniej mało inteligentnie, tak nagle wyskakując z idiotycznym zacieszem. Znowu zakłopotany szybko otworzył bagażnik .
- P-Pozwól, że ją wezmę. - Wziął od niego walizkę i włożył ją do środka. Nie wiedział czy postąpił prawidłowo, przyjeżdżając na lotnisko osobiście, czy powinien zamówić taksówkę, jednak widocznie był zbyt przejęty by się tym wcześniej zająć... Oby tylko jego gość nie odebrał tego źle... Przecież chciał się pokazać z jak najlepszej strony!
- Najpierw pojedziemy do hotelu, żebyś nie musiał nosić przy sobie walizki... Poza tym pewnie jesteś zmęczony.. - Czy dobrze robił, mówiąc mu na ty? W sumie nie był aż takim dzieciakiem, a sam Szwecja mógłby się czuć niekomfortowo, albo prościej mówiąc staro, gdyby zwracał się do niego per "Pan". Choć ... to mogłoby być naprawdę interesujące.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Na ratunek światu północ i południe łączmy się!

Pisanie by Gość on Nie Maj 04, 2014 10:09 pm

Ten dziwny uśmiech sprawił, że niemal go w wmurowało. Nie wiedział, jak ma ten wyraz twarzy zinterpretować. Czy coś go rozśmieszyło, tylko boi się przyznać, czy może któryś z nich zrobił coś głupiego? Przez krótką chwilę widać było, że Berwald jest zdezorientowany. Gdy minęła, odchrząknął i podał Zelkowi walizkę, dziko się przy tym czując - wszak gospodarz był... filigranowej budowy, nie powinien dźwigać jego bagaży, wszak coś by się mogło mu stać. Nie, bagaż nie ważył wiele (wszak nie mógł), ale jednak...
- W p'rządku, dzi'kuję - powiedział i skinął głową na propozycję Oliviera. Absolutnie mu nie przeszkadzało zwracanie się do niego w drugiej osobie liczby pojedynczej, wręcz pozytywnie go to zaskoczyło. W jego kraju wszyscy się tak do siebie zwracali, nawet poddani do króla.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Na ratunek światu północ i południe łączmy się!

Pisanie by Gość on Nie Maj 04, 2014 11:00 pm

I nagle jakoś tak atmosfera znacznie się ociepliła. Olivier nie był do końca pewien dlaczego, jednak zdecydowanie mu to odpowiadało. Skinął Berwaldowi i zasiadł za kierownicą. Tak, miał zamiar prowadzić. Nie żeby był w tym zły, jednak przy jego wyglądzie już nie raz otarł się o mandat, a sam fakt, że zamierza prowadzić niejednokrotnie ludzi przerażał. No bo jak może prowadzić młoda osoba?...To przecież musi prowadzić do czegoś niedobrego! Jednak w tym przypadku Szwecja nie miał się czego obawiać... Poza tym, że Olivier był zestresowany nic nie mogło przeszkodzić im bezpiecznie dojechać do celu.
Co zaś do jego preferencji siłowych... Wygląd Zelandii idealnie odzwierciedlał jego siłę. Chłopak zdecydowanie nie należał do kogoś obdarzonego krzepą, jednak takie ciężary absolutnie mu nie przeszkadzały, w końcu to tylko jedna walizka~.
Tę dziwną delikatność można było dostrzec i po wnętrzu samochodu.. Miśkowata owieczka powieszona na lusterku, jaśniutkie bawełniane (dosłownie) siedzenia, kilka pluszaków na tyle. Tym Olivier absolutnie się nie przejmował, dla niego pasja tymi zwierzątkami była jak chleb powszedni, bo przecież każdy wie, że tutaj owiec jest w bród. No... może niekoniecznie Berwald, ale pozostawało mieć nadzieję, że jest tolerancyjny~.
- Wsiadaj~ - Zawołał do niego i posłał mu ciepły uśmiech. Może jednak uda im się jakoś dogadać.



Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Na ratunek światu północ i południe łączmy się!

Pisanie by Gość on Wto Maj 06, 2014 11:15 am

Usiadł więc na siedzeniu pasażera, zamknął drzwi i zapiął pasy. Nie był w żaden sposób poruszony zestawieniem wyglądu Zelka, z faktem prowadzenia przez niego auta, za to samo auto (czy też raczej jego milutkie wyposażenie) go zainteresowało. Zapatrzył się na dyndającą na lusterku owieczkę, ale nie ośmielił się jej dotknąć - jeszcze by sobie Olivier coś złego na jego temat pomyślał. I o ile za żywymi owcami niespecjalnie przepadał ze względu na ich... wątpliwe walory zarówno umysłowe, jak i estetyczne (przy bliższym poznaniu), a za baranami to już w ogóle, to w wersji pluszowej były naprawdę miłe w odbiorze.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Na ratunek światu północ i południe łączmy się!

Pisanie by Gość on Wto Maj 06, 2014 9:37 pm

To po tych ... oględzinach nie pozostało nic innego jak odpalić samochód i ruszyć w drogę~. Skupiając się na jeździe ciśnienie widocznie spadło, choć fakt faktem próba pokazania się z jak najlepszej strony dalej była w grze. Olivier starał się jak najlepiej prowadzić samochód, choć co chwilę zerkał kątem oka na Szwecję. Droga nie była długa, jednak ta pozorna cisza była strasznie krępująca.
- Jak długo tu zostajesz? - Trochę nie w porę ugryzł się w język i od razu spłonął rumieńcem. - W- W sensie... W-wiesz praca i obowiązki... Nie ma chwili odpoczynku ... - Czuł jak piekły go policzki i ściskało w żołądku. No zawsze musiał coś palnąć! Co on taksówkarz? I jeszcze jakby Szwecja był turystą... No i całą miłą atmosferę już szlag wziął. Szkoda tylko, że do Wellington był jeszcze kawałek drogi....

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Na ratunek światu północ i południe łączmy się!

Pisanie by Gość on Sro Maj 07, 2014 10:17 am

Spojrzał na niego, nieco zdziwiony tym niespodziewany pytaniem, a widok, jaki ujrzał, był tak pocieszny, że spojrzenie mu wyraźnie złagodniało. Zamknął oczy, aby po sobie tego nie pokazywać oraz się uspokoić.
- Dwa tygodnie - odpowiedział spokojnie, nie rozumiejąc zawstydzenia Nowej Zelandii. Nie uważał, aby stało się coś strasznego albo nieodpowiedniego, ale wiedział również, że każda jednostka odbiera wydarzenia inaczej. Nie zamierzał naciskać, nie otwierał także oczu.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Na ratunek światu północ i południe łączmy się!

Pisanie by Gość on Czw Maj 08, 2014 9:48 pm

Po dłuższej chwili Oli zebrał się do kupy i odetchnął cicho. Musiał w końcu oduczyć się tej dziecięcej ciekawości zwłaszcza, że i tak już wystarczająca część świata ma go za dzieciaka. Ale najwyraźniej Szwecja nie podchodził do innych w ten sam sposób... pocieszające. I choć widocznie nie był on jakoś szczególnie rozmowny, tak mimo wszystko wydawał się być osobą wyrozumiałą... i treściwą. Choć w tym wypadku jak już było wspomniane małomówność trochę komplikowała sprawę, bo Zel jako osoba dosyć cicha i nieśmiała a zarazem jako gospodarz musiał przejąć pałeczkę, i robić za przewodnika we wszystkim. A do tego.... no raczej nie przywykł. Doświadczenie z turystyką to nie wszystko... a w dyplomacji ledwo zaczynał zielenieć.
- Dwa tygodnie to w sumie nie tak mało - Uśmiechnął się i zerknął na Szwecję. Na początku trochę się zmartwił, że może mu coś dolegać przez jego zachowanie, jednak zaraz nieco się uspokoił, bo nie wyglądało jakby towarzyszowi faktycznie coś było. Co zaś do jego pobytu w Nowej Zelandii... to ogromnie ucieszyło Oliviera. Przecież poza umówionymi sprawami będzie mnóstwo wolnego czasu żeby wykorzystać atuty kraju i pozwolić Berwaldowi odpocząć. A i może jego kraj dzięki temu inaczej spojrzy na ten przyćmiony przez Australa land~.
Wracając, Wellington mimo wszystko nie jest tak daleko od lotniska, więc już po niedługiej chwili personifikacje dotarły na miejsce. Miejsce jak się zdaje dosyć osobliwe, w końcu stolica. Bardzo widoczne były liczne kawiarenki, miejsca do odpoczynku. Spoglądając w prawo widać było naprawdę spory port, w którym aż tliło się życie. W końcu lato, a miasto miało ten plus, że leżało tuż przy cieśninie. - Skoro nie goni cię tak czas to nie musimy od razu zajmować się formalnościami. Jeśli chcesz to oprowadzę cię po mieście, choć w sumie to chyba nie najlepszy pomysł... Pewnie jesteś zmęczony.. - No tak, znowu musiał najpierw powiedzieć a potem myśleć. Na szczęście już byli pod hotelem, więc presja tzw. czterech ścian mogła go opuścić. Co by się działo gdyby to on miał się wybrać do Europy....

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Na ratunek światu północ i południe łączmy się!

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach