Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Pią Lut 27, 2015 3:47 pm

Miejsce: Trzecia Rzesza na krótko przed tym, jak została Trzecią Rzeszą.
Uczestnicy: Prusy, Berlin
Czas: XX wiek (Tak z kilka latek przed drugą wojną)
Typ: Zamknięta

~*~

Dom Evy znajdował się na przedmieściach Berlina, jako że jego właścicielka miała w pracy dosyć miejskiego tłoku i gwaru, aby słyszeć je dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nie był to przesadnie duży budynek, acz schludny i zadbany, kryty czerwonawą dachówką i pomalowany farbą w odcieniu ciepłego beżu przemieszanego z żółcienią, zaś ramy okiennic i balustrad kryła biel. Do dwuskrzydłowych  drzwi głównych prowadziło kilka kamiennych schodków, a nad wysuniętą nieco do przodu częścią frontu domu znajdował się balkon. Wszystko otaczał równie zadbany ogród, którego jednakże większa część znajdowała się na tyłach posiadłości.
 Wnętrze również prezentowało się nieźle. Wysprzątane pokoje na parterze były przestronne, ale przytulne, urządzone ze smakiem i stylem. Meble nie wyglądały na tanie, lecz kiczu nie dało się poznać - owszem, ładne, wygodne i szykowne, o nogach rzeźbionych w ciemnym drewnie, ale nieprzesadne. Znać było rękę kobiety.  
Na piętrze - czy też właściwie na poddaszu - znajdowały się pokoje sypialne, łazienka, a także gabinet Evy, w którym już tak porządnie nie było. Wszędzie walały się papierzyska, a te niepospinane żyły własnym życiem. Na półkach wielkiego, zajmującego całą ścianę regału, panoszyły się książki wszelkiego rodzaju i te jeszcze utrzymane były w porządku, na szczęście.
 Właścicielka tamże właśnie się znajdowała. Rozparta przy biurku, kopcąc niedbale papierosa, kończyła akurat heroiczną walkę z ostatnim już z dokumentów. Co jakiś czas dmuchała w opadającą na oczy grzywkę, co skutkowało tym, że niechcący drażniła swoją biedną rogówkę dymem, a to znów powodowało atak parsknięć i sarknięć na życie, i tak w koło Macieju... Biedaczka nie przewidywała, że zaraz będzie miała dużo lepszy powód do irytacji i, skubiąc bezwiednie  naszyjnik z perełek, zdobiący dekolt beżowej sukienki, nadal prawie ze spokojem wypełniała kolejne druczki.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Pią Lut 27, 2015 3:58 pm

To stało się tak nagle.
W sumie mógł się tego spodziewać - że się przeziębi. Że bieganie z gołą głową, bez kurtki, niekoniecznie jest zdrowe. Ale czasem przecież tylko wyskakiwał do piekarni po bułki. A czasem z knajpy jak nad ranem wracał to zapominał o kurtce, która zostawała porzucona w miejscu publicznym... no, zdarza się! Czasy ciężkie, tak wiele zmian, tak wiele się działo, nie szło tego wszystkiego ogarnąć!
W każdym razie, skończyło się na jakimś choróbsku. Z początku Gilbert nawet bardzo się tym nie przejął - ot nieco pokaszlał, pokichał, zwykłe przeziębienie! Najlepiej napić się piwka i poczekać aż przejdzie.
Niestety - nie przeszło. Ba, pogorszyło się. Gardło zaczęło nieznośnie boleć, kaszel coraz częstszy i bardziej męczący, ciągłe bóle głowy i dreszcze. Albinos podjął więc męską decyzję - trzeba to wyleczyć. Jednak wizyta w szpitalu nijak mu się nie uśmiechała... wpadł więc na dużo lepszy pomysł. Postanowił udać się po pomoc do Evci!
Jako, że jego ostatnia kurtka jeszcze nie odnalazła się, po prostu założył swoje buciory i owinął szyję szalikiem, jedynym co mu pozostał. I udał się do domu Evy. Na szczęście wciąż pamięta adres... jakże mógłby zapomnieć!
Podróż nieco mu zajęła, ze względu, że Berlin mieszka na przedmieściach. Niemniej, w końcu tam dotarł. I zapukał do drzwi.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Pią Lut 27, 2015 6:29 pm

Spojrzała na ostatni wypełniony dokument niemal z dumą. Obok piętrzył się już gotowy stosik. Teraz wystarczyło tylko wkręcić dziada w maszynę do pisania i...
Puk, puk.
No, nie, doprawdy.
 Jakiekolwiek istnienie odważyło się przerwać Evie pracę w jej ulubionym momencie - to jest, zakończenia - nie wychodziło na tym zbyt dobrze. Zresztą, nie spodziewała się nikogo tego wieczoru, więc do irytacji doszło jeszcze zaskoczenie. Tak, że aż znów odruchowo dmuchnęła w grzywkę... Serwując przy tym swoim oczom kolejną dawkę dymu.
 Krztusząc się, łzawiąc i tym samym rozmazując sobie makijaż, zlazła w końcu na dół. Otworzyła drzwi, spodziewając się kogoś w rodzaju listonosza albo innego paprocha z administracji i stanęła oko w oko z Gilbertem. Z Gilbertem, warto dodać, pozbawionym kurtki i wyglądającym, jak ożywieniec, którego jakiś nieudolny początkujący nekromanta wyciągnął z grobu.
- Ktoś cię gonił? - zapytała w końcu, mrugając intensywnie, z racji faktu, że oczy nadal ją szczypały. - Czy zabłądziłeś? - No bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że Gilbert nagle ni z tego, ni z owego zjawia się u niej w domu?
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Pią Lut 27, 2015 6:39 pm

Przyjrzał się uważnie Evie. Chociaż nie za bardzo zwrócił na nią uwagę, znaczy. Zwrócił, bardzo się cieszy, że wreszcie mu otworzyła, bo może nie będzie musiał dłużej stać i marznąć! Nie zwrócił uwagi na jej stan oraz na to, czy może przypadkiem jej nie przeszkadza. Nie w tym stanie. Nie z gorączką, zapchanym nosem, piekącym gardłem.
- Och, cześć - wymamrotał na jej widok, z wyraźną ulgą.
Nie do końca zrozumiał jej pytania. Przecież to oczywiste, ze przed nikim by nie uciekał! A tym bardziej nie zgubiłby się w Berlinie! Jednak na oburzanie się i tłumaczenie nie ma sił, zamiast tego tylko zakaszlał nerwowo.
- Nie, nie... - zaprzeczył. - Przyszedłem... w odwiedziny. Możemy pogadać w środku? Zimno mi - dodał jeszcze.
Tyle do wyjaśniania, a on tak źle się czuje i jeszcze mu zimno! Jaka szkoda, że Berlin nie czyta w myślach. Ten jeden, jedyny raz byłoby to Gilbertowi bardzo na rękę.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Pią Lut 27, 2015 7:09 pm

- Nie dziwię się, skoro biegasz po dworze bez kurtki. Wejdź... - mruknęła, zamykając za nim drzwi. W holu przyjrzała mu się nieco uważniej, konstatując przy okazji, że jak na siebie, jest wyjątkowo mało gadatliwy i nie zasypał ją przy okazji przywitania gradem uwag, teorii spiskowych, czy dziwnych pomysłów.
I uznała to za niepokojący objaw.
- Coś się stało? Bo czemuś zawdzięczam te odwiedziny, prawda? - zapytała, unosząc jedną brew nieznacznie do góry i nadal mierząc go taksującym spojrzeniem od stóp do głów. - Zresztą, nie stójmy tu. Chodź, w kominku jest napalone, ogrzejesz się. - To mówiąc, odwróciła się i poprowadziła Gilberta do salonu. Było to spore, przytulne pomieszczenie, z którego można było także przemieścić się do ogrodu, jeżeli miało się takie życzenie. Aktualnie jednak zasłony były zaciągnięte i niewiele dało się przez nie zobaczyć.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Pią Lut 27, 2015 7:21 pm

Wymruczał coś o zgubieniu kurtki poprzedniego dnia, a następnie bez zwłoki wlazł do mieszkania. Od razu lepiej, cieplej... mimo to wciąż ma lekkie dreszcze.
Pierwsze przeszedł do salonu, zanim cokolwiek jeszcze powiedział. Oczywiście, że chce się ogrzać. I usiąść. A najlepiej, to się położyć. Ale niestety, najpierw trzeba wszystko wyjaśnić. Cóż, Berlin słusznie domyśliła się, że wizyty Prusaka do bezinteresownych nie należą.
- Chyba troszkę się pochorowałem - wychrypiał. - I potrzebuję... potrzebuję... pomocy - ostatnie słowo ledwo przeszło mu przez gardło, zaraz potem zakaszlał głośno i długo. Wziął głęboki oddech, a jego policzki zrobiły się niezdrowo czerwone. Gorączka znowu dała o sobie znać, przybierając na sile. Cóż, dłuższy spacerek najwidoczniej nie wyszedł Gilbertowi na zdrowie. Ciężko, żeby wyszedł. Bez kurtki. Z buta przez miasto, aż na przedmieścia. Sama frajda!

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Pią Lut 27, 2015 8:14 pm

Przewróciła oczami i wskazała Gilbertowi kanapę, dając mu jasno do zrozumienia, żeby usiadł.
- Właśnie widzę... Pokaż się. - odpowiedziała, przysiadając obok. Niespecjalnie czekała, aż zareaguje, po prostu bezceremonialnie przyłożyła mu dłoń do czoła. No i faktycznie miał gorączkę. Nie symulował tym razem. Aż zmarszczyła brwi.
- Dlaczego nie poszedłeś z tym do szpitala, tylko do mnie? Wiesz, że jak tu zostaniesz, i tak zadzwonię po lekarza...
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Pią Lut 27, 2015 8:30 pm

Usiadł na kanapie, oparł się wygodnie i lekko przymknął oczy. Nie zaprotestował, gdy Berlin przyłożyła mu rękę do czoła. Westchnął tylko, słysząc jej słowa. Nie do końca na to liczył!
- Szpital... nie, nie będę iść z taką drobnostką - mruknął, mocno wymijająco. Chciał się lekko uśmiechnąć, pokazać, jak to nie daje się chorobie i że faktycznie drobnostka - ale kolejny atak kaszlu nie pomógł mu w robieniu dobrego wrażenia.
- Evuś, nie wołaj lekarza - poprosił wymęczonym głosem, kiedy tylko udało mu się skończyć kaszleć.
- Wolałabym... żebyś ty mi z tym pomogła... - dodał jeszcze.
Tak, to będzie bezpieczniejsze. Co prawda nie pamięta w tej chwili, jak Berlin radzi sobie z medycyną, ale nie wątpi w jej zdolności. Poza tym, bardzo liczy na to, że w swoim leczeniu potraktuje go delikatniej niż przeciętny lekarz w szpitalu. Wolałby się do tego nie przyznawać, ale jednak w trakcie choroby robi się przewrażliwiony na swoim punkcie i może faktycznie nieco za bardzo się nad sobą rozkleja... i wolałby, żeby pozostało to tajemnicą. Berlin wydaje się więc idealnym wyjściem - zaopiekuje się, wyleczy, będzie przy tym delikatna, a na koniec zapomni się o całej sprawie... przynajmniej tak to sobie wyobraża Gilbert.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Pią Lut 27, 2015 8:56 pm

Co prawda Eva kiedyś w ogóle miała ambicje, żeby zostać lekarzem, nawet podejmowała się studiów w tej dziedzinie i prawie jej się udało, ale wygrały sprawy administracyjne i nijak nie szło jej tego pogodzić.
- Gilbert, ja mogę się tobą zająć... Ale powinien cię zobaczyć lekarz. - odpowiedziała, kiedy już wysłuchała pięknej kaskady jego kaszlu. - To naprawdę nie brzmi i nie wygląda dobrze. - Przyjrzała mu się raz jeszcze. Nie, zdecydowanie wypieki na bladych policzkach i błyszczące oczy nie wróżyły niczego dobrego.
- Co mam zrobić, przecież cię nie wygonię... - westchnęła. - Zostań. - Co ciekawe, Eva, zazwyczaj zołza do kwadratu, jakoś nie potrafiła odmówić pomocy ludziom, których już trochę znała. I Gilbert chyba to wiedział...
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Pią Lut 27, 2015 9:12 pm

Odetchnął z ulgą. Czyli się zgodziła... w takim razie cała reszta powinna już pójść z górki. Wystarczy tylko dobrze to rozegrać. Chociaż w obecnym stanie będzie wymagać to sporo wysiłku. Albinos westchnął.
- Będzie dobrze... - mruknął cicho. - Daj mi trochę czasu. Jeśli... jeśli nie uda Ci się, to wtedy wzywaj kogo tam chcesz.
Cóż, taka propozycja nie była najgorsza, czyż nie? Pozostawiała sporo swobody i nie kładła aż takiej presji na Berlin - przecież jeśli nie podoła zadaniu, to wtedy będzie mogła wezwać lekarza i Gilbert teoretycznie nie będzie mieć nic przeciwko.
Cóż, na razie Prusak ledwo żyje na tej jej kanapie. W głowie zaczęło mu się nieco kręcić, więc nie pytając się o nic, po prostu walnął się na kanapę, położył się na boku. Póki co siedzieć też nie ma siły. Cud, że się dotachał do Evy. W każdym razie, dzięki temu ma ona teraz pruskiego zdechlaka na swojej kanapie-

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Pią Lut 27, 2015 9:47 pm

Eva tak czy siak zamierzała wezwać lekarza. Skoro już Gilbert przyszedł, to niech przypadkiem jej tu nie zejdzie.
- To się jeszcze zobaczy - mruknęła. - Tylko nie myśl sobie przypadkiem, że... - urwała i nie dokończyła, widząc, jak Prusak pacnął o kanapę.
No, pięknie.
Czyli oprócz roboty miała w domu chorego Gilberta.
 Miała wielką ochotę palnąć mu tak zwane kazanie, żeby przypadkiem nie poczuł się tu, jak car na tronie, ale w końcu machnęła na to ręką. Niech na razie żyje w słodkiej nieświadomości, najwyżej później w razie potrzeby się go utemperuje. Póki co, wróciła na górę, z całym spokojem dokończyła wyklikanie tych kilku liter na wkręconym w maszynę do pisania dokumencie, po czym wzięła ze sobą koc, termometr i wróciła do Gilberta.
- Proszę. - Przysiadła na brzegu kanapy, zarzucając na niego koc i podając mu termometr.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Pią Lut 27, 2015 10:04 pm

Niespecjalnie już potem słuchał, co Eva powiedziała. Spokojny, że misja zakończyła się sukcesem, rozwalony na kanapie, zamknął oczy i usiłuje odsapnąć. Jest ciut lepiej, chociaż dalej nie do końca kojarzy, co się tak właściwie dzieje...
Już prawie zaczął przysypiać, kiedy nagle coś poczuł. I nie, nie chodzi o to, że nie poszedł do łazienki. Poczuł koc. Koc bardzo chętnie przygarnął. Owinął się nim, wtulił. Przyjemnie.
Termometr wziął, nawet rozważał zmierzenie temperatury, ale zanim zdążył się za to zabrać, znowu chwycił go atak kaszlu. Odruchowo upuścił termometr, zasłaniając usta. Kiedy wreszcie złapał oddech, poczuł się tym na tyle zmęczony, że jedyne co chciał, to zdrzemnąć się w ciepełku.
I tak, zdążył całkowicie zapomnieć o tym, że jeszcze jakieś pięć minut temu trzymał w dłoni taki magiczny wynalazek, jakim jest termometr. Całkowicie wyleciało mu to z głowy. Tak.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Pią Lut 27, 2015 10:29 pm

Szczęściem zdążyła złapać termometr, który Prusak wypuścił z łapy, zanim ów przedmiot zdążył zetknąć się z ziemią i roztrzaskać na kawałki. Początkowo miała zamiar brutalnie dobudzić Gilberta, wyrwać go ze snu i wręczyć mu termometr ponownie, ale po chwili pomyślunku zaniechała tego. Fukając pod nosem, z pewnym wysiłkiem podniosła bezwładne odnóże górne Prusa i wsadziła mu termometr pod pachę, a z racji, że przy tym zsunął się trochę kocyk, to i poprawiła. Spojrzała na niego i doszła do wniosku, że wygląda jak wielki, biedny, osierocony dzieciak.
I prawie ją to rozczuliło.
Opanowała się szybko i bez większego trudu. Nie mogła go przecież zostawić na noc z gorączką... Tylko jak zmusić śpiącego do połknięcia lekarstw? Zostało jedno wyjście. Brutalne, ale cóż.
- Gilbert - powiedziała wcale łagodnym, jak na nią, tonem i potrząsnęła nim delikatnie. - Obudź no się na chwilę.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Pią Lut 27, 2015 11:01 pm

Już prawie się udało, a tu coś nim potrząsa! Prusak zmarszczył brwi, jęknął. Zawiercił się, a następnie dopiero po dłuższej chwili otworzył niechętnie oczy. Wbił spojrzenie w Berlin.
- ...co? - westchnął ciężko.
Wydawało mu się, że to już wszystko. No przecież przylazł tu, zdobył kanapę i kocyk. Czego jeszcze można od niego chcieć? To on mógłby mieć jakieś wymagania. Bo jest chory i mu się należy, o! Ale teraz czuje się na tyle źle, że zwyczajnie nie ma siły na jakiekolwiek roszczenia, czy też czepianie się i rządzenie się w nieswoim domu. Nie, teraz chciał po prostu się zdrzemnąć.
A tu go obudzili.
No to się gapi na Evkę i zastanawia się w jakim celu postąpiła aż tak brutalnie. I ciężko mu to idzie. Myślenie zawsze szło mu ciężko, ale teraz, gdy ma gorączkę, idzie mu jeszcze ciężej niż zwykle.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Sob Lut 28, 2015 7:46 pm

Prusak został obudzony. Pół sukcesu. Teraz należało tylko naszpikować go aspiryną, po którą jednakże trzeba było się wybrać. Podreptała pospiesznie po ów lek, mając przy okazji nadzieję, że Gilbert w tym czasie nie zaśnie. A jeżeli zasnął, znów brutalnie wyrwała go z błogostanu.
- Nie śpij. Proszę. - Wręczyła mu szklankę z wodą i aspirynę. - Skoro masz tu konać, to wolę, żebyś w nocy nie bełkotał od gorączki.- Miała go jeszcze zamiar zmusić do przetransportowania się do sypialni dla gości, ale popatrzyła chwilę i dała spokój. Gilbert wyglądał, co by tu dużo nie mówić, jak ścierwo. A ścierwa lepiej nie ruszać, niech odpoczywa tam, gdzie leży.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Sob Lut 28, 2015 8:28 pm

- Już nie śpię... - wymamrotał niekoniecznie przytomnym głosem.
Chwilkę mu zajęło ogarnięcie czego właściwie się od niego chce.
Jednak udało się, po dłuższej chwili wytężonego "eee" zatrybiło w pruskiej główce i albinos wziął szklankę wody oraz aspirynę. I ładnie lekarstwo przyjął, wodę wypił, wszystko ślicznie! Może nieco w powolnym tempie, ale nie narobił żadnych szkód, więc jest bardzo dobrze.
Kiedy już oddał pustą szklankę Evci, znowu się położył, szczelnie zawijając się w koc. Nawet przez myśl mu nie przyszło, że można by go teraz ruszać z tej kanapy. Nie, mowy nie ma, tu jest mu bardzo dobrze, już sobie zagrzał, ułożył się wygodnie. Tak.
Poradzi sobie!
Przymknął oczy, niespecjalnie przejmując się tym, co powiedziała Berlin. Jakoś nie ma głowy do przekomarzania się, czy jakichkolwiek kłótni.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Sob Lut 28, 2015 8:47 pm

Poszło nadzwyczaj gładko, co oznaczało, że Gilbert musiał chyba faktycznie wybitnie źle się czuć, żeby nie mieć ochoty się z nią o nic wykłócać. Ba, było to nawet dosyć niepokojące.
Miała jeszcze zamiar poinformować Prusa, że jeżeli czegokolwiek by potrzebował, może ją obudzić, ale, z racji, iż to się raczej rozumiało samo przez się, zaniechała.
- Dobranoc - rzuciła jeszcze przez ramię, po czym wyszła.
Wieczór wcale nie był już taki młody, więc Eva zdążyła jeszcze uprzątnąć jako tako swój gabinet, wypełnić założenia wieczornej toalety - to jest, kąpiel i te sprawy, po czym udała się na zasłużony spoczynek. Jeżeli, naturalnie, dane jej będzie tej nocy odpocząć.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Sob Lut 28, 2015 9:00 pm

Westchnął cicho, zawiercił się.
- Branoc... - mruknął cichutko, cudem odnotowawszy, że Berlin coś jeszcze do niego powiedziała.
Następnie skupił się na nic nie myśleniu i próbie jak najszybszego zaśnięcia. Z początku całkiem dobrze mu poszło, naprawdę! Dosyć szybko zasnął i wydawać by się mogło, że nie będzie sprawiać tej nocy większych problemów.
No właśnie - to tylko takie wrażenie!
Gilbert obudził się po kilku godzinach, w środku nocy. Wszystko okropnie go bolało, nie był w stanie już dłużej leżeć. Półprzytomnie wstał z kanapy i rozejrzał się, lekko zdezorientowany. Czuł, że musi koniecznie napić się wody, że zaraz od tego gorąca gardło zrobiło się zbyt suche, przez co nieprzyjemnie drapie i boli. Tak, musi napić się wody! Ale gdzie tu jest jakaś kuchnia?
Prusak nie pomyślał o tym, aby zawołać Evę. E, po co?
Zamiast tego sam wyruszył do kuchni. Po drodze zderzył się ze ścianą. Dwa razy. Ale nie zraził się, nawet nie zwrócił uwagi na siniaki. Idzie półprzytomnie i po kolei zagląda do każdego pomieszczania, w końcu musi trafić na kuchnię! W tej swojej gorączce, nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo tymi drzwiami trzaska...

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Sob Lut 28, 2015 9:25 pm

Łup.
Coś wyrwało Evę ze środka całkiem głębokiego snu. Poderwała się zaraz, półprzytomna w ciemności, niespecjalnie wiedząc, co się dzieje i dlaczego się dzieje. Wystarczyła jednak chwila, aby to i owo w Evusiowej główce się poukładało i szybko skojarzyła fakty - Prusy musiał chyba wstać i właśnie rozbijał jej się po domu.
Wyskoczyła z łóżka, narzuciła na plecy szlafrok i niemal zbiegła na dół. Po drodze miała nadzieję, że Gilbertowi pozostało na tyle przytomności, aby nie wpakować się, dajmy na to, do wygasającego już zapewne paleniska.
- Gilbert! - fuknęła, znalazłszy go w końcu w kuchni. Zapaliwszy uprzednio światło, złapała Prusaka za ramię, zanim cokolwiek zdążył zrobić. - Jeżeli czegoś potrzebowałeś, to na litość boską, mogłeś mnie zawołać... A nie próbować się zabić o ściany.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Sob Lut 28, 2015 9:30 pm

Ledwo co udało mu się dotrzeć do kuchni, już miał zabierać się za poszukiwanie czegoś do picia, a tu nagle coś go złapało za ramię!
Wzdrygnął się odruchowo, spojrzał, a tam Eva. W sumie nie powinien się dziwić, w końcu to jej dom. Ale i tak. Zaskoczenie było i to całkiem niezłe!
- A-ach... nie, ja tylko coś do picia - wyjaśnił.
Więcej nic nie powiedział, pomimo tego, że nieco się przespał wciąż nie podejmuje wyzwania w postaci wykłócania się. Ba, jego mało ambitny wyraz twarzy wskazuje na to, że nawet nie załapał do końca o co to Evci chodzi z tym rozbijaniem się po ścianach. Jakie rozbijanie się?
On przecież tylko chce się napić! I poszedł bardzo dyskretnie do kuchni, żeby Berlin mogła sobie dalej spać. O, jaki miły! Co ta choroba robi z człowiekiem...

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Sob Lut 28, 2015 9:49 pm

- Chodź - mruknęła, łapiąc Prusa pod rękę i prowadząc powoli, acz zdecydowanie na górę, do pokoju gościnnego. Zawsze stał wolny i czysty na wszelki wypadek - a takie się zdarzały. Na przykład teraz.
- Połóż się i czekaj na mnie. Zaraz będę. - Zostawiła go siedzącego na łóżku i ponownie zeszła na dół, do kuchni, naturalnie po szklankę wody dla tego upierdliwego, chorego człowieka. Kraju. Whatever. Przy okazji mogła skonstatować, że przed kilkoma minutami minęła trzecia w nocy, więc teoretycznie mogła zaaplikować Gilbertowi kolejną dawkę aspiryny. Zabrała lek na wszelki wypadek, tak samo uczyniła z termometrem i polazła na górę. Znów.
- Pij - rzuciła, podając mu wodę i termometr gestem sugerującym, że ma ów przedmiotu użyć. - I nie wyłaź już, dobrze?
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Sob Lut 28, 2015 10:01 pm

To poszedł.
Usiadł ciężko na kanapie, oparł się na tyle wygodnie na ile mu się udało. Zanim zaczął przysypiać wróciła Berlin, co świadczy o tym jak sprawnie udało jej się z tym wszystko uwinąć. Jej szczęście, Gilbert jeszcze nie zdążył się walnąć spać.
Szklankę wody i aspirynę przyjął bardzo chętnie. Termometr już niekoniecznie. Chociaż nie stawia większego oporu tylko posłusznie się dostosowuje. Powoli, ale bez sprzeciwów. Póki co.
- Nie trzeba było aż tyle... - wymruczał tylko, a następnie wziął aspirynę i popił wodą.
Westchnął głęboko, zakaszlał. Niestety, woda niewiele pomogła. Gardło wciąż nieznośnie mu dokucza. Spróbował znowu odkaszlnąć to wszystko, ale nic to nie dało. Gardło jak było tak pozostało nieprzyjemnie podrażnione, drapiące i bolące. Albinos jęknął tylko. Niech to, a tak liczył na to, że woda nie tylko przepłucze zaschnięte gardło, ale też i nieco pomoże na jego ból!

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Sob Lut 28, 2015 10:18 pm

W głowę zachodziła, dlaczego ten człowiek, mając pod nosem wygodne łóżko, siada na niewielkiej kanapie w rogu. Wskazała mu je gestem. Skoro jest chory, to niech przynajmniej szanuje czas, który mu poświęca i ładuje się pod kołdrę, a nie rozbija się po chłodnym już poniekąd domu.
- Najwyżej zostanie ci na później... -mruknęła i, owinąwszy się nieco ciaśniej szlafrokiem, przysiadła na zwolnionej (mam nadzieję) przez Prusa kanapie. - Tak właściwie, to do tej pory nie powiedziałeś mi, co konkretnie ci jest. Oprócz tego, że masz gorączkę, bo to widzę... A właśnie, pokaż termometr. - Wstała i wyciągnęła rękę. Fakt, że informacje, które zaraz uzyska, mają jej się przydać do wezwania za kilka godzin lekarza, zataiła.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Sob Lut 28, 2015 10:35 pm

...och. Tego jakoś Gilbert nie odnotował, jakoś tak wyszło. Ale na łóżko, pod kołdrę się przeniósł. Jakoś. Zakopał się w pościeli.
- Um... coś z gardłem, nie wiem - westchnął cicho.
Tak, niewątpliwie gardło bolało i jak nic tylko się nasilało! Nie nadwyrężając więc już go, nic nie mówiąc podał termometr Evie. Wygląda na to, że gorączka wciąż wesoło się trzyma, ale nie jest już tak wysoka, jak z początku, wyraźnie mu spadła.
Gilbert przymknął oczy, zadowolony, że teraz wreszcie będzie mieć spokój. Bo czegóż więcej można by od niego chcieć, skoro wszystko już przekazał?
No właśnie.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Sob Lut 28, 2015 10:47 pm

Kiwnęła głową, przyjęła od niego termometr i przyjrzała się słupkowi rtęci, który nie wypełzł zanadto ponad małe trzydzieści osiem. W porównaniu do poprzedniego wyniku, ten nie był zły. Znaczył, że aspiryna podziałała.
- Niestety, w tym wypadku średnio mogę ci pomóc... - Postawiła na szafce przy łóżku szklankę z resztą wody. - Proszę, pasożycie. Śpij. I nie wyłaź już z tego łóżka, a przynajmniej, błagam cię, nie używaj schodów. - Aż strach pomyśleć, co mógłby zrobić na wpół przytomny Gilbert, któremu nagle znów zachciałoby się pić, a woda w szklance przy łóżku nie wystarczyła. I cóż, wyglądało na to, że nic więcej do zrobienia już tu Eva nie ma, odwróciła się więc, wymamrotała w eter "dobranoc" i skierowała się z powrotem do swojego łóżka. Może jeszcze trochę pośpi... Chociaż jutro zapewne będzie musiała zabrać pracę do domu.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach