Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Wto Mar 03, 2015 8:43 pm

Magia. Dzięki staraniom Prusaka, ściana wypluła Evę. A raczej drzwi wypluły Evę, no ale to już szczegół. Bardziej niepokojący mógłby zdawać się fakt, że ocalona od potwornej śmierci Berlin jakoś niespecjalnie przejawiała jakiekolwiek oznaki wdzięczności, a wręcz przeciwnie - wydawała się być poirytowana. I to mocno.
- Jeżeli jeszcze raz wyleziesz, to cię przywiążę! - warknęła, powstrzymując Gilberta od kolejnego szturmu na bogu ducha winną ścianę i eksmitując go z powrotem do łóżka, naturalnie wcześniej odstawiwszy to, co trzymała w rękach. Czując, że jednak sobie dzisiaj nie popracuje, zmieniła tą nieszczęsną, upapraną herbatą pościel, a wciąż jeszcze chłodnemu kompresowi pozwoliła panoszyć się na pruskim czole. Bo sporą gorączkę Gilbert miał, znać to było nawet bez potrzeby użycia termometru. Żeby zaś upewnić się, że Prusak nie będzie miał ochoty na kolejne eskapady, Eva przysiadła na fotelu nieopodal łóżka.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Wto Mar 03, 2015 10:49 pm

Gilbert warknięcia nie zrozumiał. Gorączka niebezpiecznie się nasila. Zupełnie jakby... leki nie działały. Ciekawe dlaczego!
Za to albinos zaczął mieć poważne wątpliwości. No bo... co jeśli Eva nie jest Evą? Gorączka zaczęła podsuwać przeróżne kształty, niebezpieczne wizje... bardzo realne zresztą. Niepokojąco prawdziwe! Tak więc to nie Berlin na niego warczała, lecz z początku bliżej nieokreślona masa, która teraz nabiera konkretnych kształtów. Gilbert poczuł jak pot go oblewa. Kształt zaczął być wyraźny. Rytis. To jest, Prus Bałtycki. To bydle, które zostało ubite taki kawał czasu temu... nie ma prawa istnieć! I rozsiadać się po fotelach Evy!
Prusak bez namysłu, wciąż w gorączkowo-bojowym nastawieniu zerwał się i szarpnął za fotel, chcąc zrzucić z niego zarazę znad Bałtyku. Wykończy dziada, raz a dobrze!

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Sro Mar 04, 2015 4:37 pm

Tak się złożyło, że Eva była Evą, a nie Prusem Bałtyckim. Gilbert nie trafił. I nie dość, że była Evą, to na dodatek mocno zirytowaną Evą. I to mocno. Bo jakieśtam granice cierpliwości jednak miała. Na szczęście gorączka osłabiła Prusaka na tyle, że jego wysiłki co do przewrócenia fotela okazały się nieskuteczne i Berlin nie wylądowała na ziemi. Odniosła jednak wrażenie, iż ma do czynienia z jakimś bardzo upierdliwym zombie. I do tego niemal nagim. Ech, życie, życie.
Prawie pieniąc się z trudnością tłumionej irytacji, eksmitowała Gilberta z powrotem do łóżka, informując go przy tym, że jeżeli jeszcze raz odstawi coś takiego, zacznie się poważnie zastanawiać nad odesłaniem go do szpitala. Psychiatrycznego.
Ponieważ widać było, że gorączka wybitnie źle na Gilberta działa, Eva miała zamiar poddać się i podać mu chociaż tę głupią aspirynę. Pozostawał jednak problem, jak to zrobi, ponieważ już raz zostawiła go samego. I skutki bynajmniej nie były oczekiwane.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Sro Mar 04, 2015 7:00 pm

...coś poszło nie tak. Gilbert zmarszczył brwi, starając się zrozumieć co się dzieje. Oraz dlaczego Prus Bałtycki ma głos Evy.
To może i zrodziłoby pewne wątpliwości.
Gdyby nie to, że gorączka dalej się utrzymywała. Albinos przymknął oczy, wsuwając się pod kołdrę po sam czubek głowy. Znalazł ciepełko.
Cóż, wygląda na to, że śpi. Albo zamierza spać. Albo to tylko pozory! Berlin musi podjąć odpowiednią decyzję, co z tym fantem zrobić.
Prusak tymczasem wyburczał coś spod pościeli. W sumie "wycharczał" pasuje tutaj bardziej niż wyburczał. Najprawdopodobniej chodziło mu o coś do picia, ale pewności mieć nie można. Dopóki nie wymyśli się czegoś na jego gardło, to może być u niego ciężko z mówieniem, a nie zapowiada się, żeby samo zamierzało przejść...

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Sro Mar 04, 2015 10:52 pm

Czy to złudzenie, czy Prusak sam, z własnej woli wpakował się pod kołdrę? Aż trudno uwierzyć. Eva jednakże zdążyła nabrać ostrożności co do poczynań tego osobnika i tym razem, zanim zeszła na dół, namyśliła się nieco dłużej. Podjęła jednak decyzję, kiedy Gilbert zaczął wydawać spod kołdry nieartykułowane dźwięki, których niestety nie była w stanie rozszyfrować. Może to była kolejna bolesna skarga, może prośba o coś - zajmie się tym, jak wróci.
Jak pomyślała, tak uczyniła. Tak szybko, na ile pozwalała logika i zasada zachowania równowagi (czy czort ją tam wie), Eva zeszła na dół, zabrała aspirynę oraz szklankę wody i z tymże zestawem powróciła do Gilberta. Lek też zaraz mu podała, żeby choć trochę zneutralizować gorączkę.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Sob Mar 07, 2015 8:18 pm

Przez ten krótki moment Gilbert był spokojny. Naprawdę. Nigdzie nie wylazł, nie toczył walk ze ścianą, ani nic w tym stylu.
Cóż, trochę wynikało to i z tego, że przykre pulsowanie, ten nieznośny ból głowy, cały czas się nasila. Co jednak nieco zniechęca do podejmowania co energiczniejszych działań. No i Gilbertowi chce się pić.
Leży więc zdechlak i nie reaguje na większość rzeczy... no dobra, nawet nie zauważył kiedy udało mu się zrzucić kołdrę na podłogę. Ale to przecież absolutny przypadek. Jak wszystko, bo przecież Prusak nie robiłby Evie na złość, no skąd!
Tak więc to, że nie za bardzo ma jak przyjąć lek od Evy, która wróciła, też nie jest złośliwym działaniem. Po prostu przez całą tę chorobę nieco przymula i nie jest w stanie usiąść i przyjąć aspiryny. W sumie to chyba nie zauważył, że Eva gdzieś wyszła i wróciła. I coś mu wciska. Taki tam szczegół, można przeoczyć!

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Nie Mar 15, 2015 12:14 am

Evcia nawet niespecjalnie się zdziwiła faktem, że kołdra Prusaka spoczywa sobie radośnie na podłodze. Wzięła ją po prostu narzuciła na Gilberta, któremu, nawiasem mówiąc, chyba się pogorszyło jeszcze bardziej. Po tym, jak z początku się irytowała, teraz była już spokojniejsza, a jej czynności bardziej automatyczne. Zaczęła mu nawet współczuć.
Nie zamierzała odpuścić mu tej aspiryny. Cóż było zrobić - odstawiła leki na szafkę i pomogła Gilbertowi usiąść w pozycji półleżącej. Uniosła mu głowę po czym jakoś wcisnęła w niego wzmiankowany wyżej lek. Wody też dostał, naturalnie.
- Leż teraz spokojnie, dobrze? - mruknęła, głaszcząc go po łebku, jak chorego dzieciaka. Nie omieszkała sprawdzić przy okazji temperatury jego czoła.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Nie Mar 15, 2015 1:10 pm

Zakaszlał nerwowo, o mało nie krztusząc się lekiem i wodą. Ale jakoś przełknął. Z gardłem największy problem, a jeszcze gorsze jest to, że Gilbert nawet nie ma jak się na to poskarżyć. Bo jak tu skarżyć się, że nie można mówić, gdy... nie można mówić? Albinos jęknął z zawodem. Jęknięcie, przez schorowane gardło, wyszło bardziej piskliwie, niż Prusak chciałby. Smuteczek.
Wziął i złapał Berlinkę za rękaw, szarpnął lekko. Jednocześnie dobitnie spojrzał jej w oczy. Z wyraźnym zawodem i jednoczesnym rozkazem. No co, gdyby tylko nie czuł się źle, to na pewno on by tu rządził! Musi jakoś się trzymać i pokazywać, że daje radę!
I przy okazji wyżebrać coś na ten potworny ból gardła...
Nawet miał plan! Przemyślał całą sprawę i był pewien, że gardło uleczy mu piwo. Tak. Porządne, dobre piwo na pewno przywróci mu mowę i zdrowie!
- ...piwo... - wycharczał. A następnie znowu zakaszlał.
No nic, przynajmniej udało mu się wydusić z siebie jedno słowo... ale za to jakie treściwe! Berlin na pewno doceni ten pomysł! Bo czyż może być coś lepszego na ból gardła niż piwo?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Nie Mar 15, 2015 3:36 pm

I Bogu niech będą dzięki, że Gilbert nie ma jak się poskarżyć, boby chyba Bercia na zawał zeszła. Bo nie dość, że mężczyzna, to jeszcze Prus, a na dodatek chory, co oznaczałoby mieszankę wybuchową i użalającą się nad swoim stanem przy każdej możliwej okazji... Gdyby mogła mówić.
- I może ci jeszcze pieczeń przynieść, co? - Wyprostowała się. - Zapomnij. Mogę ci przynieść mały kieliszek nalewki, ale to wszystko. - Tak, bo będzie mu tu usługiwać. Piwo przynosić, jeszcze czego. Pfff. Niech Prusiątko nie zapomina, że przylazło tu, żeby się wyleczyć, a nie do hotelu z prywatną, darmową służbą. Berlinka od razu wróciła do poprzedniej postawy, to jest, oswobodziła łapkę z Gilbertowego uścisku, klapnęła na fotelu obok i zaczęła udawać zainteresowanie pracą.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Nie Mar 15, 2015 9:34 pm

To nie było to, o co Gilbertowi chodziło. Posłał Evie spojrzenie zbitego psa. Tyle żałości i rozpaczy to nie ma nawet we wzroczeniu psów Ludwiga, kiedy żebrają o wyjście na spacer. Prusak jednak na tym nie poprzestał. Zdesperowany, w coraz gorszym stanie, postanowił zadziałać. Wyciągnął rękę w stronę Berlinki, chcąc ją lekko trzepnąć, przy okazji wytrącając jej pracę, którą to niby tak się teraz zajmuje... no, nie wyszło do końca tak, jak planował.
Owszem, trzepnął ją lekko. A raczej zahaczył dłonią o nią i jej robotę. A następnie spadł z łóżka, malowniczo rozpłaszczając się na podłodze. Ciężko stwierdzić, czy coś mu się stało, jedyne co, to wydał z siebie głuche jęknięcie. I krew poszła mu z nosa. Póki co, więcej skutków tej brawurowej akcji Gilberta nie widać.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Nie Mar 15, 2015 10:46 pm

Pięć sekund spokoju. Nawet nieźle, biorąc pod uwagę możliwości i umiejętności Gilberta. Teraz dla odmiany widocznie przyszło mu do głowy, aby wstać z łóżka. Po co - nie wiedziała i wolała nie wnikać, chociaż podejrzewała, że mogła być to demonstracja niezadowolenia po odmowie przyniesienia mu piwa. Efektów chyba mu to nie przyniosło... Może poza rozbitym nosem. Kiedy, mnąc pod nosem przekleństwa, przywracała Gilberta do postawy pionowej, przeszło jej przez myśl, że cała ta sytuacja zapewne zaczyna z boku wyglądać komicznie, choć tak naprawdę wcale jej do śmiechu nie było. Pomijając już fakt, że Prus, spadając z łóżka, mógł sobie coś zrobić... Z chęcią palnęłaby mu tak zwane kazanie.
- Siedź tu. Cierp i czekaj. - Te słowa wyrzekłszy, wybyła na góra kilkanaście sekund, a wróciła z gazą i kolejnym chłodnym kompresem. Pierwszą rzecz Gilbertowi podała, aby mógł krwotok zatamować, druga zaś miała przydać się później, jak Prus da się znów położyć i będzie dawał nadzieję, że pobędzie w takiej pozycji przynajmniej kilka minut.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Pon Mar 16, 2015 12:45 am

Prusak usiadł na łóżku, ostrożnie dotknął swojego zbolałego nosa. Niech to, jakby mu mało było, to jeszcze to! Peszek.
Gazę wziął, przytkał sobie do rozbitego nosa. I siedzi dalej, najwyraźniej nie planując się kłaść. Jest mu słabo, fakt, ale jak tak sobie od dłuższej chwili posiedział to nieco się przyzwyczaił do tej pozycji i w miarę znośnie tak jest. Więc nie zamierza się kłaść.
Gapi się tylko na Evę, z okropnym wyrzutem. Tak, dalej. Oczywiście, że jest zły. Że piwa nie ma, że gardło coraz bardziej mu siada, że... hm. Cóż. Nie wie za co jeszcze, ale na pewno znajdą się jakieś powody! Że go wpuściła do domu i próbuje wyleczyć? Eee tam, kto by zwracał uwagę na takie drobne, nieistotne szczegóły!
Gilb, jedną ręką przyciska gazę, a drugą chwycił Berlin za ubranie. Znowu. I trzyma mocno. Bez słowa. Tylko się gapi. I weź tu się człowieku domyśl, o co mu chodzi!

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Pon Mar 16, 2015 11:35 pm

Co za stworzenie przebrzydłe. Nie dość, że kuper mu ratowała, to jeszcze opiekowała się nim, jak, nie przymierzając, mamuśka chorym synkiem, a to siedzi i się gapi wzrokiem seryjnego mordercy. Na próżno, powiadam, na próżno, bowiem Eva stwierdziła, że nie będzie mu tego piwa aplikować. Nie i koniec. A jak Eva mówi nie, to znaczy najbardziej nieniowate nie. Lepiej więc by się Prusio położył jednak, bo Berlinka, jakkolwiek w miarę opanowana, pomału traciła cierpliwość.
- Nie. Dostaniesz. Piwa - rzekła, odczepiając tymczasem palce Gilberta od swojego ubrania. Ona miała dwie wolne ręce, on jedną tamował krwotok, a więc punkt dla Evy. Jeszcze tylko zmusić Prusa do przyjęcia pozycji horyzontalnej i wygra tę rozgrywkę. Nie liczyła jednak, że szybko jej to pójdzie.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Wto Mar 17, 2015 8:37 pm

Gilbert aż upuścił gazę, którą do tej pory przyciskał do nosa. Jęknął. No bo i co to za robota? Zamiast przynieść piwo, Evcia się stawia! Nieładnie, gdyby tylko miał nieco siły...! No właśnie.
Gdyby miał.
Ale nie ma i aktualnie ledwo żyje. Z głuchym westchnięciem, oklapł na poduszkę - taki kochany, że aż sam się położył! Szkoda tylko, że jednocześnie dostał ataku kaszlu. Długiego, nieprzyjemnego kaszlu, który ohydnie drapie gardło i wywołuje łzy w kącikach oczu. Gilbert natychmiast oczy zamknął. Zaczął szybko, głęboko oddychać.
Nic mi nie jest, absolutnie nic mi nie jest... zaraz poczuję się lepiej!
Jęknął. Pomimo starań wcale nie poczuł się lepiej. Ba, jest mu od tego wszystkiego tylko gorzej. A aspiryna coś sobie z gorączką nie radzi... no i to gardło... nic nie wskazuje na poprawę, wręcz przeciwnie.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Wto Mar 17, 2015 10:48 pm

Aż się zdziwiła, widząc, że Gilbert sam grzecznie się kładzie. Jednocześnie było to zjawisko niepokojące - wyglądało na to, że wcale mu się nie poprawia i musi się naprawdę fatalnie czuć. Aspiryna chyba nie spełniła tym razem swojej roli, ale przynajmniej Eva próbowała.
Kiedy zaczął kaszleć, to nawet się trochę wystraszyła, bo tym razem brzmiało to jakoś gorzej, niż dotychczas. Przyniesiony wraz z gazą mokry kompres znalazł miejsce na czole Prusaka i tym razem miała nadzieję, że go nie zrzuci. Zerknięcie na zegar dało jej do wiadomości, że jest już godzina piąta po południu i wypadałoby podać leki. Modląc się, aby tym razem podziałały na tę chodzącą chorobę, zaaplikowała je wraz z resztą pozostałej jeszcze wody. A gardło? Cóż miała biedna poradzić? Nawet nie miał jej jak powiedzieć, że go boli...
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Wto Mar 17, 2015 11:11 pm

... no ale leki nie zostały przyjęte. Znaczy. Gilbert jakoś je przełknął. Ale zaraz potem zwrócił. Wprost na podłogę. W sumie i tak dobrze, że zdążył się wychylić za łóżko. Do łazienki i tak nie miał szans dotrzeć.
Westchnął głęboko.
- Boli - wydusił z siebie, głosem pełnym wyrzutu. Głosem, który mógłby należeć do rasowego męczennika.
Następnie znowu oklapł na poduszkę i wbił znudzone spojrzenie w sufit. I leży tak, niemalże bez życia. Z tym, że jeszcze co jakiś czas pokasłuje. I pojękuje. Jęki godne Oscara, co najmniej. Chociaż zaczerwienione policzki niekoniecznie pasują do nieprzyzwoicie bladej twarzy, ale cóż poradzić. Akurat tym Prusak przejmuje się obecnie najmniej.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Pon Mar 23, 2015 10:55 pm

Test na cierpliwość Evy, poziom Gilbert. Gdyby Berlince nie było szkoda tego pasożyta - albinosa, zapewne rzuciłaby to wszystko w cholerę, działo się jednak na odwrót. Mnąc, co prawda, słowa niecenzuralne pod nosem, Berlin, z pomocą ścierek i wiadra wody, uprzątnęła, co trzeba w dosyć krótkim nawet czasie.
- Gardło? Mogę zrobić ci herbaty. - Na tej ofercie możliwości Evy się kończyły, chociaż była jeszcze jedna rzecz, którą planowała zrobić - przypuścić szturm na telefon i zadzwonić ponownie do lekarza. Bądź co bądź, Prusakowy stan wyglądał na wcale poważny, a niespecjalnie życzyłaby sobie, żeby Gilbert wylądował w szpitalu.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Wto Mar 24, 2015 11:56 am

Przez dłuższą chwilę zastanawiał się nad tym, co właściwie Berlin powiedziała. Cóż, myślenie i przyswajanie informacji idzie mu w tym stanie opornie, ale jakoś sobie poradził. Pokiwał powoli głową.
- Mhm... - westchnął, zgadzając się z pomysłem Evy.
Herbata jak najbardziej mu odpowiada. Będzie ciepła... i słodka, prawda? Cóż, nie za bardzo ma siły, żeby upominać się o cukier, ale ma nadzieję, że Berlin pamięta o tym. Że on słodzi. Obecnie nawet sporo.
Po krótkim namyśle nawet wydało mu się, że jest w stanie pójść do kuchni i pomóc przy robieniu herbaty. Znaczy, żeby sobie cukru wsypać ile wlezie... tak, krótki spacerek do kuchni i posiedzenie tam chwilkę na pewno mu pomogą! No, może nie do końca. Jednak Gilbert nie ma siły leżeć, ma wrażenie, że wszystko od leżenia go boli bardziej i musi wstać. I co z tego, że po wstaniu okazuje się, że jest gorzej i leżenie to jednak nie taka zła opcja?
E tam. Albinos bez uprzedzenia wygrzebał się i wstał z łóżka. Gotowy na wyprawę do kuchni.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Wto Mar 24, 2015 8:00 pm

Eva już właściwie miała opuścić pomieszczenie, jednak nagły ruch w obszarze łóżka nieco ją zatrzymał. Zlustrowała Gilberta spojrzeniem.
- A ty gdzie? - Aż się trochę zdziwiła. Przed chwilą był konającym kłębkiem rozpaczy i bólu, a teraz tak sobie wstaje? Coś tu nie gra. Pomijając już w ogóle fakt, że w życiu nie pozwoliłaby mu latać po domu, ubranemu tylko w gacie, jeżeli jego odporność jest, delikatnie mówiąc, na poziomie wybitnie niskim. - Wracaj pod kołdrę i tam fermentuj. Przyniosę ci tę herbatę. - Faktu, że po drodze ma zamiar zahaczyć o telefon i zadzwonić do lekarza, nie ujawniała. Po co ma się Gilbert stresować? Niech żyje w słodkiej nieświadomości.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Wto Mar 24, 2015 8:21 pm

Zawahał się. Kolejne podchwytliwe pytanie! No, a przynajmniej na chwilę obecną, na ten jego stan. Cóż poradzić. Nic się nie da.
- Ja... bo... - wydusił z siebie, lekko marszcząc brwi. - Herbata.
To było odkrywcze. Genialne w swojej prostocie. Przekazywało bogatą treść - można było dowiedzieć się kto jest wykonawcą. Znalazło się też niezastąpione "bo" wskazujące na powód, potężną rzecz zmuszającą do podjęcia radykalnych celów. Wreszcie pojawia się Herbata. Cel najwyższy, dla którego poświęca się niezastąpiony "Ja". Piękna, wzruszająca historia bogata w treść.
A wszystko to przy wysokiej gorączce, ogólnym wymęczeniu, braku ogarnięcia i pogubieniu się. Tak, Gilbert to bez wątpienia zdolny chłopiec!
Jednak najwyraźniej nie zostało to docenione, bo Berlin usiłuje wygonić go i znowu wpakować pod kołdrę. Chociaż Prusak ledwo stoi, to i tak chwycił mocno jej ramię i stoi uparcie dalej.
- Idziemy... - wymamrotał, średnio przytomnie.
Że on nie da rady? Phi, jasne że da! Właśnie to robi! A że jest spore ryzyko, że przy kolejnym kroku zaliczy glebę? Albo że w połowie drogi do kuchni rozbeczy się, wyjęczy że boli okropnie i nie zrobi ani kroku, że chce wracać do łóżka? Nie, tak na pewno się nie stanie! Wcale... no, może. Ale albinos najwyraźniej nie bierze pod uwagę takich szczegółów, trawiony gorączką ma ochotę realizować swoje dzikie pomysły podsuwane mu przez zdradliwą chorobę.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Wto Mar 24, 2015 10:36 pm

Do Berci dotarło, że z Gilbertem trzeba łagodnie. Należy go powoli wziąć za łapkę i wytłumaczyć, dlaczego wstawanie z łóżeczka, mając wysoką gorączkę, jest be. Wcale nie podobała jej się perspektywa możliwego wnoszenia go po tych schodach z powrotem.
- Nie. Ja idę, ty tu zostajesz. - To mówiąc, otoczyła go ramieniem, zawróciła i zaprowadziła z powrotem do łóżka. - Czekaj tu. Przyniosę ci herbaty. Słodzonej. A jak wyleziesz z łóżka, to zadzwonię po lekarza. - Tak postraszywszy swego podopiecznego, zlazła w końcu na dół sama, nieopatrznie zostawiając Prusaka samego. Miała przy tym wrażenie, że popełnia wprost niewyobrażalne głupstwo, ale liczyła na to, że Gilbert wykaże się choć odrobiną rozumku i grzecznie w łóżku zostanie.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Wto Mar 24, 2015 10:54 pm

To był cios poniżej pasa. Tak grozić!
Gilbert skrzywił się lekko, ale tak naprawdę to ciężko stwierdzić czy zrobił to z niezadowolenia, czy z bólu.
W każdym razie wrócił do łóżka i wpakował się pod kołdrę. Może i niekoniecznie na to liczył, ale bez najmniejszych wątpliwości woli dostać ciepłą, słodką herbatkę, niż lekarza. Dlatego zgodził się zaczekać w łóżku. To nie powinno potrwać długo, prawda?
Jednak, mimo to, tak leżąc zaczął nieco odpływać... to jest - zasypiać. Oczy same zaczęły mu się kleić, głowa boli, wszystko jakieś takie nijakie. Z początku się pilnował, powtarzał sobie, że czeka na Evę oraz herbatę, którą ma mu przynieść. Ale. Ale. Ale to było przez pierwszą minutę. Potem się poddał i tylko na chwilkę zamknął oczy. I mu się zasnęło. Zdarza się.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Sro Mar 25, 2015 10:50 pm

Stwierdziwszy brak niepokojących sygnałów, Bercia po kilku minutach uznała, że Gilbert poszedł po rozum do głowy i grzecznie został w łóżeczku. Mogąc bez przeszkód działać, najpierw udała się ku aparatowi telefonicznemu. Stamtąd też zadzwoniła do lekarza, który zobowiązał się przybyć za jakieś pół godziny. Miała świadomość, że Prusak może jej tego nie wybaczyć, no ale cóż. Siła wyższa.
Mając jeszcze tę chwilę czasu, z całym spokojem podreptała do kuchni, gdzie uczyniła obiecaną wcześniej kubek herbatkę. O cukrze nie zapomniała. Gdy jednak zaniosła ów napój na górę, wyszło na to, iż Gilbert uciął sobie drzemkę. Eva nie miała serca go budzić, postawiła więc tylko szklankę obok łóżka, usiadła i znów spróbowała skupić się na pracy.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Gość on Sob Mar 28, 2015 10:41 am

Gilbert nieco wiercił się przez sen, ale w sumie obudził się dopiero po dobrych kilku minutach od powrotu Berlinki. Otworzył oczy, ziewnął, przeciągnął się. Spojrzał na Evę.
- ...jest herbata? - spytał cicho, bo gardło wciąż go paskudnie boli.
Chociaż wciąż widać, że ma całkiem pokaźną gorączkę i ledwo się trzyma, to jednak chwilowo jest ciut lepiej. Najwyraźniej drzemka jednak coś mu tam pomogła i w połączeniu ze staraniami Berlin nieco, przynajmniej chwilowo, poprawiło to jego stan. Chociaż wciąż jest daleko to tego, jak Gilbert chciałby się czuć. No ale, obecnie dalej nie ma sił, żeby się poskarżyć.
Usiadł na łóżku, znowu się przeciągnął. Odkrył, że jak siedzi to nieco gorzej się czuje, peszek. Ale nic nie mówi, stara nie myśleć się o tym, że od siedzenia mu gorzej. Nie, trzeba myśleć o czymś innym. Trzeba skupić się na...
- Herbata - powtórzył, swoje ostatnio ulubione słówko.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Berlin on Czw Kwi 02, 2015 7:52 pm

No i tyle z pracowania wyszło. Taak...
- Tak, jest herbata. - Podała mu szklankę, modląc się, żeby tym razem nie rozlał jej zawartości na pościel. Ani się nią nie poparzył. Ani jej nie wypluł. Przez chwilę zastanowiła się, czy by Gilberta nie poinformować o zapowiedzianej wizycie lekarza, ale zaniechała tego pomysłu. Jeszcze by Prusak w ramach protestu wyskoczył przez okno, czy coś... Chociaż z drugiej strony, nieprzygotowany na tę ewentualność, mógłby zrobić coś jeszcze gorszego, gdyby przyszło co do czego.
No cóż, czas przywdziać zbroję.
- Gilbert... - zaczęła tonem całkiem neutralnym.- Z racji, że nie poprawia ci się po tych lekach, zadzwoniłam po lekarza. Będzie tu niedługo, więc z łaski swojej nie rób... Niczego dziwnego.
A teraz należy czekać na wybuch pruskiego Wezuwiusza.
avatar
Berlin

Rodzina : Słowianie
Liczba postów : 113
Skąd : Kopanica

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach