Cork – za miastem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Cork – za miastem

Pisanie by Irlandia on Czw Mar 05, 2015 1:01 pm

Oczywiście, że oprócz Dublina jest jeszcze w Republice Irlandii jeszcze wiele równie ciekawych i pięknych miast. Jak choćby Cork, drugie co do wielkości miasto na wyspie, leżące w południowej jej części. Ale nie o samo miasto chodzi, tylko o tereny oddalone od niego o całkiem spory kawałek drogi, bo z widokami na Morze Celtyckie. Błękit wody, czasem nieba, zieleń trawy i cień rzucany przez góry – czego chcieć więcej? Miejsce idealne na spędzenie spokojnego weekendu, tym bardziej że często zdarza się sytuacja, że nie można się do kogoś tam przebywającego dodzwonić. Ten fakt przydaje się zwłaszcza wtedy, kiedy ktoś ma do zlecenia sporo roboty, a wykonawca zupełnie nie ma chęci tego robić.
[You must be registered and logged in to see this image.]
Tej nocy Irlandia miał wyjątkowo lekki sen, więc nawet uderzenie gazety o drzwi niewielkiego domku było w stanie wyrwać go z tego stanu. Wciąż przecierając oczy i mrucząc coś pod nosem na temat gazeciarzy przy użyciu słów powszechnie uznanych za niezdatne nawet do druku, poszedł do drzwi, wziął gazetę i wrócił z nią do sypialni. Zakopał się wygodnie pod kołdrą i zabrał się za poranną lekturę. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie pewien artykuł…
- No. Chyba. Sobie. Żartują… - warknął pod nosem, wyrzucając gazetę gdzieś na oślep poza łóżko. Przecież to niemożliwe, to nie wypali. Nie w tym kraju. Ale skoro już ci tam na górze mieli podwyższać ceny alkoholi, warto było wyjść, przejechać się do miasta i nakupić ile się dało, póki ceny nie poszły jeszcze aż tak w górę.
Cóż, w tym małym domku aż tak dużo zapasów Liam nie miał, już więcej trzymał w mieszkaniu w Dublinie, ale akurat namyślił się spędzić weekend w okolicach Cork. Pół godziny minęło zanim wylazł z łóżka, kolejne półtorej godziny zajął mu pobyt w łazience, a do tego zjadł śniadanie na obiad, bo kiedy skończył, dochodziła już piętnasta. Ale to wcale nie zniechęciło go do wyjścia z domu. Co jak co, ale dla swojego dzisiejszego punktu głównego dnia był w stanie pofatygować się do centrum miasta nawet i na rowerze. Całe szczęście, że nie musiał tego robić, bo pod domkiem stał jego wysłużony przez te wszystkie lata samochód. Liam podszedł do niego i prawie pieszczotliwie poklepał po nadrdzewiałym dachu. No, czeka nas bardzo ważna misja, nie zawiedź mnie, stary.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
I jeszcze coś wysłanego od braciszka
avatar
Irlandia

Rodzina : Brytyjczycy
Liczba postów : 164
Skąd : Z NIEZALEŻNEJ Republiki Irlandii

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Cork – za miastem

Pisanie by Gość on Sob Mar 07, 2015 12:04 am

Tak, więc co się stało, że sen Robyna nie był ani trochę spokojny przez ostatnie dni? To co sprawiało, że nie mógł uspokoić dupy i powstrzymać warczenia na sąsiadów? Mianowicie, chodzi o pewnego rudzielca. Nadal nic? Piegowaty jakby ktoś mu chlapnął farbą po ryju, denerwujący jak zakaz parkowania przed bramą, kiedy tylko tam jest wolne miejsce, z takim wyszczerzem , że chciałoby się czasem wybić zęby… Za mało? Jego imię zaczyna się na „L”, a kończy na „m”. Nope? Liam. Jeśli zgadłeś za pierwszym razem, to gratuluję, dostajesz butelkę piwa. No właśnie, to sprowadza nas do jednej sprawy.
Rob coraz częściej dostawał telefony od brata. Kochane, prawda? Tylko, że jest drobny szczególik… Irek był kompletnie schlany. No dobra, ale co w tym dziwnego? Man zaczął dedukować. I przyszła mu do głowy taka możliwość... Taka dość dotkliwa sprawa… Było pewne prawdopodobieństwo, że Liam jest uzależniony od alkoholu. Man, Ty Sherlocku Okej, póki było dobrze, to Man się za bardzo nie mieszał. A potem, pewnego deszczowego dnia, przeglądał sobie internety. I o, znalazł jakiś artykuł o Irlandii. Czytając, o mało nie zakrztusił się herbatą, którą akurat pił. Że podwyższają ceny alkoholi? Ta wiadomość musiała wstrząsnąć każdym Irlandczykiem... A zwłaszcza jednym. Dość pomyślał sobie Man. Czas na interwencję. Pomoc. Cokolwiek. Plan był taki: Trzymać Liama z dala od wszystkiego z procentami. Nawet śmietany. Żeby się przyzwyczaił.
Więc co się dziwić, że Man się denerwował? Zamartwiał się, jak cholera tym, czy brat da jakoś radę. I to nie tak, że wyzwanie tyczyło się tylko Irka. Bo przecież Rob nie mógł przy nim pić. Będzie musiał się powstrzymywać i trzymać chęć wypicia w jakiejś klatce.
To rudzielec spakował potrzebne manatki, koty zostawił sąsiadce i wyruszył do Irlandii. Ówcześnie… Nie mówiąc nic Liamowi. Taka niespodzianka! A nawet wiedział, gdzie brat wyjechał na weekend, bo ten mu wszystko przez telefon kiedyś powiedział. Czasem słuchał tego pitolenia. Jak na razie wyszło na dobre... Istniał jednak mały, malusieńki problem. Man był w Cork, a Liam w jakiejś wiosce, gdzie pewno pięć domów na krzyż. Ale, że on sobie nie poradzi? On? Na drugie imię ma „orientacja w terenie”! Trochę autobusów, trochę myślenia, mapa w telefonie, ludzie i wszystko pięknie wyszło. Nieważne, że w mieście był ok. ósmej, a teraz była gdzieś tak… Piętnasta. Wyszedł na prostą drogę, tak? Przeklinając na ból w nogach bo zachciało mu się buty ciężkie zakładać, na brata, całą Irlandię i cały cholerny świat. Kuźwa jego mać.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Cork – za miastem

Pisanie by Irlandia on Sob Mar 07, 2015 9:01 pm

Zanim gdziekolwiek się wybrał, wrócił jeszcze do domu po portfel, bo jak na zakupy bez pieniędzy? Znaczy, można, ale to się może potem źle skończyć, dla takiego "kupującego". Warto też było zabrać kluczyki do samochodu. I co z tego, że można było ten grat odpalić nawet na kable? Znaczy, trzeba było i tak uważać, bo z tymi kablami bywało różnie - raz silnik odpalił nawet bez ingerencji właściciela pojazdu...
Tak czy inaczej, kiedy Irlandia wszystko już miał, co potrzebował, trzy razy sprawdził czy zamknął drzwi domu, wsiadł do samochodu i pojechał w kierunku Cork. Po drodze włączył jeszcze jakimś cudem działające radio i stwierdził, że w takich warunkach to on może jechać. Zerknął jeszcze na wskaźnik paliwa... i zaklął pod nosem. Trzeba będzie dolać chociaż trochę, jeśli w ogóle chciał wrócić z miasta do domu. A przed powrotem do Dublina zaleje cały bak i będzie się martwił kolejnym tankowaniem później, po drodze do stolicy.
Tak zajęły go takie i inne przemyślenia, że nawet nie zauważył, że ktoś idzie poboczem. Liam jeździł tamtędy w zasadzie na pamięć i nawet się za bardzo nie rozglądał, bo i tak ruch na tej konkretnej drodze był praktycznie żaden. Zwolnił, a zaraz i się nawet zatrzymał, bo w osobie idącej drogą poznał jednego ze swoich braci. Nie wyłączając silnika wysiadł i wyszczerzył się do Man.
- 'ey, Robart! Co tu robisz? - Oczywiście, że musiał zapytać o coś, co było w zasadzie oczywiste, a jakże. - Wycieczka krajoznawcza? I czemu nic nie mówiłeś? Przyjechałbym po ciebie~ - Gestem zachęcił brata do zajęcia miejsca w samochodzie. - Akurat jadę na chwilę do miasta, masz ochotę się zabrać? - Cóż, nawet jakby Robart odmówił, Irek i tak by go do tego zmusił przekonał. I co z tego, że Man najwyraźniej w mieście już BYŁ? Zawsze może pojechać jeszcze raz, aye~?

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
I jeszcze coś wysłanego od braciszka
avatar
Irlandia

Rodzina : Brytyjczycy
Liczba postów : 164
Skąd : Z NIEZALEŻNEJ Republiki Irlandii

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Cork – za miastem

Pisanie by Gość on Wto Mar 10, 2015 3:01 pm

A idźcie kilka kilosów jakąś rypaną ścieżką, w jakiejś zapiździałej wiosce. Dodajmy do tego temperaturę zbliżoną do IQ pewnego Irlandczyka i niebo pokryte szaroburą kotarą, jakby chciało porządnie lunąć, a nie mogło. No całe szczęście, że Man był porządnie ubrany, bo by złości nie było końca. Co nie zmienia faktu, że nos miał czerwony, niczym krew lejąca się w najbliższym czasie z gęby delikwenta, który najwidoczniej przez te wstrząsy w samochodzie, zgubił po drodze mózg. No, w normalnych okolicznościach Man by go fanfarami przywitał! Jednak widząc tego rozwalającego się gruchota, którym to brat jeździł chyba od milenium, coś mu w środku narządy walcem przejechało. Nie no… Cyrk się zaczął jak Iru z tego „samochodu” wylazł i zaczął zadawać tak debilne pytania, że dłoń sama się zaciskała. No wzrok Robyna wyrażał jedno, wielkie: A idź pan w chuj.
Zamrugał, energicznie, niczym Walijczyk widzący wilka rozszarpującego jego owieczkę i odchrząknął.
- Failt – Tak, to wydawało się najodpowiedniejszą odpowiedzią na jakże cenne myśli brata. A, jak już tak bardzo chciał go wziąć, to Man wcisnął mu swoją torbę w łapy.
- Słuchaj. Przed chwilą przeszedłem Bóg wie ile z tego cholernego miasta i jedyną rzeczą, o której marzę na pewno nie jest powrót – I była też kwestia, czy samochód w ogóle wytrzyma. Wątpliwe.
- Więc, mam nadzieję, że ładnie mnie ugościsz i zawieziesz DO DOMU, tak? – Nawet się uśmiechnął, krzywo, bo krzywo, ale jednak. Bo co go obchodziło, że Liam może chciał coś ważnego załatwić?
- A tak to, po co do tego miasta chcesz, co? – O to też wypadałoby spytać. Przeszył go podejrzliwym wzrokiem, jakby chciał wyczytać intencje brata z jego twarzy.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Cork – za miastem

Pisanie by Irlandia on Wto Mar 10, 2015 9:29 pm

Wioseczka wcale nie była "zapiździała", cóż to za zniewaga pięknych irlandzkich terenów! Fakt, była na uboczu, ale to jeszcze przecież o niczym nie świadczyło. Zresztą, czy nie ma nic lepszego od chwili oddechu od codziennego gwaru wielkiego miasta? No, może niekoniecznie zaraz jakiegoś szczególnie wielkiego, ale idea pozostawała ta sama bez względu na szczegóły. I wcale nie było tak zimno! Poza tym, czy przypadkiem u Robarta nie bywało zimniej? W końcu mniejsza wyspa, to wiatry tam hulały od brzegu do brzegu, nawet się za bardzo nie wysilając. No i to piękne szarobure niebo nad całymi Wyspami~ W końcu do takiego widoku cała banda przywykła od małego, to co to tam dla nich było kilka ciemniejszych chmurek… czy hektarów istnych dywanów chmur, tam na górze. Idealne warunki na wycieczki, naprawdę. Cały urok Irlandii w pigułce – pogoda i słynna zieleń poza terenami miast. I właśnie Irek tak do tego wszystkiego przywykł, że nawet nie fatygował się z przesadnie cieplejszym, zimowym wręcz, ubraniem. Ot, wystarczyła mu jedna z cieplejszych bluz i tyle. Miejscami powycierana i poplamiona, a nawet z kilkoma łatami, ale za nic nie chciał jej wyrzucić. Była na to za wygodna i stanowczo za dużo ze swoim właścicielem już przeszła. Niektórzy mogli tylko pomarzyć o takim przywiązaniu, jakim Irek darzył swoje rzeczy...
I co z tego, że do tego wszystkiego dochodził fakt, iż w samochodzie panowała w zasadzie taka sama temperatura jak na zewnątrz, a nawet niższa, jeśli docisnęło się nieco gaz, co też mogło mieć różne skutki, mniej lub bardziej tragiczne… Ważne, żeby się gdzieś szybciej dostać, tak. Ale choć się ten grat sypał, rozlatywał i czego tam jeszcze nie robił, Liam ratował go na wszystkie możliwe sposoby, nie wyłączając podwiązywania luźnych części choćby sznurem. Za bardzo lubił swój samochód, poza tym okazywało się, że w miarę przynajmniej sprawny pojazd wyjątkowo ułatwiał życie. Cóż, benzyna w większości wyciekała szybciej niż była spalana, ale to w niczym nie przeszkadzało. Ciemnozielone to to coś było tylko i wyłącznie z definicji, bo już dawno dorobiło się różnokolorowych elementów karoserii, w dodatku w większości i tak przeżartych już przez rdzę, więc… Kolorem Irkowy złom upodabniał się do czupryny właściciela, może tylko w nieco ciemniejszym odcieniu.
Irlandia kompletnie nie rozumiał, dlaczego jego kochany mały braciszek tak reagował. Owszem, zauważył u Man ten drobny odruch zaciśniętych dłoni. Głupi nie był, czego by o nim nie mówili, zresztą przez całe swoje życie czegoś się na pewno nauczył – grunt to dobra, dokładna obserwacja nawet najmniejszych pierdół. Przydawało się, a i owszem, dość często, jeśli być całkowicie szczerym. Zwłaszcza w pubach, kiedy atmosfera zaczynała się robić napięta i trzeba było pilnować, żeby za sekundę nie wylądować na podłodze czy nawet za drzwiami z doprawdy drobną pomocą najbliżej siedzącej obok osoby. Pomijając już te nieszczęsne ręce, mina i mruganie brata przyprawiło Irka o jeszcze szerszy uśmiech, o ile to w ogóle było możliwe. Doprawdy, Robart wyglądał dla niego, cóż… niezbyt mądrze. No bo i o co się wściekać? Świeże powietrze, natura, koniec końców nie padało… I czego chcieć więcej?
Liam skinął głową na pierwsze słowa Man. Przynajmniej ktoś nie zaniedbał jego wychowania, całe szczęście… Zaraz jednak zmienił zdanie, kiedy wciśnięto mu w ręce torbę. Teraz to Irlandczyk wyglądał tak, jakby kazano mu wybierać między Guinnessem a whiskey – no nie da się zrozumieć tego wewnętrznego dylematu, odbijającego się na twarzy delikwenta dezorientacją w najczystszej postaci.
- …czekaj, ja wiem, ile przeszedłeś. – Chwila namysłu i kilka szybkich przeliczeń. Szkoda tylko że w tych obliczeniach nie uwzględnił reakcji na swoje słowa. – Co najmniej kilkanaście kilometrów. Chociaż to w sumie zależy od tempa… - Irek machnął ręką, uznając już temat za zbyt nieważny, żeby się w niego zagłębiać, bo miał co innego do powiedzenia. – Ey, Cork wcale nie jest "cholernym miastem", jak raczyłeś to ująć, młody. I pogadaj tak jeszcze chwilę, to cię tu zostawię i sam pojadę w jedną stronę, a wracając się nawet nie zatrzymam. – Groźba może i brzmiała poważnie, ale tak naprawdę Liam nie miałby serca zrobić takiego numeru i Man na pewno to wiedział. Torba, która znalazła się zaraz w samochodzie, tylko jeszcze bardziej temu zaprzeczała. – Słuchaj, z tą gościną, w domu, to nie tak szybko, bo muszę jeszcze nakarmić to maleństwo. – Samochód doczekał się lekkiego poklepania po dachu, a Irek chwilę później otrzepał rękę z rdzy o spodnie. Zaśmiał się też cicho na to Robartowe spojrzenie, bo już tyle razy padał jego ofiarą, a brat nadal musiał jeszcze pytać, żeby z Irlandczyka coś wyciągnąć. – Wiesz, co mówią. Nie samym chlebem człowiek żyje, aye? Więc oprócz tankowania mam w planach wypad do sklepu. – Ale po co tak konkretnie, to jeszcze nie powiedział. Powodów by się kilka znalazło, ale, póki co, Liam wsiadł do samochodu i już od środka otworzył bratu drugie drzwi. – Pogadamy po drodze?

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
I jeszcze coś wysłanego od braciszka
avatar
Irlandia

Rodzina : Brytyjczycy
Liczba postów : 164
Skąd : Z NIEZALEŻNEJ Republiki Irlandii

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Cork – za miastem

Pisanie by Gość on Sro Mar 11, 2015 2:27 pm

Toż te „piękne, irlandzkie tereny” same się proszą o nazywanie ich w ten sposób. I to wcale nie jest hipokryzja. Bo wyspa Robyna WCALE nie jest sama jak taka zapiździała wioseczka. Wcale…  Nawet, jeśli jest trochę na uboczu i spokojnie tam, jakby cały fragment lądowej powierzchni Ziemi, otoczony ze wszystkich stron wodą był otoczony jeszcze jakąś barierą, która go ściśle od świata odgradzała. Coś jakby Manannan nadal nad wyspą czuwał.
A co się tyczy pogody… Jeśli wichury takie, że okna Ci kamieniami wybija oznaczają „zimniej”, to jak najbardziej. Ale to nie znaczy, że Man lubił w takie anomalie pogodowe wychodzić i urządzać sobie odświeżający spacerek. Toż trzeba być totalnym idiotą, żeby w czasie sztormu przechadzać się spokojnie wzdłuż portu, przy którym Robyn chcąc, nie chcąc mieszkał. Man tak nienawidził tej pogody, że szlag go trafiał z przymusu oglądania jej także tutaj. No, może było trochę lepiej. Dobra, dość o tej pogodzie, bo się aż przykro robi.
Jeszcze raz zerknął na samochód. No, w myślach zaczął się modlić, żeby tego grata w końcu coś trafiło. To nie tak, że bratu chciał źle życzyć. Wręcz przeciwnie! Przecież się troszczył o jego zdrowie. Po to tu był, aye? A taki, ekhem, pojazd mógł w każdej chwili rozłożyć się na środku drogi, spowodować wypadek, czy nawet samoistnie wybuchnąć! Ciekawe czy brat na przegląd jeździł z tym… TYM. Zostawił ten biedny samochód po paru sekundach i skupił się na bracie. A to jego wina, że Liam taki denerwujący się robił? I kto tu dla kogo wyglądał „niezbyt mądrze”? Jakby Man to usłyszał to by pewno taki ślad na poliku brata zostawił, że ten by go w życiu nie zakrył. Oczywiście w myślach, bo nie przyjechał tłuc Irka za jego drobne „odchyły” jak to zwykł nazywać.
Wracając do swoich pierwszych słów. Przywitał się, jak nakazała kultura. Ale czy ktoś go tego uczył? Czy uczył go tego ojciec? Scott, który był wtedy takim wieśniakiem, że bardziej wieśniackim wieśniakiem być się nie dało? No, może Anglik zdziałał co nieco na maniery Robyna, że ten się teraz tak pięknie z bratem przywitał! Tak wylewnie, z uczuciem i wcale nie na odczepne. I jakże śmieszne było obserwowanie zmieszania brata. Irek powinien się przez te lata nauczyć, że jak Man czegoś chce to sobie któregoś z braci wykorzysta. A to Północ, bo jest młodszy, a to Arthura, żeby mu w papierach „pomógł”, a to Szko- a nie, tej sztuki jeszcze nie opanował, a to takiego Liama, żeby mu cholerną torbę do samochodu raczył wrzucić.
Gestem dłoni nakazał się bratu łaskawie zamknąć.
- Tak, tak. Nie bardzo mnie interesuje ILE, chociaż jestem pewien, że wszystko pięknie masz wyliczone… - spojrzał na niego takim wzrokiem, żeby Irek zrozumiał, że odpowiedzi na to nie wymagał. Na jakże piękną deklarację o tym, że go zostawi zmęczonego, głodnego i wkurzonego, to przystąpił z nogi na nogę, jakby faktycznie w to uwierzył. Nie przeczę, że Manowi by się nie przydały takie akcje, żeby trochę stępić te jego szczeniackie zachowania i odzywki. Ale sama myśl o tym, że w głowie Robyna zaczęły się roić czarne myśli o tym jaki to brat jest niedobry i w ogóle a fe…
- Ale… - Już podniósł wzrok, żeby coś powiedzieć, a tu brat mu torbę do samochodu jednak wrzucił. No pięknie! Jeszcze mu rzeczy zabierze i zostawi na pastwę losu! … A tak serio, to Man już się domyślił, że Irek sobie najzwyczajniej w świecie z niego żartuje. I to w takim momencie! No, zaraz wrócił mu wcześniejszy humor.
- Nakarmić? To Ci już z tego paliwo przecieka? – A tak sobie zażartował. Widząc rdzę na dłoni brata, to się tylko po skroni pomasował, chcąc to jakoś zignorować i nie walnąć złośliwego komentarza.
- A niech Ci już będzie – Zgodził się łaskawie, bo nie miał siły się kłócić. Westchnął ciężko jakby chciał oczyścić mózg z kosmatych myśli na temat wbicia brata w… Dość, ma być miło, tak? Żadnych myśli złych.
Przeszedł powoli do drzwi gruchota i ocenił jego stabilność nogą. Ponaciskał trochę na próg, po czym jeszcze wolniej wlazł do środka. Siedząc w środku, zamknął delikatnie drzwi i tylko czekał aż coś odpadnie. Okej, uspokoił się po paru sekundach, po czym przeniósł wzrok na brata. Zaśmiał się.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Cork – za miastem

Pisanie by Irlandia on Sro Mar 11, 2015 8:41 pm

Nikt nikogo nie prosił, to raz. Dwa… No właśnie, to chyba była nieco może za daleko posunięta hipokryzja ze strony Man. Co się tyczyło bariery – może to jest taki rodzaj bariery jak w przypadku Szwajcarii? Albo nie, to przecież dwie zupełnie inne sprawy. Już pewnie bliżej jej do… a nie, to też nie to. Cóż, wygląda na to, że trafił się ciężki termin do zdefiniowania.
Kamienie wybijające okna? Cóż, w Irlandii tego raczej nie było, a jeśli już coś z anomalii pogodowych, to – tak jak teraz – co najwyżej powrót zimy, bo jeszcze miejscami gdzieś dało się dojrzeć białe lub szare plamy, będące pozostałościami po ostatnich opadach śniegu. Tyle dobrego, że już szło ku lepszemu i może niedługo w ogóle znikną. I nie pojawią się po raz kolejny. Liam chyba dostałby białej gorączki – cóż za dobór słownictwa! – gdyby znowu spadło tyle śniegu co ostatnio. Co do sztormów… na razie chyba nie było tak źle i można było mieć nadzieję, że jednak żadna morka burza spokojnego wieczoru nie zakłóci.
Oj, gdyby Irek umiał czytać w myślach… Robart co najmniej by się od brata nasłuchał za takie teksty. Swoich własnych dzieci Liam nie miał – a nawet jeśli miał, to albo je ignorował, albo zwyczajnie o nich zapominał – więc ten samochód był dla niego odpowiednikiem własnego, ukochanego dziecka. I nawet jeśli ten grat w końcu padnie, Irek będzie ostatnim, który zgodzi się na zezłomowanie go. Wypadku nie spowoduje i nie wybuchnie, a tak się przynajmniej właścicielowi owego pojazdu wydawało i był w stanie bronić swego zdania w temacie za wszelką cenę. Co do przeglądów… wystarczyło kilka układów i trochę szczęścia, żeby jakoś się wcisnąć w te niby-normy. A póki nie był zależny od Anglika, mógł przynajmniej próbować. Z całkiem niezłymi skutkami, zresztą. Choć na wspomnienie Arthura trochę ciśnienie Irlandii skoczyło. Odetchnął, uspokajając się zaraz. Taki piękny dzień, a on będzie myślał o tym zdrajcy? Nie, lepiej nie, dla bezpieczeństwa własnego i najbliższego otoczenia. Zapewne przez takie rozmyślania o Angliku nawet nie zwrócił uwagi na to, że Man chyba chciał mu przyłożyć, w dodatku dość mocno. Cóż, nawet najlepszych instynkt czasem zawodzi, takie życie, selekcja naturalna i tak dalej. Inna kwestia, że Irlandia czasem najzwyczajniej w świecie potrafił się wyłączyć i nie zwracać na nic uwagi. Ale trudno, płacił potem za takie przypadki z własnej głupoty.
Nie było w tym momencie ważne kto ani jak go wychował, tylko liczył się sam fakt, że Robart zastosował się do zasady przynajmniej burknięcia jakiegokolwiek powitania. Inna kwestia, że powinien był to zrobić, bo Irek starszy i w ogóle… Ale mniejsza o szczegóły. Młody się przywitał? Aye. Koniec dyskusji.
I dobrze, że Man kazał mu się zamknąć, bo jak już tylko kwestia została ponownie ruszona, Liam na pewno znalazłby coś, czym bardzo by się chciał z bratem podzielić. A że średnio lub w ogóle by to nie było związane z tematem… to już zupełnie co innego. No ale wiadomo, Irlandia lubił sobie pogadać choćby dlatego, że nic innego do roboty nie miał. Choćby potem narzekał, że go gardło od gadania boli. Narzekałby znowu nie wiadomo ile i tylko sam by się nakręcał… Takie tam błędne koło.
Na poczynania Robarta mało nie dostał zawału. Jak tak można traktować to biedne maleństwo?! Już miał coś powiedzieć albo faktycznie jednak zastosować swoją poprzednią groźbę w praktyce, ale zaraz mu przeszło, a przynajmniej przeszło częściowo. Nieco może za mocno zacisnął palce na obręczy kierownicy i chwilę – cudowną krótką chwilę! – się nie odzywał, zanim ruszył samochód i zdecydował się podjąć przerwaną dyskusję mimo faktu, że śmiech brata podziałał na niego jak przysłowiowa płachta na byka.
- Z parę… naście co najmniej, biorąc pod uwagę twoje możliwości. – Tak, jednak mu powie, ile to przeszedł. Bo oczywiście, że miał pięknie policzone, a Man musiał się o tym koniecznie dowiedzieć i nie było zmiłuj. I nawet to spojrzenie w niczym nie pomogło. Problem polegał na tym, że Irkowi czasem oprócz myślenia wyłączał się przy okazji instynkt samozachowawczy. Niestety. – Nie mówiłem, że przecieka, to tylko i wyłącznie twoja sugestia. Nieprawdziwa, zresztą. Poszedłbym z torbami, gdybym musiał przez przeciekający zbiornik tankować średnio co kilka dni. – Sam nie do końca mówił prawdę, bo z tą benzyną to było tak, że raz trochę wyciekło, a raz nie. Zależało od sytuacji. I tak, wziął ten żart serio. Tak już miał, jeśli żarty dotyczyły czegoś lub kogoś, na czym mu bardziej zależało. Zawsze brał takie teksty jak najbardziej na poważnie. Za poważnie, nawet. – A tak z innej beczki, młody… - Musiał zwolnić, żeby nie zgubić jakichś części na większych wybojach. Do miasta był kawałek, a i do domku dość daleko i szkoda było rozwalać samochód tak od razu. – Przyjechałeś odwiedzić braciszka, tak po prostu czy jednak masz jakąś spra…? – Znów urwał, bo tym razem musiał odbić bardziej na pobocze, omijając całkiem pokaźną dziurę przed nimi. Całym samochodem aż rzuciło, a silnik warknął ostrzegawczo, jakby zaraz miał co najmniej zgasnąć.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
I jeszcze coś wysłanego od braciszka
avatar
Irlandia

Rodzina : Brytyjczycy
Liczba postów : 164
Skąd : Z NIEZALEŻNEJ Republiki Irlandii

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Cork – za miastem

Pisanie by Gość on Nie Mar 15, 2015 6:04 pm

Przez to „biedne maleństwo” Man sam prawie zawału dostał. On po prostu sprawdzał wytrzymałość pojazdu! Jak Liam był taki pewien sprawności samochodu, to problemu być nie powinno, aye? Niech się Irek cieszy, że mu pełnego przeglądu nie zrobił!
Jakby rudzielec choćby spróbował zastosować swoją groźbę, to by się Robyn w życiu do niego więcej nie odezwał. I nawet w nosie by miał swoją misję. Jak taki brat mądry, że o takich rzeczach myśli, to najwidoczniej chciał Mana ostro… Nie no, Liam w życiu by czegoś takiego nie zrobił. Nawet jakby pojechał, to by pewno wrócił po pięciu minutach, bo taka to z niego dupa jest. Na pewno.
No tak… No musiał zacząć ten pierdzielony temat z kilometrami!
- I jeszcze moje możliwości przeliczyłeś. Niebywałe – Oczywiście, gadał ze słyszalną ironią w głosie. Bo Irowi się chyba przez moment mózg wyłączył. Jeśli w ogóle go dzisiaj włączył.
- Mówisz? Bo wiesz… Znając Ciebie, to jakąś taśmą zakleiłeś albo szmatką zapchałeś. Ja się dziwię, że kół na linę nie masz przyczepionych – To miał być żart, a wyszło… Pewnie jeszcze bardziej dopiekł przez to bratu. No trudno, zdarza się. Przecież nie robił tego specjalnie, aye? To tylko ten brytyjski humor. Ale na szczęście, Man bardzo szybko spostrzegł swoje jakże brzydkie zachowanie i dla rozluźnienia atmosfery, sięgnął łapą do radia. Miał nadzieję, że chociaż było w dobrym stanie i da się zmienić stację. Nie dość, że sobie zmienić pozwolił, to jeszcze podgłośnił. Ale tak, żeby w jakimś stopniu brata słyszeć.
- Co? – zapytał, kiedy Liam zaczął i już chciał powiedzieć coś więcej, aż tu samochodem rzuciło. A Man.. No cóż, nie zapiął pasów. Czasem się zdarza, aye? I tak jakoś poleciał w stronę kierowcy. Jedną ręką przytrzymał się za jego udo, a drugą za ramię.
- Co Ty wyprawiasz?! – kolejny powód, żeby pohejcić samochód i Irka.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Cork – za miastem

Pisanie by Irlandia on Nie Mar 15, 2015 8:25 pm

Ale to było jednak Liamowe "biedne maleństwo" i prawie zawsze jeśli tylko ktoś odważył się choćby powiedzieć na nie złe słowo, Irlandię najzwyczajniej w świecie trafiał szlag, a potem tego, kto obrażał samochód, trzeba było zdrapywać ze ścian. I podłogi. I niekiedy nawet z sufitu. Naprawdę nie chcecie wiedzieć, jakim cudem Eire był w stanie coś takiego zrobić, ale… potrafił i z tym trzeba było się liczyć. Cóż, kwestia aż tak nie tyczyła się najwidoczniej rodziny, ale to już całkiem inna bajka.
Właśnie, rodzina. Man był jego bratem, więc mógł liczyć na to, że Irek zrobiłby dla niego naprawdę sporo. Zostawienie Robarta samego na poboczu w zasadzie polnej drogi odpadało w takim świetle w przedbiegach. A że tak naprawdę nie mówił serio, to tylko dodatek. Za nic by tego nie zrobił, a nawet jeśli już by się do tego zmusił, żałowałby tak długo, że prędzej by raczej psychicznie nie wytrzymał… Ale nie ma co się zgłębiać w ten dość nieprzyjemny temat, bo nie czas i miejsce.
I oczywiście, że musiał o tych kilometrach, bo jak to inaczej? Jak już zaczynał jakiś temat, to… nie, nie kończył. Ciągnął, ile się tylko dało. Tak, dostał za to parę razy w zęby, ale nawet to niczego go nie nauczyło. Tak samo jak kwestią czasu było u niego wyrobienie sobie czegoś, co nazywało się "totalne ignorowanie humorków Arthura", przy czym nie zawsze chodziło konkretnie o Anglika, ale zaskakująco dobrze odnosiło się i do innych osób z Irlandzkiego otoczenia. Choćby teraz nawet, Liam niezbyt zwrócił uwagę na komentarze Robarta, ale to i może nawet lepiej, przynajmniej humor miał dzięki temu znacznie lepszy. Zerknął na braciszka tylko, kiedy ten sięgnął do radia. Cóż, sprzęt działał całkiem nieźle… w przeciwieństwie do reszty samochodu, ale ciii, to tajemnica.
- Raczej co ty wyprawiasz? Takie drogi, co poradzić. – Spojrzał na Man kątem oka, wzruszając ramionami i prowadził już normalnie dalej, jakby się nic niezupełnie nie stało. – I pytałem o cel twojego przyjazdu tutaj. Coś się stało?

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
I jeszcze coś wysłanego od braciszka
avatar
Irlandia

Rodzina : Brytyjczycy
Liczba postów : 164
Skąd : Z NIEZALEŻNEJ Republiki Irlandii

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Cork – za miastem

Pisanie by Gość on Sob Mar 21, 2015 5:39 pm

Liamowe, biedne maleństwo. Jakby Irek powiedział tak na głos, to pewnie wkurzyłby się jeszcze bardziej przez reakcję Mana. Maleństwo? Biedne? Ty chyba oszalałeś - zacząłby, typowym dla siebie śmiechem, walnął więcej złośliwych komentarzy, a nie słysząc nic w stylu "Żartowałem", skończył zwykłym, poważnym – Idź się leczyć. I jakoś nie przejmowałby się swoimi flakami na ścianie. Bo kto normalny się tak pieści z maszyną? To ewidentnie podchodziło pod chorobę. Z takim podejściem Irek zostanie z tym samochodem do czasu, aż coś nie pierdzielnie w ziemie.
Ale była kwestia, że Liam nic by mu za te słowa nie zrobi. Bo byli rodziną, aye? A rodziny nie zostawia się w biedzie…  Czy tam „przyjaciół”, ale nimi też są! Dogadują się dobrze i czas spędzają razem i robią te inne rzeczy, co robią przyjaciele. Nieważne, że Man ma czasem ochotę skopać mu dupę, powyrywać kończyny i poprawić jego krwią swoją flagę. To jest tak… Przyjacielsko.
Ekhem, wracając do sytuacji. Rob ścisnął nogę brata, coby się jakoś utrzymać, po czym wyprostował się powoli.
- Gówno. Jak Ty prowadzisz? Prawa jazdy nie masz? – zapytał retorycznie. Bo skoro Ir miał samochód- sprawny lub mniej- prowadził go i robił to w miarę dobrze, to ten drobny dokument chyba posiadał. - Już nawet ja mam lepsze drogi – Pokręcił głową, po czym wrócił na miejsce. Tym razem zapinając pasy.
- A co się stać miało? Już brata odwiedzić nie mogę? – Zaśmiał się nerwowo, rękę opierając o drzwi samochodu. - A w sumie to przyjechałem… - zastanowił się chwilkę – … żeby Ci pomóc – Uśmiech pełen niepewności, ale jak najbardziej dobrych chęci.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Cork – za miastem

Pisanie by Irlandia on Sob Mar 21, 2015 9:29 pm

Jeśli Man planowałby się tak zachować, to chyba chciał zobaczyć, jak daleko mógł się posunąć, zanim Irlandia w końcu by nie wytrzymał. Ale skoro siedział cicho, można mu było pogratulować rozsądku. Albo przynajmniej poprawnego działania instynktu samozachowawczego. Co by nie było powodem, ważne że Robart brata już świadomie nie denerwował. I owszem, zapewne tak będzie, do tego Irek będzie narzekał, jak takie "coś" pierdzielnie mu akurat w jego ukochany samochód!
Stawianie rodziny na pierwszym miejscu w układzie swoich priorytetów to Liam stanowczo miał po ojcu i tego akurat się nie wstydził. Swoich braci też traktował jak przyjaciół, ja najbardziej, więc to też się zgadzało. A nawet to, że czasem miał ochotę jednego czy drugiego udusić choćby gołymi rękami… Cóż, rodziny się nie wybiera, ale to nie o to chodzi, bo co by nie mówić, to Irek swoją pokręconą rodzinkę i tak kochał. Za i mimo wszystko – ale do każdego odnosiło się już to stwierdzenie inaczej.
- Ty masz lepsze drogi? A takie polne też? To nie tak, że u mnie wszystkie tak wyglądają. Miejskie, asfaltowe, są w dobrym stanie. A tu nikt sobie nie robi problemów z powodu małej dziury. – Uśmiechnął się, chociaż brat go ewidentnie nie doceniał. Ale trudno, jakoś to przełknie. – Wiesz, pytam, bo jakoś niespecjalnie często przyjeżdżasz. Gdybyś bywał tu częściej, to jakoś bym nie był aż tak zdziwiony, widząc cię w okolicy. – Irlandia też się zastanowił, ale nad tym, z czym niby Man miałby mu pomagać. I nie wymyślił nic takiego, więc postanowił po prostu o to zapytać. Ale to za chwilę, przypomniało mu się jeszcze coś, o czym musiał, po prostu musiał wspomnieć. – Wiesz, z tym prawem jazdy to jest nawet ciekawa sprawa, hehe… Jasne, miałem, ale mi je któregoś razu zabrali. Nie dałem rady go odzyskać, to musiałbym zrobić drugie, tak mówiąc szczerze. – Ale że był leniem, to go nie zrobił do tej pory i jeździł z nadzieją, że go więcej nie złapią. No, to skoro to już wyjaśnił, można wrócić do kwestii, która najbardziej go ciekawiła, a mianowicie do tego, co Robarta sprowadzało na te piękne irlandzkie ziemie. – Wiesz, radzę sobie jeszcze jakoś. Ale z czym tak chcesz mi pomóc, co?

Swoja drogą… Ha, właśnie – drogą. Drogi do miasta nie zostało wiele, a co za tym idzie, kilkanaście kilometrów przed obrzeżami miasta dało się wjechać na wyasfaltowaną nawierzchnię i Man nie miał już co narzekać. Jakieś pięć minut później dotarli do pierwszego lepszego sklepu i pod nim się zatrzymali.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
I jeszcze coś wysłanego od braciszka
avatar
Irlandia

Rodzina : Brytyjczycy
Liczba postów : 164
Skąd : Z NIEZALEŻNEJ Republiki Irlandii

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Cork – za miastem

Pisanie by Gość on Nie Maj 03, 2015 1:08 pm

Manulo wziął głęboki oddech, wyganiając z głowy wszystkie jakże mądre przemyślenia na różne tematy i ignorując rzępolenie samochodu.
- No przecież mówię, że lepsze – I powtarzać się nie zamierzał. W oczach Robyna wszystko było u niego lepsze. Nawet cholerne drzewa, trawa i niebo.
-Mogliby to jakoś uklepać, zasypać, czy co tam robią. Przecież koło mogłeś stracić. I życie nawet! Chociaż nie.. Życia raczej nie – podrapał się po brodzie w zamyśleniu. Przemyślenia nad życiem i śmiercią w samochodzie, dobra rzecz.
- Ale na zdrowiu byś ucierpiał, czy coś. Taka dziura to poważna sprawa! - Znowu chwila zamyślenia. Bo na tyle musiał bratu odpowiedzieć! – Jakbyś częściej brata zapraszał, to bym nie musiał się teraz wpraszać, czyż nie? A w sumie... I tak bym się wpraszał. To nie za dużo by Ci pomogło. Ale chyba Ci to nie przeszkadza, co? Przeszkadza Ci moje towarzystwo? – spojrzał na niego, wyczekując zadowalającej odpowiedzi. Lepiej niech Liam nie zaprzecza. Dla własnego dobra. Ale brat znowu zaczął go denerwować!
- Prawo jazdy? Zabrali Ci prawo jazdy? I jeździsz bez prawa jazdy? I nie wyrobiłeś sobie nowego prawa jazdy? – Za dużo powtórzeń? A wyobraźcie sobie ten dramat w głosie Manuli.
- Wiesz ile zapłacisz jak Cię złapią? … Sam nie wiem, ale pewnie kosmiczną cenę! I mogą Cię za to do więzienia wsadzić? – Bo skąd miał wiedzieć, skoro nigdy w takiej sytuacji się nie znalazł? Ale odłóżmy sprawę na bok. Robart sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej telefon. Poszperał trochę, po czym pokazał bratu artykuł o podwyższeniu cen alkoholi. Podsuwając mu przed sam nos.
- Ja wiem, że Ty sobie rady nie dasz, Liam. Ja Ci pomogę! Tak sobie pomyślałem, że skoro pijesz, ile pijesz, to stracisz kupę gotówki! Więc mógłbyś trochę… Ograniczyć. No dobra, sprawa jest taka, że Ty jesteś uzależniony i ja się bardzo martwię o Ciebie. I robię Ci odwyk – wyjaśnił od razu, z bardzo poważną miną. I nawet na to, że zatrzymali się pod sklepem nie zwrócił przez chwilę uwagi. Przez chwilę.
- Co właściwie chcesz kupić?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Cork – za miastem

Pisanie by Irlandia on Nie Maj 03, 2015 9:06 pm

Skoro Man uważał, że to teraz to było rzępolenie, to lepiej by dla niego było gdyby Irek nie próbował docisnąć gazu na jakiejś dłuższej prostej. Naprawdę, wtedy dźwięki, jakie wydawał z siebie ten samochód, potrafiły być wręcz przerażające... dla wszystkich, prócz samego wlaściciela owej machiny, oczywiście.
- No dobra, dobra, niech ci będzie, no... Tylko się tak nie denerwuj, bo ci jeszcze żyłka pęknie! - A tego by Liam na pewno nie chciał. Zresztą, gdyby się teraz zaczęli przekomarzać, zapewne Irek by się w końcu obraził, bo jakże można tak nie doceniać tych łąk zielonych... i tak dalej. Bo przecież jego krajobrazy na pewno w niczym nie ustępowały tym u wszystkich braci razem wziętych. - A wiesz, co ci powiem? To by się zupełnie nie opłacało. Czasem da się wyciągnąć za pomoc drogową całkiem niezłą kasę, bo tu to jak ktoś przejedzie raz na godzinę to i tak dobrze. No jasne, prędzej dzwonią po pomoc własciwą, ale jak się jakiś już "cywil" zatrzyma i pomoże, to nie widziałem jeszcze takiego przypadku, żeby ktoś pogardził. - Pokiwał głową z miną znawcy. Owszem, był świadkiem kilku przypadków, kiedy samochód stracił koło, czy nawet wylądował poza ubitą drogą, dlatego uważał, że pozjadał wszystkie rozumy. Jak zwykle, zresztą. - I temu maleństwu - tu Irlandia poklepał lekko wierzch deski rozdzielczej. - nic nie będzie. Jeździmy tu raz na jakiś czas i nic się nie stało. - Niewypowiedziane "jeszcze" wyraźnie zawisło w powietrzu. - Ani jemu, ani mnie, a to chyba o czymś świadczy, aye? - Liam wyłączył silnik, który wydał z siebie kilka ostatnich, na ten moment, kaszlących dźwięków i ostatecznie zamilkł, zotawiając po sobie niemal całkowitą ciszę... którą, oczywiście, zaraz ktoś musiał przerwać. - A czy ja zabraniam się wpraszać? Słuchaj, sam bym ci częściej zawracał głowę, gdybym mógł. Ale tak średnio mogę, więc musi mi wystarczyć jak mój ulubiony młodszy braciszek - Deal with it, Cian. - do mnie wpada. I zapraszam częściej... Tylko lepiej czasem się jednak zapowiedz. Wiesz, tak na... wszelki wypadek. - No bo w sumie nigdy nic nie wiadomo czy jednak Iru gdzieś nie pojedzie. Albo nie zabaluje gdzieś ze dwa dni czy nawet więcej. W jakimś pubie. Albo u kogoś. - ...eee, bo widzisz, zabrali przez pewne nieporozumienie, a ja naprawdę nie mam dobrej okazji do zrobienia nowego. - Westchnął i wzruszył lekko ramionami. Na razie był dzieckiem szczęścia i nie napotkał żadnej kontroli, ale... Nikt się jej nigdy nie spodziewa, bo tacy to potrafią dorwać człowieka dosłownie znikąd. Tak, Liam się z tym liczył. Zapewne dlatego, póki co, wyjechał za miasto. I tak, właśnie przez te wszystkie powtórzenia i ten dramat w głosie brata, postanowił gładko przejść do następnej dyskutowanej kwestii. No... Zgoda, tak naprawdę nie zmienił tematu. - Mnie do więzienia nie wsadzą, to raz. Dwa, nie będę nic płacił, bo to bezsens jakich mało. Słowem... Chociaż nie, wolałbym jednak nie wiedzieć, co by mi wymyśli- - urwał, bo mu brat swój telefon pod sam upstrzony piegami nos podetknął. W pierwszym odruchu Irlandia miał ochotę zabrać odsunąć urządzenie w dość bezceremonialny sposób, ale tylko ograniczył się do złapania Man za nadgarstek i w ten sposób oddalił od siebie wyświetlacz na tyle, żeby coś z niego odczytać. Po czym, nieco blady na twarzy, wysiadł z samochodu. - Ale ty sobie żartujesz z tym artykułem, aye? - Nie, tak naprawdę wolał nie znać odpowiedzi na to pytanie. Tak byłoby zdecydowanie najłatwiej. - I nie wydaje mi się, żeby w ogóle jakiś odwyk był potrzebny. Przecież ja tak znowu dużo nie piję, aye? I, Robart, doceniam, ale poważnie... No ja sobie radzę, jak widać. - Zaśmiał się nieco może zbyt nerwowo i zamknął drzwi samochodu. - Wiesz, akurat mi się przypomniało, że nie mam w tym domu kompletnie nic do jedzenia, a skoro jeszcze ty przyjechałeś, to tym bardziej muszę dokupić... Chcesz coś? - W sumie nawet nie czekał na odpowiedź, tylko poszedł do tego sklepu i wrócił po kilkunastu (to i tak dobrze, jak na niego) minutach z dwiema większymi torbami.


Ostatnio zmieniony przez Irlandia dnia Wto Cze 16, 2015 10:25 am, w całości zmieniany 1 raz

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
I jeszcze coś wysłanego od braciszka
avatar
Irlandia

Rodzina : Brytyjczycy
Liczba postów : 164
Skąd : Z NIEZALEŻNEJ Republiki Irlandii

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Cork – za miastem

Pisanie by Gość on Sob Cze 13, 2015 12:41 pm

Na pewno nie przypominałoby dźwięków śmigających motocykli, które tak często leciały z telewizora Robyna. Man stawiałby raczej na dźwięk zarzynanej wiewiórki, w środku silnika. Zdecydowanie niemiłe dla uszu.
Na słowa Irka prychnął, niczym rozjuszona księżniczka, której ktoś powiedział, że ma za wysokie czoło. Żyłka pęka, krwotok i zamiast do sklepu, Liam zasuwałby do szpitala. Nieprzyjemna wizja. Ale przynajmniej brat nie myślałby o alkoholu, prawda? Szczęście w nieszczęściu.
- W sensie, że co? Jak ktoś tu wpadnie w dziurę i coś zrobi, to wziąłbyś od takiego pieniądze? – nie zrozumiał za bardzo – Jak pomagasz, to robisz to bezinteresownie. Mam ci to wytłumaczyć? Nie ja tu jestem starszy – pokręcił głową z niezadowoleniem – A to twoje maleństwo, w każdym momencie może się rozczłapić i tyle z tego będzie, o. Mówię. Załatw sobie nowy. Albo wyłóż trochę na naprawę… Albo cały swój majątek – zaczął oceniać ile naprawa takiego samochodu kosztuje i czy ktoś się tego podejmie.
- To o niczym nie świadczy, tylko o tym, że głupi ma szczęście – mruknął pod nosem, bo Irek chyba się swoim zdrowiem nie  przejmował. I nareszcie nastała ubłagana cisza. Głos Liama jakoś się jeszcze zniesie. Źle nie jest. I to o ulubionym, młodszym braciszku trochę go udobruchało.
- Ja tam wolę robić ci niespodzianki. Tak jest milej. Czy niezbyt? –podrapał się po nosie w zastanowieniu – Ale jak chcesz, to będę dzwonił. A jak nie będziesz odbierać, to wtedy się wproszę – uśmiechnął na swoje postanowienie. Właśnie po to jest. Żeby Liam nie leżał więcej w rowie i znał umiar. Bo Man wcale nie pije podobnie i wcale nie jest hipokrytą. Pomoże.
- Skoro teraz dobrze jeździsz, to co za problem? Szybko zrobisz i zero nieprzyjemności – gorzej jak nie zda za kilkunastą próbą. I nikt się nie spodziewa irlandzkiej policji.
- Bracie, jak Ci każą zapłacić, to będziesz płacić. Mandatów też się nie ignoruje. Zgłupiałeś już do reszty – przyłożył dłoń do czoła, żeby pomieścić w główce głupotę braciszka. Drugą wziął i odsunął telefon tak jak Irek chciał. Niech patrzy, niech czyta, niech wie. Nieważne, że sam pewnie już to widział. Nieważne. Niech wie. Schował telefon do kieszeni i wysiadł zaraz po rudzielcu.
- Ja sobie nie żartuje – sprostował, niech brat będzie świadomy. Niech się przyzwyczai. Dokładnie przeczyta. Man spróbował oprzeć się o dach samochodu. Tak, żeby sobie nic nie pobrudzić. Trudne.
- Przepraszam? Nie pijesz dużo? Jakbyś był człowiekiem, to by Ci nerka pękła! – wkurzył się troszeczkę, ale zaraz rozejrzał się po parkingu, bo te słowa zabrzmiałyby dziwnie dla kogoś… Normalnego. Na szczęście nikt nie słuchał.
- Mmm, nie radzisz sobie po prostu. Jakbyś se radził, to by mnie tu nie było i wiesz co? Wiesz? Nie widać – zmarszczył brwi i pokręcił głową. I już chciał odpowiedzieć, że chce mu się pić, ale brat poszedł. To poczekał na niego przy samochodzie. Kopiąc butkiem oponę.
- Kupiłeś pić? – zerknął na jego torby, bo może przez przypadek brat mu w myślach wyczytał. I się tak zastanowił czy zakupy nie przeciążą samochodu.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Cork – za miastem

Pisanie by Irlandia on Wto Cze 16, 2015 2:52 pm

Nie, zdecydowanie. W porównaniu do dźwięków wydawanych przed Irowy samochód ryki silników tych motocykli byłyby wręcz muzyką dla ucha. Tak, było z tym samochodem naprawdę źle, a co się tyczy wiewiórki – biedne stworzenie.
No tak, to by była jakaś metoda na Irka, ale problem polegałby na tym, że mogliby do tego szpitala nie dojechać. Z dwóch jakże prozaicznych powodów – bo najbliższy szpital i tak był kawałek stąd, a po drugie nie powiedziane, że samochód nie rozkraczyłby się gdzieś w trasie. Tak czy inaczej lepiej uważać i się aż tak nie denerwować, to nie będzie kłopotów.
- A kto tu mówi o pieniądzach, Robart? – Nawet jeśli Liam coś takiego powiedział, to pewnie nie do końca zdawał sobie z tego sprawę. – Nic nie musisz tłumaczyć, daj spokój~ I co, znowu mi będziesz wiek wypominał? – Czy raczej fakt, że Iru się adekwatnie do swojego wieku na pewno nie zachowuje. – Nie rozczłapi się, to raz. Dwa, nie wymaga żadnej naprawy i nie wydam na niego więcej ani centa niż jest to potrzebne. A nie jest, więc to już inna sprawa. – Westchnął cicho. Braciszek go chyba nie rozumiał, szkoda. Ale no… jak można uważać, że taki piękny cud techniki w ogóle wymaga jakichkolwiek poprawek? To nic przecież, że wszystko trzymało się w zasadzie tylko i wyłącznie na słowo honoru. Naprawdę. I nie, zapewne nikt nawet by nie chciał takiego gruchota wziąć na złom i Liam zostałby z koniecznością co najwyżej postawienia sobie samochodu na polu w postaci stracha na wróble. Może przynajmniej tam by się ten gruchot sprawdził.
Man miał szczęście, że brat tego nie usłyszał, bo by dopiero się obraził, albo, co gorsza, zostawił młodego pod sklepem i tyle by go widzieli. Co do zdrowia, z tym u Irlandii bywało różnie, już nie takie rzeczy udawało mu się jakimś cudem przeżyć, więc co ma się przejmować. I tak raczej nic by mu się nie stało… tak długo, jak nie dotyczyłoby to całego kraju. No i jasne, że udobruchało. Co jak co, ale przez tyle czasu, jakim dysponował, Liam nauczył się już za jaki sznurek, kiedy i u kogo trzeba pociągnąć, żeby wyjść z sytuacji obronną ręką. Albo przynajmniej w jednym kawałku.
- A czy ja mówię, że to niemiłe? Ja tylko mam na myśli to, żebyś nie stał i nie nawiązywał bliskich kontaktów z moją klamką u drzwi. I niech ci będzie, na taki układ mogę się zgodzić. – Ewentualnych skarg się nie przyjmie i tyle. Tak, brzmiało jak całkiem dobry plan. Aha, jasne. Już akurat Irek będzie znał umiar. Z całej rodziny to właśnie on miał najmniejsze szanse na wyciągniecie się z pijaństwa.
Tego a propos zdawania nie skomentował więcej. Uznał po prostu, że Man nie wiedział co mówił. Fakt, że u Robarta mogło się robić cokolwiek się chciało na drodze jeszcze nie znaczył, że w Irlandii też sobie można było pozwalać. Wręcz przeciwnie. A policji to się nikt i nigdzie nigdy nie spodziewa. Chyba że w Niemczech.
- No wiesz, ale pomyśl chwilę. Jaki sens ma płacenie mandatów z pieniędzy, które i tak należą do państwa? To jak przekładanie czegoś z jednej kieszeni do drugiej, i nie mów mi że nie. – To raczej Liam się powinien załamać nad brakiem logicznego myślenia braciszka w tej sprawie. Ale cóż, nie mógł wymagać wszystkiego.
- Aye, aye… nie żartujesz, rozumiem – mruknął tylko, bo poważnie nie wyobrażał sobie wprowadzenia założeń artykułu w życie. Toż mu się gospodarka sypnie i znowu będzie źle. Cholera, czy ktoś tam z tej władzy w ogóle myślał?!
- Nerka? Już chyba prędzej wątroba, ale i z nerkami miło by nie było, tu się mogę zgodzić. – Aj, te irlandzkie wykształcenie medyczne. Czasem, tak jak teraz, nie potrafił się powstrzymać i wyskakiwał ze swoją wiedzą w momentach, w których powinien się najzwyczajniej w świecie przymknąć. Ile razy przez takie swoje wymądrzanie się dostał w żeby, to już niech lepiej zostanie przemilczane. Sam Irek rozejrzał się po parkingu i pokręcił głową. – I lepiej uważaj co i gdzie mówisz. Poważnie, ja tu przyjechałem w zasadzie tylko po to, żeby mnie znowu nie zaciągnęli do roboty. Zluzuj trochę i daj pocieszyć się wolnym, hm?
Dalszych i w zasadzie ostatnich słów Robarta nie usłyszał, ale z tym czytaniem w myślach coś mogło być na rzeczy. Zresztą, o braku jedzenia Liam mówił całkiem poważnie, a jak jedzenia to i picia. Po prostu Irek to Irek i marnować czy też zostawiać na pastwę losu nic spożywczego nie będzie. Historia go tego najzwyczajniej oduczyła – fakt, w dość brutalny sposób, ale zawsze.
- Zależy co masz na myśli – mruknął, zanim zdążył się zastanowić nad tym, jak brat to może odebrać. Po chwili Man dostał butelkę wody, reszta zakupów poszła na tyły samochodu. Otwarcie bagażnika było ryzykiem, którego nawet Irlandia się nie podejmował, już od jakiegoś czasu zresztą. – Wsiadaj, wracamy do domu~ – A żeby dać Robartowi przykład, sam wsiadł i odpalił silnik. Za piątym razem.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
I jeszcze coś wysłanego od braciszka
avatar
Irlandia

Rodzina : Brytyjczycy
Liczba postów : 164
Skąd : Z NIEZALEŻNEJ Republiki Irlandii

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Cork – za miastem

Pisanie by Gość on Wto Sie 11, 2015 6:04 pm

Zmarszczył brewki, żeby wyłapać wszystkie słowa brata i bardziej się na nich skupić.
- Właściwie, to ty tak powiedziałeś – pokiwał głową, krzyżując ręce na piersi. Znowu się trochę powymądrza, żeby za dobrze nie było – Chyba muszę, bo do ciebie to kompletnie nic nie dociera, braar. A-a twój wiek to wiesz… Jesteś stary i już – uśmiechnął się słabo pod nosem, bo sam fakt denerwowania Irka niesamowicie go bawił. I kto tu nie zachowuje się adekwatnie do wieku? – O, o i mi jeszcze powiedz, że masz zamiar w nim wieczność przeleżeć, co? – Żaden problem, ktoś na pewno robi trumny z części samochodów. Czego to teraz nie wymyślą? Ale niech będzie, Manu więcej tego tematu nie ruszy, bo ile to można takiemu tłumaczyć?
Zostawić pod sklepem? Jego? Dobra, jakoś znalazłby drogę do promu i wrócił z powrotem do domu! Ale potem brat miałby przerąbane jak nigdy. Zły ruch – Ale teraz trafiłem! I byłeś. I nie musiałem się zapowiadać – był z siebie cholernie dumny. Trochę jak dziecko, które właśnie znalazło odpowiedni argument podczas kłótni z rodzicielami. Szach-mat.
Zastanowił się chwilkę nad rozwodem Irka o mandatach. Musiał wszystko dokładnie przeanalizować. I wpadło mu do głowy, że Liam wcale nie gada tak głupio! – To cię aresztują – dodał, żeby podtrzymać swoje zdanie i „nastraszyć” tym brata. Niech wie, że to bardzo nieładnie tak postępować! Albo po prostu, sam Man był czasem głupiutki, ale do czegoś takiego się nie przyzna. Nie ma mowy.
Nie usłyszał jak Nerin zapewnia, że zrozumiał o co chodzi w artykule. Był za bardzo zajęty wycieraniem rąk z czegoś czarnego co najwyraźniej pokryło samochód. Poślinił dłoń i zaczął dokładnie trzeć białą skórę, by nie wyglądać jak ostatni wieśniak. Na koniec wytarł wszystko w ciemne spodnie, bo co to za różnica? Koloru nie zmieniły.
- N-nerka, wątroba. Jeden pies! Co za r-różnica, jezu… - poczerwieniał z zażenowania, bo skąd mógł wiedzieć? Nie był lekarzem i nie znał się na tych wszystkich rzeczach. I po prostu się pomylił, o – A co? Myślisz, że mają tu jakichś szpiegów, hm? Uważaj, bo paranoi jakiejś d-dostaniesz – Dobra, głupio zrobił, że tak zareagował i się tak wydarł, aye? Ale nikt przecież nie usłyszał! Więc o co chodziło? Ważne w tej chwili było to, że brat kupił picie. I to takie o jakie mu chodziło. Wziął butelkę w łapki, ale nawet nie zdążył jej otworzyć, bo kazali wchodzić – Mmm – mruknął pod nosem i ostrożnie otworzył drzwi, żeby czasem ich nie wyrwać. I dopiero tam otworzył wodę. Oblewając przy tym siebie i siedzenie. No trudno, zdarza się

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Cork – za miastem

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach