Maifest w Wiedniu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Maifest w Wiedniu

Pisanie by Austria on Pon Maj 04, 2015 7:07 pm

(w rzeczywistości sytuacja miała się tak: [You must be registered and logged in to see this link.] - ale załóżmy, że go znajdziecie bez problemu)

[You must be registered and logged in to see this image.]

Pierwszy maja, święto radości, uczczone piwem musi być. Na Pratertern, głównym ośrodkiem rozrywki parku Prater, tuż obok niedużego tamtejszego wesołego miasteczka, rozstawiono większy drewniany mur i przy wejściu wystawiono dość dużą drewnianą tabliczkę z napisem"Wilkomm'n Mai!" Ludzi było... sporo. Nie było jednak takiej tragedii, iż by był ścisk, można było się spokojnie poruszać, rozmawiać, pomimo ogólnego gwaru. Rozstawiono namioty, w których obsługiwali najczęściej młodzi ludzie, sprzedający piwo i jedzenie mięsne. Była szykowana scena pod koncerty, były rozstawione dwie duże namiotowe hale, w których siedzieli ludzie, tam też grała muzyka z głośników i było o wiele głośniej. Jednak wielu z piwem spędzało czas na świeżym powietrzu, na ławkach lub przy stolikach na trawie.
Tak też i spędzał Rod, siedząc w stroju ludowym Salzburskim, siedząc z kuflem Stiegla i obserwując ludzi. Nie tak dawno pożegnał się ze znajomym, z którym tu przyszedł, a którego "zgarnęła" jego małżonka. Obecnie dumał sobie, obserwował własnych ludzi. Nie wiedział, czy i na co czeka.

(kolejka: Austria -> Lili -> Szwajcar -> Irlandia )

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
avatar
Austria

Rodzina : Germanie
Liczba postów : 737

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Maifest w Wiedniu

Pisanie by Liechtenstein on Pon Maj 04, 2015 8:37 pm

Lily- niewysoka panienka uwielbiająca wszystkie festyny i tegoż podobne imprezy, chodziła sobie po Praterze oglądając wielkie i wspaniałe rzeczy, zachywcając się przeróżnymi przysmakami i najróżniejszymi różnościami jakie ujrzała. Będąc w Trachcie czyli: spódnicy niebieskawej do tego koszula z bufiastymi rękawami, przepasana w talii czarnym gorsetem ze złotą wstążką.
Przechadzając się po festynie ujrzała bardzo znajomą osobę siedzącą z piwem.
-Dzień dobry Panie Austrio - powiedziała wesoło, podchodząc do niego z uśmiechem. Popatrzyła na niego, a oczka jej zabłyszczały widząc Austrie w tak gustownym stroju. Przyglądneła mu się uważnie, wyciągneła aparat i zrobiła mu zdjęcie.
-Ale Pan ładnie wygląda-zaśmiała się i usiadła obok. - Piękny festyn- rozmarzyła się rozglądając sie po atrakcjach.
-A jak Panu się podoba festyn?-spojrzała na niego.

//wygląd Lily
[You must be registered and logged in to see this image.]
avatar
Liechtenstein

Rodzina : Germanie
Liczba postów : 23
Skąd : z czekolady

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Maifest w Wiedniu

Pisanie by Norwegia on Wto Maj 05, 2015 7:25 pm

Gdyby ktoś się spytał Vasha na co nie ma ochoty w najbliższym czasie odpowiedziałby bez wahania, że na wszelkie dłuższe wychodzenie z domu. Ostatnio miał nieprzyzwoicie dużo papierkowej roboty, a do tego okazało się, że jest małe zamieszanie związane z jakimś tam muzeum zgadnijcie, które. No, teraz to nie było najważniejsze.
Kiedy dostali zaproszenie na Maifest od Rodericha, miał nieco mieszane uczucia. Z jednej strony zamierzał od razu odrzucić zaproszenie, nawet wyraził głośno swoje niezadowolenie - jak tu można się tak bawić, kiedy tyle pracy jest na wiosnę, tyle do roboty w przeddzień sezonu turystycznego i innych pierdółek? Z drugiej strony... to było jednak miłe i Szwajcar musiał to po cichu przyznać. O Vashu raczej mało kto pamięta, żeby go tak zaprosić i żeby zaproszenie to nie dotyczyło spraw służbowych albo tylko i wyłącznie kwestii pożyczenia pieniędzy. Trochę przykre. Tym bardziej zaproszenie na Maifest było miłą odmianą.
Sprawę przesądziła Lili. Vash zdawał sobie sprawę, że dziewczyna bardzo lubi takie zabawy i widział jak jej się oczka świecą na to zaproszenie. A samej Liechtenstein przecież nie puści!
Kwestia wyjazdu była więc przesądzona, pomimo nawału spraw, Vash zdecydował się odwiedzić Austrię. Kiedy przyjechali na miejsce, puścił Lili przodem, a sam dotarł z lekkim opóźnieniem. Wszystko przez to, że zdecydował się tłuc własnym autkiem i teraz szukał miejsca na zaparkowanie, co nigdy do przyjemności się nie zaliczało. W końcu jednak się udało i mógł do nich dołączyć. Po krótkim rozejrzeniu się dostrzegł Roda i Lili. Podszedł do nich, stanął nad nimi.
- Witam. - przywitał się z Austrią. - Widzę, że wszystko zostało zaplanowane i porządnie przygotowane.
Powiedzenie, że coś jest ładne, czy też chociaż fajne było trochę nie w jego stylu. Nie, Vash nie umie prawić w ten sposób komplementów. Ogólnie mówienie komplementów zawsze było dla niego męczące, nawet jeśli naprawdę uważał, że ktoś lub coś zasługuje na pochwałę - zawsze i tak miał ten problem - jak to ładnie ubrać w słowa. Uzewnętrznianie się, gadulstwo... daleko mu do tego, do tego stopnia, że nawet miła uwaga jest wysiłkiem, musi zostać dobrze przemyślana. Co sprawia wrażenie, jakby wyszukiwał na siłę, starał się ładnie skłamać. Ale tak nie jest, wręcz przeciwnie - jeśli Szwajcar już decyduje się na komplement - nawet jeśli jest to oschły czy nieco dziwny komplement - to jest to pochwała przynajmniej szczera.
avatar
Norwegia

Rodzina : Skandynawowie
Liczba postów : 129

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Maifest w Wiedniu

Pisanie by Irlandia on Wto Maj 05, 2015 8:47 pm

W sumie skoro już wyrwał się na trochę od swojej szarej codzienności, to i pozwolił sobie nawet na inny strój niż zwykle, bo słyszał że święto w tej Austrii. Cóż, trzeba się było odpowiednio dostosować, aye? Normalnie Irlandia nie ubierał się aż tak "sztywno" bez powodu, a zwłaszcza jak miał później pić, ale tym razem postanowił pokazać się od nieco innej strony. Przynajmniej na początku, a jak potem będzie - to jeszcze się zobaczy.
Na miejsce jakoś trafił - pewnie dlatego, że najpierw całkiem nieźle poszperał w internecie i odpowiednio ustawił GPS, tak na wszelki wypadek - i teraz bez większego pośpiechu przechadzał się jakiś czas po miejscu imprezy, czasem kogoś zaczepiając, a to znowu stwierdzając, że kupienie jakiejś przekąski czy piwa to jednak nie taki zły pomysł. Ostatecznie jednak z jego przeliczeń wyszedł wynik następujący - należy znaleźć gospodarza i przynajmniej mu podziękować za zaproszenie, ale tak porządniej, bo nie jego wina że jak dostał wiadomość od Austriaka, to był jedynie na tyle trzeźwy żeby potwierdzić swoją obecność. Cóż, Irek by na pewno sobą nie był, gdyby czegoś przy okazji ze sobą nie przywiózł - aj, te polskie nawyki - ale to na boku.
- 'ey! - Bo grunt to dać się poznać po samym powitaniu, czyż nie? Dopiero po kilkunastu sekundach Liam zdał sobie sprawę, że oprócz Roda obok stoi Szwajcar z Liechtenstein. Im też pomachał, po czym raz jeszcze spojrzał po najbliższym otoczeniu. - No, impreza się zapowiada przednia~ - Nie, w jego ustach to wcale nie brzmiało wręcz podejrzanie.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
I jeszcze coś wysłanego od braciszka
avatar
Irlandia

Rodzina : Brytyjczycy
Liczba postów : 164
Skąd : Z NIEZALEŻNEJ Republiki Irlandii

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Maifest w Wiedniu

Pisanie by Austria on Wto Maj 05, 2015 9:28 pm

Rodericha wzrok padł na kilku mężczyzn, którzy akurat zaczęli żywiej dyskutować i chyba sprzeczać się o to, kto ma najlepsze powodzenie u kobiet. Interesujący temat, zwłaszcza kiedy dwaj postanowili sobie nagle zatańczyć Shuchplattern. Wtedy też z innej strony nadciągnęła Lili, jej oczka się cieszyły od tego, co właśnie widziała. Kątem oka dostrzegł, jak dziewczyna robi mu zdjęcie i westchnął cicho. Napił się piwa.
- Servus, kuzynko. Nie rób mi więcej zdjęć, proszę. - zmierzwił jej lekko włoski. Żałował, że już nie ma tych dłuższych, lubił je, Lili wyglądała w nich bardziej kobieco, poza tym można było z nich zapleść warkocze, tak pasujące do tego stroju.
- Ty również wyglądasz wspaniale. Co do festynu... Spełnia moje wymagania. Dobrze jest odreagować na nich. - podniósł wzrok na nadchodzącego - Ah, widzę i mojego drugiego sąsiada z zachodu. Miło mi, iż przyjąłeś zaproszenie, Vash.
Skinął głową blondynowi, który w przeciwieństwie do swojej siostry nie ubrał się na ludowo. A szkoda. Może po kilku piwach by zaczęli jodłować razem, albo nawet we trójkę?
Co do wymagań, nie sposób nie wiedzieć, iż Rod wymagania ma... wysokie. Musi być bardzo wiele rzeczy dopiętych na ostatni guzik, aby Rod mógł powiedzieć "jest dobrze".
Do zielonego towarzystwa dołączył jeszcze jeden zielony. Rod spojrzał na rudowłosego, który właśnie dołączył i się przywitał, a w myślach stwierdził jedno: Szkoda, że Liam nie założył Lederhose (jeśli ma oczywiście). Byliby prawie identyczni!
- Grüß Di! - powitał Liama z zadowoleniem i wyciągnął też do niego rękę celem jej uściśnięcia - Mam nadzieję, ze będziesz się przednio bawić.
Czuł podświadomie, że Liam będzie tu idealnie pasował.

(skoro tak ładnie linkujecie stroje, to i ja dam ubranko Rodzia o tu )

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
avatar
Austria

Rodzina : Germanie
Liczba postów : 737

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Maifest w Wiedniu

Pisanie by Liechtenstein on Sro Maj 06, 2015 6:10 pm

Usmiechnęła się na miłą "czułość" ze strony kuzyna i schowała aparat do torby wypchanej pamiątkami i różnym kupionymi rzeczami na fesrtynie.
-Dobrze-powiedziała spokojnie siedząc obok.
Jej wzrok przykuł nadchodzący brat. Zachichotała cicho. Czyli jednak znalazł po długim czasie jakieś miejsce parkingowe. Podbiegła do niego i się przytuliła. No jak można nie kochać, wrednego, zrzędliwego, surowego, wspaniałego brata jakim był Vash(Vanish).
-I co braciszku znalazleś jakieś miejsce na autko?-popatrzyła a niego z uśmiechem-Dlaczego się ładnie nie ubrałeś na festyn?-powiedziała z lekkim wyrzutem i dźgnęła go lekko w bok.
Odczepiła się od niego i przyglądneła się rudemu panu w śmiesznym zielonym ubranku.
-Eem...Dzień dobry Panu-dygnęła lekko się kłaniając i usmiechneła do niego. Nie znała go, a nawet jesli to nie zapadł jej w pamięć ten oto rdzawo-czupryniasty człowiek.


Ostatnio zmieniony przez Liechtenstein dnia Czw Maj 07, 2015 1:10 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Liechtenstein

Rodzina : Germanie
Liczba postów : 23
Skąd : z czekolady

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Maifest w Wiedniu

Pisanie by Norwegia on Sro Maj 06, 2015 11:20 pm

Vashowi bardzo odpowiadało takie podejście Austrii. Taka sumienność i porządek przy organizacji. W dzisiejszych czasach mało gdzie mógł liczyć na tak porządny kawał roboty, przez co tym bardziej docenia pracę, jaką Roderich włożył w zorganizowanie Maifestu. Dzięki temu aż miło popatrzeć na to wszystko. Nawet, jeśli nie jest się „imprezowym typem”.
Skinął lekko głową, kiedy usłyszał słowa Austriaka. No tak, zaproszenie. I aż głupio powiedzieć, że przed dłuższą chwilę poważnie rozważał odrzucenie go i kto wie jakby to wszystko się potoczyło, gdyby nie Lili. W końcu to przez wzgląd na nią zdecydował się na ten krok. Chociaż nie może powiedzieć, że żałuje. Tak troszkę to może i sam z siebie chciał pojechać, ale gdyby chodziło tylko o niego to najzwyczajniej w świecie odmówiłby sobie takiej przyjemności i skupił się na pracy. Nigdy nie pomyślał o sobie jak o pracoholiku, chociaż zdarza mu się tak zachowywać i to niepokojąco często. Za długie ślęczenie nad papierami, czasem bezsenność, angażowanie się w większość projektów, bo nie ufa innym i jest święcie przekonany, że tylko on potrafi zrobić to tak, jak należy. Zabieranie roboty do domu i nawet w chwilach przeznaczonych na relaks oraz odpoczynek usiłowanie chociażby naniesienia poprawek na już prawie że gotowe prace... albo chociaż przeliczanie kasy, podliczanie rachunków, podkreślanie kolejnej tabelki w zeszycie kontrolującym domowe wydatki... tyle tego jest, że czasem aż brakuje na to wszystko życia.
Może więc i dobrze, że pozwolił się wyrwać na ten Maifest...?
Chociaż Szwajcar i tutaj zabrał ze sobą pracę. Tak na wszelki wypadek, gdyby okazało się, że się nudzi (to nie tak, że bierze taką możliwość pod uwagę, po prostu przezorny zawsze jest ubezpieczony, na wszelkie ewentualności). Ale w tej chwili kilka raportów spoczywa bezpiecznie w teczce, w schowku auta. Więc tak przy sobie pracy jako takiej nie ma, nie pod ręką. Więc i tak jest całkiem dobrze. O dziwo broni też nie ma przy sobie. Znaczy, owszem, ma. Swój ulubiony pistolet. Ale też zostawił go w samochodzie. Co prawda jest to głupotą, w końcu gdyby przyszło mu go użyć, to będzie musiał się po niego wrócić... jednak Vash ma nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby, a w razie czego zorientuje się wystarczająco wcześnie. Branie broni ze sobą na ten cały Maifest wydało mu się lekkim nietaktem i bał się, że w ten sposób nieco urazi Austrię – w końcu to tak, jakby mu zarzucał, że nie potrafi załatwić wystarczająco dobrej ochrony. A nie o to chodzi Szwajcarowi.
- Jesteś zadowolona, Lili? - skierował pytanie do swojej siostrzyczki.
Co prawda, tak na jego vashowe oko, Liecht wydaje się przeszczęśliwa i chociaż zabawa jeszcze się na dobre nie zaczęła, to sama dziewczyna sprawia wrażenie, że już się odnalazła i jest gotowa do wszelkich szaleństw i zabaw. Z jednej strony cieszy to Szwajcarię, w końcu byłoby głupio zabierać tu siostrę i patrzeć jak siedzi zasępiona, czy też jak źle się bawi. Skoro celem była dobra zabawa, to niechże tak już pozostanie.
Jednak z drugiej strony, Vash woli nie wyobrażać sobie ile nieszczęść może spotkać ludzi – a w tym wypadku jego małą siostrzyczkę – w trakcie takich szaleństw. Wszędzie alkohol, obcy ludzie, którzy od tegoż alkoholu się stronią. No i nierówny teren. Wszelkie porozstawiane przedmioty... toż to wystarczy się potknąć w tańcu, upaść i uderzyć głową w kant stołu! Przecież wstrząs mózgu murowany w takiej sytuacji, jak nic! Vash zmarszczył lekko brwi.
Tak, nie ma co ryzykować. Niech jego siostra dobrze się bawi, ale on będzie mieć na nią cały czas oko. Będzie jej pilnować, nie odpuści sobie ani na momencik. A w razie jakieś tragedii będzie na miejscu i ochroni Lili. Nie dopuści do tego, aby stała jej się jakakolwiek krzywda – zadrapane kolano, czy też wstrząs mózgu – ochroni ją i przed jednym, i przed drugim!
- Tylko proszę, pamiętaj Lili, żeby nie dać się nikomu namówić i nie pić alkoholu. – upomniał jeszcze swoją siostrzyczkę. - Musisz cały czas pamiętać o tym, że picie nie przystoi takiej młodej panience. N-no i taki alkohol... sama rozumiesz, miesza w głowie, robi ludziom krzywdę. Nie powinnaś przesadzać, musisz o siebie dbać. Obiecaj mi to, obiecaj, że będziesz o siebie dbać i nie weźmiesz do buzi ani kropelki alkoholu, dobrze?
Naciska na nią. Tego by jeszcze brakowało, żeby taka drobna, mała kobietka upijała się alkoholem jak jakiś menel! O nie, on musi jej przypominać kim jest i jak powinna się zachowywać. To część dbania o nią i jej zdrowie. Vash ma cichą nadzieję, że Roderich go poprze i pomoże mu w ewentualnym pilnowaniu trzeźwości Lili.
W sumie to sam Szwajcar nawet na moment nie pomyślał o tym, żeby ubrać się na ludowo. Jakoś tak nie było na to czasu, no nie miał do tego głowy. Poza tym, byłaby z tym dodatkowa robota, a i strój nie jest to najwygodniejszy do ewentualnego ratowania Lili.
Nie, Vash czuje się komfortowo w swoim zwykłym, codziennym ciuchu i tak też przyszedł ubrany. Nie widział też i większego sensu w przebieraniu się na Maifest. Niestety, nie widzi w tym nic fajnego i jakoś go to nie kręci. No bo jak można się w tym dobrze bawić? To... to byłoby takie trochę wydurnianie się. No i gdzie poszanowanie dla strojów ludowych, gdy człowiek się tu tak przebiera, a zaraz obok jakieś żule rzygają pod ławką? Nie to, żeby Szwajcaria coś takiego zarzucał, zabawa jeszcze na dobre się nie zaczęła i tak dalej.
Ale Vash zawsze bierze wszystko pod uwagę, nawet najgorszą możliwość. Należy być przecież przygotowanym na wszystko i na siebie uważać. A przede wszystkim, uważać na swoją siostrę. Młode to i jeszcze nieco roztrzepane, wymaga opieki i koniec.
Czy gdyby więc przyszedł tu sam, to zdecydowałby się na ubranie swojego stroju ludowego? Też raczej nie. Wymigiwał by się przy tym wszystkimi możliwymi sposobami – strojem w praniu, obawami, że może się poplamić, czy też zniszczyć, tym że nie czuje się w nim zbyt dobrze, że spociłby się prowadząc auto w takim stroju, a przebieranie się na miejscu byłoby zbędnym zachodem (nie mówiąc już o tym, że jego strój na pewno by się pogniótł, nieważne jak bardzo starałby się go przewieźć bez zbędnych atrakcji i turbulencji!). Ba, Vash nawet gotów by był na wymigiwanie się w stylu „przykro mi, ale przytyłem i nie mieszczę się już w mój strój ludowy”.
A jaka jest prawda? Prawda jest prozaiczna, prosta, wręcz banalna. Po prostu nie lubi i nie ma ochoty. Jakoś tak nie. Ceni sobie komfort swoich ulubionych ciuchów i koniec kropka.
Poza tym, dobra zabawa to nie jest dla niego przebieranie się, chlanie na umór, śpiewanie, czy też jakiekolwiek głośne zachowanie. Wręcz przeciwnie – dobra zabawa to relaks, odpoczynek, wyciszenie się, dobra rozmowa ze spokojną, niegadatliwą osobą. Ewentualnie jakieś wspólne strzelanie, pokaz swoich możliwości. Wymienienie się swoimi doświadczeniami...
Tak po trochu to na to liczy. Nie na strzelanie, lecz na jakąś wymianę spostrzeżeń oraz spokojną rozmowę z Roderichem. Bez kłótni, zbędnych, ciężkich słów. Ot, zwykła przyjemna gadka, która może jakoś poprawiłaby mu nastrój i pozwoliła odpocząć, unikając zbędnego stresu oraz nerwów.
W sumie to nie zdążył powiedzieć nic więcej. Nawet nie zdążył usiąść, gdyż podszedł do nich rudzielec. Szwajcaria kojarzy go, a po krótkiej chwili intensywnego kojarzenia faktów, Vash nie miał już wątpliwości z kim ma do czynienia. Pamięć ma dobrą i – odpukać – oby tak pozostało.
Zlustrował rudzielca wzrokiem, przez chwilę zastanawiając się w ciszy nad zaistniałą sytuacją. Na szczęście Austria oraz Liechtenstein od razu zaczęli się z nim witać, co dało mu całkiem sporo czasu.
A w każdym razie wystarczająco dużo czasu, żeby w milczeniu mu się przyjrzeć i skojarzyć sobie ładnie wszystko, co i jak. Mógł więc z ulgą kiwnąć głową i także się przywitać.
- Witaj, Irlandio.
Wyszło ładnie, po prostu się nie spieszył i pozwolił, aby Austria i Liecht przywitali się jako pierwsi. Nic wielkiego, pierwsze wrażenie chyba nie wyszło więc mu tak najgorzej.
Chociaż z drugiej strony, ten cały tekst z „niezłą imprezą” nieco go zaniepokoił. Dla Szwajcara zabrzmiało to tak, jakby rudzielec planował wykręcić jakiś szalony numer, coś nieprzewidywalnego, a przede wszystkim niebezpiecznego. Oby tylko nie było wtedy w pobliżu Lili, bo jeszcze stałaby się jej krzywda!
Vash już wiedział, że musi być jeszcze bardziej czujny, niż mu się z początku wydawało. Oby tylko Liechtenstein nie zaczęła ulegać złym wpływom Irka! To byłoby okropne, miałby więcej roboty niż z początku przewidywał i pokrzyżowałoby to jego plany na odpoczynek i względnie dobrą zabawę.
Ale hej, to dopiero początek, może nie ma sensu się tak tym wszystkim przejmować? Może należy dać sobie nieco luzu i nie myśleć o wszystkim i wszystkich tak negatywnie? Spojrzeć na to z innej strony?
E, nie. Lepiej pozostać czujnym, Vash już dobrze o tym wie! Jednak, mimo wszystko, głupio zachowywać się tak... sztywno. Trzeba zrobić coś, co będzie wskazywać na to, że jest wyluzowany i gotowy na... na dobrą zabawę.
- Tak, a właściwie, to co tam u ciebie, Liam? - spytał uprzejmie.
Przez moment zaczął nawet zastanawiać się czy nie jest swoim pytaniem zbyt nachalny, czy może nie sprawił jakiejś przykrości. A przecież nie chciałby tego, skoro mają się dobrze bawić. Jednak zaraz odgonił od siebie tę myśl. No bo... co go to obchodzi? Nie będzie wnikać, zadał proste, podstawowe pytanie, do tego jedynie z grzeczności. Jeśli coś jest nie tak, albo Irlandia najzwyczajniej w świecie nie ma ochoty o tym gadać, to odpowie jednym, dwoma słowami, rzuci jakimś ogólnikiem i nikt nie będzie wnikać w szczegóły, a już na pewno nie Szwajcaria.
I wszyscy będą zadowoleni.
avatar
Norwegia

Rodzina : Skandynawowie
Liczba postów : 129

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Maifest w Wiedniu

Pisanie by Irlandia on Pią Maj 08, 2015 4:26 pm

"Rod, było mi powiedzieć, to bym się odpowiedniej jakoś przygotował" – padłaby zapewne odpowiedź, gdyby Austria odważył się swoją myśl wyrazić na głos. Ale nic straconego, bo jeśli Roderich miał ewentualnie jakieś gdzieś w zapasie, można było odpowiednio Liama do tego przekonać, żeby się przebrał. Albo odczekać wystarczająco długo, żeby nawet przestał zwracać większą uwagę na to, na co się właściwie już zgadzał.
- Aye, też mam taką nadzieję! – Wyszczerzył się i uścisnął Austriacką dłoń, po czym sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki (aż dziw, jakie te Irlandzkie kieszenie były pojemne!) i podał gospodarzowi imprezy butelkę najlepszej wysezonowanej whiskey, jaką w tym roku dysponował. – Żeby nie było, to w ramach podziękowania za zaproszenie… Chociaż nie, nie do końca. Ale idea jest ta sama. – Chyba zorientował się, że na razie nadmierne rozgadywanie się nie jest najlepszym pomysłem, to i na tym temat zakończył.
Przy okazji spojrzał po Szwajcarsko-Liechtensteińskiej dwójce, tym razem nieco uważniej niż za pierwszym razem. Najprawdopodobniej Lili nie miała nic przeciw ani Irkowej obecności, ani nic, tak więc wszystko było w porządku. To jest… nie, żeby się przejmował, bo się nie przejmował. Tak. To z jej bratem i tak załatwiał większe interesy… Ale na razie może wróćmy do samej dziewczyny.
- Nie musisz tak dygać… Bo czuję się znowu jak za Patryka. – Tu nawet nieco się uśmiechnął, ale to był bardziej sentymentalny i nieco smutny niż wesoły uśmiech. – Swoją drogą… Widzę, że też się przygotowałaś ze strojem na ten festyn. – Liam, dusza towarzystwa, mimo swoich przekonań. Przynajmniej nie zaczął od dyskusji o pogodzie, moglibyście go za to pochwalić docenić.
No i przyszła w końcu pora na spojrzenie wprost na Szwajcara. Nie to, żeby Irek coś do niego miał – no, może tylko czasami, jak się zdenerwował, ale i tak otwarcie by się do tego nie przyznał. Jeszcze cenił sobie swój żywot na tyle, żeby wiedzieć kiedy i z kim odpuścić. A przynajmniej tak było w przypadku Vasha, tu instynkt samozachowawczy nie zawiódł jeszcze ani razu. I całe szczęście.
- An Eilvéis~ – No cóż, zdarzało mu się mówić do znajomych krajów, używając nazw z jakże pięknego języka gaelic. Do niego również podszedł zaraz z wyciągniętą dłonią i duszą na ramieniu. – Chyba całe wieki cię nie widziałem. – Zapewne przesadzał. Jak zwykle.
I nie, skądże. Liam i wykręcanie numerów? Za nic. Skąd w ogóle Szwajcaria miał takie pomysły? To pewnie przez to całe przepracowanie… Nadmiar pracy szkodzi, z takiego założenia wychodził także sam Irlandia, co by wyjaśniało całe sterty dokumentów potrafiące piętrzyć się na jego biurku… i okolicach podłogi. I jeśli nawet komuś stałaby się krzywda, to tylko przez przypadek. Zresztą, rudy już od jakiegoś czasu – w przeciwieństwie do swojego północnego braciszka, niech by Ciana cholera za to wzięła – żył z zakazem na broń. Tyle z tego dobrego dla całego otoczenia wychodziło przynajmniej. Co nie znaczyło, że skoro miał okazję się w zasadzie bezkarnie napić… Ale może nie o tym teraz.
Na pytanie Vasha westchnął cicho, ale udało mu się utrzymać przynajmniej częściowy uśmiech. I chyba Szwajcar sam się oszukiwał, oczekując krótkiej i zwięzłej odpowiedzi na tak ogólny temat. Zwłaszcza od Liama.
- Cały czas ten sam problem a propos wody i opłat za nią… No mówię wam, istny horror, gdzie bym nie poszedł to protest czy choćby narzekanie mogące przebić co poniektórych, a to już o czymś świadczy, aye? No ale idąc dalej. Czepiają mi się linii lotniczych, zupełnie bezpodstawnie, no nie moja wina, że coś raz komuś nie wyszło i przyjął do pracy pilota, który… - Urwał nagle, bo zdał sobie sprawę, że nie powinien zagłębiać się za bardzo w takie tematy. Zwłaszcza przy niemieckiej rodzinie. Odchrząknął i podrapał się po karku. – A do tego mam ostatnio lekkie spięcia z Feliksem, ale to nic, jakoś sobie poradzimy. Jak zwykle… Bo to tak już jest, raz lepiej, raz gorzej… I jeszcze muszę uważać, żeby Arthur nie przesadził. No wiecie, to całe wystąpienie ze wspólnoty… - Już sam ton Irlandii wskazywał na to, co ten myślał o Angliku. Hasło "eijit" nasuwało się samo. – No, to ja się nagadałem, a teraz może wy coś powiecie? Hm~?
W sumie miał jeszcze coś do powiedzenia Rodowi, ale to może później, na razie czekał na relację od innych, co to tam u nich piszczało w trawie.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
I jeszcze coś wysłanego od braciszka
avatar
Irlandia

Rodzina : Brytyjczycy
Liczba postów : 164
Skąd : Z NIEZALEŻNEJ Republiki Irlandii

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Maifest w Wiedniu

Pisanie by Austria on Pią Maj 08, 2015 7:35 pm

Oto i się zebrali wszyscy, we czwórkę. Co prawda nie samą czwórkę Rod zapraszał, ale właśnie oni się zjawili. Niemiec ostatecznie odmówił, miał za dużo pracy - jak można pracować w Maifest?! ... Rosja wolał się nie pokazywać w tej części Europy, nie chciał teraz dodatkowej afery rozpętać i Rod go trochę rozumiał, a po trochu żałował. Rumunia ponoć musiał się zająć bratem, chociaż Rod spekulował, że tak naprawdę on nie ma pieniędzy na transport. No i Szkocja, który wprost stwierdził, że bilet do Wiednia za drogi. Co za skąpiradło...
Kiedy tak Rod słuchał tego pouczania Lili, by nie piła alkoholu, mentalnie westchnął. Dziewczyna była już duża, miała prawo wziąć w usta piwo, czy dwa, ale oczywiście Vash wiedział lepiej. Miałby nawet ochotę coś dogadać, ale nie chciał skłócić się już na początku, za to sam upił nieco i uniósł brewkę.
- Nieładnie siostrze nie udzielać odpowiedzi na pytanie. - zauważył mu łamane przez zasugerował, że też chciałby wiedzieć, czemuż jego zachodni sąsiad się nie ubrał na ludowo.
A później dostał butelkę whiskey. Ujął ją, obejrzał z obu stron i pokiwał głową. Na jego słowa lekko uniósł lewy kącik ust, cóż za wesoła sugestia~
- Nie zupełnie w ramach podziękowania, ale idea ta sama, chyba rozumiem, co masz na myśli... - bo i Liamowi chodziło chyba o to, że chce to w towarzystwie wypić, czyż nie? A mają przynajmniej trzy, a przy dobrych wiatrach cztery głowy do tego. Postawił tę butelkę obok siebie, na łapie - Jeno dziękuję. I skryję to póki co, aby nikt z nami nie spróbował się nagle zaprzyjaźnić.
Jeśli nawet strąci to, to mała szkoda, bowiem stolik stał na trawie, a na trawie nic się temu raczej nie stanie. Prawdą zaś jest, że na Mai- i Oktoberfestach ludzie mogli dosiadać się do siebie i zaczynać płynną rozmowę, a język angielski każdy znał tutaj dobrze. Nowopoznanemu koledze nie powinno się odmówić kieliszka/szklaneczki czy innej formy możliwości spróbowania swojego trunku bądź przekąski, a jednak Rod nie miał zamiaru rozprowadzić tak drogiej "flaszki" po względnie obcych.
Czy mieli ochronę? Tak, ale tylko połowę ochroniarzy było widać na pierwszy rzut oka. Ci widoczni faktycznie byli ubrani na czarno, jak na ochronę przystało, kryli się przy bramie, czy przy bocznych wejściach. Jednak równie wielu było ubranych na ludowo, wędrowali między ludźmi i tak pilnowali porządku. Być może niektórzy mają załatwione szybsze zejście ze służby, by od razu móc pójść się bawić, tego już Rod nie wiedział.
Irek na chwilę napomknął coś z wypadkiem w liniach lotniczych Niemiec, Rod podziękował w duchu, że jednak Ludwiga nie ma. Aczkolwiek tematu wody nie znał, uniósł lekko brewki.
- Cóż za protesty masz? Mi nic nie mówiłeś. - "przecież jesteś wodą otoczony w przeciwieństwie do mnie". Austria miał jednak łatwo, woda górska była czysta i zdatna do picia od razu, a opłaty za nią niskie, jak na Austriackie standardy.
- Artur, jeśli z unii wyjdzie, może zacząć lawinę prowadzącą do rozpadu tej struktury. Moi rządzący też chcą opuścić Unię, a wiem, że nie jestem jedyny. Może kraje Europy nie potrafią współpracować?
Tu już żartował, ale coś było na rzeczy. W historii mało było względnych spokojów, zazwyczaj ktoś się kłócił, stąd taka refleksja.
- Cóż u mnie... Kontroluję przygotowania do Eurowizji, ale wygląda na to, że wszystko będzie przebiegać tak, jak powinno. A poza tym, to same..... czarne historie. - machnął ręką lekceważąco - Nie, o czym warto rozmawiać podczas zabawy.
Ludzie wyrabiają normę śmierci i morderstw, jak to sam określił ostatnio. Lepiej o tym nie opowiadać, zwłaszcza przy Lili.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
avatar
Austria

Rodzina : Germanie
Liczba postów : 737

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Maifest w Wiedniu

Pisanie by Liechtenstein on Sob Maj 09, 2015 7:55 pm

Popatrzyła na swojego brata z uśmiechem, kiedy zaczął się coś jej pytać.
-Tak, bardzo mi się podoba tutaj braciszku, a Ty? Gdzieś tutaj wychaczyłam strzelnice, możemy potem isć postrzelać.- powiedziała wesoło.
Sądząc po twarzy brata już wiedziała, że czeką ją tak zwane "kazanie" o tym czego ma nie robić i jak się zachowywać. Przyzwyczaiła się do naopiekuńczeo brata, który by zabi wszystko i wszystkich, gdyby coś lub ktoś zrobił jego kochanej siostrzyczce. Szczególnie, że są w miejscu, gdzie piwo leje się strumieniami, a Lederhose wpija się w tyłek.
-Dobrze bracuszku nie będę nic pić, obiecuję być grzeczną dziewczynką i nie wdawac się w bójki i inne takie -zaśmiała się cicho i podeszła do brata. Wspieła się na palce i cmoknęła go w policzek.
-Nie martw się braciszku, wszystko będzie dobrze.
Rozejrzała się wokoło i uśmiechneła. Bardzo jej się tutaj podobało, ale troszkę się nudziła słuchając o jakiśtam interesach, więc odeszła od grupki jakże przystojnych mężczyzn i poszła się przejść, szukając czegoś co mogło ją zachwycić.
avatar
Liechtenstein

Rodzina : Germanie
Liczba postów : 23
Skąd : z czekolady

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Maifest w Wiedniu

Pisanie by Norwegia on Sob Maj 16, 2015 9:11 pm

Dobra, Vanish się trochę zdziwił. Ale że to strój ludowy jest wymagany?
- Cóż, zapomniałem. - odparł, nawet całkiem szczerze. W sumie o to nietrudno, gdy trzeba pamiętać o masie innych ważniejszych rzeczy. Takich jak bezpieczeństwo, praca, cała ta męcząca podróż, niedokończony projekt, pilnowanie Lili, by zachowywała się jak należy, cała teczka dokumentów czekających na wypełnienie... Chcąc nie chcąc, myśli Szwajcara coraz częściej uciekały do samochodowego schowka, gdzie spoczywała wspomniana wyżej teczka. Tak, wypadałoby w międzyczasie chociaż na chwilę do niej zajrzeć. Nie, wręcz musi, inaczej będzie go ta praca prześladować coraz natrętniej.
- Tak, jeśli będziesz miała potem siłę, to pójdziemy. - chociaż wątpił, żeby siostra nie była po takiej imprezie zmęczona. No ale jeśli nie będzie, to z przyjemnością Vashu się trochę odstresuje na strzelnicy.
Zapewnienie Lili, że będzie na siebie uważać, trochę go uspokoiło. Co nie znaczy, że zamierza zostawiać jej zupełnie bez opieki. Chociaż tutaj pewnie może liczyć na wątpliwą, bo wątpliwą pomoc Austrii.
Natomiast ze strony Irlandii nie spodziewał się takiego wylewu słów. No cóż, są ludzie mniej i bardziej rozgadani, a rudzielec najwyraźniej należał do tej grupy nadającej bez przerwy, o ile się im na to pozwoli. No nic, przez grzeczność się wysłucha, zapamięta co ważniejsze rzeczy i tyle.
- A teraz bardzo przepraszam, skoro jest taka sytuacja... nie chciałbym odstawać, wrócę się po strój - przeprosił elegancko i oddalił się.
Nie będzie zwlekać, nie będzie ryzykować, że go mogą zatrzymać, przetrzymać, czy wymyślić coś jeszcze innego. Oczywiście nie zamierza drałować takiego kawału drogi po strój, żeby z nim tu wrócić. To była bardzo dobra wymówka, bo... bo już nie mógł wytrzymać. Nie wyrobi się z pracą, przeliczył się! Lili ma opiekę Rodericha, przecież... może... nie, musi zaufać. Musi wierzyć, że będzie dobrze. I szybko skończyć pracę.
Wsiadł do auta i odjechał w bardziej spokojne miejsce. Teraz może się nareszcie zająć pracą.
avatar
Norwegia

Rodzina : Skandynawowie
Liczba postów : 129

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Maifest w Wiedniu

Pisanie by Irlandia on Sro Maj 20, 2015 2:13 pm

Dokładnie, Rod. Idea pracy w jakiekolwiek święto do Irlandii też nie docierała. Do tego stopnia, że potrafił popadać ze skrajności w skrajność, ale o tym konkretnie już nikomu nie musiał tak szczegółowo opowiadać. Zresztą, kto by go chciał tak długo słuchać… Ale szkoda, Ludwig by tu pasował. Co się tyczyło natomiast Rosji… Oj, Irek nadal miał mu za złe te samoloty, które jakiś czas temu latały nad Zieloną Wyspą. Niestety, rude, wredne i pamiętliwe. Znaczy, wybiórczo, bo generalnie w 9 na 10 przypadków miał najzwyklejszą w świecie sklerozę. Ale, wiecie, to już nie te lata. Rumunia, skoro zajmował się bratem, byłby usprawiedliwiony w oczach Liama, a co się tyczy Szkota… Gdyby tylko Iru wiedział, przywlókłby Scotta choćby siłą. Uwierzcie, jakoś by to zrobił. Zapakowałby go nawet do głównego luku bagażowego, gdyby musiał. Ale skoro się nawet nie dowiedział, to i takim oto sposobem rudy był obecny tylko jeden. Ale to i zapewne wszystkim tylko na lepsze wyjdzie.
I, zaraz… czy ktoś tu zabraniał komuś pić? Czy to już Irlandia miał przesłuchy? U niego to się piwo już małym dzieciom dawało, a tu Vash zabraniał swojej siostrze, która już jednak swoje lata miała… Gdyby Szwajcar nie był Szwajcarem, to Iru na pewno sobie by z nim pogadał, ale że to jednak był Zwingli we własnej osobie, cóż… Trzeba było się powstrzymać dla własnego bezpieczeństwa.
- Czekaj, co? – Tu Austria zwrócił jego uwagę. – Myślisz że…? A skąd, Roderich, to jak najbardziej dla ciebie i nie musisz się tym dzielić teraz.Inna sprawa jeśli chciał, to ja nie pogardzę. Cała sytuacja natomiast Liama wyjątkowo rozbawiła, nawet jeśli to właśnie przez jego własne niedopowiedzenie coś takiego w ogóle wynikło.
Tradycji panujących na Manifeście Irlandia za nic nie znał. Aż tak nie zagłębiał się w szczegóły, ale może jakoś da sobie radę i nikt za wcześnie nie pozbawi go kilku zębów. W zasadzie jadąc tutaj nastawiał się na to, że będzie trzymał się blisko Roda i w razie czego przyjdzie mu się uczepić rękawa zasięgnie odpowiedniej wskazówki. Ale póki co chyba aż tak nikomu nie podpadł. Nawet jeśli dopiero co przyjechał, w krótszym czasie niekiedy potrafił się wpakować już po uszy.
Irlandia też zastanawiał się nad kwestią ochrony, ale to było jeszcze zanim dostał się na miejsce. Kiedy w końcu przyjechał, jego wcześniejsze założenia legły w gruzach, ale nie mógł powiedzieć, że go to rozczarowało. Jeśli już, to jak najbardziej pozytywnie. Taki regionalny akcent zawsze był lepszy niż wyraźne odcinanie dwóch światów… A, tak, chyba się zapędził nawet w wewnętrznych przemyśleniach. Znowu. Odchrząknął i zerknął na Roda, bo ten najwyraźniej o coś pytał. Zaraz, zaraz, o co też pytał…?
- No wiesz, wody to ja mogę mieć momentami wręcz dosyć, ale co ja poradzę, że ta morska nie nadaje się do spożycia? Ani nawet do mycia, tak na dobrą sprawę… Wiesz, do tej pory było łatwiej. – Westchnął i przysiadł sobie obok Austriaka. – A teraz chcą wprowadzić jakieś kosmiczne opłaty za tę uzdatnioną wodę i… stąd protesty.W sumie się nie dziwię, chyba ci tam na górze lekko przesadzają.
Przed kolejnymi słowami Roda Irek musiał kilka razy głębiej odetchnąć, co tylko świadczyło o tym, jaki miał stosunek do swojego angielskiego "braciszka". Nie obyło się też bez nieco nerwowego podrapania się w tył głowy.
- Ja ci powiem tyle… Ostatnio chyba kompletnie mu odbiło. No, w sumie prawda, nie potrafią. Ale z każdym się nie da idealnie dogadać, czyż nie? Co jak co, ale o tym wie każdy z nas. I na tym chciałbym skończyć temat, jeśli wolno. – O ile Austria nie chciał mieć obok wkurzonego Irlandczyka, raczej powinien się na taką propozycję zgodzić. Tak będzie zdecydowanie lepiej dla wszystkich. Bo nawet Liam miewał problemy z wyczuwaniem żartu i potrafił brać niektóre sprawy aż nazbyt poważnie. Na zdrowie mu to nie pomagało, zwłaszcza to nerwowo-psychiczne, ale co poradzić.
- A, właśnie… - Oj, Austriak zaczął temat, na który Irlandia mógł ględzić godzinami. Dosłownie. Ale może tym razem choć trochę odpuści i ograniczy się do kilku słów komentarza… - W sumie, żeby nie zapeszyć, nic nie powiem na temat prowadzenia. – Taki będzie miły, wyjątkowo. – Pogadamy po, co ty na to? – I tyle z jego strony na teraz. A na te "czarne historie" skrzywił się nieco i poklepał Roda pocieszająco po ramieniu. – Jakoś dasz sobie radę. Nie z takimi rzeczami sobie już potrafiliśmy radzić…
Zerknął na rodzeństwo obok i aż im trochę pozazdrościł. Że też on nie mógł ze swoim młodszym rodzeństwem tak się dogadywać… Chociaż nie, kiedyś mógł, ale to było tak dawno, że szło i z rozpędu o tych czasach zapomnieć. A teraz było zupełnie inaczej. Z Arthurem kłócili się o wszystko, z Północą docinali sobie co i raz, z resztą bywało różnie. Ale aż się Liamowi zatęskniło do tych spokojnych rodzinnych czasów. A kiedy Lili tak odeszła, zerknął to na Szwajcara, to na Austriaka z miną "mam nadzieję, że wiecie co robicie, puszczając ją tak samą, żeby potem na mnie nie było". Bo on się dziewczyną zajmować nie miał najmniejszego zamiaru. Z kilku powodów, których nie chciał w tym momencie aż tak roztrząsać. A skoro już o Vashu mowa…
- Zapomniał…? To już nawet ja się odstawiłem – mruknął do siebie z uśmiechem, poprawiając nieco kamizelkę, która zaczynała mu chyba żyć własnym życiem, bo do tej pory było wszystko w porządku.
I tak, wychodzi na to, że rudy faktycznie lubił gadać. No cóż, taka kultura, nic nie poradzicie. Znaczy opcji jest kilka: posłuchać, nie słuchać w ogóle, albo zastosować te strategię, do której uciekł się Szwajcar – zostać przy wyławianiu słów-kluczy.
- Nie musisz przecież przepraszać. – A to go zdziwiło. No bo w sumie skoro pytał, to teraz przepraszanie wydało się Liamowi nieco dziwne. Ale cóż, to Vash. Do pewnych rzeczy trzeba było się po prostu przyzwyczaić. Tak jak i do tego, że sobie nagle ot tak poszedł. To jest, wykonał odwrót taktyczny, tak. Irlandia miał tylko nadzieję, że to nie przez to, że za dużo gadał. No bo w sumie nie chciał zniechęcać Szwajcara, no…
Aż spojrzał na Austrię, szukając u niego jakiegoś wyjaśnienia takiego zachowania pana Zwingli.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
I jeszcze coś wysłanego od braciszka
avatar
Irlandia

Rodzina : Brytyjczycy
Liczba postów : 164
Skąd : Z NIEZALEŻNEJ Republiki Irlandii

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Maifest w Wiedniu

Pisanie by Austria on Nie Maj 24, 2015 5:10 pm

Czyż nie reprezentowali czterech zupełnie odmiennych charakterów? Niewinna dziewczyna, chłodny poważny chłopak, wesoły rozgadany drugi chłopak i spokojny, zrelaksowany trzeci, chociaż Rod był właściwie już mężczyzną. Zerknął najpierw za Lili, kiedy tak odeszła, trochę bał się, że zgubi mu się w tłumie, tego by sobie nie darował, zaraz potem Vash odszedł całkiem. Rod wzruszył lekko ramionami i tak wodził za blondynką wzrokiem, mając w świadomości, że rudzielec usiadł obok.
- Chyba za dużo ludzi go nieco przepłoszyło... Z drugiej strony dziwne, iż siostrę ze mną zostawił. - podsumował Rod Vasha i słowa te kierował tylko do Liama, Lili mogłaby jeszcze to bratu przekazać...
Życie w górach miało swoje plusy, woda była zdatna do picia i w problem Irlandii ciężko mu było się wczuć. Nawet nie wiedział, ile kosztuje oczyszczenie litra typowo morskiej wody i chyba się prędko nie dowie. Dostęp do morza, to coś Austrii kompletnie nieznanego i tym lepiej dla niego. Hydrofobia też się znikąd nie bierze...
- Nie dziwię się, wody nie da się nie potrzebować. Cóż, oby władza odsunęła problem jak najszybciej...
Arthurowi odbija? A po prawdzie... kiedy mu nie odbijało? To już pozostawił w powietrzu, gdyż ino skinął głową na propozycję zamknięcia tego tematu, nie pożyłby długo i tak. Rod nie znał Anglika dobrze, parokrotnie tylko rozmawiali.
Gdyby nie chodziło o Eurowizję, Roderich by się przestraszył, czy w mniemaniu Liama się "źle prowadzi". Na całe szczęście, kontekst był mu znany i ta propozycja także mu się podobała.
- A zatem liczę na miłe spotkanie po konkursie, o ile oczywiście nie wyjdziemy dużą grupą. Tak czy siak, życzę powodzenia. - wyciągnął nawet dłoń w jego kierunku, by uściskiem przypieczętować tę umowę.
Zaraz znów zerknął za Lili, nagle poczuł się za nią odpowiedzialny.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
avatar
Austria

Rodzina : Germanie
Liczba postów : 737

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Maifest w Wiedniu

Pisanie by Liechtenstein on Nie Maj 24, 2015 5:56 pm

Nie przejmując się przystojnymi panami, którzy wcześniej siedzieli z jej najukochańszym, najwspanialszym i bardzo miłym braciszkiem. Bardziej jej uwagę przykuły słodycze. Niestety nie mogła sobie ich odmówić. Podeszła do stragnu ze słodkościami i zaczęła się zastanawiac co dobrego może sobie kupić.
- Hm...za dużo dobrych słodyczy-powiedziała do siebie i wzieła żelki, carmelki, jakieś draże, krówki, czekoladki, do tego lizaki.
Gdy już kupiła wszystkie słodycze poszła dalej oglądając różne kolorowe stragany i przeciskając się między luźmi. Dotarła na strzelnicę, a że braciszek nauczył ją strzelać (tak na wszelki wypadek) to podeszła do tegowoż miejsca. Zapłaciła za ilośc strzałów i wzieła broń w dłonie. Wycelowała i oddała wszystkie celne strzały. Większość byłą w szoku widząc tak młodą kobietę potrafiącą tak dobrze strzelać z broni. Dostała w nagrodę wielkiego pluszaka w kształcie różowego jednorożca.
Ucieszona szła z wielkim pluszakiem przez festyn.
avatar
Liechtenstein

Rodzina : Germanie
Liczba postów : 23
Skąd : z czekolady

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Maifest w Wiedniu

Pisanie by Irlandia on Sob Maj 30, 2015 2:27 pm

I owszem, reprezentowali. Kto wie, jakby to się skończyło, gdyby tak posiedzieli dłużej wszyscy razem. I tak wszyscy wiedzieli, że skończyłoby się to zapewne zawodami tego, jak szybko Liam i Rod potrafią spierdzielać od Vasha ze strzelbą. Choć z drugiej strony to może i by było jakieś ciekawe doświadczenie. W końcu nie każdego dnia ma się okazję posiedzieć z kimś, kto albo jest zajęty pracą, albo ma różne inne rzeczy do roboty. Właśnie, a propos tych… najbardziej pracowitych. Skoro Szwajcar uważał oddalenie się za słuszne, proszę bardzo. Choć szkoda, że nie został dłużej, tak mimo wszystko.
- Tylko żeby potem nie miał do ciebie o to pretensji. No wiesz, na wypadek, gdyby coś jej się stało. W końcu na takich imprezach, zwłaszcza pod koniec, różne rzeczy się dzieją, aye? – Tak nawet może nawet wbrew sobie też spróbował zerknąć na Lili, ale zlała mu się z wszędobylskim tłumem, więc szukanie jednej osoby znacznie straciło na sensie. A jeśli coś wymagało wyjątkowego nakładu pracy, Liam w większości przypadków odpuszczał sobie takie rzeczy, tak jak teraz. Zresztą skoro kobiety tak bardzo upierały się przy tym, że potrafią sobie same doskonale radzić… niech teraz to udowodnią.
W sprawie swoich problemów, nie tylko z wodą, nie liczył na zrozumienie. Wychodził z założenia, że skoro przez tyle wieków wychodził z tego czy innego w miarę przynajmniej obronną ręką, teraz też jakoś pójdzie. A przynajmniej dopóki sprawy nie nabiorą znacznie gorszego obrotu. Tak, wtedy zacznie się bardziej martwić, a kto wie czy nie przyłoży się bardziej do wyjaśniania i załagodzenia konfliktów. Póki co zajmował się tym rząd i Irek się nie wtrącał. Ostatnim razem dostał za wtrącenie swojego jednego zdania taki opieprz, że zdecydował się na interwencję w ostatecznej ostateczności. I nigdy wcześniej.
- Woda wodą, a co do tego, e sobie poradzą, to w zasadzie kwestia czasu. W sumie muszą brać pod uwagę różne ewentualności… - Westchnął cicho i podrapał się po głowie. Cóż, pojęcia nie miał, co mu tam w kraju wymyślą, ale tak czy siak coś zrobią. Czy wyjdzie to na plus, czy jednak nie… to już się okaże.
- No, trzymam za słowo~ - Z niekrytym entuzjazmem uścisnął dłoń Austriaka. Że on nie da rady? A skąd! Jeszcze on wszystkim pokaże, zobaczycie. Ale, jak to zawsze z losem bywa… - A tu akurat nie będę dziękował. Rozumiesz, tak na wszelki wypadek.
Chwilę później Irlandczyk też się rozejrzał, ale nie za wspólną znajomą. Uśmiechnął się do Rodericha, wstając z miejsca.
- Masz może ochotę na jeszcze jedno piwo, to przyniósłbym nam po jednym?
Przy okazji sprawdzi, czy wszystko w porządku z Liechtenstein, żeby mu Szwajcar łba nie urwał.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
I jeszcze coś wysłanego od braciszka
avatar
Irlandia

Rodzina : Brytyjczycy
Liczba postów : 164
Skąd : Z NIEZALEŻNEJ Republiki Irlandii

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Maifest w Wiedniu

Pisanie by Austria on Pon Cze 15, 2015 6:38 pm

Rod spojrzał kątem oka na rudzielca, wciąż nie mogąc się pozbyć wrażenia, że ten jest ubrany nie po Irlandzku, a po Burgeńsku. Tak bardzo podobne były to stroje! Ciekawe, ile osób tutaj jeszcze wzięło Liama za przyjezdnego z Burgenlandu. Czy ktoś spróbuje do niego zagadać po Węgiersku? Wtedy byłaby to największa ironia w życiu...
- Spokojnie, Liam. Na moich festach nie dzieją się zazwyczaj incydenty, więc nie obawiam się, jakoby ktoś z osób tu zebranych co jej zrobił. Bardziej obawiam się, że Lili coś sobie zrobi.
Odparł spokojnie, zerknął za miejscem, gdzie wcześniej widział Liechtenstein... I teraz jej nie widział. Syknął cicho pod nosem, ale potrząsnął głową i uścisnął dłoń Irlandczykowi. Tak tak... Formalności. Jego ukrytego pomysłu niestety nie wyłapał, nie rozumiał się z nim tak genialnie, jak German z Celtem, dlatego wstał z nim.
- Mam lepszą propozycję. - zgarnął butelkę i schował za pazuchą płaszcza - Poszukajmy najpierw Liechtenstein, a później wypijemy jeszcze po jednym piwie. Komm.
To miało brzmieć jak propozycja, ale całkiem możliwe, że zabrzmiało bardziej jak postanowienie. Wszak po prostu się martwił. Uniósł dłoń, by Irlandczyk za nim poszedł i poszedł szukać dziewczyny. Fest nie był duży, dało się go obejść w kwadrans, ale ludzi było od groma. Bał się,że przeoczy dziewczynę.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
avatar
Austria

Rodzina : Germanie
Liczba postów : 737

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Maifest w Wiedniu

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach