Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Czw Lip 17, 2014 10:08 pm

Pożegnał się z Arthurem, mając nadzieję, że dotrze jakoś na miejsce. Czy się martwił? Być może... Zresztą resztę dnia nie był całkowicie jak on. Nie rozkazywał służącym, nie rządził się, nawet nie starał się udawać wielkiego, wspaniałego boga jak zawsze. Kilkoro jego ludzi nawet starało się dociec co takiego trafiło ich bóstwo, pana i ojczyznę, jednak w odpowiedzi natrafiali tylko na milczenie i prośby aby się wynieść z pokoju. Nie, na ten wieczór wolał zostać tylko ze swoim zwierzątkiem.
Rozłożony w wielkim złotym łóżku z baldachimem, na jedwabnej pościeli, mając przy sobie tylko małego, wyraźnie zmartwionego swoim właścicielem pieska. Tak, to zdecydowanie była najlepsza sytuacja aby rozmyślać o całym dniu i wszystkich sprawach jakie zaprzątały jego głowę. Wpierw zrugał sam siebie za to, że zachowuje się jak nieodpowiedzialny dzieciak, następnie próbował zatuszować wszystkie myśli wmawianiem samemu sobie, że przecież jest bogiem i może wszystko. Niestety tym razem i to nie pomogło, bo jego umysł zaczęły pochłaniać wspomnienia z niedalekiej przeszłości - wielki pusty step i proste miasteczko dzikich ludzi. Bez złota i ozdób, które tak chętnie wykorzystywali Chińczycy. Wszystko jakby się cofnąć nie o 100 lat, a co najmniej pół wieku. Zamiast strażników - dzicy barbarzyńcy z łukami, zamiast wykwintnego jedzenia - zwykle konina, zamiast zasad i tradycji - surowe prawo siły, zamiast jedwabiów - krótkie sukienki z prostych materiałów, zamiast maleńkich cesarskich piesków - piękne i dostojne wilki, zamiast setek pereł i kamieni szlachetnych we włosach - prosta złota korona z małym orłem na czubku. Yao pamiętał dobrze jak tygodniami płakał, gdy pierwszy raz znalazł się poza stolicą, jak bardzo nienawidził barbarzyńców z północy, którym został sprzedany. A teraz? Zrobiłby wszystko, aby tam powrócić. W Mongolii miał męża, który go kochał i dwóch synów... właściwie to braci, których traktował niczym synów. Ale wszystko nie mogło być takie piękne. Pojawili się ludzie, którzy choć nie mieli do tego żadnych praw - przejęli cesarstwo. Wyzbyli się obu Korei, zrobili z Mongołów swoich niewolników, a samego Yao zaczęli obsypywać złotem i świecidełkami byleby tylko nie buntował się przeciwko nowemu władcy i zapomniał o dawnych dziejach. Ale mimo to Chiny w trudniejszych momentach wspominał dobre chwile. Tak samo teraz, nie wiedząc, co ma myśleć, zagubiony próbował przywołać to, co niegdyś mu sprawiało radość. Szybko jednak się pogubił, gdyż obrazy wspomnień zostały zastąpione czymś innym - myślami o ostatnim dniu, przyjemnym łaskotaniem od środka i delikatnym pocałunku.
Złudne poczucie szczęścia...
Westchnął sam dla siebie i przygarnął psa, aby przytulić się do małego przyjaciela. Tak, teraz miał tylko jego.



Wstał dość późno następnego dnia. Był śpiochem zwykle, ale chyba tym razem przesadził. Cóż, dużo go ominęło. Po mieście szybko rozprzestrzeniły się plotki o 'białych przybyszach zza morza'. Straż cesarska szybko nawet złapała kilku marynarzy grzecznie przyprowadzając ich do złotego miasta. Nie, żadnej agresji nie używano, raczej kuszono wizją świeżego jedzenia. Znaleźli też statek, jednak nie poinformowali o tym swoich przybyszów. Nie, na razie tylko raczyli jedzeniem tych, których przyprowadzili. Wlepiali w nich wzrok, badali ich zachowania i sparaliżowali pracę w całym mieście. Bo kto nie chciał przyjść zobaczyć ludzi o jasnej skórze i dużych oczach?
Oczywiście wieści dotarły też i do Yao, oczywiste było, że dostawał informacje o wszystkim co działo się w mieście. No pięknie, on spał, a jego ludzie rozrabiali. Nie, zdecydowanie nie chciał wyjść z domu. Kolejni bladoskórzy blondyni?! Brońcie bogowie... Czy on nie mógł po prostu zostać w swoim domostwie i tam siedzieć do póki przybysze by sobie nie odjechali?! Niech Chińczycy się nimi zajmą, wykarmią ich, dadzą im co chcą i odeślą z powrotem za morze. Tak, tak by było najlepiej.
Ale nic nie jest takie proste. Musiał wstać z łóżka. Musiał się ubrać w kolejne złocone szaty i, o zgrozo... perłową koronę. Bo przecież witanie grupy zapyziałych marynarzy jest TAK WAŻNE, że nie może się obejść bez wyraźnego akcentowania przynależności Yao do rodziny cesarskiej. Cóż, tym razem nie będzie złotych spinek we włosach, a uroczo spięte włoski w koronę na wzór motylich skrzydełek, z perłami układającymi się na wzór płatków kwiatu. Oby tylko było warto w tym paradować przez pół miasta. Naprawdę, o ile jak spacerował normalnie ubrany to ludzie go tylko witali z uśmiechem i życzyli miłego dnia, tak, gdy tylko przywdziewał ten symbol władzy królewskiej wszystkim odbijało i każdy wręcz kłaniał się przed nim. Nie, żeby tego nie lubił, uczucie całkiem przyjemne, jednak... trochę niewygodne.
Westchnął ostatni raz przeglądając się w lustrze w domu. No pięknie, mała księżniczka z koroną. Chyba nigdy nie przyjdzie mu wystąpić w męskich ubraniach, ale co począć... Wybrał się w końcu do miasta, w towarzystwie swoich strażników sprawdzić jacy to przybysze zza morza spowodowali takie zamieszanie.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Czw Lip 17, 2014 11:49 pm

Zaś ci cali marynarze byli naprawdę przerażeni. Jednak jedyne co powstrzymało ich od użycia broni to rozkaz Arthura z poprzedniego dnia, żeby nie ruszać cywilów. Właściwie to oni nawet im nie grozili... i choć wyglądali dziwnie, tak byli bogaci. I straszni. I bogaci. A to drugie przeważało nad wszystkim innym. W sumie to pasowało im to, że byli nie dość, że solidnie ugoszczeni, tak jeszcze ludzie TAK się na nich lampili. Czy to była złość, czy nieufność, czy zachwyt. Dla nich to i tak było coś niezwykłego. Jedyne czego im jeszcze brakowało, to łodzi pełnej złota i jednej z tych wysadzanych także złotem posiadłości. Nawet już zdążyli zapomnieć o statku i kapitanie, i wszystkich obowiązkach. Nareszcie trafili na coś naprawdę wielkiego. Niczym w El Dorado mogli zasiąść jak królowie i żyć w dostatku wśród wiernych i oferujących złoto na każdym kroku poddanych. I to zamożnych, i mądrych poddanych... Choć podobno im mądrzejszy poddany, tym ciężej władcy panować nad krajem... no i co teraz... Pewnie coś dobrego!
Na statku niestety nie było tak dobrze. Arthur nie był zadowolony słysząc, że większość załogi postanowiła sobie ot, tak pójść na spacerek w samodzielnym poszukiwaniu złota i bogactw. Banda kretynów. Odbiło się to tylko na reszcie, która doznała ataku złości Kirklanda. Cały poranek i pierwszą część popołudnia spędził na czepianiu się każdego po kolei, kiedy tylko wszedł mu w drogę. Za co dostała mu się taka załoga... Nie miał pojęcia ale naprawdę miał dosyć. Jakoś nie martwił się o to, że znajdą ich ci Azjaci, tylko, że te bezmózgi postanowią zrobić jedyną rzecz jaką potrafią, czyli użyć przemocy. W końcu ci wystrojeni Chińczycy nie mogli wyglądać wystarczająco agresywnie, by się wstrzymali... No i co zrobić.
Niedługo przed samym środkiem dnia Arthur zebrał załogę i oznajmił im, że niebawem ruszą śladem pozostałych. Nie chciał żeby "uprowadzeni" zrobili coś głupiego, ani ci będący obecnie na statku nie wpadli na pomysł, by sobie zrobić coś po swojemu. Choć pokład po całej podróży nie miał zbyt wielu ciekawych rzeczy, tak dla bezpieczeństwa pozostało tam kilku załogantów. Przezorny zawsze ubezpieczony... czy jak to szło.
Droga tym razem okazała się krótsza niż Brytyjczyk wcześniej zakładał. W miarę szybko udało im się dotrzeć do miasta. Jedynym problemem tylko pozostało dogadanie się ze strażnikiem. Mógł pamiętać Arthura, ale równocześnie niekoniecznie chcieć wpuścić resztę. A ile to wymagało nerwów.... Dlatego Kirkland był taki aspołeczny... Na każdym kroku znajdował się ktoś, kto wyprowadzał go z równowagi i najczęściej były to osoby, z którym musiał spędzać najwięcej czasu. Czyli jego załoganci, a wkrótce pewnie i Yao. Chociaż wspomniany szlachcic miał przynajmniej trochę oleju w głowie.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 12:07 am

Cóż się działo w mieście? Ano to, co Chińczycy lubili najbardziej - zabawa. Bo przecież przybyli ludzie zza morza, trzeba było im pokazać jakie to Chiny są wspaniałe - jakie wspaniałe jest Chińskie jedzenie, jakie wspaniałe są chińskie kobiety, jacy wspaniali są sami Chińczycy, jak wspaniale się bawią w Chinach, jak wspaniale jest spędzać z nimi czas, jak wspaniałym i cudownym krajem jest Państwo Środka! Słowem - marynarze mieli istny raj. Nie dość, że wszystko wokół świeciło i błyszczało to jeszcze banda Chińczyków gościła ich jedzeniem, które jak każdy wie, w tym kraju było wybitnie smaczne, ludzie ich zabawiali i na każdym kroku pokazywali jacy są piękni, mądrzy i cudowni... Kraj pełen narcyzów.
Oczywiście jak Yao zobaczył ten cały bałagan.. Tak, nie mógł wręcz ukryć się z radości jacy to jego ludzie są... głupi i naiwni. Że niby on też dzień wcześniej biegał z białym człowiekiem?! Pff, on jest bogiem, to może. Zresztą to był jeden, jedyny Arthur w zamku, a nie BANDA MARYNARZY NA ŚRODKU GŁÓWNEGO PLACU, którzy sparaliżowali dosłownie całe miasto.
Ale Yao nie mógł ich pogonić, świat przecież nie jest taki prosty, prawda? Nie, zanim mógł w ogóle jakkolwiek ogarnąć towarzystwo poza powitaniem kłaniającym się przed nim ludzi został zwołany przez... straż.
Cholera, co znowu!? Portugalczycy przyszli dołączyć do zabawy!?
Na szczęście (bądź nie), powodem odciągnięcia Yao od burdelu-w-centrum-miasta było... zjawienie się większej ilości problematycznych marynarzy pod bramami miasta. Co więc mógł zrobić - westchnął pytając się bogów za jakie grzechy i grzecznie poszedł za strażnikiem. Najwyżej wpuści resztę z prostym 'śmiało, Wasi koledzy już robią nam bałagan, co szkodzi żeby pojawiło się Was więcej!'.
Oczywiście nie spodziewał się zastać osobnika, którego spotkał dzień wcześniej. A masz Ci los! Gdy tylko ujrzał Anglika, to już nawet zapomniał o bożym świecie i tym, co weseli Azjaci urządzili w środku jego miasta. Nie, liczył się tylko fakt, że znów GO ujrzał. Z uśmiechem na chwilę zostawił i swojego strażnika, i tych co pilnowali bram miasta, i wszystkich marynarzy, którzy zapewne dołączą za niedługo do wesołej gromadki swoich kolegów.
-Arthur!
Podszedł bliżej jedynego ze znanych Anglików racząc go przy tym delikatnym uśmiechem. Oczywiście tym razem wyglądał inaczej - wciąż miał strojne, dziewczęce sukienki, jednak perłowo-złota korona na głowie wzbudzała pewien... respekt? Na pewno wśród strażników, którzy kłaniali się przed nim w pas i spoglądali na marynarzy wzrokiem, jakby chcieli ich zaraz ukatrupić za brak pokłonów.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 12:33 am

O tak. Marynarze zdecydowanie czuli się jak ta dwójka z El Dorado. Nawet jeśli nie wiedzieli jeszcze, że coś takiego będzie istniało. Tak samo jak prąd ... i telewizja. I bajki. Cóż, tych czasów na pewno nie dożyją. Mimo to widać było gołym okiem, że byli w siódmym niebie. No bo przecież. Tysiące (chyba) ludzi zebranych w jednym miejscu tylko po to by ich ugościć, traktować jak ... jak Bogów! I choć załoganci byli ateistami, którzy jedyne bóstwo, jakie mogli wyznawać to ocean, bo przecież i tak widzieli go prawie dwadzieścia cztery godziny dziennie. Sto sześćdziesiąt osiem godzin tygodniowo. I jeszcze więcej miesięcznie, choć tak naprawdę rzadko tak bywało, w końcu kiedyś trzeba było uzupełnić prowiant i zdobyć świeżą wodę.
Tak nawiązując do jedzenia, to był dopiero raj. Choć Chińczycy mieli zupełnie inne sposoby na przyrządzanie potraw, tak dla wymęczonych rybą i wodą załogantów był to istny raj. Nawet kobiety, mimo innej urody były zaskakująco urodziwe. Co się dziwić po tak długim czasie spędzonym z bandą rosłych i odpychających facetów.
Ale była ta jedna Chinka... Uściślając jeden Chińczyk kobiecej urody, który zwrócił uwagę "marynarzy". Niektórych z nich przyciągała do niego jedynie biżuteria, ubiór i korona, innych zaś niezwykłość jego osobistości. Cóż, żadna kobieta nie była tak naprawdę zła, ale Yao wywołał wyjątkowo pozytywne wrażenie na załodze. Chyba byli naprawdę mocno podpici... A nawet jeśli nie byli, pijany pirat to pijany pirat, trzeźwy pirat to pijany pirat. Jedno i to samo. Grunt, że zabawa była przednia. Niech żyje El DoPaństwo Środka!
Wracając jednak do Arthura. Serio... już tak poważnie... i szczerze mógł stwierdzić, że nienawidzi tych strażników. Samo ich spojrzenie, po którym przechodziły ciarki. Było takie... chłodne i ... dziwne. Ciężko było tak naprawdę stwierdzić, bo i oni błyszczeli się jak te disco kule, więc niełatwym zadaniem było skupić się na samym wyrazie twarzy. Widocznie reszta załogi też to odczuła. Jakoś tak zachowywali się inaczej. Byli bardziej czuli... Najwyraźniej tylko ci głupsi postanowili wyrwać się ze statku. Aż ich było słychać z samych bram... Naprawdę... za co taka załoga.
Sam widok Yao o dziwo był bardzo pokrzepiający. Choć sami marynarze nie wiedząc co robić, tylko niepewnie kiwnęli głowami w jego stronę i zaraz bez rozkazu sami się odesłali do reszty, tak Arthur tylko spokojnie spoglądał na zbliżającego się Azjatę, który po raz kolejny zadziwiał swoim stylem. Albo tradycjami... Choć sama korona była imponująca.
- Chciałem się zapytać czy nie narozrabiali, ale już chyba za późno. - Zerknął mu przez ramię i ściągnął brwi. W sumie nawet zabawnie wyglądała mieszkanka Europejczyków i Azjatów pochłoniętych przez zabawę. Po chwili wzrok Brytyjczyka na nowo skupił się na Yao. - To jak, bardzo tęskniłeś?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 12:45 am

Sam na chwilę obejrzał się na tłum. Cóż, dobrze, żę El Dorado, a nie jakaś Pocahontas i wzajemne strzelanie do siebie.
-Spałem jak ich przywlekli do miasta...
Zresztą nawet jakby nie spał to i tak nie dałby rady temu całemu rozgardiaszowi zapobiec.
-W sumie dobrze się bawią, nie będę im przerywać. Dopóki nie ma bójek i zamieszek jest dobrze.
W sumie to po co ktokolwiek by miał wywoływać zamieszanie? Chińczycy mogli pokazywać jacy są cudowni, marynarze mogli czuć się jak bogowie, żyć nie umierać! Jedynie strażnicy cesarscy chodzili jak na szpilkach pilnując tłumu... I samego Yao.
-Tęskniłem?
Wbił w niego wzrok chwilę. Ręką machnął na swoich strażników każąc im się odwrócić, co też szybko uczynili. Sam natomiast przysunął się do Anglika i stanął na palcach, aby skraść mu delikatnego całusa.
-Bardzo za Tobą tęskniłem mój przybyszu z daleka.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 1:07 am

- Ja też jak się wymknęli do lasu.... już ja im dam - Gdyby któryś z załogantów dostrzegł spojrzenie Anglika, to pewnie już by konał gdzieś pod nogami rozbawionego tłumu. Naprawdę ci ludzie nie mieli krzty wewnętrznego pohamowania... Gdyby nie ich charakterystyczne facjaty to Arthur już dawno temu by się ich wyparł. Byleby tylko nikt go do nich nie porównywał.
- Właśnie o to chodzi... chociaż na bójki możesz zaczekać od miesiąca do roku, jeżeli to tak dalej będzie wyglądać. - W sumie Brytyjczyk czuł się trochę jak taki strażnik. Teraz może i siedział cicho, ale przy najbliższej okazji zajmie się tą bandą roztrzepańców. Nie ma litości.
Kolejną rzeczą która wyprowadziła go z równowagi był ten skradziony całus. No rzesz ile można? Ten Yao naprawdę chciał go owinąć sobie wokół palca a przecież nie o to chodziło! Nawet jeśli był uroczy...
- ... M-mógłbyś przestać? - Żeby drogi Azjata nie zobaczył mimowolnych rumieńców na twarzy Arthura, to mu się zwinął z widoku i ruszył do miasta. Był usatysfakcjonowany, bo wiedział, że Yao nie kłamał. Mimo to całe te czułości kiedy ktoś mógł zobaczyć... Nie! Po prostu nie!

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 1:17 am

Ruszył zaraz za nim, dość pogodny... ba, aż zbyt pogodny jak na niego. Zrównał z nim krok i co jakis czas zerkał na tą białą twarzyczkę. Oczywiście strażników zostawił, a co im będzie dawać znak, że mogą się już ruszyć. Dorosły jest, nie potrzebuje opieki.
-Poradzimy sobie z bójkami. Najwyżej się Was zamknie. -Zażartował poprawiając włosy i małą koronę na głowie -I przestać? Dlaczego to niby? Nikt przecież nie widział, tak? No właśnie...
Po drodze parę osób na widok samego Chińczyka się skłoniło. Ten to miał branie dzięki tej małej ozdóbce na głowie!
-Jak Ci się dzisiaj podobam? Nie chciałem tak chodzić, ale uznali, że 'gości' trzeba powitać w oficjalnym stroju...
Nie, żeby Yao korony nie lubił, wręcz przeciwnie - bywały czasy, że nawet jej nie chciał ściągać do snu. Jednak teraz... czuł się trochę dziwnie jak każdy mu się kłaniał, choć normalnie to mało kto robił.
-Zechcesz spróbować naszego jedzenia?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 1:42 am

Czy Anglik wyglądał pogodnie? Ależ absolutnie. W sumie z przyzwyczajenia po prostu wyglądał jakby wszystko na świecie było po prostu niepotrzebne... Nawet jeśli miał dobry humor, tak potrafił zabić samym spojrzeniem. Ot, po prostu. Chociaż nie było to do końca takie złe.
- To nie są dzikie zwierzęta, tylko takie udomowione, da się zapanować - Z pożałowaniem spoglądał na tych ludzi, kłaniających się Yao. Oczywiście w Brytanii również kłaniali się królowej i traktowali ją z należytym szacunkiem, jednak.... to nie było przylepianie twarzy do podłoża, a zwykły skłon lub też klękanie po rycersku.
Zaś na wspomnienie wcześniejszego "incydentu" Arthur nie odpowiedział. Lepiej milczeć, wtedy wróg zrezygnuje z gnębienia cię. Chyba.
- W sumie nie dziwię się, że jesteś taki malutki... To świecidełko pewnie sporo waży. - Uśmiechnął się do niego szeroko i zaraz wrócił do ponurego wyrazu twarzy. - Zastanawiałem się nad waszą kuchnią... Herbatę macie niezłą. - Sama myśl o jedzeniu, co zmierza do gotowania poprawiała mu humor.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 1:54 am

Oh, choćby i chwilowy uśmiech Anglika sprawiał mu tyle radości. Sam nie wiedział czemu, po prostu jakoś tak ciepło robiło mu się w środku, że aż sam siebie ganił. Tak, wiedział, że nie powinien niczego czuć pod żadnym pozorem, a tu proszę...
-Świecidełko? -W pierwszej chwili nawet nie zrozumiał -A-A...! Nie macie u siebie koron? Ty nie nosisz?
Dla niego to było troszkę niezrozumiałe. Jego od dziecka w takową ubierali i jakoś przywykł, że nie tylko cesarz z rodziną noszą, ale i on.
-Nie jest ciężka.. Albo się już przyzwyczaiłem. -Lekko pokiwał głową -Musiałbyś widzieć cesarza lub cesarzowej. Są kilka razy większe. A moja to tylko tak symbolicznie.... I ej! Wcale nie jestem t-taki... malutki.
Był malutki. Niższy na pewno od Anglika, do którego aż na palcach sięgać musiał. Ale nic nie mógł poradzić, urodził się Azjatą, ten typ po prostu tak ma!
No i się znaleźli prawie w centrum całej szopki angielsko-chińskiej. Arthur chciał jedzenie? Proszę bardzo, tutaj podsuwali mu je na każdym kroku!
-Oh, nasza kuchnia jest tak rozległa jak nasz kraj. W jednej części króluje wieprzowina, w innej drób, jeszcze gdzie indziej konina. Tutaj mamy głównie wołowinę i ryby. T-Tylko uważaj, już się paru twoich zacięło, że mamy intensywne przyprawy i zbyt wyraźni smak... Cokolwiek by to nie znaczyło.
Nawet nie musiał mu wskazywać miejsca przy jednym z rozłożonych na placu stołów. Chińczycy bowiem już się postarali o takowe i dla niego, i dla Yao. A to zmyślny naród!
-Nie radzę tylko próbować alkoholu... -Oj nie, chyba, że Anglik chciał stracić trzeźwość w czasie krótszym niż godzina.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 2:14 am

W sumie ten uśmiech nie miał być taki o, super szczęśliwy. Yao jednak za nic nie dało się podrażnić. Jakikolwiek żart czy złośliwa uwaga ze strony Arthura nie dawały rady z tym jakże skomplikowanym rozumkiem Azjaty. I chyba nigdy nie da... Do czego to doszło.
Na samą wzmiankę o noszeniu korony tylko parsknął, powstrzymując śmiech i spojrzał na niego.
- Koronę nosi jedna osoba, królowa. Ja nie widzę najmniejszego powodu żeby nosić to cudo... - Choćby próbowali, tak Anglik nie da sobie wcisnąć na głowę czegoś takiego. Nie i już! - Nie rozumiem dlaczego nosicie takie rzeczy... To znaczy im większe te korony, tym dana osoba jest ważniejsza? No tego to jeszcze nie słyszałem... - Jeszcze tylko raz zlustrował go spojrzeniem i wzruszył ramionami. Dla niego Yao był po prostu... niski. Sam przecież nie mógł chwalić się wzrostem a co dopiero Azjata. Choć reszta tutejszego ludu też nie wydawała się być najwyższa. Gołym okiem można było dostrzec Europejczyków, bo byli co najmniej o głowę wyżsi.
Co do jedzenia... Dużo tego było i wyglądało naprawdę interesująco. Brytyjczyk choć miał znikome umiejętności kucharskie, tak z wielkim uwielbieniem podchodził do każdej czynności w kuchni. W sumie sama uwaga o wyraźnym smaku go zainteresowała i choć normalnie by się wyparł publicznego próbowania jedzenia, tak teraz ciekawość była jednak zbyt duża. Ryb miał dosyć, więc spróbował wołowiny.... spróbował to dobre słowo. Już po pierwszym kęsie poczuł różnicy. Jedzenie brytyjskie normalnie miało w sobie to, że miało... dziwną konsystencję i zawsze smakowało dosyć... skomplikowanie. Nie było złe, jednak... niekoniecznie przypadało do gustu. Ciężko jest nawet określić jak dokładniej smakuje. Za to jedzenie Azjatów było smaczne, choć po krótkim czasie dały o sobie znać bardzo intensywne smaki, jakby przepychające się nawzajem o dominację. Widać było po samym Arthurze jak każdy kolejny kęs przez niego przechodził. Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, że ten smak pozostawał... i z chwili na chwilę był coraz intensywniejszy.
- Alkohol macie taki jak jedzenie?... To chętnie spróbuje - Dobry, mocny alkohol zawsze jest dobry. Zwłaszcza dla osoby, która pija go przy każdej możliwej okazji. Nieważne czy szybko upijała, czy też nie. Grunt żeby miała dobre pierwsze wrażenie i jeszcze lepsze dalsze wrażenia.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 2:24 am

-Nie pytaj mnie, ja nie wymyślałem dlaczego akurat tak z tym jest, a nie inaczej. Każą taką nosić, to noszę.
Prosto i z sensem, a jak!
Sam nie jadł łapczywie, przecież dla niego takie jedzenie było codziennością. Zapewne, gdyby spróbował jedzenia Anglika to... szybko by zakończył posiłek. Na szczęście jeszcze nie miał okazji próbować tych wybitnych dzieł sztuki kulinarnej i raczej się nie zanosiło, aby w najbliższym czasie miał tą przyjemność.
Prawie się udławił jedzeniem słysząc, że jego gość chce spróbować i alkoholu. Ledwie wyrzucił z głowy obraz pogromu po tym jak upito Portugalczyka, a teraz jeszcze miałby drugi Europejczyk się słaniać po chińskiej wódce?
Rozejrzał się po tłumie zgromadzonych ludzi. Cóż, marynarze już zaczęli pijać, więc są straceni. To może i ich... dowódcy też polać? Przynajmniej nie będzie musiał oglądać całego cyrku, który ma nadejść.
-T-Tak, już, już.. -Machnął ręką na jakiegoś Azjatę, który zaraz polał im solidnie... i w sumie już polewać będzie, do póki będą się opróżniać przed nim kielichy. No to teraz tylko czekać aż całe towarzystwo z Arthurem na czele się spije i zabawa gwarantowana.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 2:34 am

No naprawdę! Jedzenie Brytyjczyków nie było takie złe... Po prostu... było oryginalne. Ci ludzie po prostu lubią się bawić jedzeniem... a że im to nie wychodzi tak dobrze to cóż... Grunt, że jest zjadliwe. Jedyne nie zjadliwe to, to, które wychodzi spod magicznych rączek Kirklanda. Dosłownie magicznych. Może w tym tkwi problem?
Wracając do samego alkoholu. Oczywiście Arthur nie był taki głupi i nie zamierzał się o tak po prostu upić, zwłaszcza, że nie wiadomo co ten mały, stojący obok diabeł wcielony by wymyślił. No dobra, diabłem JESZCZE nie był, ale kto wie?
Co do samego smaku... To nie było nic, co próbował wcześniej. Jego gardło wprost przeżywało piekło. Jakby ktoś wsadził mu wieczny płomień do ust. Nawet nie czuć było smaku! Tylko od razu tę falę gorąca i cierpkości w ustach. To nie była zwykła wódka tylko jakiś wymysł zła!
- Uch... z czego to robicie. - Ciągle skrzywiony wcisnął sobie do ust kawałek wołowiny, byleby tylko zapomnieć o tym jakże powalającym smaku alkoholu.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 2:49 am

-Ostrzegałem...
Wyraźnie rozbawiony rzucił z siebie pierwsze słowa, jakie przyszły mu na myśl. No niech nie mówi, że nie, jak ostrzegał! Oj ten Arthur, Arthur, niech nauczy się chociaż czasem słuchać starszego Chińczyka. W sumie ciekawe jakby zareagował wiedząc, że siedzący obok niego chłopaczyna jest.. SPORO STARSZY. No, ale nie o tym teraz mowa.
Czy Yao był złem wcielonym? Zależy jak patrzeć. Z jednej strony przecież nie wydawał się taki koszmarny, działał zgodnie z religią i tradycjami, szanował tych, których szanować powinien i de facto nie krzywdził nikogo bez powodu. Z drugiej... te wieczne wywyższanie się. No i charakterek, który pokazać umiał. Oraz mściwość. Tak, zdecydowanie lepiej mu było nie podpadać, ani nie robić krzywdy. Chyba, że byłoby się Japonią, gdyż jemu jedynemu wybaczał... ale to już był raczej syndrom sztokholmski, ot, taka przypadłość samego Yao.
Przyglądał się uważnie swoim ludziom, jak i marynarzom. No proszę, nie musiało dużo czasu minąć, jak się dobrze bawili... nawet za dobrze patrząc na niektórych - jakiś pan z jednej strony chyba już powinien skończyć z alkoholem, inny próbował śpiewać, tańczyć i jeść na raz, a jedna z słodkich Chineczek władowała się na kolana marynarza strzelając słodkimi minkami, aż Yao pokiwał na to głową... jakby sam nie czynił czegoś podobnego (no przecież jemu takie miny wychodziły przypadkiem, a na kolana Arthura się jeszcze nie wybierał!).
-Zadziwiające, jak dobrze się bawią.. Wszędzie, gdzie pływałeś tak było, czy my jesteśmy specyficznym ludem? -Podparł łokcie o blat stołu, a głowę o własne ręce i skupił bursztynowe oczka na swoim rozmówcy -Masz kogoś w innych stronach? -Kogoś, czyli proste pytania o wszelkich braci, siostry, mężów, żony i dzieci. Z cyklu 'Yao obczaja sytuację'.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 2:19 pm

Arthur szczerze wolał już nie patrzeć w stronę swoich załogantów... To było zdecydowanie zbyt wiele. Wystarczyło, że kątem oka widział to całe zamieszanie, no i... nie dało się ich nie usłyszeć. Najwyraźniej naprawdę przesadzili z tym całym alkoholem. Dlaczego Chiny musiały być tak pozytywnie nastawione.. Z jednej strony to lepiej, bo łatwiej, a z drugiej teraz Kirkland miał na głowie małego Azjatę i dziesiątki rozpitych załogantów.
Ciekawe tylko ile czasu minie, aż odezwie się prawdziwa, męska strona. A same Chinki? Arthur w życiu by nie pomyślał, że można zobaczyć gdzieś dziewczyny wyższych obyczajów, które przypominałyby Europejki zajmujące się prostytucją. Oczywiście nie mając na myśli obrazy, po prostu to wszystko było jakieś dziwnie skomplikowane... Może to wina wypitego alkoholu? Choć niemożliwe żeby Arthur miał aż tak słabą głowę...
- Podejrzewam, że jesteście specyficznym ludem - Zerknął na Yao i zaraz znów przeniósł wzrok gdzieś, gdzie nie rzucały się w oczy te prostackie zabawy. Wstyd do kwadratu... Za co. Za co? - A bawią się dobrze pod od miesięcy tego nie robili... Albo i całe życie.
Zapytany o ... jak podejrzewał, pokrewieństwa w swoich stronach tylko ściągnął brwi. Yao taki pewny był, że nie chce wiedzieć nic o Anglii a tu się okazuje, że z chwili na chwilę tych pytań było coraz więcej. - Jeśli chodzi o rodzinę to powinieneś wiedzieć... Mam trzech braci na wyspach... No i .. - Zamyślił się chwilę, nie wiedząc w jakim czasie określić relacje z Ameryką - Wychowywałem Amerykę, więc można powiedzieć, że brat.. To samo kolonie. Są moje więc się przywiązują. - Spojrzał na niego podejrzliwie - A jeśli chodzi o inne relacje, to tego wiedzieć nie musisz. Nie twój interes.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 2:37 pm

Yao jakoś nieszczególnie zwracał uwagę, na to jak jego ludzie się zachowują. Naprawdę, ten lub był nad wyraz wyzwolony i swobodny. Zresztą Arthur tego nie wiedział, ale sam Yao i Chińczycy, którzy gościli byli... z dwóch różnych narodów. Jakkolwiek by to nie brzmiało, Państwo Środka nie składało się z ludzi jednorodnych etnicznie, ani nawet narodowo. Był to zlepek różnych mieszanek powiązanych jednym cesarzem i podobnymi tradycjami. Stąd w każdej części Chin było różne jedzenie, troszkę inne obrządki, a nawet różne religie. Ważne było, że wszyscy uważali cesarza za swojego władcę, a Yao za swojego Boga. Co poza tym robili - to już była sprawa każdego z ludów prywatna.
Yao narodowościowo pochodził z ludu Hanów mając trochę domieszki krwi Tybetańskiej i Mongolskiej, jego cesarz był stuprocentowym Mandżurem, zaś ludzie, którzy tak wesoło gościli Anglików to zwykli Kantończycy. Skoro więc Yao nie poczuwał się związany z tymi ludźmi 'krwią' to pozwalał im na wszystko - tańce, zabawy, rozpicie i rozpustę. Przecież to byli kantończycy, świadczyli tylko o swojej grupie, do której Yao nie należał. On tylko nimi rządził...
-Dużo jeszcze o nas nie wiesz... Nawet Portugalia, którego próbowałem uczyć o Chinach nadal nie zna wszystkiego.
Wsłuchiwał się w jego gadaninę o braciach, koloniach i innych popijając nalewane mu trunki. Nie, nie to chciał wiedzieć, choć pokiwał głową, jakby go to jakkolwiek interesowało.
-Gdybyś miał kogoś więcej prócz braci i kolonii to nie siedziałbyś tutaj teraz tak spokojnie tylko wzdychał marzeniami będąc gdzie indziej. -Uśmiechnął się podstępnie spoglądając na niego -A t-tak w ogóle, aby nie być Ci dłużnym za te informacje - mojego przybranego brata Indie już poznałeś. Też mam trójkę braci normalnych - Kraj Wschodzącego Słońca, to to takie dziwne na wyspach, Tybet, który mieszka w górach i królestwo słońca na południe ode mnie, koło Indii. -Tajlandia -Mam też jedna siostrę, jednak ona jest jeszcze dzieckiem... -Na chwilę wziął głębszy oddech i znów się napił -...miałem też dwóch jakby synów.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 2:54 pm

Cóż, Brytyjczycy mieli trochę podobnie, choć nie do końca. Z pochodzenia różnie bywało, na początku większością byli Celtowie, ale to dosyć dawno temu. Ogólnie Imperium składało się z wielu narodowości, jedni korzeniami sięgali Skandynawii, inni zaś przybywali kolejno z Holandii, Francji czy też jeszcze za dawnych lat, z Cesarstwa Rzymskiego. Natomiast teraz byli podzieleni narodowościowo, a co za tym szło również i kulturowo. Mniej więcej dlatego rodzina Kirklandów bez przerwy miała jakieś spięcia między sobą. No i co tym bardziej irytowało Arthura? Oczywiście to, że był najmłodszy i rodzeństwo na każdym kroku próbowało się z niego nabijać. Ale to on był przedstawicielem Imperium! I to on zwiedził, i zdobył pół świata o! A teraz jeszcze był o krok od zdobycia chyba najbogatszego miejsca na świecie. I teraz Szkot może sobie tylko dalej latać w tej kiecce wśród zieleni.
- Dlaczego niby miałbym wzdychać?.. Nie potrzebuje nikogo, wiec dlaczego miałbym robić coś tak idiotycznego. - Oczywiście to nie było do końca prawdą, bo niemal co chwilę Anglik błądził myślami do Ameryki, martwiąc się o to jak sobie radzi Alfred. Dodatkowo gryzły go wyrzuty sumienia, że musiał go zostawiać tak często. Wydawałoby się nawet, że z czasem coraz rzadziej się zaczęli widywać... To niepokoiło Brytyjczyka i zarazem smuciło. To była chyba jedyna osoba, z którą naprawdę czuł się rodziną. Nawet jeśli do końca nią nie byli.
Co do dalszych opowiastek Yao, cóż, Arthur słyszał to już poprzedniego dnia, więc za bardzo się nie skupił żeby go słuchać. Zresztą błądził myślami aż na drugi koniec świata i dopiero po chwili się z nich wyrwał i zerknął na Yao.
- Dwóch synów? Jakby? Przygarnąłeś je czy znalazłeś sobie panienkę z dziećmi?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 3:19 pm

-Nikogo nie przygarniałem, a panienki... -Chrząknął wymownie -...spójrz jak oni mnie tu ubierają.. Cesarzowie chcą mieć zawsze córki, to nie będę im stawiać na przeciw wyobrażeniom.
Yao jakoś nigdy nie buntował się przeciw ubieraniu go w sukienki, noszeniu długich włosów, wpinaniu mu spineczek, malowaniu go czy przyuczaniu typowo 'kobiecych' rzeczy jak gotowanie, śpiew, taniec czy ogólne służenie mężczyzną. Jakoś się przyzwyczaił. Nawet jego ojciec prawdopodobnie pragnął mieć córeczki, gdyż już nawet w kołysce był robiony na dziewczynkę. Zresztą bycie kobietą było nawet na rękę - nie musiał babrać się w żadne walki na frontach wojennych, każdy go podziwiał, chwalił jego wygląd i urok, mógł bez problemu przy ludziach robić awantury i płakać, a gdy szkolił się w łucznictwie czy jeździe konnej to tylko dostawał pochwały, że 'panna, a tak szybko wszystko łapie!'. Tak, takie życie było o wiele łatwiejsze i przyjemniejsze. I z żadnymi uniami czy ślubami problemu nie było, bo wokół niego sami mężczyźni (i młoda Wietnamka, która jednak nawet kraju nie miała).
-Kiedyś połączyli mój kraj i Mongolię... Nie wiem czy u Was też stosowali takie praktyki, jednak dla nas to było najlepsze wyjście, to był okres, gdzie najwięcej się wzbogaciliśmy. Um, ale niestety kazano mi wyjść za personifikację Mongolii, nie miałem z tym nawet problemów. Pewnego dnia przyszedł mój ojciec niosąc moich dwóch małych braci, ledwo co urodzonych. Powiedział, że albo ich przygarnę, albo potopi ich w rzece. No to wraz z Mongolią zaadoptowaliśmy ich.
Nie wahał się mówić, widać był całkiem otwarty. Może trochę drżał mu głos, jednak pozostawał opanowany i tylko co jakiś czas popijał.
-Aktualnie jedynie władam ich ziemiami, nic więcej.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 6:50 pm

I właśnie to było dziwne, bo jednocześnie Yao był taki dziewczęcy i zarazem potrafił się zachować jak prawdziwy władca. Bo oczywiście zawsze jest różnica między kobietą na tronie a mężczyzną. W Brytanii może i była królowa, ale mimo to pełniła głównie funkcje... ozdobne? Jak najbardziej Arthur często omawiał z nią wszelkie plany, jednak zazwyczaj była też osoba trzecia, która miała ten głos ostateczny. Bo powierzyć losy kraju królowej i mężczyźnie, który był dla większości mieszkańców zwykłym kolonizatorem było aż nadto ryzykowne. Szczerze Anglika to nie obchodziło i tak większość takich ustaleń szła do kosza. Zresztą królowa była jedyną osobą, której naprawdę ufał w całym kraju.
- W sensie coś jakby Unia?... Ano słyszałem o tym, choć moim zdaniem lepiej jest ograniczyć się tylko do sojuszu politycznego. Jeszcze spoufalisz się ze złą osobą... - W sumie teraz to trochę sam przeczył sobie. Przecież właśnie w tej chwili sobie siedział z Azjatą i od tak, rozmową zbliżali się do siebie. A za ich plecami szalały tłumy rozpitej mieszanki Europejczyków i Chińczyków. Na usprawiedliwienie jednak mógł powiedzieć, że każda zła metoda z której korzysta tak naprawdę nie jest zła, bo przecież to on z niej korzysta tak?
- Postawił ci ciężki warunek... niektórzy woleliby żeby już potopił te dzieciaki byleby tylko mieli święty spokój ... - W sumie to i samego Yao stawiało w innym świetle. Przyjął te dzieciaki choć mógł pójść na łatwiznę. Miał gdzieś tego całego Mongolię, jedynie wiedział, że z Ruskimi się gryzł no i teraz, że się hajtnął z Chińczykiem. Ale to przecież nie było interesem Brytyjczyka, no i nigdy nie miało nim zostać.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 7:14 pm

O Chińczyku możnaby wiele złego powiedzieć - zaczynając od wybitnego zachowania, poprzez naprawdę godny pochwały charakterek, skończywszy na stylu życia i podejściu do świata. Ale jedno było rzeczą całkowicie niezaprzeczalną - kochał swoją rodzinę, a do dzieci i zwierząt miał miękkie serce. Zbyt miękkie, o czym się można było przekonać, gdy tylko ktoś doznawał zaszczytu ujrzenia chińskich pleców.
-Choćbym i prowadził wojnę, głodował, a mój kraj stał w ogniu to nie dałby zabić żadnego z mojej rodziny... Z-Znaczy tej prawdziwej, Indii jako brata nie uznaję, t-to chory wypadek losu. -Pokręcił głową cicho prychając, jakby ostentacyjnie demonstrując swoje wielkie niezadowolenie, że jakkolwiek musi być powiązany z południowym sąsiadem -Nie wiem jak u Was, ale tutaj najważniejsza jest właśnie rodzina... Dlatego też nie ma między nami wielkich wojen i potrafimy się wspierać.
Szlachetna rzecz. Jednak ta utopia wzajemnej pomocy miała szybko się skończyć. Gdy tylko Chiny zostaną rozkradnięte przez Europejczyków, Północ i Zachód zabierze Rosja, Japonia zacznie wojować, a Ameryka wkroczy do Azji, wówczas wszelkie 'jesteśmy braćmi krwi, nie możemy walczyć, musimy się wspierać' będzie warte tyle, co zeszłoroczny śnieg. Cóż, wina Europy i Ameryki, że zniszczyła to, co dla Azjatów było tak ważne.
-Zresztą poza rodziną nie mam nikogo. Nie znam ludzi spoza Azji prócz Portugalii, z którym nie chcę już mieć nic do czynienia, Rosji którego nie widziałem kilkaset lat i Ciebie...

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 7:30 pm

Godny pochwały charakterek?
A to ciekawe, kolejne podobieństwo między Europą i Azją. Właściwie tak się składa, że chyba wszystkie kraje szczycą się wyjątkowym charakterem, nawet jeśli nikt tak naprawdę święty nie jest... I nie liczą się ci, którzy uważają siebie za takich. Poza Arthurem, on świętością był dla siebie i wszystkich wokół. Choć tak naprawdę tylko lubił tak mówić, poza tym jednak często o tym fakcie zapominał.
A czy ujrzenie chińskich pleców nie jest przypadkiem przypadkiem dwuznaczne?
- Możesz nagle się pokłócić z resztą rodziny i co?.. Tak nagle odechce ci się ich chronić? - Oparł się o jeden ze stołów i splótł dłonie na ramionach. Zaraz chyba nie wytrzyma i pójdzie jak najdalej od tej balangi. Nie był typem osoby do zabaw, chyba, że po alkoholu a to tutaj... nie było bezpieczne.
Cóż, to, że Europa weźmie się za Azję było nieuniknione. Brytania zrobiłaby wszystko, by utrzymać w tajemnicy istnienie cywilizacji i to bardzo bogatej, jednak gorzej było z Portugalczykami... Choć kto wie, może i znalazł się ktoś z Imperium, któremu duma nie pozwalała trzymać gęby na kłódkę.
- Nawet na rodzinie nie zawsze będziesz mógł polegać... Musisz się na to przygotować. A mnie znasz ledwo dzień, więc co to za znajomość.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 7:41 pm

-Gadasz same pierdoły.
Burknął, przy okazji palcem tykając go w polika. Tak, całkowita zmiana klimatu. Wcześniej było smutnawo, teraz trzeba się rozluźnić. Wszak koło nich trwała piękna orgia zabawa.
-Jednak będę robił u siebie i ze swoją rodziną, co będę chciał, wiesz?
Oj naiwny, naiwny Chińczyk. Ale niech się jeszcze te dwieście lat pocieszy swoim imperium, bogactwem i miłą rodzinką.
Przeleciał wzrokiem po towarzystwie. No tak, zabawa coraz bardziej przednia. A pracować nie ma komu... Jak tak dłużej pójdzie, to trzeba będzie dofinansowywać to miasto! Pokręcił tylko głową.
-Męczy mnie już to jedzenie i oglądanie Kitanów.. -Ponownie tknął swojego gościa w policzek -Jest coś co jaśnie pan, wielce niezadowolony Arthur lubi robić? Chętnie bym znalazł jakikolwiek powód aby się wyrwać z tej szopki.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 7:51 pm

Spojrzał na niego ostrzegawczo, kiedy został dotknięty w policzek. No mówił i mówił, i mówił, żeby go nie dotykać. A zwłaszcza, żeby ten mały go nie dotykał. To była zbyt podejrzana osoba... jakoś wydawało się, że im większy luz, tym bardziej Yao się rozkręcał. A to już zaczynało być niebezpieczne.
- Jak sam gadasz pierdoły to jak mam mówić normalnie... - Drugi raz się tknąć w policzek nie dał. Po prostu przechylił głowę i złapał go za nadgarstek, zaraz jednak puszczając. Niech nie myśli, że z nim może robić co chce. Jego ludzi może przekabacić, ale jego, personifikacji Anglii i zarazem Imperium Brytyjskiego nikt nie zdoła złamać.
- Mówisz, że będziesz robić co chcesz to rób... Idź gdzie chcesz i jak chcesz, ja nie czuje potrzeby wyrwania się stąd. Zresztą w tej szopce uczestniczą twoi jakże uwielbieni poddani... - Chciał stąd pójść i to bardzo, ale mimo to usidlał to w środku, byleby tylko robić małemu na złość. Albo chociaż się sprzeciwić i już.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 8:01 pm

No Yao się nie nauczy, że się nie tyka i koniec, kropka. Takie to małe uparte, o! Zresztą poniekąd lubił go irytować, nie na złość, tak po prostu, aby zaczepiać.
-No chodź, widzę, że się tutaj nudzisz.
Zaśmiał się radośnie odsuwając krzesło od stołu. Nawet już pokiwał służącemu, który go obsługiwał, że już koniec na dziś, niech pójdzie się bawić.
-Sądzę, że twoi ludzie świetnie sobie radzą bez czujnego oka ich kapitana.. A my ich raczej nie zabijemy, przy takiej ilości wódki jaką piją będą za niedługo spali, gdzieś się ich położy na sianie czy... co niektórych ładniejszych w łóżkach.
Ponownie się zaśmiał, wyobrażając sobie marynarzy rozłożonych na sianie gdzieś w miasteczkach, bądź tych, którzy obudziliby się następnego dnia w złotych łóżkach. Jeszcze by jeden z drugim pomyślał, że umarł i znalazł się w raju!
-Moi poddani nie są małymi dziećmi, których trzeba pilnować. -Owszem, tylko czasem, czasem Yaoś robił z nich swoje zabaweczki rozkazując to czy tamto... Ale to nie było w tej chwili istotne!
Wstał całkowicie od stołu i oparł się o siedzisko Anglika następnie... całkowicie bez uprzedzenia całując go w policzek.
-No chodź, mogę Ci pokazać miasto lub co tam zechcesz, byleby z dala od tego gwaru.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 8:23 pm

- Nudzę się nie bez powodu... - Oj, buziak też mu się nie spodobał. Szybko zakrył dłonią usta Azjaty i spojrzał na niego, ledwo powstrzymując zażenowanie. Zaraz jednak szybko się odsunął i ruszył wgłąb miasta. Jak miał tego małego dosyć... najchętniej poszedłby by w tłum, zgubił go i uciekł czym prędzej. Takiej samowolki nigdy nie widział. I nie chodziło tu tylko o samego Yao
- Nie są znowu tacy głupi, dadzą jakoś radę. - Zerknął tylko w stronę załogantów i westchnął. Czy byli tam ładniejsi... nigdy nie zwracał na to uwagi. Nie obchodziła go uroda osób z którymi pracował. Już sama myśl o tym, że mógłby o tym pomyśleć była dziwna.
Szedł dosyć szybko, mając nadzieję, że z tymi kieckami i krótkimi nóżkami Azjata w końcu się przewróci, albo chociaż go nie dogoni. Żałował, że w ogóle tu dzisiaj przyszedł. Mógł zostawić tych gamoni na pastwę mieszkańców, a samemu zostać w świętym spokoju na statku. A tylko tu przyszedł i miał zmarnowany dzień. I tym bardziej nie chciał żeby mu pokazywano miasto. Mógł sobie sam poradzić, może nawet jakby się zgubił to by było lepiej. Każda opcja jest lepsza niż bycie zawstydzanym przy dziesiątkach, a może i setkach ludzi.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 8:30 pm

Spojrzał tylko za nim zdziwiony. Czyli jednak się ruszył z miejsca, no proszę! A już miał myśleć, że przylepił się do tego siedzenia!
Nie chciał oczywiście zostać w tyłu za nim, ani nie zamierzał go od tak samemu puszczać, więc czy Arthur tego chciał, czy nie, zaraz za nim poszedł. Niby małe to, a jednak nie takie słabe.
-C-Coś nie tak?!
Naprawdę go nie rozumiał. Ah, Ci Europejczycy... Niby marynarze tacy weseli, otwarci i chętni do zabawy, a ten tutaj tylko naburmuszony i ciągle jakby coś mu przeszkadzało.
-Jesteś tu za karę, czy co?! -Powoli trochę go to irytowało, trzeba było przyznać -Jak tak bardzo Ci źle, to ja Cię tu nie trzymam, zawsze możesz wrócić... t-tam skąd pochodzisz!

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach