Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Strona 1 z 5 1, 2, 3, 4, 5  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 13, 2014 2:06 am

Miejsce: Cesarstwo Chińskie
Uczestnicy: Chiny, Anglia
Czas: XVIII wiek
Typ: zamknięa

Cesarskie Chiny - miejsce orientalne i tajemnicze. Odległa kraina, która w umysłach ludzi spoza Azji była jakąś baśniową krainą skąd strudzeni handlarze przynosili niebiańskie kosztowności czy tkaniny. Co niektórzy śmiałkowie-podróżnicy przywozili śmieszne figurki smoków, jednorożców czy ognistych ptaków, zdarzały się na dworach europejskich przypadki małych niewolników wschodniego pochodzenia, a jednak wciąż dalekie tereny, które oddzielał od Starego Świata pas tureckich włości i ziemi niczyjej, kusiły swoją tajemniczością. Bo czym właściwie dla Europejczyków było Cesarstwo Chińskie? Ba, właściwie czy ktokolwiek znał w ogóle nazwę tegoż imperium? W Europie mówiono o Indiach tak chętnie sprzedających swe przyprawy, mówiono o Tureckich i Arabskich nasieniach, które atakowały święte ziemie przy Morzu Śródziemnym i co jakiś czas wkraczały na ziemie Starego Świata. Ba! Na wschodzie mówiono nawet o Imperium Mongolskim, przed którym niegdyś każdy na wschód od odry trzasł się ze strachu. Ale czy ktokolwiek potrafił powiedzieć jaka kraina rozciągała się na północ od kraju przypraw Indii? Co kryje się za Arabskimi i Tureckimi wzgórzami? Z kim Ci straszni i potężni Mongołowie dzielili swój żywot przez kilka wieków? Niestety nie, Państwo Środka było białą plamą na mapach. I choć setki lat unikało większych kontaktów ze światem zachodnim, ograniczając się tylko do drobnego handlu z garstką śmiałych kupców, w końcu Europejczycy i za nie chcieli się zabrać. Nie wiadomo właściwie, co było powodem, że Kraj Cesarzy miał podzielić los Ameryk czy Afryki - ta pierwsza wszak stała się codziennością, zaś druga nie niosła ze sobą niczego chwalebnego, era odkryć geograficznych chyliła się ku upadkowi, a w Europie powoli zapadała nuda i wracano do sprzeczek i wojowania. W takiej sytuacji bajki o krainie ze snów, która miałaby uraczyć czymś niezwykłym każdego przybysza stały się więc bardzo popularne. Bo kto nie chciał być pierwszym odkrywcą krainy skąd pochodzą najbardziej błyszczące klejnoty?

Cesarskie Chiny w rzeczy samej były niezwykłym miejscem. Rozciągały się od północny gór Mongolii, aż po Indie i wysokie pasma Himalajów na południu. Sięgały ku Turkom, jak i obejmowały długi pas nadbrzeża. Swoje wpływy miały rozlane od półwyspu Koreańskiego, aż po całe Indochiny. Słowem - kraj rozległy i różnorodny.
Cesarstwo było też państwem mogącym zaoferować specyficzną kulturę. Owszem, Europejczycy znali już Azteków z ich odkryciami, budowlami i naukami, znali Persów i ich cywilizację, znali Hindusów głoszących prawdy wiary, a także znali setki innych rdzennych ludów, z których każdy miał własne tradycyjne. Różnica jednak była taka, że nie było kraju poza Chinami, który posiadał, aż tak rozbudowaną, specyficzną, rozwiniętą, wpływową i zadziwiającą kulturę, że odważyłby się konkurować z Europą.


Tereny nadmorskie, zwłaszcza południowe, choć wydawały się idealne, nigdy nie były miejscem założenia stolicy. Główne miasto imperium zawsze mieściło się na północy w zimnych górach, prawie na granicy z rozwijającą się za Chińskim Murem Mongolią. Stolica była ukryta, schowana niczym największa świętość, niedostępna dla obcych. Obcych, w tym wypadku Europejczyków, witały za to rajskie wybrzeża złotych piasków, zatoczek, urokliwych pagórków, wysepek i wzgórz. Jeśli ktoś już spędził miesiąc-dwa na statku dostawał na wstępnie swoją wyśnioną nagrodę - baśniowe widoki krainy, która nijak się miała do szarych, mizernych wybrzeży Europy Zachodniej czy zbyt pompatycznych portów Europy Południowej. Oczywiście ujrzenie chińskiej ziemi na widnokręgu nie powinno być jednak ostatecznym powodem dziękowania Bogu czy radości. Wszak nikt przed przybyciem do Państwa Środka nie mógł się spodziewać jakie wioski i miasta kryły te orientalne wybrzeża.


Miasta i wioski Państwa Środka były rzeczą... niezwykłą. O ile można tak określić coś, co praktycznie wykraczało poza poziom zrozumienia dla przeciętnego Europejczyka. Bo niby Azteckie miejscowości przyciągały złotem? Owszem, miasta mieli piękne... Ale czym jest zwykłe złote zdobienie czy parę ozdóbek do miasteczka, które wręcz kipiało złotem? Nie było budynków skromnych, na ulicach zewsząd otaczała mnogość ozdób i kolorów. Dziwne formy architektoniczne uginały się pod figurkami smoków, jednorożców, lwów, feniksów, żurawi i setek innych stworzeń. Wszędzie wisiały czerwone wstążki, dzwoneczki i drobne kolorowe ozdóbki. Bramy miast i porty opiewały w potężne rzeźby, jakby mające witać nowych przybyszów. A ludzie? Nie znano tutaj takich rzeczy jak łachmany, nawet rolnicy czy rybacy nosili się w kolorowych szatach, ludzie z wyższych stanowisk opiewali złotem, a stroje każdego od urzędników wzwyż skończywszy na samym cesarzu były aż nazbyt wymyślnie ozdobione i skrojone.
Oczywiście należało pamiętać, że ta cała 'baśniowa' kraina nie była idealna - nie każdemu wszak mógł podobać się aż tak przesadnie upstrokacony złotem i ozdobami kraj, ludzie chodź szczęśliwi często, głównie wśród niższych warstw, nie grzeszyli kulturą osobistą, a sama mentalność Państwa Środka miała wkrótce pokazać swoją gorszą stronę...



Xianggang (który w latach późniejszych zostanie przemianowany na Hong Kong) był niewielkim miasteczkiem, wręcz wioską portową w południowo-wschodnich Chinach . Otoczony pasmem gór niczym ochronnym murem, nad urokliwą zatoką której wody następnie łączyły się z morzem. Roślinność tu była wyjątkowo bujna, klimat idealny do życia, a gleby żyzne. Sama miejscowość tak jak każda inna w obrębie cesarstwa, zbudowana została na wzór Azjatycki, z szczególną dbałością o szczegóły. Prawie każdy budynek posiadał zdobienia, ważne punkty udekorowano na odpowiedni sposób, a mieszkańcy chętnie oznaczali swoje domostwa i miejsca pracy wstążkami, kolorowymi kryształkami oraz dzwoneczkami.
Sam Xianggang jako miasto portowe automatycznie awansował na poziom 'tych bardziej bogatszych miejscowości'. Kwitnął handel, kwitnęło rybołówstwo, ulice tętniły życiem, a miasto z roku na rok powiększało się o kolejnych mieszczan z majątkami.
Warto było zwrócić uwagę, że na wschód od Xianggangu, po drugiej stronie zatoki praktycznie znajdowało się inne miasteczko - Makau. Miejsce, gdzie teoretycznie już od dobrych 100 lat mościli się Portugalczycy, jednak pilnowani byli oni tak, że nawet nie zaznali Chin prócz tej jednej wioski. Dlaczego była to rzecz ważna? Otóż jeśli ktokolwiek podążałby szlakiem Portugalczyków dotarłby właśnie najbliżej do Xianggangu.



Yao był osobą specyficzną. Nie tylko przejawiał wręcz niebywałe samouwielbienie i narcyzm, ale jeszcze naprawdę uważał się za kogoś lepszego od innych. I co gorsza... każdy mu na takie właśnie zachowanie pozwalał, ba, nawet przytakiwał i głaskał po głowie zgodnie przytakując, że wszystko to, co głosi jest świętą prawdą. Owszem, miał swoje plusy, nawet jeśli by się dokładnie przyjrzeć, to zalet by dało się wymienić więcej niż wad, jednak taka drobna rzecz z charakteru mogła przyćmić naprawdę wszystko. Naprawdę, osobnik ten potrzebował twardej szkoły życia, kogoś kto trochę utemperuje jego charakter, jednocześnie zwracając uwagę właśnie na te, ukryte pod przerośniętym ego i narcyzmem zalety. Owszem, był już taki przypadek, że znormalniał, że nie zachowywał się jakby wszystko mu wolno było (...choć w rzeczywistości prawie wszystko mu było wolno), jednak szybko naszło rozluźnienie i całe starania zeszły na nic. Naprawdę potrzeba było nowego impulsu.


(Długi, wiem. Nie musisz tak długo odpisywać, mnie tylko tak wena poniosła, że musiałam~ >u< )


Ostatnio zmieniony przez Chiny dnia Pią Lip 25, 2014 8:24 pm, w całości zmieniany 1 raz

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 13, 2014 12:54 pm

Podsumowując ogół zdobytych przez Brytyjczyków kolonii można by potocznie powiedzieć, że jest to niemal połowa, albo i większość powierzchni kuli ziemskiej. Tak się przynajmniej wydawało Europejczykom, którzy przy okazji ustanowili sobie nowy trend odkrywania i przywłaszczania sobie każdej najmniejszej napotkanej wysepki, by potem wyssać z niej wszystkie najlepsze dobra dla własnych korzyści. Jednak nie znając jeszcze wtedy położenia danych wysp, ani też ich "zawartości", większość śmiałków zabawiających się w poszukiwanie skarbów musiała mieć duże szczęście, albo być po prostu cwanym, by liczyć na sukces. Ciężko określić, czy Brytyjczycy byli cwani i podążali śladami innych, by zabrać im sprzed nosa każdą możliwą lokację, czy po prostu byli farciarzami do kwadratu, bo jakoś tak się złożyło, że wszystko co najlepsze trafiało w ich lepkie łapki.
Oczywiście całe to zdobywanie nie było takie znowu łatwe. A to Hiszpanie, Holendrzy, Indianie, Rosjanie i Francuzi jak najbardziej. Brytania jakoś nigdy nie miała szczególnie ciepłych stosunków z innymi krajami, a kiedy któreś z nich próbowało wybić z rąk Imperium pałeczkę władzy, to wiadomo już było, że dobrze się to nie skończy.
Obsesja zdobywania nowych ziem była o tyle duża, że nawet po utracie w XVIIIw. kolonii Amerykańskich, Wielka Brytania dalej brnęła w świat, skupiając się tym razem na Afryce, Pacyfiku i oczywiście Azji, która notabene okazała się najlepszą "inwestycją" Imperium chyba w całym okresie jego istnienia. Tania siła robocza i ogromne bogactwa w przyprawach, żyznych ziemiach i oczywiście mnóstwem minerałów, i kamieni szlachetnych była w pełni wykorzystywana, i zapewniała Wielkiej Brytanii bogactwa, o których wiele innych krajów mogło tylko pomarzyć. I wydawałoby się, że Indie będą najdalej położonym miejscem w Azji, które może zaoferować jakiekolwiek korzyści materialne, ponieważ dalej pozostawały tylko góry.... i góry... i z pewnością brak jakichkolwiek surowców. Brytania więc nie widziała sensu zapuszczania się w te dzikie strony, gdyż wydawało im się, że posiadając Indie więcej już nie potrzebują.
Mimo to wiadomość o tym, że Portugalczycy odkryli coś bardzo ciekawego i jak najbardziej bogatego w tych niepożądanych zakątkach świata pobudziło chęć zdobycia czegoś jeszcze. Brytyjczycy nie mogli pozwolić na to, by wszystkie bogactwa wpadły w ręce Portugalii, to było niedorzeczne. Pozostało więc tylko postawić żagle i szybko ruszyć ku dzikim bogactwom, które w umysłach Brytyjczyków aż prosiły się o podbój.
Arthur Kirkland w swojej wspaniałości, słysząc takie historie nie mógł przepuścić okazji do podboju. Jako pierwszy zebrał odpowiednich ludzi i ruszył w stronę Cesarstwa. Złoto, ziemie, pracujący na jego korzyść niewolnicy, piedestał u królowej to były jedne z wielu zachcianek Brytyjczyka. Jego egoizm, zuchwałość, narcyzm biły po oczach w promieniu co najmniej kilku dobrych mil, a warto zaznaczyć, że jako mężczyzna nie był on osobą obdarzoną zbyt wysokim wzrostem. Budową zresztą też. Mimo to swoją osobą wzbudzał respekt, absolutnie nie był lubiany, ale szanowany. I choć sam spoglądał na innych z wyższością, obdarzając ich wrednym uśmiechem, lub spojrzeniem mówiącym "Utop się" (zabawne, że sam pływać się nigdy nie nauczył), tak widząc go w Brytanii w towarzystwie Królowej nikt by nie pomyślał, że to faktycznie TEN Kirkland. Spokój i opanowanie towarzyszyły mu niemal zawsze, chyba, że coś nie szło po jego myśli, albo po prostu nagle coś mu przestało pasować, jednak przy najważniejszej osobistości w całym Imperium zawsze i wszędzie trzeba było trzymać gębę na kłódkę.
Co zaś do uważania siebie za lepszego od innych, to działało niemalże do wszystkich napotkanych osób. Ego jakie biło od Arthura było co najmniej zadziwiająco ogromne. Brytyjczyk ZAWSZE kierował się swoją intuicją, przemyśleniami i NIGDY nie słuchał rad innych ( skrycie jednak potrafił wziąć do siebie niektóre uwagi). Dodatkowo w tamtych czasach skory był zagrozić ci śmiercią albo najgorszymi torturami, jeśli tylko spróbowałeś mu się postawić. Jedyne osoby, które mogły liczyć na łagodniejsze traktowanie to małe dzieci i kobiety, choć ani jedne ani drugie nie szły szczególnie w parze ze zdobywaniem pieniędzy, a z ich utratą, dlatego Arthur mijał je wielkim łukiem. Jedyne co teraz marzyło się Brytyjczykowi to kolejne indyjskie albo i większe bogactwa, skryte gdzieś w górach Azji.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 13, 2014 2:09 pm

Yao nie kwapił się zbytnio do ciągłego przebywania w stolicy. Owszem, traktowano tam go jak jakieś bóstwo co najmniej, spełniano jego wszystkie zachcianki i podkładano pod ten święty, cesarski i wiecznie naburmuszony nosek kosztowności. Wszak tutaj to nie on służył cesarzowi, a cesarz jemu! Wystarczyło posłuchać co mówiła religia i tradycje - był najważniejszy po prostu. Takie całe specjalnie traktowanie znał już z dziecięcych lat, a de facto jedynym okresem, gdzie pół Chin nie skakało na jego kiwnięcie paluszkiem było wtedy, gdy dzielił kraj z Mongolią. Ale unia się rozpadła, skończyły się czasy podbojów Azji oraz chanatu i wróciło się do dostatniego życia wśród bandy zbytnio zadufanych w sobie książąt, eunuchów i posiadającego władzę absolutną cesarza. I tak oto Yao znów się rozbestwił.
Sam cesarz był osobą... specyficzną. Nie był lubiany z racji, iż nie wywodził się ani z Chińczyków, ani z Mongołów tak jak wszyscy wielcy władcy Państwa Środka, ale cóż - cesarz pozostawał cesarzem i każdy musiał mu służyć oraz bić pokłony. Każdy poza samym Yao, który niejednokrotnie pokazywał swoje niezadowolenie wobec władcy. Ta niechęć pomiędzy nimi sprawiała, że od pewnego czasu Chińczyk nie kwapił się do ciągłego przebywania w pałacu. Poza tym... Yao nie lubił siedzieć ciągle w jednym miejscu, a nie-Chiński cesarz wolał go krótko siebie trzymać. Wystarczyło do tego dołożyć fakt, iż północne, górskie tereny gdzie znajdowała się stolica po prostu za bardzo kojarzyły się Yao z jeszcze nie tak dawnym rozwodem rozłamem chińsko-mongolskim i już dostaniemy wystarczająco dużo powodów dlaczego tak szybko ulotnił się on z stolicy i zaczął przebywać w pięknych, południowych, nadmorskich terenach.


Tętniące życiem, nadmorskie miasteczko było idealnym miejscem do życia dla Yao - można tutaj było znaleźć wszystkie rozrywki, bajkowe widoki raczyły oczy na każdym kroku, stały kontakt ze stolicą umożliwiał otrzymanie wieści, czy kraj jeszcze stoi co się dzieje w innych rejonach, a ludzie w tym miejscu byli wyjątkowo przywiązani do tradycji, kultury i religii. Istny raj na ziemi i pod względem traktowania, jak i krajobrazowo. Nie musiał też porzucać w miarę dostatniego życia - co prawda nie mógł liczyć na nic podobnego do zamku, w którym żył w stolicy,  jednak skromnych, kilkupokojowy pałacyk był wystarczający do jego potrzeb. Ważne, że miał święty spokój od cesarza i jego fanaberii. Mógł spokojnie siedzieć nad morzem, kwitnąć, świecić i wydawać rozkazy ludziom dookoła.

Akurat był jeden z słonecznych dni. Nie posiadał za wiele do roboty, raczej żył w charakterze pośrednika cesarskiego bądź doradcy, więc przez większość czasu po prostu miał wolne. Uwielbiał spędzać czas z miejscowymi kobietami i dziećmi, dla których obecność tak szanowanej osoby była dosłownie darem od boga.
Zapowiadał się kolejny spokojny, nudny dzień. Trochę odpoczynku, pewnie spacer po miasteczku, zajrzenie do portu, a nuż znów kolejni chińscy żeglarze zaczną wygadywać opowieści o morskich smokach... Wbrew pozorom Yao uwielbiał słuchać opowieści innych, kojarzyły mu się z czasami, gdy przy ognisku wysłuchiwał jak Mongołowie gadali o dziwach z dalekiego zachodu.
Niestety tego dnia miało coś się zmienić. Popołudniowe spacery wśród mieszkańców i wesołe rozmowy szybko zostały przerwane przez grupę młodzieńców, którzy dość zdyszani najwyraźniej szybko chcieli odnaleźć akurat Yao.
Cóż takiego się stało, że bez zwłoki ktoś tak ważny musiał o tym się dowiedzieć? Ano chłopcy, a właściwie młodzi rybacy wypływali w morze na połowy. Same wody tych terenów były zawsze spokojnie, nie zakłócały ich statki Kraju Wschodzącego Słońca tak jak na północnych wybrzeżach. Jedynie parę razy przepływali tędy Portugalczycy, jednak oni zwykle chowali się tak, aby tylko nie zwracać na siebie uwagi tubylców. A tu nagle nadszedł dzień jak spokojnie morze zostało wzburzone przez obce statki. Ni chińskie, ni portugalskie. Jaka więc zaraza mogła przybyć do tego małego raju? Japończycy byli zbyt daleko, zresztą ich zamknięcie nie pozwalało na błądzenie w te rejony, Hindusi żeglarstwem się nie kwapili, a ludy drobnych wysypek, które znali były zbyt prymitywne aby własne statki zbudować.
Powiedzieć, że Yao się tym przejął, to naprawdę zbyt mało. Od czasów, gdy Mongołowie przynosili w rękach rosyjskie panny tylko Portugalczycy byli jedynymi ludźmi, którzy wyglądali jakby z innego świata. A i oni przecież zwykle byli ludem śniadym, ciemnowłosym, troszkę podobnym do arabów, z którymi kontakty same Państwo Środka posiadało. OczywiśCie ludzie z południa nigdy nie widzieli nikogo, kto by posiadał inną niż żółta bądź śniada karnacja, nie mogli kojarzyć jasnowłosych, jasnoskórych i jasnookich Rosjan, jednak sam Yao dobrze pamiętał te nieliczne osoby, jakie przyszło mu spotkać, więc jakakolwiek szansa, że znów pozna ludzi tak innych od jego ludu popchała jego chorą ciekawość.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 13, 2014 4:07 pm

Im bliżej statek zbliżał się do wybrzeża, tym bardziej zdumienie jej wyglądem rosło. Nie były to typowe brytyjskie dżungle i wrzosowiska, a jakaś kraina wyrwana z zupełnie innego świata. Nawet sam Arthur nie mógł powstrzymać podziwu i podekscytowaniu towarzyszącemu mu, w miarę jak zbliżali się do wybrzeża. A i wyobraźnia wielu załogantów przeistoczyła się w krainę pełną złota i przede wszystkim, złota. Kto wie, z czego mają te całe drzewka, może z mahoniu?
Cumując już na plaży większość załogi ruszyła nieco wgłąb plaży, by sprawdzić, czy jest w miarę bezpiecznie. Holendrzy nawet nie zdążyli postawić stopy na NZ, bo już musieli brać nogi za pas. Zawsze lepiej być ubezpieczonym.
Kiedy całej załodze zostały przedzielone odpowiednie zadania, Arthur spokojnie zszedł na ląd i zmierzył wzrokiem pejzaż malowniczego wybrzeża. Zastanawiał się, czy możliwym jest, by ci ludzie o których mówili Portugalczycy, mieszkali gdzieś blisko wody. Nigdy nic nie wiadomo. Nie przejmując się jednak dłużej ruszył wzdłuż plaży, pozostawiając statek za sobą.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 13, 2014 4:29 pm

Jakiekolwiek wieści o obcych statkach i potencjalnym przybyciu ludzi 'zza kraju' mogły wywołać poruszenie w mieście. Yao szybko nakazał rybakom siedzieć cicho, wszak ostatnią rzeczą jakiej potrzebował to zarzucenie pracy przez całe miasteczko i obleganie wybrzeży. Nie, nie, kilkorgu strażników na zwiadach wystarczy. Sami wojownicy chińscy byli dość... rozpoznawalni. W kolorowych szatach ze zbrojami, częściej posługujący się łukami niżli bronią białą, niczym wojsko mongolskie. Tylko, że Chińczycy nie mordowali wszystkiego co się rusza a obserwowali i czekali na kroki.
Sam Yao też mógłby wziąć strażnika... Mógłby, ale po co? Przecież lepiej samemu spacerować po przybrzeżnych lasach, przecież nic go nie porwie i nie zje, prawda? Poza dziką zwierzyną i obcym ludem, którzy przybył do jego brzegów. Zresztą należało zwrócić uwagę, że Yao wyglądał... jak dziewczyna. Długie rozpuszczone włosy w które wplecione były złote spinki z kwiatkami i ptaszkami oraz czerwono-złote szaty ze zdobieniami - coś niespotykanego doprawdy u mężczyzn. No ale co Yao mógł zrobić, że tak go ubierano. Przyzwyczaił się.

Akurat spacerował.. a dokładniej czaił się w lesie obserwując kolejne fragmenty plaż. Był ciekawy.. Aż nazbyt ciekawy i ledwo dawał radę spokojnie iść, a o ustaniu w miejscu nawet nie mówiąc. Aż dobrze, że znał te tereny doskonale, przynajmniej się nie zgubi w urokliwych zatoczkach i wie jak obserwować każdą z plaż.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 13, 2014 5:04 pm

To miejsce może i początkowo było ciekawe, ale z chwili na chwilę wszystko stawało się monotonne, takie samo. Jak na plaży! Statek i tak w końcu zniknął za zakrętem, tak samo jak i ucichły głośne rozmowy załogantów, sprzeczających się o ilość złota, jaką zdobędą jeśli naprawdę coś na tej wyspie jest. Arthur szczerze miał to gdzieś. Złota pożądał a jakże, jednak nie był jak każdy pirat, który jedynie rabuje i niszczy wszystko dookoła. Poznawanie świata a nawet i różnych kultur było jednym z celów Kirklanda, jednak sam nigdy się do tego nie przyznawał. Jeszcze wzięliby go za jakiegoś słabeusza o miękkim sercu. A przecież kimś takim nie był!
Szum fal i chłodny wiatr nie były złe, na początku. W końcu jednak te dźwięki zaczęły denerwować, a szalone wietrzysko zarzucało pióropuszem z kapelusza na twarz, przyprawiając o nieprzyjemne łaskotki. No i raczej niewielu jest ludzi, którzy lubią smak piór. Arthur do nich nie należał, a dodatkowo miał strasznie mało cierpliwości. Najpierw zaklął i ruszając dalej kontynuował przeklinanie wiatru i szumu, i całej tej wyprawy, zaraz jednak zamilknął i zdjął kapelusz, wyciągając dłoń do blond czupryny, by w zamyśleniu ją zmierzwić. Na chwilę jego wzrok zatrzymał się w jednym miejscu pomiędzy drzewami. Uważnie zlustrował każdy najmniejszy listek, chociaż jego wzrok idealny nie był, po czym wrócił do przemierzania plaży. Ciekawe ile minęło czasu.... godzina, dwie? Żeby chociaż działo się coś ciekawego, a przynajmniej zajmującego, nawet dzikus wyskakujący spomiędzy drzew byłby dobry. Choć pewnie chwilowo, w końcu Brytyjczyk miał broń w gotowości. I choć za dziecka i młodu był przyzwyczajony do łuku, tak teraz znając nieco świat wolał trzymać się broni palnej.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 13, 2014 5:33 pm

Coś czaiło się na chińskich ziemiach. Czy złego, czy dobrego, Yao nie miał pojęcia. Po prostu z każdym kolejnym krokiem ciekawość stawała się coraz większa, a towarzysząca jej ekscytacja powoli osiągała niezdrowy poziom, że aż każdy kolejny krzak, drzewo czy pagórek zdawał się kryć jakieś niby cuda. W takich chwilach Yao żałował, że nie potrafi rozmawiać z naturą. Wiedział, że jego brat czasem wczuwa się w różne roślinki i czerpie z nich energie. Ale czy czerpanie energii by mu coś dało? On tylko chciał znaleźć coś, cokolwiek aby zaspokoić swoją ciekawość, nie potrzebna mu była żadna mistyczna energia korzonków drzew czy liści. Potrzebne mu były mówiące drzewa które świeciłyby niczym ozdoby na jego ubraniu wskazując 'IDŹ TĄ DROGĄ!'.
Ale nie, żadne drzewo przemówić nie mogło. Nie mogło też w żaden inny sposób wskazać drogi, Yao musiał się zdać na instynkt. I szczęście, że nadziei i ekscytacji szybko nie tracił. Owszem, kilka razy w myślach zaświeciło mu się światełko, że może się myli, że może rybacy tylko jakieś brednie naopowiadali lub zwykłe zwidy mieli, ale szybko je odpędzał cichą rozmową do siebie samego, że przecież nie może się mylić, nie on!
Odsłonił kolejny liść, aby ujrzeć plażę. Nie miał zielonego pojęcia, która z kolei to już była, stracił po prostu rachubę. Tym razem jednak jego poszukiwania miały przynieść oczekiwany efekt! Ledwo odsłonił sobie widok i wychylił się bardziej w kierunku złotych piasków jak jego oczy wlepiły się w jeden punkt. Czy on znalazł człowieka? Wyglądał jak człowiek... Względnie. Zamiast żółtej skóry jawił się bielą, a kolor włosów miał tak niesamowity, że Yao aż musiał przetrzeć oczy aby sprawdzić, czy wzrok go nie myli. Wszystko było dla niego dziwne w nowym... nazwijmy to odkryciu. Inny ubiór, kolor skóry, włosów... W głowie Yao nagle pojawiły się obrazy młodych Rosjan których niegdyś przywlókł mu Mongolia. Jak przez mgłę przypomniany obraz choć trochę pokrywał mu się ze znaleziskiem. Czyżby kolejni Rosjanie? Nie, Rosjanie byli prości, brudni i słabi, a nowe odkrycie było majestatyczne i... piękne. I na co tu całe złota, perły i kamienie szlachetne na jego strojach, jak do zachwycenia się starczyła mu blada cera i jasne włosy?
Odrobinę stał z boku, udając, że wcale go tam nie ma. Zawsze słyszał historię, że obcy ludzie są źli. Każdy z kim on sam miał kontakt wszak wojował z nimi.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 13, 2014 5:56 pm

Od jakiegoś czasu Arthur miał dziwne wrażenie, że coś, albo ktoś go obserwuje. Z coraz większą czujnością spoglądał wgłąb lasu, czy cokolwiek tam było, jakby zaraz owa istota/osoba miała wyskoczyć na niego z zębiskami, pazurami czy dzidami. Ale na razie wydawało się, że ten ktoś bawi się w podchody, albo w chowanego. W każdym razie nie jest to miłe uczucie kiedy wiesz, że ktoś się na ciebie lampi, a nie masz pojęcia skąd. Ciało przeszywają ciarki, a nerwy z chwili na chwilę zaczynają puszczać i się poddawać. Oczywiście Kirkland wiedział, że był wspaniały, a jak i że ludzie spoglądają na niego w zachwycie, jednak tym razem nie miał pojęcia kto na niego czyha, i jakie ma wobec niego plany. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało.
Wracając jednak do samej plaży, której końca wydawałoby się nigdy nie spotkać, faktycznie tego końca nie miała. Znużony Brytyjczyk wygrzebał z piasku mały kamyk i cisnął nim w drzewa. Ale poza samym szelestem ruszonych liści i brzdęku (czy jak to się mówi) upadającego na ziemie kamyka nie dało się usłyszeć absolutnie nic. Gdyby jeszcze Arthur znał pojęcie ninja, to może i by te tajemniczą osobę tak nazwał. Właściwie równie dobrze mógłby wejść do lasu i tego kogoś poszukać. Ale po co? Nie wiedział nawet jak ci ludzie mogą wyglądać. Tak jak ludzie z Indii? Australii? A może Ameryki? Dodatkowo skoro byli bogaci jak to mówili Portugalczycy, to musieli być chociaż odrobinę rozwinięci. Albo i nie... to byłoby nawet na rękę~~.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 13, 2014 6:08 pm

Chwilę czaił się w krzakach oglądając zachowanie swojego nowego obiektu westchnień obcego. Dziwne. Chodzi bez celu, rzuca kamieniami. Każdy tak ma? Albo w sumie.. Do póki pięknie wyglądał, to mógłby robić co chciał... no, może poza napadaniem na chińskie wioski.
Przeszedł kilka kroków dalej, aby podejść bliżej, jednak wciąż nie odważył się wyjść z krzaków. Choć trochę nimi zaszumiał, wszak żadnym ninja to on nie jest.
Oczywiście nie zamierzał tylko wpatrywać się w cudo natury, które wyrzuciło może wprost na jego plaże... Ale i jednocześnie nie chciał wychodzić tak od razu. Rozejrzał się co pod ręką miał. Liście, kamienie i owoce - wprost idealnie, same przydatne rzeczy!
Ściągnął z włosów jedną ze złotych spinek z zdobieniem w kształcie ptaszka i wstążką do niego doczepioną. Przyczepił ją do kamyczka, który następnie wycelował w obcego licząc, że za bardzo w głowę go nie uderzy. Cóż, chciał tylko dać znać przybyszowi, że sam tutaj nie jest. I zobaczyć jak zareaguje na złotą ozdóbkę.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 13, 2014 9:37 pm


Coś zaszumiało za plecami Brytyjczyka i bynajmniej nie był to wiatr. Zaniepokojony szybko odkręcił się w tamtą stronę i wycelował lufą garłacza, powstrzymując się jednak od wystrzału. Jedynie ostrożnie zaczął podchodzić, mrużąc powieki. Niedługo to trwało, bo po chwili oberwał czymś twardym, zdawałoby się kamieniem, ale niewielkim w głowę. I po co zdejmował ten kapelusz?! W sumie gdyby nie podszedł bliżej to pewnie nie dostałoby mu się akurat w tę część ciała. Ale nie to było ważne. Choć uderzenie nie bolało jakoś szczególnie, tak wystarczająco rozzłościło Arthura. Wypowiadając już bez zniżania głosu kilka siarczystych przekleństw, zaczął rozglądać się za obiektem, którym oberwał. Faktycznie był to kamień, jednak coś było do niego przyczepione. Błyszczało, zawsze dobry znak. Spinka? I jakieś dodatki, jak ozdoby, które noszą kobiety. Znaczy on sam osobiście kobiety w czymś takim nie widział, ale to wyglądało na ozdóbkę, a ozdóbki zawsze noszą kobiety. Ale to było złoto. Chociaż kto wie, może to była jakaś zasadzka? Garłacz szybko wrócił do akcji, celując dokładnie w miejsce, z którego ten dziwny przedmiot wyleciał. Póki co dla Brytyjczyka słowa były zbędne i mimo wszystko skupienie nie pozwalało mu na wydanie z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Czujnie, powolnymi krokami zbliżał się w stronę lasu, czekając tylko na odpowiedni moment by wystrzelić.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 13, 2014 10:38 pm

Zmrużył i tak już skośne oczy. Czy każdy obcy był od razu wrogo nastawion... Stop, oni sami przecież mieli przywitać 'gości' orszakiem wojowników z łukami. No właśnie, łukami.. A czym był dziwny przedmiot dzierżony przez obcego? Nie, Yao uznał, że lepiej nad tym nie rozmyślać.
Sytuacja była dość... dziwna. Bo z jednej strony lepiej dla niego było się dalej chować, ale z drugiej... Ciekawość coraz bardziej zjadała go od środka. Może warto zaryzykować?
Przyjrzał się znów uważniej swojemu odkryciu. Jasne włosy i skóra sprawiały, że z każdą sekundą coraz bardziej czuł się jak zahipnotyzowany. I nie przeszkadzało mu nawet wyraźnie niezbyt przyjazne nastawienie obcego. Zresztą nawet jeśli, to co by mu zrobił? Mu, Yao, uosobieniu bóstwa, istocie, która większością terenów własnego kontynentu?
Odsłonił roślinność tym samym ukazując się przed obcym. Na żółtej delikatnej twarzyczce jawiło się nieznaczne zdziwienie mieszające się z zafascynowaniem. Bursztynowe oczy wręcz wlepiały się w obcego przybysza. Długie włosy w lekkim nieładzie spadały na ramiona - najwyraźniej spinka, której się pozbył spinała właśnie te przednie kosmyki.
Nie odrywając wzroku od niego delikatnie złapał za materiał własnej sukienki, aby ją podnieść jednocześnie schylając się na powitanie. Takiego widoku nie można było doświadczyć nigdzie na świecie.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 13, 2014 11:03 pm

Przez cały ten czas jak zbliżał się do pierwszych roślin czuł coraz większe nerwy i napięcie. Oczywiście i zarazem ogromne podekscytowanie. Wystarczyło, że przypłynął sobie tu statkiem, zacumował, pospacerował po plaży i już! Obrzucają go złotem! I kamieniami. To była akurat zastanawiająca forma witania się.
Zaraz też Arthur mógł zobaczyć na oczy obiekt, który śledził go przez ten czas i pewnie też zrobił zamach kamieniem na jego osobę. Szczerze, na pewno tego się nie spodziewał. Czy to była kolejna wróżka? W sumie na taką nie wyglądała.
Zadziwiające było to, że owa osoba bardzo przyciągała wzrok i na chwile zmysł obrony osłabł na rzecz zachwytu. Bo przecież w życiu nie widział osoby o takiej karnacji, to jeden, dwa, oczy. Indianie mieli podobne, ale mimo to znacznie się różniły. Nie były czarne, a wyglądały jak bursztyn, którego zasoby właśnie dobiegają kresu na wyspach. No i te stroje, to musiało być drogie i ciężkie. Nie to, co te europejskie szmatki noszone przez szlachcianki, które uważały, że im większe zaplecze tym lepiej.
Właśnie, sama postura była zadziwiająca. W tych czasach jeszcze w modzie było tuczenie kobiet, nie przesadnie, ale jednak. Zaś ta osoba była nie dość, że niska nawet dla Arthura, tak nawet mimo tych wszystkich warstw ubrań można było dostrzec, że nie wylewają się spod nich fałdy tłuszczu.
Po całych tych oględzinach dopiero do Brytyjczyka doszło, że owa nieznajoma się skłoniła. To było przywitanie? Czy tak jak sługa skłaniała się gotowa spełnić każdą jego zachciankę. To by było miłe, jednak to nie była Europa, raczej takie głupoty nie mogły dojść aż tutaj. A więc przywitanie.
Ciągle niepewnie, choć czujnie skłonił się do niej i uniósł brew.
- Eeee... - Trochę nie wiedział co powiedzieć, choć nie był absolutnie onieśmielony, zdezorientowany, to na pewno. - Co tu robisz sama laluniu? Zgubiłaś się? - Czy go zrozumiała, tego nie wiedział, ale i tak cała ta sytuacja była dla niego podejrzana. Przecież od razu widać, że ta panienka nie pochodzi z biednej rodziny, ani też nie jest niewychowana. Sama więc nie mogła tu przyjść. Dlatego też Kirkland nie spuszczał jej z oczu, choć od czasu do czasu wodził wzrokiem po lesie, nie wypuszczając z dłoni garłacza, który pozostawał w gotowości przez cały czas.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 13, 2014 11:33 pm

Podniósł się ze skłonu nie do końca rozumiejąc, czemu i obcy nie przywitał się w taki sam sposób. Czy w świecie z którego pochodził nie znali tych zasad? Cóż.. Skwitował to tylko delikatnym uśmiechem. Coś innego niż brak pokłonów ku chwale jego boskiego majestatu przykuło uwagę Azjaty.
Wszak zachwycał się wcześniej włosami, zachwycał się skórą... A tu nagle ujrzał oczy. Nie ciemne jak u jego pobratymców, lecz ogromne koloru trawy. Można się było wręcz zakochać. Zaraz w myślach nawet porównał je do szmaragdów z cesarskiej korony. Czy właściciel oczu niczym królewskie klejnoty sam mógł być królewski?
Zamrugał ze zdziwienia, gdy obcy się odezwał. Czy on go dobrze zrozumiał? 'Laluniu'? Co to właściwie jest ta cała 'lalunia'?
-...N-Nie rozumiem, aru... -Oh ten uroczy, lekko naburmuszony głosik! -Z-Znaczy ja tutaj mieszkam.
Gdy już się odezwał tylko odetchnął. Wyciągnął też rękę, aby sięgnąć do twarzy obcego przybysza. Po prostu musiał, poczuć tą skórę.. te włosy, zbliżyć się choć trochę do tych szmaragdów.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 13, 2014 11:46 pm

Czy to był uśmiech? Czy to była zapowiedź czegoś niedobrego? Kto wie jak w tych okolicach uśmiechają się ludzie. Ludzie tak różnie wyrażają emocje. Jednak jak się dokładnie przyjrzeć.... tak, to był uśmiech. Bardzo pokrzepiający gest ze strony nieznajomej, która tak notabene miała.... bardzo ciekawy głos. I ciekawie się na niego gapiła. Choć po części było to też irytujące. Arthur czuł się wręcz pożerany wzrokiem, no ale jak robi to ładna nieznajoma, a nikogo wokół pozornie nie ma to nie było to takim przestępstwem.
Wracając do głosu, mimo tej lekko chłopięcej chrypki, nieznajoma miała naprawdę uroczy akcent. Kto by pomyślał, Indianie mieli w zwyczaju nie mówić nic, albo wydzierać się wniebogłosy. To samo cała reszta pobijanych. No i ta nieśmiałość. Urocze, ale naiwne.
- Tutaj? Sama? Ale chyba nie w lesie, tylko macie jakieś miasto, czy choćby obóz... - Nie był pewien jak się do niej zwracać, ale od razu nie spodobało mu się, jak nieznajoma zaczęła przekraczać granicę jego przestrzeni osobistej. Tak, przestrzeń osobista jest bardzo osobista dla Brytyjczyka. Po prostu czuł się pewniej, kiedy nieznajomi go nie dotykali. Tak więc kiedy jej dłoń zaczęła niebezpiecznie zbliżać się do jego twarzy, ten od razu dał krok w tył i skrzywił się. Uważnie przyglądał się tej malutkiej rączce, co chwile również zerkając na jej posiadaczkę.
- Czyli naprawdę żyją tu ludzie... - Mruknął do siebie rozluźniając uścisk na garłaczu.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pon Lip 14, 2014 12:08 am

Zamarł z wyciągniętą w jego stronę ręką. A już prawie dotknął! Prawie! Z rozwartymi ustami obejrzał go dokładniej i zabrał rękę. Czyli nie lubią dotykania. Tak, zanotuje to sobie w umyśle.
-Oczywiście, że mamy miasta... -Rzucił... Trochę nazbyt zadziornie. Bo niby mu sugerować, że pochodzi z obozu? O nie mój drogi, klejnoty, perły i złote ubrania nie pochodzą z obozu. -Rybacy opowiedzieli mi o dziwnych statkach... no i tak Ciebie znalazłem. -Znalazłem, znalazłam.. W języku nie było rozróżnień płci, to nie wiadomo.
Uśmiech z jego twarzy całkowicie zniknął na określenie, iż w takim miejscu żyją ludzie... Przecież to był jego dom, jego ziemia. Najwspanialsza, najcudowniejsza.. i tak dalej, wiadomo! Ale nie, nie skomentuje. Jedynie poprawił włosy przybierając niepocieszoną minę.
-Zechcesz odwiedzić moje miasto? Opowiesz coś.. Więcej?
Był zafascynowany, więc nie myślał całkiem trzeźwo. Nie znał go, to fakt. Jednak jednocześnie obcy nie wydawał się mu być podobny do żadnego z przedstawicieli barbarzyńców, którzy nękali jego kraj. Zresztą i tak nie zabierze go od razu do miasta. Wpierw się dopyta, przetestuje i... się dostatecznie napatrzy.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pon Lip 14, 2014 12:33 am

Zachowanie nieznajomej było naprawdę podejrzane. Raz się gapi jak w namalowane wrota, potem się uśmiecha, a znowu strzela dziwne miny i się dąsa. Przecież nikt mu nie zabroni mówić tego co zechce, a według pospolitej myśli wszystkie cywilizacje nieodkryte są zacofane i pozbawione jakiegokolwiek wyrachowania. Nawet jeśli na takie nie wyglądają jak ta tutaj młoda dama. Młoda? No, tak wyglądała.
- Dziwne statki? To wy w czółnach pływacie? Zresztą... Nie bałaś się przychodzić tu sama? - Uniósł brwi, spoglądając na nią uważnie. - Nigdy nie wiadomo na co się trafi. A i ja równie dobrze mógłbym ci coś zrobić. - Rozejrzał się i westchnął. Zaraz jednak ponownie ją zlustrował, jakby postradała zmysły. Co jest z tymi ludźmi? Portugalczykom nie pozwalali się zbliżyć a sami zapraszają? Coś musiało być nie tak... Bez haczyka by nie przeszło.
- Zwiedzić twoje miasto... - Uśmiechnął się pod nosem. - Co miałbym ci więcej powiedzieć? Czy przypłynąłem z kosmosu? Tak się dziwnie gapiłaś... - Poprawił pióropusz na kapeluszu i splótł dłonie na piersi. To była trudna decyzja. Gdyby dowiedział się gdzie są jej miasta, to z łatwością dostałby się tam potem z załogą, w końcu miał całkiem niezłą orientację. Z drugiej strony kto wie kim są ci ludzie. Mogli zastawić pułapkę. Bo niemożliwym było, żeby ta dziewczyna była tak naiwna, by zabrać obcego do siebie? A może była...

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pon Lip 14, 2014 1:30 am

-Czółnach?
Powtórzył za nim nie kryjąc zdziwienia. Że niby co to właściwie miało być? Oni mieli łódki. Zwykłe łódeczki dla rybaków. I statki, piękne złote statki wyglądające jak składane kawałki kwiatów... które niestety często były palone przez zwolenników Konfucjusza... Cóż, żeglarstwo najwyraźniej nie było Chińczykom pisane.
-Bać się? Przychodzić samemu? -Przechylił głowę próbując jednocześnie nie wybuchnąć śmiechem -Jesteś w moim świecie, gdzie ja ustalam zasady, prawo i kieruję wszystkim co zdołasz dojrzeć.. Miałbym się bać? - Dziewczęce policzki Azjaty nieznacznie się naburmuszyły, a jego nosek lekko pokiwał na boki -Raczej Ty powinieneś się obawiać - nie znasz praw rządzących tą ziemią.
Sam Yao nie był świadom, iż w tym momencie mógł sprawić wrażenie, że pochodzi z kolejnego ludu czczącego naturę, podczas, gdy tak naprawdę on sam nie znał żadnego wierzenia opartego na siłach przyrody. U niego wszystko było bardziej... skomplikowane. Religia została oparta na pracy, tradycjach, władzy i miłości do ojczyzny. Tutaj nie czcono słońca czy leśnych duszków, ludzie po prostu ofiarowali swoje żywoty Państwu Środka. O nie, Chińczycy zdecydowanie nie byli kolejnym prostym ludem.
-Mówię niewyraźnie? Moje miasto... Xianggang. -Uwagi o dziwnym gapieniu od razu nijak nie skomentował, poza cichym prychnięciem. Oj chyba jego mały blady książę nie był taki idealny jak mu się wydawał. -Przybywasz z daleka, naprawdę nie obchodzi mnie skąd dokładnie.. Nie chcę też wiedzieć jakie masz wobec nas zamiary, ani słuchać żadnej opowieści o jakimkolwiek innym świecie. Powiedz coś więcej... po prostu. Jak się mam do Ciebie zwracać... Bo w przeciwnym razie będziesz po prostu Wai. No i co wiesz o cesarstwie, co wiesz o mojej ziemi... Bo jak dotąd jedynie uraczyłeś mnie zaiście interesującym stwierdzeniem, iż mieszkają tu ludzie...
Powoli wychodziło szydło z worka. Z reguły gdy dochodziło do spotkania dwóch krajów, przekazywane zostawały informacje o nich obu nawzajem. A tutaj? Nie, nie ważne było skąd przybył tajemniczy obcy, co ze sobą przywiózł, co sobą reprezentował i jakie właściwie miał plany. Ważne było CO wie o Państwie Środka. Narcyzm przekraczający wszelkie poziomy. Tutaj przybysze musieli po prostu przyjąć do wiadomości, że wszystko, co przynieśli z Europy całkowicie się nie liczyło, a ten świat kręcił się wobec wielkiego cesarstwa.
-Jeśli pochodzisz od złodziejów naszych dzieci -Czytaj Portugalczyków -to Twoja odpowiedź będzie prosta. W przeciwnym razie będzie można ocenić, jak bardzo będziesz potrzebował zobaczyć nasze miasta.
Taki rodzaj terapii. Portugalczyków też zaprowadzili do Makau i kazali podziwiać. Każdego chętnie prowadzili na własne tereny, obsypywali złotem i kosztownościami, nauczali o kraju i raczyli tym, co mieli najlepsze. Taki wyższy rodzaj samouwielbienia. Portugalczycy nie zrozumieli aluzji, nie potrafili zaspokoić chińskiego pragnienia pochwał i adoracji, więc zostali odcięci niewidzialnym murem.
Zresztą wystarczyło spojrzeć na Yao, aby odkryć czym owa cywilizacja się charakteryzowała - złoto, ozdoby i piękno. Harmonia, samozachwyt i ciekawość. Zbytnia ciekawość i próżność.
-Jak więc będzie szmaragdowooki...? Zechcesz dostąpić zaszczytu naszego świata?
Czy raczej: pragniesz wciągnąć się w nieustanne domaganie się pochwał dla wszystkiego, co Azjaci stworzyli w zamian za życie w luksusie, skąpanemu w złocie?
Już miał czekać na odpowiedź, gdy przed oczami pojawiła mu się kolejna myśl. Szybko ręką przetarł oczy i z cichym westchnięciem wtrącił jeszcze ostatni wątek:
-I proszę.. Nie komentuj mojego zachowania. Nie wiem co  znaczy 'dziwne gapienie', ale... Jesteś inny. Raz tylko widziałem ludzi o wielkich oczach, lecz nigdy nie przypuszczałbym, że człowiek może nosić włosy koloru piasku czy oczy ze szmaragdów... -Na chwilę ugryzł się w język -...A-Ale nie, nie próbuj nawet myśleć, że jakkolwiek... C-Cokowiek o tym myślę. -Przy ostatnich słowach na chwilę odwrócił wzrok. Czy on się rumienił?! No trafiłoby go coś.. Nie powinien, chyba jacyś bogowie sobie z niego żarty stroili...

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pon Lip 14, 2014 11:56 pm

- Ano czółno. Skoro nie wiesz to pewnie nie macie... Ale łodzie ktoś taki szlachetny jak Ty pewnie zna?  - Ironizował, ale w sumie bawił go ton nieznajomej i chciał się trochę podczepić. Za to na dalszy komentarz tej jakże pewnej siebie panienki mało nie wybuchnął śmiechem. Powstrzymał się, jedynie w uśmiechu świecąc jej rządkiem ząbków. - Ale wiesz maleńka... Może i ustalasz sobie zasady w swoim świecie, czyli aktualnie tutaj, ale - Wyciągnął rękę i tknął ją w nos. - Jak na razie jesteś tu sama, a ja jestem uzbrojony. - Wzruszył jakby bezradnie ramionami i pokręcił głową na boki. Zaraz po krótkim namyśle splótł dłonie na piersi i zlustrował nieznajomą uważnym spojrzeniem.
- Eee sian... sian co? W sumie, ciekawa nazwa. Mówisz, że nie obchodzi Cię skąd pochodzę, ale zanim jeszcze wymieniliśmy się pierwszymi zdaniami to wyglądałeś zupełnie odwrotnie. A jakie mam zamiary... To się jeszcze okaże. - Nieco spoważniał, ale uśmiech nie schodził z jego ust. Jaka interesująca i wyjątkowo nadęta osóbka. Dziwne, że się jeszcze nie napuszyła jak paw, choć z tym wdziankiem mogłaby powalić go na kolana, albo na pierze. Teraz już się nie dziwił dlaczego była tu sama. Pewnie wszyscy inni tylko czekali na moment, w którym ten mały ludzik zostawi ich w spokoju i da im czas na zregenerowanie mózgu. Bo Arthura aktualnie zaczynała boleć głowa z tego wszystkiego.
Jednak zapytany o imię spojrzał na nieznajomą zaciekawiony i podparł się dłonią pod bok.
- Mów po prostu Arthur, nazwisko i tak jest zbędne. A o twoim cesarstwie... Zaraz... - Zlustrował ją spojrzeniem. - To wy się nawet Cesarstwo zwiecie?... Hmmm Ogólnie, nie wiemy o was nic, poza tym, że tu sobie żyjecie. Po twoim wdzianku i .... jakże uroczej osobowości twierdzę, że też nie jesteście dzikusami ani prostakami. -  A na wzmiankę o potrzebach zwiedzania ich miast tylko przewrócił oczami. Kto by pomyślał. Istnieje jeszcze na świecie ktoś tak narcystyczny jak Francja (i on sam)? Doprawdy, z chwili na chwilę ta urocza dziewoja przypominała nadętego szlachcica. W ogóle cały ten urok ulatniał się z niej jak powietrze z nieistniejących jeszcze wtedy baloników.
Co go jednak zaciekawiło, to sposób w jaki ta już nie taka urocza kobietka się do niego zwróciła. Szmaragdooki? I co to miało być za słowo zaszczyt? Czy on wyglądał jakby był zaszczycony jej towarzystwem czy chociażby tym, że tu jest? Nope. A czy ona wyglądała jak zaszczycona jego towarzystwem i wspaniałością? Jak najbardziej, wszyscy są przecież zachwyceni wszystkim, co do niego należy!
Po chwili nieznajoma znów zabrała głos i tym razem sposób jej wymowy stał się bardzo ciekawy.
- Po prostu mówię co mi pasuje i nie pasuje, albo co chce albo nie chce powiedzieć... - Uniósł brwi i na dalszą część jej wypowiedzi tylko się uśmiechnął. - Mówisz, że tylko raz? - Złapał ją za rękę i zbliżył się do niej. - A co mogłabyś o tym myśleć? Chcesz to patrz, nikt ci nie broni.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Wto Lip 15, 2014 1:00 am

Skinął mu głową. Owszem, łodzie posiadał... Do póki ich zwolennicy Konfucjusza nie palili. I do póki cesarz nie uznał, że w sumie bardziej opłacają im się konie. Bo kraj głównie na lądzie. A i konia nikt nie spali, prawda? Albo przynajmniej nie będzie mieć powodu do spalenia go...
-Niegdyś dotarliśmy wodą do terenów czerwonej ziemi wśród pięknych morskich stworzeń i czerwonych ludzi... Mieli tam oni śmieszne jasnoszare, strasznie urocze niedźwiadki... -Australia -...Potem statkami przybyliśmy do terenów strzeżonych przez morskiego smoka... -Wstęp do Nowej Zelandii -Odkryliśmy też podobnych nam braci i siostry, jednak ułomnych i nie tak godnych jak my... -Wysepki Azji Południowo-Wschodniej -A z lądu, gdzie mieszkali czarni ludzie... -Afryka -zwieźliśmy słodkie konie z długimi szyjami i tygrysy z bujnym owłosieniem... -Żyrafy oraz lwy -Tak, mamy statki. Lecz już nimi nie pływamy, jesteśmy ludem związanym z końmi i ziemią, nie wodą. Tak rozkazali nam bogowie, dlatego też nie potrzeba nam więcej statków. -Czyli jak pięknie ująć w słowa stwierdzenie 'z wypraw przywieźliśmy tylko to, co Yao wydawało się słodkie, żadnej ziemi nie zdobyliśmy, a po powrocie fanatycy religijny puścili z dymem całą flotę'.
Samo nazwanie go 'szlachetnym' uznał bardziej za... pochwałę. Nie wyczuł kontekstu, po prostu nie potrafił, aż tak dobrze czytać emocji z twarzy kogoś, kto nie miał skośnych oczu, spłaszczonego nosa i policzków jak u pulchnego niemowlaka. Na komentarz o uzbrojeniu tylko pokręcił głową jakby chciał powiedzieć, że on i tak wie swoje, a tknięcie w nos sprawiło, że mały, zadarty nosek nieznacznie się poruszył, a skośne oczy na chwilę przymknęły.
On tak zostawi te komentarze i tykanie? Gdzieżby znowu.. W sumie to była idealna okazja, aby się z obcym trochę... zabawić. Uśmiechnął się więc do niego w sposób, jakby czegoś nie rozumiał, wyciągnął rękę i... jednym ruchem uszczypnął miejsce powodujące, iż ciało nieznajomego mógł przejść nieprzyjemny dreszcz, jakby jakiś piorun połaskotał. Na szczęście puścił go równie szybko co złapał.
-...Mój brat uczył mnie sztuki wojny i obrony. Zresztą nie jestem sam, jest przy mnie reszta bogów. -Bo przecież Yao uważał się za pełnoprawnego członka całego panteonu bóstw... Ba, tylko członka! NAJWAŻNIEJSZEGO ze wszystkich bogów jakie mogli mieć Chińczycy.
-Xianggang. Miasto nazywa się Xianggang. Znaczy to tyle, co 'pachnący port'. Miejscowi ludzie używają określenia Hoeng Gong, jednak stolica nakazuje nazywać to miejsce Xianggang.
Coś czuć w powietrzu było, że obcemu bardziej przypasuje już to całe Hoeng Gong niżli Xiaxiacośtam. Co to właściwie był za dziwny język? Żaden z ludów dotąd na świecie nie używał czegoś takiego. Języki były melodyjne, stonowane, dostojne bądź barbarzyńskie. Przypominały odgłosy natury lub zwierzęta. A to? Jakby gadające dziecko urywało końcówki, śpiewając przy tym i próbując przełknąć ślinę na raz. Dobrze, że chociaż głos Yao był przyjemny do słuchania... I całkiem uroczy.
-I tak dowiemy się jakie masz zamiary... Na pewno nie jesteś dzieciokradcą. Oni inaczej się do nas zwracają... Wyglądają też zresztą inaczej. Są bardziej ciemni...
Reszty nie skomentował. Był człowiekiem... zmiennym. Właściwie kij jeden wie, co chodziło po głowie ludzi z Azji. Raz chcieli jedno, innym razem drugie. Zmienni jak pogoda na morzu? Albo po prostu lubili bawić się w mieszanie w głowach obcym.
W myślach powtórzył sobie imię obcego. Nie, nie wymówi tego. Za trudne. I w ogóle nie składało się z sylab. Jak mogła istnieć nazwa nie składająca się z sylab?! ...Jak to niby zapisać w ogóle? Jedyne znaki jakie mu w ogóle przychodziły o takowym czytaniu znaczyły w sumie 'dwie mapy'. Ale co to by było za imię w ogóle...
-Arthur..? -No i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że 'ar' wymawiał bardziej jak 'aer', 'th' to już dla niego była czysta abstrakcja wymawiana przez jakieś 'i', a 'ur' było jak 'aer' do którego ktoś wrzucił nagle 'ju' na początek. Czysta abstrakcja...
-I tak.. zwiemy się cesarstwem. -A to go akurat zdziwiło. Cesarstwo było tylko jedne, ogromne, potężne i wspaniałe. Nigdy też nie śmieliby ubliżyć ukochanej ojczyźnie nazywając jak w jakikolwiek pomniejszy sposób. -Na czele naszego kraju stoi cesarz. Gdy posiadaliśmy chana również byliśmy cesarstwem... Dostaliśmy tą nazwę od bóstw, którzy wynieśli nasz kraj ponad wszystkie inne. Może jeszcze Kraj Wschodzącego Słońca nazywa się cesarstwem, jednak oni są mierną kopią naszego Imperium.
Oj, młodszy braciszek byłby bardzo zły, słysząc, że Yao nazywa jego kraj 'mierną kopią' Chin. Zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę, że minęło ledwo 100 lat od kiedy to z Japonią przegrali... pod sztandarem Mongolii.
-...Mam uroczą osobowość? -Jego twarz ponownie się zaczerwieniła, więc szybko spojrzał w dół pod pretekstem poprawienia ubrania -Strój... To zwykły jedwab, którego nici maczamy w złocie, perły i trochę kamieni szlachetnych. -Wypowiedział wszystko w taki sposób, jakby maczanie nitek materiału w złocie było czym normalnym i praktykowanym w świecie...
Na same złapanie jego ręki drgnął. Bliskość sprawiła, że przyrumienił się jeszcze bardziej. Wbił bursztynowe oczy w szmaragdową zieleń, czując jak wali mu serce.
-...Raz.. Gdy ch-chan p-przywiózł.. z wyprawy.. Rusinów... -Ledwo udało mu się wypowiedzieć zdanie. Hipnotyzujący urok przybysza wręcz paraliżował -I... I... n-nie wiem c-co m-myślę... N-Nie wiem, czy mogę... p-patrzeć... -Pomimo swoich słów sam ledwo wytrzymywał. Podniósł nieznacznie rękę aby chwycić za materiał ubrania obcego i trochę go...przysunąć?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Wto Lip 15, 2014 1:28 pm

Naprawdę, im dłużej słuchał tych wszystkich wymysłów, tym większą niechęć czuł do tego miejsca, jak i osoby stojącej na przeciw. Czyli wychodzi na to, że nawet jeśli są bogaci i w miarę ogarnięci w sensie gospodarczym, to i tak niewiele się różnią od całej reszty naiwniaków, którzy wierzą w coś co nie istnieje. Bogowie?
Co bardziej go wnerwiło, nie używając już słów, których Brytyjczyk aż nazbyt używał w chwilach złości, ta mała smarkula widać za bardzo się zagalopowała. Aż miał ochotę jej tej rączki pozbawić. Wtedy jeszcze nie wypadało go denerwować, ani przy okazji peszyć. No bo kto normalny robi coś takiego?!
Teraz to już cała powaga uszła z Arthura, zastępując się wyraźną złością i dziecinnym speszeniu.
- C-ciekawe co ci da ta reszta Bogów jak ktoś odstrzeli ci głowę... - Warknął i czym prędzej się od niej odsunął. Najpierw go dotyka w ten sposób, potem próbuje udawać słodką. Co jest nie tak z tymi ludźmi!?
- Jesteś jak na razie najbardziej bezczelnym Cesarstwem jakie znam.. - Mruknął i spojrzał na nią. I dodatkowo tak bardzo zakochana w waszym państewku a mimo tych waszych wielkich podróży nie znacie świata ani zasad nimi rządzącymi. Ale co do jednego masz rację, dzieciokradcą nie jestem.... W ogóle czemu ja z Tobą rozmawiam! Nie wiem co za chan, co za nici w złocie i cofam twoją uroczą osobowość. O. I nie dotykaj mnie, understand? Or not? - Już miał dosyć zwodzenia słodkimi oczkami. Ta mała istota po prostu wyprowadziła go z równowagi co się nieczęsto zdarza. No a jak już się zdarza, to wychodzi na wierzch cały charakter jakże opanowanego Kirklanda. A właśnie, tak dla urozmaicenia dramatyzmu, to nasz wielki kolonizator postanowił skończyć rozmowę i z resztą dumy powędrować plażą dalej. Choć skryta nadzieja, że ta mała, ciągle urocza ale i wnerwiająca osóbka za nim ruszy, gdzieś tam tliła się w brytyjskiej głowie.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Wto Lip 15, 2014 2:46 pm

Yao nawet nie wiedział, co właściwie znaczyło 'odstrzelić głowę'. Jedyne można było coś przestrzelić. Z łuku. Bądź kuszy. Ale Arthur nie miał ani jednego, ani drugiego, jak chciał jakkolwiek zaatakować? Dziwny człowiek... Yao tylko wzruszył ramionami udając, że za bardzo nie przejął się jego słowami. Dopiero na resztę wypowiedzi zareagował całkowitym zdziwieniem, jakby go ktoś zimną wodą oblał. Jak on go nazwał? Bezczelnym cesarstwem!? I jeszcze śmiał twierdzić, że nic nie wie i się nie zna.
Albo niedouczony, albo głupiec, albo wróg...
Nie odpowiedział, nie teraz. Wciąż zszokowany patrzył tylko jak przybysz odchodzi, próbując zrozumieć, co właścwie miały znaczyć ostatnie słowa. Nigdy czegoś takiego nie słyszał, nawet żadnego znanego mu języka to nie przypominało. W jego głowie tylko zaświtała myśl, że gdyby pawie mogły mówić, to zapewne tak brzmiałby ich język.
Mimo wszystko nie pozwoli mu odejść. Może i nic by nie stracił poza kontaktem z Europą, dzieckiem i dwoma wojnami, ale ciekawość robiła swoje. Zresztą... on by miał pozwolić na takie o, obrażenie jego osoby i odejście?! Nie ma mowy!
Wrócił się do lasu. Ale tylko na chwilę, po własnego konia. Spacerował pieszo, jednak nie chciałoby mu się przybyć do tego miejsca pieszo. Konia zawsze ze sobą tachał, zawsze mógł chociaż wrócić szybko do domu. Zresztą był zbyt zżyty z tymi zwierzętami.
Wsiadł na wierzchowca i znów skierował się w stronę spacerującego Anglika. No przecież go nie zostawi. A na koniu chociaż wyższy będzie.
Przez chwilę się nawet zastanowił, czy obcy przybysz w ogóle będzie wiedział co to za zwierzę...
Sam koń Chińczyka odrobinę się różnił od zwierząt znanych w Europie. Był nieznacznie niższy i szerzy, jakby bardziej masywny. Zdawał się też mieć grubszą i gęstszą sierść. Z samej budowy bardziej przypominał dzikie mustangi z Ameryki niż łagodne, szczupłe i wymuskane koniki z Europy. Właściwie jedyne, co miał wspólnego z dostojnymi konikami to kolor - całkowicie biały z drobnymi ciemniejszymi plamkami na nogach. No i ozdoby, ozdoby i ozdoby... Widać tendencję przesadzania z dosłownie wszystkim u tej cywilizacji były stosowane nie tylko do strojów, ale praktycznie wszystkie co dało się ozdabiać. Koń bowiem poza wplecionymi w grzywę czerwono-złotymi wstążkami miał również przywiązane do łba i ogona dzwoneczki, złotą uprząż z kamyczkami koloru oczu Arthura i o zgrozo, piórka! Chyba dobrze, że siodło zakrywało rozległe ubranie Azjaty, bo pewnie raczyłoby jeszcze większą ilością ozdóbek.
Tak czy inaczej, Yao konno już dogonił Europejczyka zatrzymując się tuż przed nim.
-Są dwa światy. Twój... -Wskazał na niego -...oraz mój. -Przeniósł rękę na siebie -Nie znam i nie zamierzam poznać tego, co w Twoim świecie, gdyż swoje szczęście mam tutaj. Jednak Ty już się tutaj pojawiłeś i radzę Ci mnie słuchać. -Pociągnął lekko za uprząż uspokajając konia -Chana opiszę Ci kiedy indziej, teraz to nie jest ważne... Państwo, w którym się znalazłeś to Tianyia, co znaczy Wszystko To, Co Pod Niebem. Choć raczej będziesz słyszeć określenie Państwo Środka. Możesz też używać nazw Państwo Zachodzącego Słońca, Imperium Złotego Smoka lub Cesarstwo Dynastii Qing, jednak osobiście sugeruję Państwo Środka, najbardziej powszechna nazwa.
Zaczął mówić surowym tonem, jakby na szybko wykładał zbiór najważniejszych informacji, jednak gdy tylko skończył posłał ku obcemu taki sam uśmiech jak wcześniej.
-Możemy się dogadać... Albo pójdziesz sam dalej czekając na jakiegoś tygrysa. Oh, wiesz czym są tygrysy? Z-Zresztą nie trzeba czekać na tygrysy, tutejsza ludność człowieka z dużymi oczami skojarzy z dzieciokradcami. Nie wiem czy prostym wieśniakom szukającym zemsty za własne potomstwo będzie tak łątwo wyjaśnić, że Ty nie jesteś od nich... Zresztą może będziesz mieć szczęście i natrafisz na smoki...
Smoki? Chińczycy też znali smoki. Jednak o ile w przypowieściach Europejskich smoki były stworzeniami z piekieł mordującymi wszystko, co się ruszało, tak oni je kochali i szanowali jak przyjaciół... Czy przypadkiem nie podobnie do jednego z braci Arthura? Ale cóż, Yao nic z tych rzeczy nie wiedział, po prostu uważał, że spotkanie smoka będzie... czymś pocieszającym dla przybysza.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Wto Lip 15, 2014 9:50 pm

W sumie spacer pozwolił Kirklandowi nieco ochłonąć. Przecież to tylko jakaś rozpieszczona damulka, jak każda inna plecie głupoty myśląc, że jest lepsza od innych. Takie samouwielbienie, że czuć na mile. Na wieeele wiele mil. Już sama świadomość, że jej mość została gdzieś za jego plecami przyprawiała go o dreszcze. Prawie tak samo nieprzyjemne jak ten chwyt poniżej pasa.
Na chwilę tylko lekko przechylił głowę, zerkając za nieznajomą, ale nigdzie już jej nie było. Poszła sobie? I dobrze! Na co mu rozpieszczona szlachcianka, jak on sobie sam może wszystko załatwić. Niech patrzy i podziwia potęgę Imperium! No i oczywiście jego samego. No i wszystko co jest z nim związane. Poza rodziną, której sam Arthur się trochę wstydzi. Nie wszystkich, Walia nie wydawał się taki zły ale Irlandczycy? A Ameryka? Nadal był mu bardzo bliski, ale.... dorastał. Coraz bardziej starał się robić rzeczy po swojemu, jakby wypierał się czegokolwiek co dotyczyło Anglika, co temu sprawiało niemałą przykrość. Nawet podczas podróży do tej krainy jego myśli zaprzątał niepokój o sytuację w Ameryce. Arthur rozumiał, że Alfredowi jest przykro, że zostaje sam, ale co on miał na to poradzić? Nie mógł zostawać tam na zawsze... No i przecież musiał utrzymywać status Imperium. Stąd takie zainteresowanie ziemiami Cesarstwa. Nie żeby to były jedyne intencje. Miłość do złota i cała wymieniona dużo powyżej reszta stawała na równi.
Z zamyślenia zaraz wyrwały go dobiegające zza pleców dźwięki, nie będące szumem liści ani też fal. Czyżby księżna zwołała pomoc? Na to nie wyglądało. By nie wpaść na konia musiał szybko zareagować i zatrzymać się. Chyba ten spacer w chwilach zadumy zamienił się w trucht.
Ale to co ujrzał przerosło wszystkie jego wyobrażenia. Naprawdę mocno się starał, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Koń nie był brzydki, mustangi były końmi, które Arthur wręcz uwielbiał. Ale temu tutaj raczej współczuł. Wiedział doskonale, że te zwierzęta się siodła... Ale nie przebiera jak na karnawał. Co innego, że i jego wdzianko musiało być wykonane z samej drożyzny. Coś było mocno nie tak z poczuciem własnej wartości tych ludzi....
No ale zaraz nastąpiła i przemowa panienki, albo bardzo dziewczęcego jaśnie pana. Akurat w tej kwestii Kirkland czuł się trochę dziwnie. Na wzmiankę o słuchaniu się jegomościa, Arthur jedynie nieznacznie odchrząknął i uniósł brwi. Dobra dobra, może i oni mieli to swoje wielkie Cesarstwo. Może i byli nadziani jak ruski Wincenty (takie domowe przysłowie, nie mam pojęcie skąd się wzięło, ale mnie osobiście bawi XD). Może i aktualnie Imperialista znajdował się na ich terenie. Ale od kiedy to miałby się słuchać rozpieszczonej osóbki? I to jeszcze niższej od niego! Chociaż dobrze, że w końcu ta osóbka wspomniała o dogadaniu się. I już nie biorąc pod uwagę tych wszystkich mitów o smokach, tygrysach. Mogą sobie mieć smoki i tygrysy w tych swoich drobnych główkach, ale co go to obchodziło? Nie zamierzał się z tego nabijać ani komentować, jednak najzwyczajniej w świecie miał to gdzieś.
- Okej... Czyli naprawdę tak bardzo chcesz mnie do siebie zabrać? - I tu już dobitnie z cwanym uśmiechem spojrzał na nią. - Niech będzie, ale najpierw może z łaski sama się przedstaw i powiedz czego chcesz. To by było głupie gdybyś tylko na moją "inność" chciała mnie zabrać do ludzi, nie znając mnie nawet lepiej.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Wto Lip 15, 2014 10:30 pm

Koń zaczynał się niecierpliwić, więc musiał kilka razy przejść się o krok do przodu i tyłu, wprawając w kołysanie samego Chińczyka.
Przedstawić się? A jeszcze tego nie zrobił? Oh... Musiało mu coś umknąć.
-Na imię mam Yao. Znaczy to tyle co 'światłość'. Na nazwisko zaś Wang, czyli 'król', 'królowie' bądź 'z rodu królewskiego', jednak w tych stronach nie musisz zwracać się do mnie po nazwisku. -Bogów wszak nazywano imionami tylko, a właśnie za boga Yao się uważał. Zresztą nie miał też ojca, po którym nazwisko mógł nosić, a tytuły? Na co były tytuły komuś, kto stawiał się ponad 'śmiertelnikami'? -Aktualnie piastuję stanowisko przedstawiciela cesarza... No i każdy się mnie musi słuchać.
Nie powiedział nic więcej. Bo i po co? Nie musiał na razie mówić, że on sam jest cesarstwem. Jak przybysz zasłuży, to się dowie.
Podjechał do niego bliżej opierając się o łeb konia. Tak ułożony przypatrzył się Arthurowi.
-Nasze miasta są strzeżone przez ludzi, których sensem życia jest obrona ojczyzny. Każdy mężczyzna i kobieta tam potrafi walczyć. Nawet jeśli byś był najwybitniejszym wojownikiem w swoim kraju, to nie zdołasz uciec... Nie widzę więc żadnej obawy przed zabraniem Cię tam. -Uśmiechnął się sięgając ręką do jego złotych włosków -Zresztą... Będzie nam się o wiele przyjemniej rozmawiało w zamku, niż na plaży, nie sądzisz?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Wto Lip 15, 2014 11:30 pm

Arthura zaczęło zastanawiać, czy to, że nie mówi wszystkiego co mu chodzi po głowie sprawia, że nieznajomy na każdym kroku go poucza i swoimi wytłumaczeniami próbuje pokazać mu, że jest mądrzejszy? I lepszy? Tak to przynajmniej wyglądało. Kiedy on chciał znać tylko imię a nie jego znaczenie. Gdyby był taki światły to by go tak nie denerwował. A zdenerwował. O! No i nazwisko, chyba kolejne wady nazwisk, które spotyka się na każdym kroku. Ludzie myślą, że wymyślą ładne imię o głębokim znaczeniu i będzie super. A potem wychodzi szydło z worka. Oczywiście nie bierzmy pod uwagę, że połowa Brytyjczyków tak się nazywa... Ale nie Arthur.
W ogóle dlaczego on w tej chwili o tym myślał?
- No i nie zamierzam jaśnie przedstawicielu cesarza. Ciekawe, że sprawuję tę samą funkcję we własnym kraju a jakoś nie rozgłaszam na prawo i lewo, że mam to robić (Ludzie tego nie zrobią i dopiero wtedy mają problem). Słuchają Cię poddani, ja nim nie jestem, więc tego robić nie zamierzam. - No ale mu powiedział! Chociaż tak dawno nie był w Europie, że jego zdolności perswazji i denerwowania innych dobrą argumentacją trochę podupadły. O ile w ogóle cokolwiek z jego wypowiedzi było jakąkolwiek argumentacją. Ale kogo to obchodzi?
No i znowu. Czy ten szlachcic... czy też ta szlachcianka miał problemy ze wzrokiem? Może to wina tych małych oczek, ale nie aż tak żeby niemal dźgać go nosem w oko. Znaczy tego jeszcze nie zrobił, ale kto wie...
- A skąd w ogóle wiesz jak wybitni są NASI wojownicy? Zresztą u nas ludzi nazywano wojownikami parę wieków temu, więc może skończ z tym wychwalaniem swoich włości skoro nie wiesz z kim masz do czynienia. - Spojrzał na niego chłodno i splótł dłonie na piersi. Zaraz jednak uważnie podążył wzrokiem za jego dłonią. A niech sobie robi co chce, tylko jak przesadzi to nie ręczy za siebie. - Nie mam zamiaru uciekać, a tym bardziej atakować twoich ludzi. Nie rób ze mnie idioty. Ale niech będzie... możemy rozmawiać. Gdziekolwiek tylko nie na tej przeklętej plaży...- Piachu to mu się zebrało już nie tylko w butach...

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Wto Lip 15, 2014 11:48 pm

Problem był tylko taki, że ani jego imię, ani nazwisko nie zostały od tak wymyślone. Gdyby tylko Arthur znał podstawy języka w jakim Yao się porozumiewał wiedziałby, iż bez znaczenia tu nie istnieje żadne słowo, żadna sylaba. Tak więc nie mógłby Chińczyk posiadać imienia, które nie określało by niczego. Yao nosił imię po jednym z bogów i założycieli kraju, który on sam przedstawiał. A, że akurat oznaczało ono światłość? A cóż mógł na to poradzić. A Wang? Jak inaczej mogli nazwać dziecko oddane wpierw pod opieki królów, następnie cesarzy jak nie właśnie przynależnością do ludzi błękitnej krwi!?
-Gdybyś pełnił tą samą funkcję co i ja to teraz siedziałbyś w ciepłym zamku, pałacu czy co tam posiadacie i miał podsuwane pod nos wszystko, o co byś poprosił. A z tego co widzę brodzisz w piasku na obcym sobie terenie użerając się z młodą księżniczką. -I kto powiedział, że Yao nie ma dystansu do siebie!? -Co zaś do Twoich wojowników... -Ostentacyjnie się rozejrzał -Jakoś ich nie widzę... A nazwa, to naprawdę bez znaczenia. Mogą się zwać wojownikami, hordą, samurajami, nieśmiertelnymi, Qu Shi czy nawet Keshingami. Ważne, aby dobrze spełniali swą powinność.
Ujął w rękę kilka kosmyków jego włosów wyraźnie się nimi zachwycając. Chyba jakaś obsesja przez niego przemawiała, bo rzadko pozwalał tak się czymś zafascynować, aby tracić rozwagę.
Ostatecznie jednak pokręcił głową puszczając przybysza. Wyprostował się i przyjął dumną, wręcz majestatyczną pozę.
-Wsiadaj. Bo chyba to pan 'przybyłem na obcą ziemię i udaję mądrego' chyba potrafi...
Wyprostował konia tak, aby większych problemów nie miał. Przy okazji znów się oparł o zwierzę aby móc oglądać go z uśmieszkiem nie znikającym z ust.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 5 1, 2, 3, 4, 5  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach