Kanadyjski stryszek

Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Wto Wrz 09, 2014 12:58 pm

Czy Tony był zwierzęciem? Był kosmitą, to pewne. I czasem nawet zdawało się, że to Ameryka jest zwierzątkiem Tony'ego, a nie na odwrót. Zresztą każdy wie, że łatwo jest sobie omotać Alfiego wokół palca - wystarczy trochę dużo jedzenia i coś na co można go skusić.
-Cierpliwości? Byłem cierpliwy! -Biegał jak idiota po lasach, bo nie potrafił usiedzieć w miejscu przez dwie sekundy, był słabym myśliwym, bo nie potrafił cierpliwie czekać na zwierzynę, a o tym jakie numery robił podczas łowienia ryb to już lepiej nie wspominać -Po prostu u mnie nie było takich fajnych zwierząt! -Tylko mustangi, niedźwiedzie, bawoły, w cholerę ptaków, w cholerę małych ssaków.. Nie, nie mieli w ogóle zwierząt!
Wzruszył rękami i zerknął ciekawy, co tam brat znalazł. Jednak się nie ruszył od razu, dopiero gdy Matt odłożył książkę i ją zostawił, sam sięgnął po egzemplarz i zaczął wertować strony.
-Mhm... Dziwne..

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Wto Wrz 09, 2014 3:58 pm

Cóż... znał się trochę lepiej od brata na zoologii i jego cierpliwości, więc wolał nie komentować jego słów. Zwłaszcza, że brat i tak byłby zbyt zajęty myśleniem o wszystkim innym by go pojąć.
-Oczywiście.-mruknął trochę uszczypliwie.
Nagle zauważył, że brat wziął "Małego Księcia". Zastanawiał się przez chwilę, czy ten orientuje się we Francuskim, ale mimo to podszedł do niego.
-Co jest dziwne?-spytał spokojnie patrząc na niego.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Wto Wrz 09, 2014 10:12 pm

Przeglądał kolejne strony z pewnym zaciekawieniem. Nie, nie umiał francuskiego, jednak obrazki mógł pooglądać. O dziwo, książki tej nie czytał, niestety Anglik nie szczególnie dbał o jego wychowanie literackie.. No chyba, że chodziło o literaturę angielską, tą katował biednego chłopaka.
-Śmiesznie, że masz książki w takim języku.. Francuski, tak? -Na chwilę jakby popadł w zadumę -...dostałeś ją od Francisa?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Sro Wrz 10, 2014 3:28 pm

Cóż... on książki kochał i wręcz czatował na przewóz papieru i książkopodobnych rzeczy. Pochłaniał wszystko w trzech nauczonych językach (Angielskich, francuski i hiszpański [z własnej woli się nauczył, by lepiej rozumieć kraje na południe od niego]) i nie rozumiał jak można tego nie lubić.
-Nie. Miałem książki od Francisa, ale te się rozleciały.-odparł porządkując dalej.-Tę kupiłem sam gdy byłem w księgarni. Z resztą Francis, nie mógł mi jej dać bo autor urodził się podczas IIWW, a ja wtedy byłem już duży...- powiedział trochę ciszej wciąż układając i robiąc miejsce, gdy nagle trochę spojrzał na niego i uświadomił sobie co powiedział. Spuścił wzrok zrozpaczony.-Jestem kretynem.-jęknął dotykając dłonią twarzy.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Nie Wrz 14, 2014 3:32 am

Powiedzmy sobie szczerze - Ameryka znal tylko jeden jezyk, angielski. Z rosyjskiego kojarzyl pare slow, podobnie jak i francuskiego czy niemieckiego. Jesli zas chodzi o literature to nie przepadal, wciaz chodzily mu po glowie wspomnienia katorgi jaka przezywal nad dzielami Szekspira. Kiedys co prawda zaczytal sie w Sherlocku, jednak uznal to za jednorazowa przygode, a niechec do angielskich tworow literackich pozostala tak duza, ze z trudem przebrnal przez Harrego Pottera czy serie Tolkiena. Zreszta z pomoca przyszla era telewizji i kina, ktora odsunela na dalszy plan kwestie rozwoju czytelnictwa u Ameryki.
-Ah.. Nie wiedzialem. I w sumie.. Powinienes dbac o ksiazki od niego.
Z cichym westchnieciem odlozyl egzemplarz w poprzednje miejsce i podszedl do brata lapiac za jego ramie. Oparty tak zerknal na bok i odplynal na krotki moment w swoje marzenia.
-Ksiazki, tak... Arthur zawsze mial ich pelno w kajucie. Czasem wkradalem sie tam, mialy piekne ilustracje. Niektore zabieral do mojego domu... Gdy nie mial sil lub nie wiedzial co mowic to czytal mi na dobranoc rozne historie. Potem troszke podroslem to sam nauczyl mnie literek... i tak dalej. -Zrobil chwilowa pauze i puscil brata -...Wtedy skonczyl sie etap bajek na dobranoc, a zaczely nudne epopeje, nauka i... I wlasciwie wszystko robilem sam... 'Jestes juz duzy, nie potrzebujesz mojej pomocy'... Eh, glupie gadanie... -Dopiero spojrzal na Matt'a -Mowisz, ze ksiazka jeet z XX wieku? I jest francuska... Nie wiem po co to czytasz. Wiesz co Ci powiem? Tez cos czytalem z XX wieku... Ladna angielska ksiazeczke dla dzieci. O czym opowiadajaca? O chlopcu, ktory nie chcial dorosnac, bawil sie w Indianina i dreczy biednych Anglikow. Oh czy to Ci kogos nie przypomina? A dziewczynka z kroliczkiem w dziwnym swiecie? Czy nie przerabialismy tego w wersji meskiej? Tak dla wiekszej zabawy dodam, ze musiala ona uslugiwac komu? Ano KROLOWEJ. B-Bardzo smieszne, zostane przy dawnych historiach... Znasz Krola Leara? Szekspir to napisal. Opowiada o tym jak ojciec nie docenil swojej corki, mimo iz pozostale chwalil pod niebiosa i zaplacil za to solidna cene...
Ponownie westchnal wreszcie przenoszac wzrok na brata. Moze za bardzo te wszystkie aluzje przenosil na siebie i Anglika?
-Wlasciwie o czym jest ta Twoja ksiazeczka?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Nie Wrz 14, 2014 7:37 am

Słuchał uważnie słów brata głowiąc się nad nimi. Słysząc te porównania roześmiał się w głos. Fakt, jego brat miał tendencję by wszystko brać do siebie. Choć jego zdaniem, przekład Alfreda co do "Alicji w krainie czarów" był trochę dziwny.
-Wiesz... znam taki śmieszny wierszyk dotyczący bostońskiej herbatki...-zaczął cicho mówić, gdy usłyszał pytanie. Jego oczy błysnęły, a on przytulił książkę do piersi z czułością jakby mówił o małym dziecku.-To... taka bajka dla dorosłych. Jest tu najpierw przedstawiony autor, który opowiada jak świat postrzegają dorośli, a jak dzieci. Na początku, zafascynowany książką przyrodniczą rysuje węża boa z słoniem w brzuchu. Sęk w tym, że dorośli nie widzieli węża z słoniem w brzuchu, a kapelusz. Więc narysował drugą wersję z wężem boa otwartym, gdzie widać słonia. Dorośli jednak uznali to za dziwną fantazję chłopca.- zaśmiał się cicho ubawiony.-Chłopiec zniechęcony niepowodzeniami z wężem otwartym i zamkniętym został pilotem. Niestety pewnego razu rozbija się na pustyni. Gdy majstruje przy silniku podchodzi do niego blond włosy chłopiec o niebieskich oczach i poprosił by ten narysował mu baranka. Autora zdziwiło to, ale wziął kartkę papieru i zaczął rysować. Sęk w tym, że żaden z narysowanych baranków nie podobał się chłopcu. Albo były za stare, albo za młode, albo miały jakieś inne wady. W końcu wściekły i zirytowany autor narysował skrzynkę z dziurami i powiedział, że to właśnie w niej znajduje się jego baranek. Ku jego zdumieniu chłopiec ucieszył się i wziął od niego kartkę. Wtedy też autor poznał po kolei historię Małego Księcia, jego Róży, oswojonego Lisa i poznanych przez chłopca osób. W książce Exupery pokazuje jak różny jest świat dorosłych od świata dzieci, i że dorośli wcale nie są tacy logiczni i świetni jakby chcieli...- zająknął się nie wiedząc czy dzielić się z ostatnią informacją, która go dręczyła.- Wiesz, moim zdaniem ta książka byłaby dla ciebie dobra, gdybyś spróbował odkryć w niej drugie dno, które ta posiada.- powiedział to bardzo cicho wpatrzony w podłogę.- Moim zdaniem dobre też by było gdybyś przeczytał biografię Antonine de Saint-Exuper-ego. Wydaje mi się, że by ci się spodobała....- dalej mówił prawie niedosłyszalnie tuląc książkę.- Natomiast drugą książkę, którą bym ci polecił to byłaby na pewno ta.- wziął w ręce stosik tomów i spojrzał na niego z psotnym błyskiem w oku.-Pewnie nie kojarzysz kogoś takiego jak Indiana Jones?- uśmiechnął się czekając na jego reakcję.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Nie Wrz 14, 2014 1:38 pm

Wsłuchiwał się w brata niczym małe, zafascynowane czymś dziecko. Choć nie rozumiał wielu sformowań, które usłyszał, to i tak poczuł się, że słucha o czymś naprawdę pięknym i godnym poświęcenia temu paru chwil uwagi.
-Dzięki, ale... Nie sądzę, aby to były lektura dla mnie. Wychowałem się.. w troszkę innym środowisku niż ty, nie znam całego tego gadania o pięknie, filozofii i tak dalej, i tak dalej...
Pokręcił głową machając przy tym ręką. Naprawdę uważał, że mimo wszystko był troszkę inny niż jego brat. Tak drodzy państwo - Alfred doskonale widział to, że jego poziom wrażliwości na sztukę wyższą jest ograniczony w stosunku do np. takich dzieci z Europy. Nie znał się na literaturze, ze sztuki wymieniłby może kilku malarzy, przy okazji wspominając o tym, że Da Vinci był francuzem, Michał Anioł jednym z wcieleń Archanioła Gabriela, a Picasso to taki samochód. Oczywiście należało by dodać, że Leonardo, Michael Angelo, Donatello i Raphael to dla niego wojownicze żółwie ninja.
Uśmiechnął się dopiero, gdy usłyszał o kolejnej książce, która zresztą zajmowała szczególne miejsce w spisie jego ulubionych.
-Oczywiście, że kojarzę! Tylko, że... To jest postać filmowa, potem powstały książki! -Nadymał policzki dumny z tego, jak wiele wie -W sumie jeśli chodzi o bohaterów książek jakich lubię.. Ale książek-książek to hm... no.. -Przeniósł wzrok na bok, odrobinę zażenowany -...Grecja ma fajne książki. K-Kiedyś przypadkiem dorwałem.. O... O... Bohaterach... I herosach... I Bogach.. i... i... n-no...

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Nie Wrz 14, 2014 2:17 pm

Matthew postawił książki do kartonu by je zabrać. Słysząc, że tego fascynuje mitologia grecka uśmiechnął się szeroko.
-Naprawdę?-spojrzał na niego z błyszczącymi oczyma. Kanada miał bowiem okres w swoim życiu gdy chciał wiedzieć wszystko. Sęk w tym, że nie trwał on jak u zwykłego człowieka kilka lat, a może nawet jedno stulecie.-A kojarzysz dwunastkę i jakie mają przypisane moce? Albo wojna trojańska, Odyseja...- zaczął wymieniać niestrudzenie, po czym spojrzał na brata z nadzieją w ślepiach.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Pon Wrz 15, 2014 1:49 pm

Pokiwał kilkakrotnie głową.
-Ehe, kojarzę... Te rzeczy były fajne. Szkoda, że jako dziecko nie mogłem ich czytać..
Tak proszę państwa - Alfred był miłośnikiem mitologii greckiej. Zresztą wystarczy tylko spojrzeć - niektórzy z bohaterów jego ulubionych komiksów są w jakimś małym stopniu wzorowani właśnie na herosach i bogach starego poczciwego Greka (oczywiście należy pominąć Thora, jego podpieprzył Skadynawom!)
-W-Wiesz, uważam, że te opowieści są super. A Odyseusz... Wiesz, że mimo wszystko chciałbym być na jego miejscu? Tyle przygód, pływania po nieznany.. -Urwał, bo nagle sobie uświadomił jedną, dość bolesną rzecz -...w-wiesz jak nasi drodzy opiekunowie.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Pon Wrz 15, 2014 2:55 pm

Zastanowił się nad jego słowami.
-Jeśli mam być szczery to zamiast Odysa, uwielbiam Penelopę. Mimo, że wszyscy mówili jej, że jej mąż i ukochany nie żyje ona wiernie czekała. To taki piękny wzór miłości bezgranicznej... i jej sposób na odpędzenia się od amantów... jak na okres gdy kobiety nie miały władzy był bardzo niesamowity.- spojrzał na brata myśląc jeszcze trochę.-Tak... przypomina to ich...-znów się zamyślił.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Czw Paź 09, 2014 10:52 am

Wychodziła jedna z różnic pomiędzy Ameryką i Kanadą. Ameryka był typem nie mogącym usiedzieć w miejscu. Już jako dziecko wszędzie biegał i przeszedł chyba wszystkie tereny od wschodniego do zachodniego wybrzeża. Chodź się do tego nie przyznawał, to jak był mały często podkradał rzeczy Anglika i udawał, że sam też podróżuje statkami i odkrywa nieznane lądy. Niestety szybko przestawił się z bycia Indianinem na bycie kolonią Anglii i zapomniał, że sam jest tym 'dzikim', których to chciał odkrywać.
-Ciekawe, ciekawe.. Jednak wolałbym podróżować! Huh.. Nie zastanawiałeś się czasem jak to by było?! Pływać na statkach, podróżować, podbijać nowe lądy! Eh... Chyba za późno się urodziliśmy na takie zabawy.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Czw Paź 09, 2014 5:23 pm

Zamyślił się drapiąc po brodzie.
-Wiesz... nigdy nie jest się za późno by coś zrobić.-odparł z roziskrzonym błyskiem w oku.-Morza wciąż stoją otworem... ale w dół.-spojrzał na niego z zagadkowym uśmieszkiem zastanawiając się czy zrozumie, co ma na myśli. Kanada z braku asertywności nigdy nie mówił, że miał takie same pragnienia jak brat. Przypomniało mu się jak jeden, jedyny raz został zabrany na Stary Kontynent (nie wiadomo co to było za święto lasu ale mimo to było fajnie).

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Sob Paź 11, 2014 2:26 pm

Machnął na niego ręką. Morza? Głębie oceanów? Nudny piach i falujące roślinki z kolorowymi rybkami. Alfie miał kiedyś parcie na 'Gdzie jest Nemo' i nawet odwiedzał jak szalony Australię aby 'przeżyć podróż życia!' ale po roku przeszła mu faza i skończyła się ekscytacja podmorskim życiem. A fantazje o kapitanie Alfredzie i pięknym statku wciąż trwały!
-Głupoty.. Wiesz jaka jest prawda? -Spojrzał na brata ze śmiertelnie poważną miną -Żeśmy się urodzili ZA PÓŹNO. T-Tak! Wyobraź sobie, co by było, gdybyśmy byli młodsi i pochodzili z Europy? T-Tyle nas ominęło.. A tak.. -Zaczął machać rękami przed oczami brata -Średniowiecze, księżniczki i piękni rycerze! Bym jeździł na białym koniu i walczył za mojego pana! A Ty machałbyś mi chusteczkami z wieży! Chodzilibyśmy na turnieje rycerskie i objadali się dzikami! Spotkalibyśmy jednorożce i... pewnie smoki! Alfred pogromca smoków, to nie brzmi pięknie!? A wieczorami siadalibyśmy przy kominku i słuchali pięknych melodii z tej takiej mini-harfy! I... I moja zbroja lśniłaby złotem, tak! A na samym środku... -Wskazał na swoje piersi -Kazałbym narysować WIELKIEGO ORŁA! Ze szponami! Aby rozdziobywał moich wrogów!! -Oczywiście Alfred zapomniał o paru kwestiach. Gdyby żył podczas średniowiecza to raczej nie paradowałby w pięknej zbroi ścinając złoczyńców tylko tarzałby się w błocie nosząc kilkanaście kilogramów żelaza w pełnym słońcu. Ewentualnie paradowałby po ulicach... W deszczu spowodowanym wylewaniem przez okna.. pewnych substancji. Oh i oczywiście musiałby walczyć w imię religii. Co prawda smoków i jednorożców by nie spotkał, ale pewnie byłby szczęśliwy mogąc ganiać bogu ducha winnych niewiernych. No i nie można zapomnieć o chorobach. Trochę by swędziało, gdzieniegdzie rany pełne ropy, ale przecież BYCIE RYCERZEM ZOBOWIĄZUJE, nie wolno niszczyć marzeń Alfiego, tak? No... Może zniszczmy jeszcze jedno: bowiem Alfie chciałby ptaszka na piersiach. No i czy ktoś w Europie już PRZYPADKIEM nie miał na piersiach ptaszka, pomyślmy? Ym... chociażby Polska? Niemcy? Prusy? ROSJA!? Iście oryginalny Alfie na pewno byłby szczęśliwy widząc, że jego malutki orzełek jest niczym w porównaniu z ruskim dwugłowym mutantem. Oh i na koniec - BIELIKI AMERYKAŃSKIE NIE ŻYJĄ W EUROPIE.
-A potem byłoby jeszcze lepiej! Wyobraź sobie te statki, wyprawy zamorskie! Pływalibyśmy po nieznanych lodach i odkrywali dzikie lasy, pustynie, Indian! -...zaraz zaraz, CZY AMERYKA NIE BYŁ INDIANINEM? -Byłbym kapitanem statku i nosił ogromny kapelusz jak kiedyś Arthur! I miałbym ludzi, którzy by mnie nosili! Zwiedziłbym ten ten kontynent tam! Murzyni by mnie nosili! I jeździłbym jako pierwszy człowiek na ŻYRAFIE! A potem bym popłynął do Azji wyrywać ładne dzikie panny! -Alfie i jego fantazje... -Stałbym się najbogatszym krajem świata na koloniach i cały świat byłby mój! -Oczywiście nie powiedział SKĄD by wziął pieniądze na statki i inne takie. No i pominął fakt, że to 'odkrywanie nowych lądów' to nie była wycieczka autokarem do Wieliczki, a kilkumiesięczna wyprawa morska podczas której mogłoby mu wymrzeć pół załogi. Oczywiście Ci Indianie i inne ludy też nie padliby od razu mu do stóp (no chyba, że trafiłby na Meksia..), tylko wpierw musiałby się poużerać z ich dzidami.. i takimi tam.
-A potem wyobraź sobie byśmy brali udział w rewolucjach! Juhu! Biegalibyśmy po miastach z pochodniami i głosili wzniosłe idee! -Podniósł obie rączki w górę -Wolność! Równość! Braterstwo! Freedom brachu! I dźgalibyśmy w tyłki tych złych! -...I jak zwykle wizje Ameryki nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. Bo gdzie krew i ludzie umierający na ulicach? No i fakt, że wiele rewolucji mało z ideami wspólnego miało.. No i to jednak WOJNA, nie jakieś-tam gadanie z pochodniami i transparentami jak na demonstracji ekologów przeciwko nowej autostradzie. Ale Alfred to Alfred i jedynie co przyszło z nim uczynić to skierować do Anglii zażalenie, czemu nie nauczył go dobrze historii.
-Widzisz jakby było super? A tak co mieliśmy? Phi, skopanie dupy Anglikowi aby zabrał ręce z mojego tyłka i trochę tam wojny secesyjnej. Emocje jak na zawodach krokieta -Krykieta -...no a potem nudy, nudy, nudy... -Nie Ameś, Ty wcale nie babrałeś się w Ameryce Łacińskiej, Ty wcale nie babrałeś się w wojnach światowych, bombach atomowych, Japonii, Wietnamie, Korei, Chinach, ROSJI, Iraku, Afganistanie i tak dalej, i tak dalej. Cóż za NUDNE życie Ameryki!

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Sob Paź 11, 2014 6:14 pm

Jego mina przez całą jego wypowiedź zdawała się być na granicy "Żartujesz sobie?", a "Chyba serio jesteś kretynem". Potrzebował chwili by dokładnie zebrać jego monolog do kupy wciąż racząc go swoją miną. W końcu odetchnął, złożył łapki w piramidkę i spojrzał na niego ale nie było w tym spojrzeniu zwykłego ignorowania. Jak było wspomniane tylko Ame był w stanie doprowadzić go do stanu wściekłości.
-Zacznijmy od początku.-wycedził przez zęby i pokazał brat by się zamknął.-Średniowiecze nie było bajką dla dzieci i historią o okrągłym stole i królu Arthurze i jego kółku błędnych przygłupów, to znaczy rycerzy. Nie bez powodu nazywały się Wiekami Ciemnymi i choć głównie w określeniu tym chodzi o bardzo niewiele ksiąg mówiących o tym okresie. To także okres zabobonów, chorób i ciemnoty, która sprawiła, że były np. polowania na czarownice. Co do rycerzy: to była banda spoconych, zadufanych w sobie żołdaków, którzy NIE ratowali dam w opresji, choć wielu chciałoby być za takich uważać. Był to też okres władzy religii gdzie pobożność i "Wola Boża" stała obok bezsensownych rzezi i morderstw. A skoro nie przeszedł ci apetyt na rycerzy powiem ci, że europejscy lekarze za najlepszy sposób leczenia gangreny uważali ucięcie ręki, a na bóle głowy polecali wyjęcie mózgu i posolenie go. Dodatkowo mogłeś umrzeć od byle przeziębienia. Uroczo prawda?-wziął głębszy oddech wciąż pokazując że ten ma być cicho.-A teraz nowożytność: Nie, wcale nie było lepiej niż w średniowieczu. Wciąż ciemnota, którą nieliczni chcieli rozjaśniać. Chłopi np. do XIX wieku w wielu miejscach myślało tak samo jak w średniowieczu. Wioski takie były kopalnią dla archeologów, a rozpaczą dla idealistów. Obce ludy bardzo nie chciały być odkrywane przez takich ludzi jak Koszmarny Krzysztof Kolumb i jemu podobni. Szczególnie, że często po takim odkryciu byli dziesiątkowani przez odkrywców przy ciężkiej robocie, lub przy przywleczone przez nich choroby. I znów ludzie umierają od byle przeziębienia. Religijny fanatyzm doprowadza do niszczenia indiańskich i murzyńskich kultów, oraz tysiącletnich świątyń! Pokaz bestialstwa i zaślepienia przez duże B!- i znów przerwa na wdech.-Wiesz co mówiono o rewolucji Francuskiej? Że pożerała własne dzieci. Rządy jakobinów sprawiły, że jeśli dobrze pamiętam 50 tys. ludzi poszło pod gilotynę za byle donos! Wyobrażasz to sobie? To tak jakbym ja z zazdrości poszedł do władz i powiedział, że spiskujesz z rojalistami. Pewnie, znając się byś się do tego nie zniżył, ale bez sądu twoja głowa trafiłaby do kosza. Wiesz, że gilotyny pomalowano na czerwono, bo rozbryzg krwi brzydził oglądające spektakl kobiety? Mało tego! Wręcz zachęcano by ludzie oglądali te pokazy! Więc nie, rewolucje tylko z początku były poprawą by później zmienić się w terror. Nawet twoja jest sarkastycznie genialna. Pisze w twojej konstytucji o równości wszystkich, ale kobiety, Indianie i Murzyni przez długi okres czasu są tylko pół-równi, czyli byś zrozumiał bez praw. Taka trochę kpina wiesz?- i znów wdech-I nie, nie urodziliśmy się za późno. Ja sam cieszę się, że nie załapałem się na makabrę średniowiecza i...- złapał za leżący niedaleko kij od hockeya i lekko walnął go nim w głowę.- XIX wiek wcale nie był taki nudny. Moim zdaniem działo się w nim wiele i jeszcze więcej złego. Bardzo dużo złego. Mam ci przypomnieć, że eugenika to twój wymysł?- wypuściwszy z siebie złość opadł jak przekuty balonik. Usiadł przygarbiony na ziemi.-A najgorsze jest to, że jesteś zbyt zadufany w sobie by to zrozumieć.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Sob Paź 11, 2014 7:02 pm

Brat go kompletnie zamknął. Usiadł, podparł głowę rękami i zaczął patrzeć na niego jak dziecko, któremu zniszczono światopogląd. Jakby zaraz się miał rzucić na brata z gołymi rękami.
-...Arthur opowiadał fajniejsze bajki...
Rzucił tak, jakby to Matt był winnemu tego, że rzeczywistość jest inna niż jego dziecięce wyobrażenia.
-...Jesteś okropny, uh. I niesprawiedliwy... Mówisz, że urodziłeś się w dobrych czasach, mówisz, że wcześniej było okropnie... -Pociągnął nosem, chyba stawał sie czasami zbyt emocjonalny -...Ale... Nie lubię swoich czasów. Gdy się urodziłem miałem tylko Ciebie. Potem dołączył Meksyk. W Europie wszyscy mieli wielkie rodziny, braci, kuzynów i tak dalej. W dodatku jesteśmy zza oceanu i co? Nikt nas prawie nie odwiedz... -Urwał zaciskając zęby -Nikt MNIE prawie nie odwiedzał. Z-Zresztą... I tak chciałbym się narodzić gdzie indziej. Jak nie we wcześniejszym czasie... to w innym miejscu! Jak Europa taka okrutna.. To chciałbym urodzić się w Azji! T-Tak! Yao kochał wszystkich swoich braci i siostra, o-oni są chyba najszczęśliwszą rodziną jaką widziałem! I... I nigdy nikt nikogo tam nie zostawił! -Tylko, że Alfred zapomniał o tym, że choć wiodło im się razem dobrze, to wpierw byli wyżynani przez Anglików i Francuzów, potem pół rodziny prawie wymordował Japonia, a na końcu doprawił im wszystko Rosja. Zapomniał o tym, że wciąż Azjaci są porozdzielani problemami historycznymi, wojnami czy zasiekami, że bliźnięta tam są rozdzieleni szczerą nienawiścią (do czego i sam Alfred się przyczynił), a każdy praktycznie przeżył tam piekło na ziemi. Cóż, dla niego w opowieściach Chin czy Wietnamki Azjaci byli kochającą się rodziną, której on zawsze pragnął.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Sob Paź 11, 2014 7:11 pm

Jako, że wyżył się na niszczeniu jego wizji świata Europy, potrzebował chwili by znów się naładować. Jednak nie chciał strzępić języka i jeszcze okłamywać brata z braku własnej wiedzy.
-Daj mi chwile.-rzekł więc schodząc na dół i po chwili wrócił zdyszany dzierżąc kilka książek.-To historia Azji z różnych punktów patrzenia. Mam nadzieję, że pomoże ci rozwiać wymysły od prawdy. Mogę mieć tylko nadzieję, że będziesz wystarczająco inteligentny by to zrobić.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Sob Paź 11, 2014 7:25 pm

Spojrzał na książki wzrokiem, jakby chciał pokazać, że nie do końca wie, co ma z nimi zrobić.
-Na co mi to..? Ja swoje wiem. Każdy Ci powie, że Yao zawsze się wszystkimi zajmował i kochał swoich braci. Spędzał z nimi czas... I nawet jak była wojna to zawsze przy nich był. A mi tylko tego potrzeba. Nie żadnej historii!
Odsunął od siebie książki jakby się wzdrygał w ogóle ich tknąć.
-...zresztą Ty nic nie rozumiesz. Ty miałeś Francisa.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Sob Paź 11, 2014 7:39 pm

Odłożył książki, ale na słowa Ameryki spiął się tak mocno, że odwrócił się napięcie i bezceremonialnie uderzył go w twarz.
-Ty nic nie wiesz!!-krzyknął czując, że traci nad sobą panowanie zbiegł ze schodów, walcząc z swoim uczuciem.-Myślisz że to ty jesteś ten pokrzywdzony?!-wrzasnął z dołu.-Bo Anglia podniósł ci podatek? Biedny Alfi, o jak przykro że robić za rynek zbytu!-wydawało się, że zaraz ryknie płaczem.-Ale on o ciebie walczył! Całe osiem lat!! A Francja? Po pół godzinie stwierdził, że walka o mnie jest bezsensowna, stwierdzając, że nie warto na mnie tracić czasu. I sobie poszedł. Byłoby ci miło co?!-już serio płacząc schował się w swoim pokoju pozwalając sobie na łzy.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Sob Paź 11, 2014 8:26 pm

Zamarł na chwilę i wlepił wzrok w miejsce gdzie przed chwilą jeszcze był jego brat.
To nie tak...
Chuczał głosik w jego głowie.
Nic nie rozumiesz bracie..
Zdawał się mówić na głos, ale słowa pozostały w jego głowie. Nie wiedział co, nie mógł nic powiedzieć. Po prostu patrzył przed siebie w pustą przestrzeń.
W jego głowie pojawiły się wspomnienia. Wpierw przemknęły obrazy czystych pól, lasów i stepów. Biegająca zwierzyna, ptactwo i Indianie wśród uroków natury. Potem pojawił się zamazany obraz blondwłosych ludzi mieszkających w dziwnych chatkach. Przypomniał sobie twarz kobiety, pierwszej przybyłej z Europy, która go znalazła. Następne wspomnienia już zawierały samego Arthura. Pierwsze spotkanie, dzieciństwo. Ame długo nie wytrzymał i pokręcił głową. Czując, że ma mokre oczy wstał z miejsca i poszedł tam, gdzie ukrył się jego brat.
Zapukał w drzwi.
-Matt..? Możemy porozmawiać.. Proszę..
Słyszał, że jego głos zdradzał, że i sam się rozpłakał. Nie chciał rozklepjać się przy bracie, ale emocje zbyt silne jednak były.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Sob Paź 11, 2014 8:36 pm

Walczył z łzami. Mimo, że podobno miał podobnie do brata wciąż bardzo wyraźnie pamiętał jak Francis w stwierdzeniu o nim, zmieniał się jak chorągiewka na wietrze. Podszedł do drzwi i otworzył je powoli, przedstawiając obraz nędzy i rozpaczy.
-M-mówił, że będzie o mnie walczyć...-wychrypiał pozwalając łzom płynąć.-P-powiedział, że odda za mnie ostatnią krople krwi. Wiesz, że wtedy poczułem się tak jak ty z Anglią? Widziałem, jak on się tobą cieszy, a ja wręcz puchłem z zazdrości... a potem... a potem Francja mówił mi, że dla mnie jest gotów umrzeć. Za mnie, rozumiesz? Za małą kolonię, po drugiej stronie oceanu.-otarł łzy, tylko po to by znów się rozpłakać.-Byłem pewien, że Anglia nigdy czegoś takiego nie zrobił...- zamilkł znów płacząc. Gdy przestał mówił cichutko-Moja duma trwała pół godziny, tyle samo co walka. A potem on do mnie podchodzi i z kłopotliwym uśmieszkiem mówi mi: " Ta krew to tylko taka metafora, wiesz?". Poczułem się jakby właśnie mnie kopnął, opluł i wyśmiał. I wątpię by mnie to mniej bolało niż to. A najgorsze co mi się przydarzyło, to właśnie to, że ja mu uwierzyłeeee..- i znów rozbeczał się na dobre.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Sob Paź 11, 2014 9:40 pm

Wziął głęboki oddech i objął brata słuchając jego słów. Sam się już nie wstrzymywał, on, wielki pan Ameryka, policjant świata i twórca ładu w obecnym świecie po prostu stał i ryczał jak małe dziecko tuląc do siebie swojego brata.
-Matt... Ja Cię doskonalę rozumiem..
Problem Alfreda był całkiem inny niż problem Matta, choć obydwa miały wspólny punkt zaczepienia - kolonizatorzy. Ci, którzy niegdyś obiecywali się nimi zajmować, być dla nich wszystkim. Osoby które z dobrych aniołów stróży czy zastępców rodziców stali się nikim więcej jak pazernymi obłudnikami liczącymi się tylko z pieniędzmi i własną potęgą.
-Ja... Naprawdę wiem, co czujesz. Chodź inaczej to przeżyłem. Ty byłeś starszy, a... A moje cierpienia zaczęły się jak byłem dzieckiem. Pamiętasz, mieszkałem z Indianami, miałem osoby, które się mną zajmowały... Ale nigdy nie miałem rodziców, płakałem po nocach, że inni mają ojców i matki, a ja musze co noc kłaść się spać pośród ludzi z którzy nigdy nie będą moją rodziną. Potem pojawili się kolonizatorzy. Przygarnęli mnie, opiekowali się mną.. Aż znalazł mnie Arthur. Nazywał mnie swoim oczkiem w głowie, synkiem... Mówił, że byłem jego całym światem... -Na chwilę puścił brata, bo poczuł, że zaczyna drżeć. Usiadł pod ścianą, tuż na podłodze i przetarł oczy -...zapomniał dodać, że mówił tak każdemu... Mnie, Australii, Nowej Zelandii, Hongowi, Seszelce... Że jeszcze były Falklandy, Malediwy, Indonezja, Singapur, Malezja... Pół świata. PÓŁ ŚWIATA. Nie chciałem go zachować na własność.. Do dziś twierdzi, że robiłem problem, bo wyjeżdżał.. na pół roku.. na rok... zostawiając mnie samego w pustym domu. Nie potrafił zrozumieć, że dla mnie nie było problemem czekać miesiące zerkając w okno czy nie wraca. Dla mnie problemem był fakt, że nawet nie raczył mi powiedzieć, że są inni. Że okłamywał mnie, że jestem wyjątkowy... Okłamywał mnie też, że mnie kocha.. On nikogo nie kochał poza pieniędzmi... Te wszystkie bajki na dobranoc, opowieści, czas który ze mną spędził okazały się kłamstwem aby mnie zachować przy sobie.. Dopiero jak podrosłem zobaczyłem rachunki, przepływy, pieniądze... -Znów musiał wytrzeć oczy -...Zabrał mi moich prawdziwych opiekunów, Indian.. Okłamał, że jestem jedyny.. Zostawiał na długie miesiące samego, nie zastanawiając się czy sobie poradzę.. B-Byłem kolejną jego kolonią, durnym kawałkiem świata, który włączył do własnej kolekcji.. Ciebie okłamywał i zranił Francis, a mnie Arthur wodził całe życie i do dziś dnia mówi, że to moja wina!

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Sob Paź 11, 2014 9:50 pm

Spojrzał na niego smutno.
-Ale tobie chociaż mówił, że jesteś dla niego ważny. Ciebie widział i nie starał się zignorować, że stoisz niedaleko. On mnie uważał za coś pokrewnego Francji. Za coś obrzydliwego i niegodnego jego uwagi. I to się nie zmieniło przez cały ten czas. Ty byłeś dla niego ważny, ja robiłem za kawałek terenu, do ozdoby do 13 kolonii. Wiesz...-usiadł na łóżku klepiąc miejsce obok siebie.-Gdy zacząłeś walkę o niepodległość część mnie chciała do ciebie dołączyć. Serio. Wybuchły bunty i na moim terenie, ale zostały stłumione. I wtedy przyszła mi myśl... że ja mógłbym ciebie zastąpić.-zaśmiał się cicho.-Wyobrażasz to sobie? Wreszcie nie byłbym "tym czymś odebranym Francji" zostałbym uznany przez niego za syna. Dałbym sobie głowę oskalpować byleby dostać choć kawałek twojej ułudy.-histeryczny, cichy śmiech wciąż ulatywał z jego ust.-A najgorsze jest to, że walczyłem przez tyle lat za tego sukinsyna, a on nie raczy nawet mnie od ciebie odróżnić.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Sob Paź 11, 2014 10:15 pm

-Powiedziałeś dokładnie to samo co i ja mógłbym powiedzieć. Arthur mydlił mi oczy opowieściami o ukochanym dziecku... A byłem warty tyle, co złoto jakie ze mnie wyciągał. Nawet nie miałem miana perły w koronie, diamentu, najważniejszej kolonii! Byłem dla niego gorszą kategorią niż Indie! Ode mnie niżej stał chyba tylko Australia. -Wstał z podłogi i poszedł usiąść obok brata na łóżku, zaraz opierając głowę o jego ramię -...myślałeś kiedyś jak to jest być 'tym jedynym'? Są na świecie kraje, które były jedynymi dziećmi, braćmi czy koloniami, prawda? Albo jednymi z kilku, na równi kochanymi z innymi? A-Albo.. Mów co chcesz o Azjatach, ale Yao musiał ich kochać. Pamiętam, że Wietnam nosiła zdjęcia rodziny, zawsze przed snem modliła się o bezpieczeństwo dla swoich braci i siostry... Nawet pomimo tego, że byli po przeciwnych stronach. Mówiłeś, że Francis się porzucił, jak tylko poczuł się zagrożony.. Pamiętasz II wojnę? Na spotkaniu z Chinami nie raz widziałem jak płakał nad zdjęciem Japonii. Gdy zrzuciłem bomby pierwszy przyszedł się zapytać jak bardzo go skrzywdziłem. Wyobrażasz sobie!? Oni ze sobą walczyli, mordowali się, Japonia wyżynał go niczym ja zombie w mojej ostatniej grze! A Yao jeszcze się martwił czy nic mu nie będzie! Wyobrażasz sobie żeby Arthur się zainteresował mną?! A-Albo Francis Toba!?
Zacisnął pięści i przełknął ślinę. Za dużo łez wleciało mu do ust podczas, gdy mówił, nie chciał się zacząć krztusić.
-...Choć z drugiej strony... Wiem jak łatwo wyprać komuś mózg, nawet pomimo miłości jaka w nim siedzi.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Sob Paź 11, 2014 10:20 pm

Westchnął głęboko.
-Wiesz... ten Azjatycki sen wydaje się nierealny. I... nie, ja w to nie wierzę. Alfred wiem wiele, a Azja to dla mnie inny świat... ale ja go nie znam i nie ufam. I nie, nie będę wierzyć, że oni się aż tak kochają. -pokręcił głową.-Taka miłość między nacjami nigdy nie będzie mieć miejsca. Każdy to wie i taka jest prawda.-zadrżał patrząc na podłogę.-Nienawidzę tego świata.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Gość on Sob Paź 11, 2014 11:16 pm

-Może masz racje.. Może i nie.
Odsunął się od brata i ułożył na łóżku wpatrując w sufit. Nie dbał teraz o to, czy brat go zje, skrzyczy czy wygoni. Po prostu chciał chwilę odpocząć.
-Z drugiej strony to inna kultura... Oni tam strasznie pielęgnują rodzinę... I.. I no wiesz, nie są tak zbrudzeni tym wszystkim jak my. -A ciekawe kto świat zbrudził 'amerykanizacją', co? -...No i czy my się nie kochamy? Jesteś moim bratem, najważniejsza osobą na świecie. Gdybym musiał przeciw Tobie stanąć to zrobiłbym to ale z ciężkim sercem i poczuciem winy do końca życia, tak? Tak to działa. Walczymy ze sobą, ale nam ciężko z tym.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanadyjski stryszek

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach