WORK IN PROGRESS.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

WORK IN PROGRESS.

Pisanie by Meksyk on Pon Kwi 13, 2015 9:57 pm

Meksykańskie Stany Zjednoczone
Estados Unidos Mexicanos (EUM); Meksyk



Personalia:

Eduardo Miguel Holguin.
Drugie nazwisko uciekło do USA. To wcale nie tak, że głupi user zapomniał o zwyczajach hiszpańskojęzycznych państw.*



Data urodzin:

24 sierpnia - data uzyskania niepodległości, o którą tłukł się z Hiszpanią przez przeszło 10 lat. Rocznica obowiązuje od 1821 roku.


Wiek fizyczny:

Przed rokiem 1848 był z niego rozkapryszony 17 - latek. Po wojnie przepoczwarzył się w rozkapryszonego i leniwego 19 - latka. Gdyby miał wąsy, jak na stereotyp przystało, wyglądałby jak emerytowany latynoski Trynkiewicz.



Wiek mentalny:

Amerykańscy naukowcy odkryli, że w tym aspekcie Meksyk zatrzymał się na poziomie przedszkola.


Wiek rzeczywisty:

Myli się ten, kto uważa, że Meksyk ma na karku lat jeno dwieście, i to w dodatku jeszcze nie w pełni. Rzeczywistość jest zgoła inna - chłopak egzystował już sporo wcześniej, choć pod nieco inną od dzisiejszej postacią. Zwał się tedy Imperium Azteckie, lubił cudze organy i łowił ryby, wrzucając do rzeki narkotyki i czekając, aż nieszczęsne stworzonka wypłyną naćpane, brzuszkami do góry. A potem ludzie je jedli i na dzikich fazach budowali świątynie z prędkością Obelixa po wypiciu kotła magicznego napoju. Jak widać jednym z dziedzictw narodowych Meksyku jest rdzenna, od 600 lat dziedziczona w genach narkomania.


O stolicy słów kilka:

Stolicą Meksyku jest... Meksyk (ang. Mexico City). Jest to najstarsza stolica Ameryki Północnej - wcześniej, to jest do czasu konkwisty, znana jako Tenochtitlan („Miejsce Owocu Kaktusa” lub „Kaktusowa skała”). Po jej zdobyciu Hiszpanie przemianowali ją właśnie na Meksyk, co miało źródło w nazwie tutejszych Indian - Azteków, którzy to sami siebie zwali Mexicami (czyli po prostu Meksykanami). Inspirację zaczerpięto stąd podczas kształtowania się państwa, dlatego też i stolica, i kraj noszą tę samą nazwę.
Dopełnienie tej meksocepcji: Meksyk podzielony jest na stany. Jednym z nich jest Meksyk. I właśnie w nim znajduje się miasto Meksyk. "¡Buenos dias! ¡Mieszkam w Meksyku, w mieście Meksyk, w stanie Meksyk!" Idę o zakład, że jest tam choć jedna knajpka o nazwie Meksyk.



Aparycja:

Co pierwsze rzuci się widzowi w oczy po zobaczeniu Eduarda? Seksapil? Powab? Majestat? Przystojna morda? Prawdopodobnie to, że jest Latynosem - a więc że odznacza się czarnymi, prostymi, acz lekko kręcącymi się przy końcówkach włosami sięgającymi ramion, dużymi, z deczka skośnymi, podkrążonymi przez wieczne niewyspanie oczami tego samego koloru i skórą zbyt ciemną, by legalnie minąć granicę z USA. Prawdopodobnie jednak ów widz wcześniej zarejestrowałby dość stereotypowy wzrost - o ile nie paraduje akurat w sombrero, chłopak sięga łbem na smętną wysokość 169 cm. Kiedyś był wyższy, ba, miał porządne 173 cm, ale potem ktoś mu zajumał 60% terytorium i Meksyk skurczył się jak te portki w praniu. Tedy również stracił Teksas i został skazany na smutny żywot krótkowidza, którego nie stać na nowe okulary. A przydałyby mu się one, najlepiej takie przeciwsłoneczne, coby mu te patrzydła zasłonić, bo jak czasem na ciebie spojrzy, to masz wrażenie, że chciałby cię zabić, zjeść, złożyć twoje nerki w ofierze i pójść spać – w kolejności dowolnej. Dodatkowo jego oczka mają tę intrygującą cechę, że czasem – mógłbyś przysiąc – robią się nienaturalnie wielkie (w sumie nawet „naturalny” ich rozmiar trudno nazwać normalnym, zawsze są jakieś takie duże) i Meksyk wygląda wtedy jeszcze bardziej niepokojąco niż zwykle.
Jeśli wspomniany widz nie zejdzie na zawał pod wpływem azteckiego spojrzenia, będzie mógł spostrzec, że Meksyk, uwaga...ma na sobie ubranie! I to jakie ubranie! Brązowe. Niesamowite. W takich właśnie kolorach nosi się nasze latynoskie dzieciątko. Czy to bluza, czy koszula, czy sukienka, czy piżama, oczywiście nie sugerując, że Ed nosi to trzecie, brąz dominuje w jego garderobie. A kiedy już przychodzi czas generalnych zmian, zmienia ubarwienie na czarno - czerwone. Ach, czerwień! W mniemaniu Eda to wyjątkowo fascynujący, poniekąd mistyczny kolor. Zawsze musi mieć przy sobie coś czerwonego. Zazwyczaj jest to zawiązana na szyi chusta - a tylko spróbuj mu ją zabrać lub uszkodzić! Zrobi sobie nową z twoich wnętrzności. Jest do niej
ogromnie przywiązany.



Relacje:

Hiszpania:
Wydawać by się mogło, że Meksyk, po latach spędzonych jako wychowanek Hiszpana, powinien do niego pałać synowską miłością i respektem. Ha - ha, zabawne. W rzeczywistości trudno wskazać personifikację, której Eduardo nie znosi bardziej niż Antonia. Zamiast relacji ojciec - syn mamy żywy hejt na linii kolonizator - była kolonia (Meksyk nie trawi nazywania go synem Hiszpanii. Nie krępuj się i zarzuć mu bycie nim, jeśli twoim największym marzeniem jest powolna śmierć w beczce z kwasem**), zamiast respektu - złorzeczenie w pakiecie z wyjątkowo nieprzyjemną atmosferą przy każdym ich spotkaniu. Jednakże niech odetchnie z ulgą ten, kto spodziewa się, że ilekroć Eduardo natknie się na Antonia, przerabia go na tortillę!
Może i brakuje między nimi dobrych relacji, ale to, że Hiszpania oszukał go, wykorzystał, zabrał całe złoto, wytłukł większość ludzi, zniszczył jego kulturę, zmusił do zmiany religii, przerobił na swoją kolonię, wymęczył, nie pozwalał się usamodzielnić, zaatakował wspólnie z Anglikami i Francuzami, rozwalił ważne przybrzeżne miasta i zabrał ponoć - należne - mu - pieniądze, których już wcześniej tu brakowało wcale nie skazuje go na wieczność na czarnej liście Eduarda! Skądże. Wbrew wszystkiemu Meksyk dzielnie znosi jego istnienie i toleruje większość tego, co powie. Potrafi się również uśmiechać w jego obecności i stwarzać pozory wszelkiej normalności, nawet gdy doktor Hiszpan zaczyna mu matkować. Prosimy o aplauz.


USA:
Na wstępie warto zauważyć, że USA - a nie Ameryka, jak zwykło się nazywać ten magiczny kraj. Jako mieszkaniec kontynentu amerykańskiego, Meksyk kompletnie nie trawi tego potocznego, geograficznie niepoprawnego określenia. Wszak Ameryka to kontynent, nie państwo. Ten absurdalny językowy drobiazg potrafi doprowadzić Meksyk do stanu mentalnego wrzenia. Zapewne podobnie jak nieszczęśników, którym zdarzyło się w jego obecności określić Alfreda jako Amerykę i którzy skazali się w ten sposób na irytujący wywód o tym, że "Alfred to Stany Zjednoczone Ameryki, a nie Ameryka, bo Ameryka to kontynent, a nie kraj, i w Ameryce poza USA jest jeszcze Kanada i ja, santa mierda!"
Nawiasem mówiąc, póki jeszcze jesteśmy przy tym temacie: W @@@@ roku w Meksyku pojawiły się rozliczne apele mieszkańców o unieważnienie i usunięcie pełnej nazwy kraju (Estados Unidos Mexicanos, czyli Meksykańskie Stany Zjednoczone), ponieważ... za bardzo kojarzy się z USA. To była po prostu kwintesencja relacji meksykańsko - amerykańskich.
Wracając do samych relacji! Co to tam było wspomniane o tym, że trudno jest wskazać osobnika, którego Ed nie lubi bardziej niż Hiszpanii? Co prawda niegrzecznie jest pokazywać na kogoś palcem, ale proszę, oto właśnie jedna z takich osób.
Jego ulubione określenie na sąsiada? Gringo. Słowo powstało w okresie wojny między tą dwójką, a swe pochodzenie wzięło od piosenki, jaką śpiewali Amerykanie maszerujący na Monterrey - "Green grow the grass" (ang. zieleni się trawka). Biorąc pod uwagę etymologię, nietrudno się domyślić, iż nie jest to zbyt przyjazne określenie.
Tak naprawdę trudno jednoznacznie zdefiniować ich relacje. Ktoś gdzieś kiedyś określił tę dwójkę mianem toksycznego małżeństwa (userowi to określenie bardzo przypadło do gustu), w którym Meksyk pełni rolę podległej, uzależnionej, wymęczonej i wykorzystywanej żony, która choć opiera się i nie chce być w tym związku, to nie ma za dużo do powiedzenia i może sobie co najwyżej pomarudzić podczas zamiatania kuchni. Coś w tym jest. Relacja między nimi jest jednak bardziej skomplikowana i nie tak pasożytnicza, jak by się mogło wydawać. Bliżej jej raczej do symbiozy, nawet jeśli miałaby ona polegać głównie na wzajemnym dogryzaniu sobie.


O relacjach nieco inaczej:

La Muerte:
Niektórzy widzą wróżki, inni trolle. Do Meksyku czasem przychodzi w odwiedziny Śmierć. Tak, nie inaczej. Siadają sobie razem na werandzie, piją tequilę i wymieniają się ploteczkami.


Oraz trochę ciekawostek na deser:

Raport banku Goldman Sachs z 2010 r. przewiduje, że w 2050 r. Meksyk będzie 6. gospodarką świata, po Chinach, USA, Indiach, Japonii i Brazylii.

* …No dobra, niech wam będzie, mea culpa, stworzyłam postać, nic o niej nie wiedząc i z rozpędu dałam jej tylko jedno nazwisko.
** Nie podoba mi się pomysł robienia z Meksyku dzieciątka Hiszpanii, więc nie. Nie. Alfred nie jest synem Arthura, Eduardo nie jest synem Antonia. Ani nawet córką.


_________________


http://thebest404pageever.com/swf/Das_Boot_Ze_Beer.swf
"Towarzyszu, on doniósł na was, że wy nie donieśliście na niego."
avatar
Meksyk

Rodzina : Mieszkańcy Ameryk Środkowej i Południowej
Liczba postów : 242
Skąd : Z krainy agawy, fiesty i wiecznej mañany.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach