Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 8:43 pm

Po prostu się wzburzył o. Nie lubił kiedy ktoś robił coś, co wprawiało go w dyskomfort. A to czy był nudny, czy też nie... Specjalnie nie zależało mu na tym, żeby ludziom dobrze było w jego otoczeniu. Było w porządku, to chwała im za to, a jak nie, to trudno. Po prostu jego charakter zawsze był taki przy innych, jeżeli poznał kogoś bliżej potrafił być naprawdę czuły i miły. Tak jak na przykład w przypadku Ameryki.
- Mogę... i może tak zrobię - Nawet na niego nie spojrzał. Oczywiście nie zamierzał rezygnować z takiej okazji. Za dużo trudu włożył w tę podróż i zbyt wiele zobaczył, żeby teraz się wycofywać. Mimo to po prostu w tej chwili miał dosyć. Chciał gdzieś odetchnąć i zaszyć nerwy. Tak najlepiej czymś mocnym, żeby się nie naderwały.
Szybko skręcił w jakąś uliczkę i rozejrzał się. Zrobiło się strasznie cicho.... chyba całe miasto zebrało się na tym rynku. Ciągle było ich słychać, ale trochę mniej. Jednak mimo to Arthur przeszedł jeszcze kolejne metry żeby móc niemal całkowicie zapomnieć o tej całej zabawie. I wszystkim innym... Myślami wrócić do domu, albo Ameryki, gdzie mógł po prostu być sobą i korzystać z życia w spokoju.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 10:43 pm

Zostawił go samego, trudno. Najwyżej się zgubi albo coś go zje. Nie, Yao się nie będzie tym interesować. Nie, tym razem, uwaga... obraził się na niego. Bo czemu nie? Chciał być miły i otwarty, a takie zachowanie jakie dostał... może i dla WIĘKSZOŚCI LUDZI byłoby normalne, ale Yao miał inne pojęcie niż WIĘKSZOŚĆ LUDZI i poczuł się odrobinę urażony.
Wrócił do tego całego rozgardiaszu tylko po to, aby poinformować strażników, żeby zaopiekowali się wszystkim po skończonej zabawie. On już miał dość na dziś, wolał wrócić do domu, do swojego pieska i oddać się refleksji. Nie, po prostu miał wszystkiego dość.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 11:32 pm

Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz się pokłócą. Arthurowi mogłoby być przykro, jednak w obecnej chwili jakoś nie miał głowy żeby się tym przejmować. Wolał po prostu zostać samemu. Zostawił załogę w rękach Azjatów i piechotą wrócił na statek. Co się będzie przejmować? Choć faktycznie sprzeczka wyszła z jego inicjatywy, tak nie miał zamiaru wewnętrznie się od tego przyznawać. Jego zdaniem to Yao mówił niepotrzebne rzeczy, a potem się jeszcze go czepiał. Niech się przyzwyczai, że w końcu na świecie znalazł się ktoś, kto nie będzie mu bił pokłonów nawet jak mu odda wszystkie swoje bogactwa. Anglik stał się po prostu zbyt samolubny żeby od razu wyciągnąć z niego wszystko.
Tak więc już nawet nie próbując myśleć o czymkolwiek spędził resztę dnia na pokładzie wmawiając sobie, że nie zrobił nic złego. Zresztą dlaczego miałby się przejmować małym Azjatą? Przejdzie mu i jeszcze zatęskni o!


*

Następnego dnia również nie zamierzał zjawić się w mieście. I choć zastanawiał się nad tym, jak się wiedzie jego załodze, tak założył, że nie są małymi dziećmi i dadzą sobie sami radę. To samo on, dzieciakiem nie był, które by sobie samo nie poradziło, ani też nie potrzebował żadnego towarzystwa. I choć pozostali członkowie załogi próbowali na każdym kroku wypytać się o resztę, tak nie mieli co liczyć na odpowiedź. Nie na początku dnia. Potem żeby już nie męczyć, Arthur powiedział może dwa zdania na temat obecnej sytuacji, po czym wrócił do kajuty.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Lip 18, 2014 11:52 pm

Czy Yao odpuściłby wszystko tak łatwo? Cóż, nie byłby sobą. O ile jeszcze wieczór potrafił się obrażać w swoim własnym... i pieska, towarzystwie, tak nad ranem już sprawia się miała całkiem inaczej.
Bo czy przypadkiem wszyscy nie byli w JEGO mieście, w JEGO kraju!? Właśnie, JEGO. Więc on tutaj rządził, i jak to sam uważał 'nie będzie żaden wymądrzały Europejczyk kręcić na niego nosem i marudzić'.
Rankiem miasto ledwo żyło. Ilość wypitego alkoholu dawała o sobie znać większość. Cóż, zabawy się skończyły, trzeba było wracać do pracy. Oczywiście do pracy wrócili tylko Chińczycy, a na ulicach i w łóżkach ładnych panienek pozostał problem pijanych marynarzy. I jak tu się nimi zająć? Normalnie zapewne pozostawieni by byli pod opieką kobiet bez pracy, które by przypilnowały i rankiem poczęstowały śniadankiem, jednak... Wczorajsze zachowanie ich kapitana raczej nie ucieszyło jedynej osoby, która miała prawo rozporządzać wszystkim. Tak, Yao chciał się odegrać. I to nie byle jak. Nakazał zbudzić mieszkańców i... może wygonić to złe słowo, bardziej 'odstawić' tam, gdzie ich miejsce. Koniec, kropka, skończyły się zabawy~ Oczywiście Chiny nie omieszkał się też dopilnować, aby strażnicy odstawiając załogę pamiętali o pokazaniu kto właściwie rządzi na tych terenach i kto pokazuje baaaaaardzo paskudny charakterek, gdy nie wszystko idzie po jego myśli. Ah, witamy w Państwie Środka! Odrzućmy logikę na bok, tutaj dzieje się wszystko wedle widzimisię uroczej, dziewczęcej personifikacji!

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Sob Lip 19, 2014 12:09 am

Dla zmęczonych dniem poprzednim piratów nie była to łatwa droga. Spożyty wcześniej alkohol pozostawił bardzo kiepskie skutki, przez co jedni albo nadal byli w stanie półprzytomności, lub też zwijali się z bólu. Oczywiście byli też tacy, którzy byli wielce zadowoleni z tego co się stało. Alkohol, gościna i piękne kobiety. Czego więcej chcieć?
 W sumie i Arthurowi było to na rękę, jego załoga może i nie wróciła w najlepszym stanie, ale zawsze on sam nie musiał eskortować jej z miasta. Lekcję strażników przyjął spokojnie, potem odesłał ich do miasta, każąc przekazać podziękowanie za eskortę.
  Wracając do jego ludu.... Zostawił ich w spokoju żeby sobie potrzeźwieli, a sam wybrał się na krótki spacer na plaże. Jeżeli Yao myślał, że Arthur poleci do niego z zażaleniami, że tak gości potraktował, to bardzo się mylił. Nie miał zamiaru satysfakcjonować Chińczyka, niech się trochę pozłości, a nóż mu przejdzie czy też zatęskni i będzie lepiej.
  I jakoś tak wyszło, że uprzykrzenie życia księżniczki Państwa Środka stało się jednym z celów Brytyjczyka. Bo co tak nie cieszy jak widok zawiedzionej panienki?~
A wracać do miasta nie zamierzał. Jak postanowił, tak zrobił. Poczeka dzień, dwa, tydzień, miesiąc, może rok. Było mu wszystko jedno. Nie zamierzał złamać się pierwszy.



(Chińcia tu była ♥ Całuski~ )

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Sob Lip 19, 2014 12:17 am

Nie, nie odpuścił. Ani też pożyć nie dał. Wyszedł z założenia, że skoro to jego tereny to może wszystko, a nikt z ludzi z miasta nawet nie śmiał mu wybić jakichkolwiek rzeczy z głowy. Zresztą tego dnia większość wolałaby go unikać, a już zwłaszcza służba, na której to się wyżywał. Od, taki los. Sam był zły, to nie dawał żyć swoim służącym. Bo przecież mógł z nimi zrobić wszystko, do kogo by pobiegli się poskarżyć? Cesarza? Phi, co cesarz może!
Oczywiście, gdy wielce boski tyłek Azjaty wygrzewał się na zamkowych poduszeczkach w otoczeniu zastraszonych, skarconych za nie-ich-winy służących, tak naszego podróżnika mogła czekać niemiła niespodzianka. Bo przecież odstawienie ludzi to nie jedyna rzecz, którą uczynił. Strażników też pozostawił, którzy mieli pilnować, czy aby nikt z obcych nie zamierza powrócić. Nie, Yao nie dał pozwolenia nikomu na przebywanie na jego terenie i koniec. Takie prawo, a strażnicy, zauważywszy, że ktokolwiek go nie respektuje musieli je wyegzekwować. Nawet na Arthurze, którego spotkali.
Kurczę, mały ten Chińczyk, a uparty jak osioł i tak życie potrafił uprzykrzyć!

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Sob Lip 19, 2014 12:38 am

Nie tylko Yao był nieznośny i samolubny. Choćby jego załoga miała umrzeć z głodu, albo z bólu poalkoholowego, to go to i tak nie interesowało. Nie zamierzał ustąpić Azjacie, już i tak poprzedniego dnia do niego przyszedł. Więc niech teraz on sam się fatyguje i ruszy swoją dzianą osobistość do niego. A jak nie, to trudno, ciekawe kto pierwszy się złamie.
Właściwie Brytyjczyk wiedział, że to nie był dobry pomysł. Nienawidził bezczynności i choć lubił mieć święty spokój, i chwilę do myślenia, tak teraz zdecydowanie go to irytowało.
Czy na całym tym świecie to akurat Yao musiał być tym, który zarządzał TAKIM krajem? Najwidoczniej w tych progach władcy nie wybierano. To było dziwne, że ten mały Azjata był zarazem naiwny i miękki uczuciowo, i jednocześnie mógł pokazać tak wredny charakter, że sam Arthur był bardzo zdziwiony.
Ale jak chciał, tak miał. Nie tylko on był samolubny, wredny i trzymał przy swoim. Wiedział, że w końcu Yao się stęskni, albo chociaż będzie chciał dodać swoje trzy grosze. Znali się może i zaledwie dzień, ale chyba zdążyli poznać swoje złe strony wystarczająco.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Sob Lip 19, 2014 12:49 am

Trafiła kosa na kamień. To uparte, i to uparte. I teraz będą tak się na siebie obrażać, jedno przez drugiego. Choć plus taki, że Yao miał co jeść... i luksusy... i spokój. A Arthur statek pełen marynarzy, który już poczuli smak Azjatyckiej ziemi. No ale co zrobić, takie życie.
I taki charakterek Chińczyka, nie ustąpi, o! I koniec. Nie, przetrzyma go dzień, dwa, może tydzień. A i w tym czasie podeśle jedno-dwa pisma, że przecież morze to też jego teren, prawda? A zgodny na bycie jego terenie nikomu nie udzielił. Ah, mała bestyjka~
Zresztą przekazanie takiej informacji to dobry powód się wybrać, pozwiedzać. Ze strażą oczywiście, jakby inaczej. Wejście na statek też nie było problemem, wystarczyło obsypać złotem kilku marynarzy i już... Ciekawe, co tylko powie kapitan, jak zobaczy, że na pokładzie ma małą księżniczkę, jej dwóch strażników i marynarzy, który skaczą dookoła owej księżniczki za garść monet.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Sob Lip 19, 2014 12:58 am

Dobrze to on nie zareagował.
Akurat siedział u siebie w kajucie, obsypany papierami, które miesiące temu zabrał z Ameryki, a potem jeszcze z Brytanii. Odkładał je cały czas na bok, byleby tylko nie musieć do nich zaglądać, jednak w tej chwili wolał robić to, byleby tylko zapomnieć o całym tym idiotycznym zamieszaniu.
Niestety nie na długo pozwolono mu o tym zapomnieć. Do jego kabiny w końcu wpadł jeden z załogantów oznajmiając, że jaśnie książęca moc postanowiła postawić swoją nogę na brytyjskim statku. Bardzo ciekawe...
Akurat Arthur nie spieszył się zbytnio żeby wyjść do Azjaty. Powoli zgarnął papiery na bok, porozciągał zasiedziane kości i wyszedł na zewnątrz. Nie przywitał się nawet, jedynie spojrzał na Yao beznamiętnym spojrzeniem i splótł dłonie na piersi.
- No proszę, jej książęca mość... - Kątem oka tylko spojrzał na marynarzy przekupionych złotem. Co za banda kretynów. To miała być najlepsza załoga? No chyba ktoś sobie żarty stroi. Ale już on im da...
- Tak bardzo tęskniłeś, że przybyłeś aż tutaj? Czy może i stąd chcesz mnie wykopać? Od razu mówię, że ci to nie wyjdzie. - I był tego pewien jak swojej niesamowitości.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Sob Lip 19, 2014 2:40 am

Chyba bawił się w najlepsze widząc jak paru Anglików skakało koło jego osoby. Naprawdę ktoś tutaj nieźle spieprzył z jego zachowaniem, że cieszyły go tego typu rzeczy. Aż dobrze, że był, kim był i na takie 'zabawy' sobie mógł pozwolić. Ale co się stanie jak kiedyś mu wszystkiego zabraknie? Bo przecież owszem, swoje stanowisko cesarstwa... stop, bogatego cesarstwa pełni już dobre tysiąc lat, jednak mówi się, że nic nie trwa wiecznie i być może przyjdzie moment, gdy pewnego dnia obudzi się z niczym, zapewne utraciwszy wcześniej wszystko z własnej głupoty.
Spojrzał niewzruszony na Anglika. Nie zdążał nawet odetchnąć, gdy jeden z jego strażników, zwrócił uwagę, że przed nim powinno się... ukłonić. Ta, jakby miał świadomość, jak bardzo Arthur się przejmie jego uwagami o jakimkolwiek kłanianiu się Chińczykowi... którego najwyraźniej ta uwaga rozbawiła.
-Dobry pomysł z tym kłanianiem, raz-dwa.. Takie prawo. -Rozpoczął poprawiając własne włosy, jednak na tym statku za bardzo wiało -...I nie, nie, ile razy mam powtarzać - nie jestem żadnym księciem ani księżną, a-ani cokolwiek innego sobie wymyślicie. Jak już bardzo trzeba, to wolę księżniczkę...
Bo 'księżna' źle się kojarzyła. Bardziej jak jakaś solidnej budowy kobieta, której los podarował koronę. Władczyni jakiegoś małego królestwa, które zapewne odziedziczyła bo ojcu lub stłamszonym mężu. Potężna, solidna baba, która rządziła mocną ręką. Nie, nie, Yao było bardzo daleko do tego Tworu. Do delikatnej, nienagannej, ułożonej i spokojniej oraz rozkosznej jak mały aniołek też mu było daleko. Yao bowiem, gdyby go całkowicie poprawnie określić, to byłby jak chanum - żona, bądź córka chana, osoba zawsze piękna, wszak kto jak kto ale chanowie mieli bardzo wybredne gusta, jednak z tak podłym charakterkiem aby temu wybrednemu chanowi dorównywać. Tak, najbardziej pasowała do niego ta rola, bowiem chanum była osobą, która i błyszczała urodą, i potrafiła zamieniać cudze życie w piekło. Ale oczywiście Arthur nie mógł znać takiego określenia, wszak zapewne nigdy nie miał do czynienia ani z ludami tureckimi, ani z Mongołami, więc natenczas trzeba było pozostać przy księżniczce.
-Stęskniłem? Za czym? Za Twoim wiecznym obrażeniem na cały świat? -Jakby Yao się WCALE nie obrażał... -I w sumie wykopać mogę. Z tego co mi wiadomo nikt tutaj nie pochodzi z Państwa Środka. Morze to też mój teren. Zgodę wydaliby Wam urzędnicy, cesarz... i ja. Urzędników w Kantonie nie znajdziecie, cesarz ma jeszcze gorszy charakter niż ja, więc zostaje tylko... -Pokręcił głową jakby udawał, że bardzo intensywnie myśli, po czym wskazał palcem na siebie -Jeśli liczysz, że jak odczekasz kilka dni, to zostanę zastąpiony przez kogoś innego, to zapomnij, chyba, że chcesz, mogę Ci przyprowadzić Mongolię lub Japonię, ale oni są jeszcze gorsi pod względem dogadania się niż ja.
Tak, ISTNIAŁY w tym świecie osoby, z którymi ciężej się było dogadać niż z Chinami. Bo Yao był prosty do rozgryzienia wbrew pozorom. Uparty, ale możliwy do wytrzymania. A co by zrobił Arthur, gdyby przypłynął ledwo ponad 100 lat wcześniej i natrafił nie na Yao, a na Mongoła, który tak na powitanie zamiast rozmowy pozabijałby pół załogi?! Albo gdyby pomylił drogę i zamiast do Kraju Zachodzącego Słońca, trafiłby do Kraju Wschodzącego Słońca? Tak, Kiku z radością powitałby Anglików! Ale wpierw utopiłby statek... bo czemu niby nie? Jak to szło? WITAMY W AZJI!
-Więc jak będzie? Naprawdę nie widzę nawet najmniejszego powodu, abyś tu przebywał. Ugościliśmy Twoich ludzi, zaoferowaliśmy Wam nawet dużo, a jedynym odzewem jest wielkie obrażenie na cały świat, naszą kulturę i wszystko wokół.... Cały czas pokazujesz jak bardzo jesteś tutaj za karę i najchętniej byś się wyniósł, więc proszę - droga wolna. Skoro nic od nas nie chcesz, to wracaj do Europy, nie potrzeba nam kogoś, kto przyjechał w to... R-A-J-S-K-I-E miejsce tylko po to, aby w około pokazywać jak bardzo nienawidzisz swojego życia.
Yao faktycznie tego trochę miał dość. Owszem, sam zachowywał się potwornie, jednak on.. cóż, był u siebie. Przesadzał czasem, fakt, ale wciąż był u siebie i... nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, że może działać na nerwy.
-Aiya... P-Portugalia, pomimo iż kradł nam dzieci, to przynajmniej interesował się tym, gdzie trafił, jaką mamy kulturę i tradycję, kim jesteśmy, jak wygląda nasz kraj i życie tutaj... Traktował.. I nadal, pomimo spięć i problemu traktuje nas jak kogoś równego jego ludziom i jego krajowi. A ty zachowujesz się jakbyś za karę musiał znów przebywać wśród ludu obdartych dzikusów, których poziom technologiczny zatrzymał się na etapie rozpalania ognia i związania patyka z kamieniem w broń, czekających jedynie na to, aby jakiś gburowaty, wielki pan z Europy ucywilizował ich i włączył w skład swojego Imperium. To ma być zdobywca!? Każdy kretyn potrafi wsiąść na statek i podbić grupę dzikusów biegających z patyczkami, a spotykając ludzi równych sobie obrazić się na cały świat, że lud nie pada mu do stóp. Wiesz dlaczego mam taki wielki kraj? Ci ludzie, których widziałeś w mieście nie pochodzą z tej samej narodowości co i ja. Są Kitanami. Dlaczego nie mają własnego państwa, tylko z wielkim oddaniem służą mnie i mojemu cesarzowi? Bo gdy ich spotkaliśmy, to pomimo iż bez najmniejszego problemu mogliśmy zrównać ich wioski z ziemią, to woleliśmy poznać ich kulturę oraz zwyczaje i włączyć je do naszego królestwa. Wiesz ile takich ludów jest w moim kraju? 50. PIĘĆDZIESIĄT NARODOWOŚCI, z których każda inna, wszystkie zgodnie twierdzą, że ja jestem ich jedyną ojczyzną. To właśnie nazywa się zdobywanie świata, a nie robienie żywej tarczy z niedorozwiniętych dzikusów z lasu.
Podniósł się wreszcie z prowizorycznego siedzenia z kilku skrzyń, które zajmował i odwrócił bokiem do samego Arthura.
-Wynoś się stąd. Nie chcesz poznawać naszej kultury, tradycji, zwyczajów, religii, nic, co dotyczy naszego kraju Cię nie obchodzi, nie chcesz handlować, nie chcesz zachowywać choćby pozorów szacunku do nas, traktujesz nas na równi z dzikim ludem, a nie jako równorzędny kraj, którym jesteśmy... Wybacz, ale przegrałeś. Wolałbym już oddać wszystko, co mam Portugalii, dla mnie to on potrafił zachować klasę zamorskiego imperium... P-Poza tym, traktujesz nas jak dzikusów, ale wiesz co? Ja jestem na swojej ziemi, we własnym kraju, mogę robić, co mi się żywnie podoba. Jednak jestem też cesarstwem i gdy tylko przekraczam granice i znajduję się chociażby w Kraju Wschodzącego Słońca, Państwie Słońca, Państwie Smoka czy jakimkolwiek innym, nawet mniejszym i słabszym ode mnie to zachowuje się jak przystało na cesarstwo, nie obrażam się, nie żądam wszystkiego czy nie pomiatam nikim, jak to robię u siebie w domu. Bo wiem, że będąc u kogoś innego mam obowiązek szanowania tego, kto mnie gości.
Odetchnął na chwilę po swoim monologu, nawet sypnął kilkoma złotymi monetami jednemu z marynarzy, aby podał mu coś do picia.
-Ale się nie martw, możesz pozostać na poziomie podbijania ludzi, których każdy, kto ma statek i trochę broni potrafi podbić. Może kiedyś uda Ci się nawiązać kontakt z cywilizacją równą Twojej, ale teraz, cóż... Przegrałeś.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Sob Lip 19, 2014 11:53 pm

Że niby ktoś kazał mu się kłaniać? A to zabawne. I to dosłownie, na same te słowa nie tylko Arthur wybuchnął śmiechem, ale i reszta załogi. Niby ich kapitan miał się kłaniać? Ci cali marynarze przecież nawet nie wiedzieli, że Anglik w ogóle kiedykolwiek skłonił się królowej, a co dopiero komuś, kto ubiera się w damskie łaszki i ma ego wyższe dwa razy od niego samego. Nie, to tak nie działało.
- Ja mam się kłaniać przed Tobą? Jesteś na moim statku księżniczko, jeżeli tak chcesz być nazywana. A statek nie jest w całości na twojej ziemi, zaś morze niestety nie należy do Ciebie. Tak się składa, że zaraz obok są Indie, które nie wiem czy wiesz teraz są moje. Co oznacza, że równie dobrze mogę się zwrócić do władz brytyjskich, że ktoś śmiał bez zgody wkroczyć na mój teren. Ale po co? Kogo to obchodzi? Chyba tylko Ciebie. - Uśmiechnął się złośliwie, niemal z pogardą patrząc na Yao jak i jego "ochroniarzy". Tacy ludzie jak on nie powinni mieć prawa zajmować się krajem, bo zamienia w końcu wszystko w cyrk.
Akurat słowo "księżniczka" Arthurowi kojarzyła się zupełnie inaczej jak Yao. Księżna to osoba z doświadczeniem, odpowiednim wiekiem zaś księżniczka to rozpieszczona do granic możliwości smarkula, która na każde kiwnięcie chce mieć wszystko, zawsze i wszędzie. No i to zadufanie w sobie... może i faktycznie ta cała "księżniczka" bardziej pasowała? Tak, zdecydowanie.
- Tak jak już mówiłem wcześniej, nie uznaję tego, że morze jest twoje. Podobno odstawiliście łodzie i skupiliście się na ziemi i koniach? I bardzo dobrze, sobie na nich zostańcie. Ja rządzę tym morzem i wielu innymi, to samo tyczy się Oceanów, i nic tego nie zmieni. - Na wspomnienie Mongolii i Japonii tych prychnął pod nosem i pokręcił głową - I co ma do tego jeden albo drugi kraj co? Zresztą proszę bardzo, jeżeli w ogóle którykolwiek z nich zechce ci pomóc. Bo podobno byłeś taki samotny... - Spojrzał na niego na chwilę, a potem powiódł wzrokiem po swojej załodze. Widać, że wzięli się za siebie i byli przygotowani na każdy ruch Azjatów. Nie zbliżali się do nich zbytnio, uważnie badali każdy ich krok. Może i byli idiotami w praktyce, jednak na swoim fachu znali się faktycznie bardzo dobrze.
Dalsza część monologu Chińczyka nie bardzo docierała do Arthura. Może inaczej, docierała, ale nie w ten sposób jak Yao chciał.
- No proszę~! Ludzie, którzy kradli wasze dzieci traktują was jak równych z równym? Ludzie, których jeśli mnie pamięć nie myli przekupiliście pieniędzmi, byleby tylko trzymali się z daleka? To nazywasz równością? A może mi jeszcze powiedz, że TY traktujesz ludzi jak równych? Tylko księżniczka złapie humorek i już wyżywa się na wszystkich wokół. Zły śliniaczek ci zawiązali rano pod szyją? Czy może nagle znalazł się ktoś, kto ma gdzieś te wszystkie twoje zachcianki? - Zatoczył małe koło wokół małej powierzchni pokładu i zatrzymał się - I wiesz co? Tak, czuję się jakbym za karę musiał tu przebywać. Ale nie mam nic do twoich ludzi tylko do Ciebie. Bo mieć takiego rozpieszczonego dzieciaka za władcę to tylko klękać i płakać. Moi ludzie nic nie zrobili, nawet nie tknęli palcem żadnego z twoich ludzi. A ty tylko żeby zrobić mi na złość wywaliłeś ich z miasta. Może jeszcze myślałeś, że mnie to ruszy? - Już na samo krótkie spojrzenie na tego małego rosło mu ciśnienie. Załoga dobrze to wiedziała i cofnęła się jeszcze dalej. - Co nazywasz zdobywaniem świata? Przekupywanie ludzi kasą tylko po to, by potem z fałszywym oddaniem ci służyli? Bullshit. Ja zdobywam świat po swojemu, raz używając przemocy, a raz negocjując. I widocznie nie każdy może sobie wsiąść na statek skoro jesteś jeszcze ty, a Tobie te statki chyba ktoś spalił. Taki masz zgodny lud, a ciągle znajdują się ci, którzy ci się przeciwstawią. -
Ta rozmowa zaczynała go nużyć. Miał ochotę po prostu wypieprzyć stąd (za przeproszeniem) ich wszystkich, siłą, czy też nie.
A upragnionego napoju Yao nie dostał. Złoto pozostało na podłodze, a stojący piraci nie kiwnęli nawet palcem, by zgarnąć jedno albo drugie. Chyba przyszli po rozum do głowy.
- " Nie pomiatam nikim, jak to robię u siebie w domu". No proszę, nawet nic nie muszę mówić bo sam kopiesz pod sobą dołki. A niewiele musisz kopać, by zmieścić się w tym grajdole. Nie traktuję twojego kraju, jak ludu dzikiego, a Ciebie jak zepsute dziecko nieszczęścia. Spędzony z Tobą dzień okazał się być najbardziej zmarnowanym, bo jedyne co słyszałem jaki to nie wspaniały jesteś, ile to nie masz pieniędzy i jakich to mądrości nie pozjadałeś. A mimo to ciągle jesteś kilka kroków za mną. Jak to się mogło stać? Mogę Ci odpowiedzieć. Bo głową w kraju jesteś Ty. I cokolwiek byś nie zrobił, nikt nie będzie Cię szanować. W końcu przyjdą inne osoby z Europy i naprawdę odechce Ci się siadać. - Dobra, może koniec tej gadaniny. Kiwnął tylko do załogi, żeby pozostała czujna i powoli, schodkami udał się na górny pokład, z którego tylko zerknął na Yao. - Naprawdę współczuję twoim ludziom, że muszą użerać się z kimś takim (tak naprawdę raczej nie współczuje)... Ledwo wytrzymałem dzień, a oni tak całe życie... I to wszystko dla paru, nic tutaj nie wartych sztuk złota...

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 20, 2014 12:20 am

Wzruszył tylko ramionami na słowa Arthura, jakby... w ogóle się nie przejął, ani go nie słuchał. Właściwie to nawet można było darować sobie tą gadaninę, gdyż Yao i tak myślami był całkowicie gdzie indziej. On swoje przekazał, a teraz tylko musiał spędzić kilka minut na wpatrywaniu się w morze i niebo udawając, że w ogóle coś słucha.
-No nic, możecie sobie tutaj tkwić nawet i miesiąc, dwa, a i rok. -Machnął ręką -Ile Wam starszy jedzenia. Bierz sobie to morze i uznawaj za swoje, ja mam ziemię i zabraniam Wam na nią wstępu, taka umowa.
Koniec, kropka. Yao się nie będzie przejmował żadnym gadaniem czy czymkolwiek. Zresztą... Co on niby tracił? W sumie nic poza tym, że musi mieć więcej strażników w lasach niż jest dotychczas. Zresztą skoro już miał Portugalię zamkniętego w jednym z miast, to mógł teraz zamknąć Anglika na morzu. Minus taki, że w mieście jedzenie, a na morzu jedynie ryby... o ile coś da się złowić... coś, jadalnego.
Właściwie nikt nie broniłby też wejść do lasu, wszak Yao nawet pomimo groźby nie bawiłby się w żadne łapanie marynarzy. Nie, prędzej czy później po dłuższym czasie natrafiliby na niejadalne rośliny i owoce, zatruliby się bądź po prostu padliby od chorób, na które pochodzący z całkowicie innego klimatu Europejczycy nie mieliby normalnej odporności. Można by jeszcze myśleć o pomocy od Portugalczyków, jednak dla nich najważniejsze było złoto, a to aktualnie wciąż leżało w Państwie Środka. Słowem - Yao po prostu ich olał, albo się pochorują, albo potrują, albo padną z głodu, albo wrócą do domu.
No i zostawił go całkowicie. Nawet nie urażony, nie obrażony tylko... znudzony tym, że musiał tu zostać te kilka minut dłużej niż planował. Po prostu zostawił Anglików i ich statek nie interesując się tym, co teraz poczną. Nawet z bronią i niesamowitymi umiejętnościami Chiny nie były Indiami. Tutaj panował inny klimat, inna rośliność, inne jedzenie, choroby i zwierzęta. A skoro Anglicy dali jasno do zrozumienia, że sami sobie poradzą, to proszę bardzo, mogą nawet i łamać zakaz wstępu na ziemie chińskie, i tak uda się to raptem na miesiąc, dwa nim jakieś paskudztwo Azjatyckie ich dotknie... Albo piraci. Bo o tym małym szczególiku grasującym przy wybrzeżach chińskich też Yao zapomniał wspomnieć.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 20, 2014 12:31 am

Cóż, grunt, że każdy powiedział swoje. Zresztą Arthur wiedział, że Yao i tak tęsknił. No przecież nie przyszedł tu tylko po to, żeby się wygadać... Chociaż kto wie, ale na pewno krył się za tym też drugi powód. Po prostu chciał go zobaczyć.
Ale i sam Brytyjczyk nie zamierzał tak skończyć. Klnąc pod nosem ruszył wolnym krokiem za nimi.
- Wybacz mały, ale sabotaż ci się nie uda. Domagam się spotkania z Cesarzem. Ty jesteś tylko doradcą, możesz mu powiedzieć, że to nie warte zachodu, ale nawet jeśli, nie możesz mi tego zabronić chociażby przez to, kim jestem i po co tu jestem. A twoje dziewczęce fochy nic w tym nie pomogą. - Był ultra poważny. Jeżeli Yao nie pozwoli mu się zobaczyć z Cesarzem, albo chociaż sam nie spróbuje od nowa pogadać, tak nie pozostanie nic innego jak odejść i wrócić z niemiłą dla Chińczyków niespodzianką. A przecież to było niepotrzebne... Dyplomacją może i wszystkiego się nie da załatwić, ale kto wie, nadzieja umiera ostatnia. A bez żadnych korzyści Arthur nie zamierzał wracać. Po jego trupie!

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 20, 2014 12:42 am

Wzdychając jakby robił naprawdę wielką łaskę odwrócił się do niego z miną wyrażającą mniejwięcej tyle, że ma do niego wielki żal i najchętniej by się go pozbył.
-Dla obcych ludzi pełnię funkcję doradcy cesarza... Przecież nie będę wszem i wobec rozpowiadał, że jestem samymi Chinami, ale ty nie możesz tego wiedzieć, bo nie masz świadomości na czym opiera się nasza religia i jakie to by niosło dla mnie skutki.
Westchnął po raz drugi, tym razem skupiając się na własnym ubiorze. W głowie naprawdę miał mętlik. Z jednej strony tęsknił do Arthura i chciałby go mieć, z drugiej... Najchętniej by go teraz pozabijał i się rozryczał na miejscu. Ale nie mógł niczego uczynić poza myśleniem i gadaniem trzy po trzy.
-Cesarz jest jeszcze gorszy niż ja... Musiałbyś znać wszystkie procedury rozmowy z nim i kojarzyć jakim krajem włada. A Ty nie wiesz nic o Chinach i nie chcesz stosować się nawet do najprostrzych zasad, widzisz tutaj sens?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 20, 2014 12:52 am

Naprawdę musiał wyciągnąć z siebie największe siły, by po prostu tego wszystkiego nie olać i sobie nie pójść w cholerę. Może są jeszcze jakieś inne miejsca na świecie, niech ktoś inny bawi się z Chińczykiem... Nie no, w sumie tak to nie mogło być. Arthur wiedział, że Yao ma być jego, w obu znaczeniach. Przecież z każdą kolonią jakoś się dogadywał bo potrafił zachować zimną krew i wykombinować jakiś sposób na wspólny język.
- Po co sens... Dlaczego po prostu mnie tego nie nauczysz? Wiesz, że nasze spotkanie to też szansa dla Ciebie... - Spojrzał na niego siląc się na spokój. To nie tak, że ulegał... Po prostu wiedział co robić w sytuacji krytycznej. Nawet jeśli wyglądało to dla niego... niekorzystnie.
- A nawet jeśli nie wiesz to się dowiesz. - To było takie trudne, ale w końcu udało mu się to z siebie wycisnąć. Oby tylko ten Yao to przyjął... Bo jak nie tonie było po co robić szopkę i tylko przejmować siłą...

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 20, 2014 1:06 am

-C-Chcesz się czegoś... nauczyć? -Musiał aż powtórzyć, tak nie wierzył w to, co słyszał. Szczerze - zdał już Anglika na stratę. Było mu przykro myśląc, że całkowicie się rozeszli, a tu proszę!
-...Przed cesarzem trzeba się kłaniać bez żadnych słów sprzeciwu. S-Są zasady, prawa boskie, religijne.... I święte miasto...
Pokręcił zaraz głową. Jak Arthur chciał..?! Przecież jeszcze niedawno nie obchodziło go nic, co nie było związane ze złotem i czczeniem jego osoby!
-...Będziesz musiał nauczyć się zwyczajów i tradycji. Droga do stolicy trwa ponad tydzień... I nie mogę Ci obiecać, że cesarz posłucha, ten człowiek jest gorszy niż ja.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 20, 2014 1:13 am

Och... czyli Yao się zgadza huh... Bardzo dobrze.
- Jak chcesz, ale z tym kłanianiem się będzie ciężko. Przynajmniej Tobie się kłaniać nie zamierzam. To i tak niepotrzebne - Spojrzał na niego pytająco - Jasne? I nie traktuj mnie jak dziecko. - Splótł dłonie na piersi i odwrócił wzrok. Tak bardzo dorosły~.
Szczerze już mu było wszystko jedno. Z innymi ludami wystarczyły proste sposoby, albo chociaż średnio skomplikowane a tu? Armagedon, koniec świata, albo gorzej. Bogaty, niedostępny koniec świata.
- Chyba nie ma co się śpieszyć?... Wracaj teraz do siebie albo rób co chcesz. Jeżeli obiecasz, że nie tkniesz mi moich ludzi to dam przez jednego z nich znać, a jak nie, to wyślę wróżki. - I tymi słowami spokojnie się odkręcił i powolutku ruszył z powrotem do statku. Może powinien powiedzieć coś jeszcze, ale póki co był wystarczająco zdołowany swoją porażką.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Nie Lip 20, 2014 1:21 am

-N-Nie, nie tknę w t-takim wypadku...
To było jedyne, co mógł z siebie wydusić. Wszystko, dosłownie wszystko co miał w umyśle zajęło jedno słowo - 'wróżki'. CO TO DO JASNEJ CHOLERY BYŁO?! Yao nigdy czegoś takiego nie słyszał, ba, nawet nie wydawało mu się to podobne do żadnego innego słowa! Czysta abstrakcja...
Co zaś tyczyło się zgody, cóż... Chyba ta strona, która tęskniła do Anglika aż nadto przejęła władzę. Czy on nie miał być stanowczy? Silny? Mocny?! Wytrwały!? A co robił? Dawał ostatecznie się przekonać, bo targały nim jakieś ludzkie uczucia...
Skinął jeszcze głową za Anglikiem i wrócił do swego domostwa. Wpierw pogonił strażników i służących nie szczędząc przy tym ani słów, ani rękoczynów, a następnie po prostu wrócił wylegiwać się we własnym pokoju. Zdecydowanie wolał być sam, przemyśleć wszystko i wypłakać się w poduszkę rozmawiając z własnym psem. Kiedyś częściej płakał przy ludziach, teraz prawie zawsze robił to po kryjomu, nawet pomimo, iż oficjalnie robił za kobietę która płakać publicznie mogła.
Wolał zostać po prostu sam ze sobą do póki się nie uspokoi, dzień, może dwa. Chyba, że wcześniej by przyszła decyzja od przybyszów. Zresztą dla niego już czas i czekanie nie był ważny.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pon Sie 18, 2014 8:41 pm

I to chyba było tyle na rozmowę. Co miało być powiedziane, tak zostało, a może nawet i więcej jak było konieczne. Kirkland miał to gdzieś, cała ta gadanina tylko bardziej zniechęciła go na pobyt w tym miejscu. No ale jednak zobaczył zbyt wiele by się teraz wycofać. NIGDY nie znalazł takiego miejsca, zawsze były to dzikie ludy, albo nawet jeśli, to cofnięte wiele kroków za Europą. Nie żeby to tutaj było szczególnie rozwinięte... Tych ludzi poza złotem chyba nie interesowało nic innego... A Arthur chociaż miał jakieś chęci posiadania czegoś więcej, a to już coś.
Wracając do rozmowy, tak oficjalnie została zakończona. Brytyjczyk jedynie skinął Yao głową i zaczekał, aż on i jego świta wrócą na swoje miejsce. Kiedy ci oddalili się wystarczająco, załoga została odesłana do pracy, a Arthur wrócił do kajuty. Musiał naprawdę to wszystko przemyśleć. Wiedział, że jeżeli pozwoli temu małemu na robienie co mu się żywnie podoba, to zostanie owinięty wokół jego palca. Nawet jeśli w zamian za to pewnie coś otrzyma, to było nieważne. NIKT. NA CAŁYM ŚWIECIE. Na całym calutkim, odkrytym czy nie odkrytym nie miał prawa rozkazywać piratowi, gentlemanowi, IMPERIALIŚCIE i przede wszystkim, kolonizatorowi o osobowości z takim ego, które powali nawet słonia. A ten mały Chińczyk będzie aż się prosił, by móc doznać zaszczytu obecności Brytyjczyka. Choć tak właściwie, chyba właśnie to robił.
Zastanawiającym było, że gdzieś głęboko w głowie Arthura, Yao był osobą imponującą. W Imperium i w innych krajach z takim charakterem, i takim ubiorem byłby uznany za cyrkowca.... i idiotę. Najwyraźniej jednak tutaj było to normalne, w końcu wszyscy wyglądali podobnie. Kolejna ciekawa rzecz, białych ludzi można było łatwo rozróżnić przez kolor oczu, włosów, owal twarzy. Tutaj wszyscy ludzie mieli ciemne włosy i oczy, dodatkowo jeszcze każde z nich były tak śmiesznie skośne. No i owal twarzy. To wyglądało bardziej jak armia klonów, choć po spędzeniu całego dnia z setkami takich ludzi dało się przyzwyczaić... I rozróżnić. Najłatwiej było oczywiście z kim? Z tym jakże uroczym karzełkiem, którego ubrania przerastały wagą jego samego. Jako jedyny, nie licząc oczywiście tych jego nienaturalnych dryblasów wyglądał inaczej... Może to dlatego bo faktycznie nie pochodził stąd? Zresztą kogo to obchodzi....

*

Następnego dnia wiadomość z postanowieniem nie została wysłana. Arthur stwierdził, że rozmowa z poprzedniego dnia była jeszcze zbyt świeża, a nerwów Brytyjczyk się tak szybko pozbyć nie potrafił. Co zaś do załogi. Ci cały dzień chodzili jakoś bez siły, chyba ich myśli w tej chwili odpłynęły parę mil dalej, do tej usianej złotem krainy, w której spędzili swój najlepszy dzień w życiu. Czasami byli naprawdę przydatni, zaś innym razem można było tylko załamywać ręce nad ich głupotą. Ale czego się spodziewać po zwykłych marynarzach? Niewielu było takich, którzy naprawdę zaznali pirackiego życia.

*

Minął jeszcze nieco ponad tydzień, po którym w końcu pan Co-To-Nie-Ja postanowił wyjść z nory zwanej statkiem i za namową upartych współlokatorów osobiście wybrać się do niedawno poznanej mieściny w omawianych jakiś czas temu interesach. Nie chciał iść. BARDZO, dlatego też nie był sam. Wiedział, że postawi na swoim jak i był świadomy, że to samo zrobi Chińczyk, stąd rozmowa zapowiadała się na baaaardzo długą i żmudną. Ale po trupach do celu mówią, takiej okazji nie można było przepuścić.
Będąc znowu w mieście zastało się ten sam gwar, co zwykle. Mimo wszystko miasta brytyjskie i chińskie nie różniły się tak bardzo... jeżeli bardzo mocno się zastanowić. No i te gapie... Przeszywające aż ciarki po plecach szły. A może to po prostu nerwy?
W sumie czemu by nie zaczekać na pana i władcę na zewnątrz? Kirkland pofatygował się parę mil, to teraz Chińczyk może przejść te kilka metrów ze swojej rezydencji i przyjąć gościa. Taki był chyba jego obowiązek prawda?~

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Sie 29, 2014 12:00 am

Znużony pochylał się nad kolejnym durnym papierkiem ze stolicy. Że niby znów jego zacny pan i władca, cesarz od siedmiu boleści miał jakieś wąty i problemy. Na wszelkich bogów - czemu on musiał się z nim użerać? Rzucił papiery gdzieś na bok i uwalił się na stole odpływając myślami lat poprzedniej dynastii. Ah tak, Mongołowie, koniki, stepy, piękni Mongołowie, tak..
Powoli zapadał tak w swoje myśli o cudownych czasach, gdy drzwi do jego gabinetu otworzyły się z hukiem, aż biedny Chińczyk się musiał poderwać. No tak, piękne wizje o Mongołach musiał zastąpić jakiś kantoński sługa, który zaraz potem oznajmił, że mają gościa.
Gościa? No ale kto by mógł o takiej porze..? Nie, raczej piękni Mongołowie o których śnił to nie byli, raczej spodziewał się kolejnych wieśniaków zawracających mu głowę problemami odnośnie podziału świniaków w rodzinie czy innych prostych spraw.
Zszedł powoli podtrzymując ubranie. Dzisiaj się nie stroił aż tak, nie miał w planach wyjścia zza swoje mury. Miał zwykłą... Cóż, Europejczycy nazwaliby to jedwabną sukienką. Choć, o zgrozo, nie spełniającą w żadnym stopniu standardów Europejskich - bowiem sięgającą do kolan! Skandal i perwersja dla zachodu, gdyby jakaś panna nosiła się tak krótko to zaraz by ją pewnie za brak moralności posądzili. A tutaj? Chińczyk wesoło nosił krótkie szatki, tym razem zdobione jedynie kilkoma wyszytymi w jedwabie smokami i doszytym czymś, co wyglądało jak pelerynka.
Stanął przed drzwiami, gdy strażnicy otworzyli je przed nim. Uczynił kilka kroków i... No tak, spodziewał się wieśniaków ze świnią dostał... Anglika! Skrzywił się tylko i poprawił ubranie.
-...Ni hao.
Rzucił krótko, po chińsku. Może? Może. Są u niego!

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Wrz 26, 2014 7:11 pm

Och cóż za grymas! Najbardziej rozpuszczone dworskie panienki tak nie robiły, ba! Brakowało im wieeeeelu lat doświadczenia. Tak czy inaczej wyraz twarzy Chińczyka od razu udzielił się Brytyjczykowi. Zresztą co to miało być to nihało? Nie przypominało żadnego angielskiego słowa. Nie brzmiało źle, ale było dziwnie podejrzane. Chociaż równie dobrze mogło to być zwykłe powitanie... Chyba. Ale nawet jeśli mieli się dogadać a nie używać jakichś śmiesznych pospolitych słówek.
Mimo to...
- Hao - Mruknął i splótł dłonie na piersi. Nie dość, że cierpkie powitanie to jeszcze malutki chyba cały dzień w łożu spędził. Chociaż szczerze mówiąc nawet tak skąpego stroju do snu nie widział. Jeżeli już, to nie było go w ogóle (if you know what I mean~). Najwidoczniej ich kultura pozwalała władcom na coś takiego... To tym bardziej wydawało się dziwne.
- Księżniczka nie w nastroju? A może tęskniła? - Na twarzy Anglika zawitał pewny siebie uśmiech. Doprawdy nie było możliwości, żeby Chińczyk za nim nie tęsknił. Jak bardzo nie chciał tego ukryć, tak Arthur najzwyczajniej dopisałby swoje i już. Albo może to było po prostu przyzwyczajenie?... - Złość piękności szkodzi, tak tylko mówię.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Wrz 26, 2014 7:30 pm

Nie byl spiacy czy zmeczony - raczej znuzony. Stal jakby za kare i zerkal na niego z mina, jakby chcial uciec gdzies conajmniej na drugi koniec miasta.
-Hao...? -Podniosl brwi. Dla niego to bylo smieszne, bo slowo to znaczylo.. wlasciwie samo w sobie nic. Po prostu okreslalo cos dobrego. To jakby po angielsku rzucic same 'very!' -Ni hao znaczy 'dzien dobry'.
A juz mu wytlumaczyl, nie bedzie az tak wredny, prawda? No wlasnie. Odsunal sie o metr pokazujac Anglikowi, ze moze wejsc do srodka. Oczywiscie go pierwszemu nie wpuscil, przeciez cesarstwo ma pierwszenstwo, o! Wrocil do srodka idac w taki sposob, ze krotki material rozwiewal sie na boki odslaniajac mniej lub bardziej kolana. Dziwny kraj, dziwne zwyczaje.
-Nie tesknilem za Toba, mam wazniejsze rzeczy na glowie. -Dopiero w srodku skomentowal jego slowa. -Robiles cos waznego po prostu.. Ekhem.. Ale juz mniejsza, przyszedles na chwile czy dluzej, bo nie wiem czy mam wolac sluzace z herbata czy pan nie uraczy nas dluzsza wizyta?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Wrz 26, 2014 10:17 pm

Brytyjczykowi było póki co bez różnicy, co oznaczał język Yao. Kiedyś może i się nada, ale póki co nadal się nie znali i Arthur nie widział w tym większego sensu. W sensie widział, ale nie na obecną chwilę.
- Nie musisz być taki oschły. Jako, że to twój dom to pozwolę ci wybrać, na jak długo mnie tu chcesz. - Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Nie zamierzał ulegać, ale zauważył, że udobruchanie Yao jest najlepszym i najskuteczniejszym pomysłem. Nie żeby nie było kruczków. Tylko księżniczka się nie powinna zbytnio rozkręcić w stawianiu w kątach i powinno być w porządku.
Wszedł do środka za o jakże cesarstwem i rozgościł się w starym miejscu z ostatniego spotkania.
- Mieliśmy negocjować, ale jak księżniczka uważa. - Bo przecież chciałby usłyszeć więcej od Chińczyka, a póki co ten dziwnie milczał...

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Pią Wrz 26, 2014 10:26 pm

Rozsiadl sie na krzesle rozkladajac ubranie na boki. Niech sobie zwisa, nie bedzie uwierac, w koncu jedwab troche sliski material. Przywolal tez sluzace, po jakas herbate i inny poczestunek, niech Arthur pozna 'dobroc' cesarstwa.
-Negocjowac..? -Droczyl sie? Chcial sie pobawic? Niee, po prostu zapomnialo mu sie. Tak, nasza mala ksiezniczka zapomniala o czym wlasciwie miala z mosci wladca morz rozmawiac -Mhm... Sprecyzujesz? Czy cos...
Staral sie zachowac pozory, ze wcale nie zapomnial i kontrolowal sytuacje, jednak za dobry w takie gierki nie byl. Sytuacje jedynie ratowal jego maly piesek, ktory w miedzyczasie wpadl do pomieszczenia ciagnac w pyszczku szmaciana lalke, ktora wesolo podrzucal i lapal probuja tym samym zachecic albo Yao albo Arthura do zabawy.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Gość on Sob Wrz 27, 2014 8:13 pm

- Negocjacją może być zwykła rozmowa księżniczko - Kiwnął głową służącym a dostrzegłszy pieska uśmiechnął się lekko. To był naprawdę uroczy zwierzak, zresztą Arthur lubił praktycznie każde zwierzęta, a że to było szczególne, tak nawet nie krępował się by pogłaskać pieska. Zaraz wziął od niego lalkę i pomachał mu nią przed pyszczkiem.
- Rozumiem, że nie jesteś w nastroju, ale z uśmiechem ci było bardziej do twarzy. - Chciał pozbyć się nieprzyjemnej atmosfery z najprostszego powodu. Był zmęczony ciągłymi dyskusjami z Chińczykiem. W dodatku miał nadzieję, że jak sam się powstrzyma, to i Yao zrobi to samo. Wiedział jak się kończy wymiana zdań z rozzłoszczoną księżniczką.
Wraz z ostatnimi słowami posłał krótkie spojrzenie swojemu rozmówcy, a następnie wziął łyk herbaty. Polubił jej smak, był świeży, taki orzeźwiający. I przede wszystkim... inny niż to, co zwykle było pijane przez Europejczyków. Właściwie wszystko wydawało się być takie w tym miejscu. Nawet ta rozkapryszona księżna naprzeciw. Złoto i bogactwa ich nie niszczyły, nie zabierały szczęścia. Nie żeby to interesowało Kirklanda... Wcale. To było to, po co przyszedł. Jak ci ludzie się tak nie przejmują bogactwami, to równie dobrze mogą żyć bez nich, o!

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wielkie odkrycia geograficzne - edycja Chińska~

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach