Kernow a'gas dynnergh

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Kernow a'gas dynnergh

Pisanie by Kornwalia on Sob Cze 06, 2015 12:01 pm





Imię i Nazwisko: Rosen Kirkland (Penkelt)



Dzień i miesiąc urodzenia (wydarzenie wyjaśniające): 5 marca - jest to dzień patrona Kornwalii, świętego Pirana.



Wygląd: Kornijczyk raczej swoim wyglądem nie przykuwa wielu spojrzeń. Ot, zwykły chłopak, niespecjalnie wyróżniający się z tłumu. Wzrostem też nie odstaje od normy - jest nawet trochę niższy od Walijczyka. Czemu akurat tego z wielu jego starszych braci wspomniano? Otóż patrząc na tę dwójkę można bez problemu zauważyć, że są rodzeństwem (i to nie tylko zasługa jakże charakterystycznych dla Brytyjczyków brwi, które Kornwalijczyk również posiada). Począwszy od niemal identycznego koloru włosów - brązu wpadającego w rudość, poprzez cerę, po zielony kolor oczu, do których nieraz wpada przydługa grzywka. W odróżnieniu do brata Rosen ma dość długie włosy - sięgające łopatek. Zwykł także zaplatać luźne, opadające po bokach twarzy kosmyki w warkoczyki (najczęściej celtyckie, ma już je opanowane do perfekcji. Zawsze czesze się w ten sposób, chyba, że po prostu mu się nie chce lub dokądś się śpieszy - wówczas plecie najzwyklejsze warkocze) i spinać je z tyłu głowy, by po prostu mu nie przeszkadzały. Wracając do jego ogólnej budowy ciała (prócz tego, że jest średniego wzrostu), Rosen jest także dość wysportowany - ale bez przesady; poza tym uwagę od jego silnych rąk odwraca niejedna blizna, będąca "pamiątką" po wszystkich wojnach, powstaniach i rebeliach. Spędził wiele lat zajmując się górnictwem, czy nawet pracą w portach przy statkach - wydaje się wam, że to jest takie proste i lekkie zajęcie? Nie, nie jest takie proste i lekkie, wymaga naprawdę wiele siły(stąd silne ręce). Jednak nie tylko to miało wpływ na jego formę fizyczną - uprawia on także różne sporty, może nie w dużym natężeniu, bo raczej (gdy najdzie go w ogóle chęć) robi to dla zabawy. Ważniejsza jest zabawa i granie według zasad niż wynik. Na co dzień ubiera się raczej swobodnie i kieruje się myślą, że musi być po prostu "wygodnie", choć czasem wkrada się również myśl "tanio". Specjalnie często w koszulach czy w garniturach się go raczej nie zobaczy. Warto zaznaczyć, że w Kornwalii zaczynają jako część garderoby przyjmować się kilty. Są one czarne, bądź z tartanem kornwalijskim, pierwszy raz pojawiły się w 1903 roku, kiedy tak ubrani delegaci kornwalijscy pojawili się na Kongresie Celtyckim w Caernarfon. Samemu Rosenowi  zdarza się również taki kilt założyć, jeśli tylko okazja jest odpowiednia.



Charakter: Z pozoru Kornwalijczyk może i jest osobą o prostym usposobieniu, mało wymagającą czy bezproblemową. Po części tak jest, dlatego przy przy pierwszym spotkaniu można spodziewać się po nim serdeczności, uśmiechu i chęci do rozmowy. Choć warto zaznaczyć, że preferuje rozmowy w mniejszym gronie, niż w większej grupie. Wszystko dlatego, że nie ma specjalnie dużej siły przebicia, co w większym gronie zepchnie go głównie do roli słuchacza. Co szczerze powiedziawszy jakoś szczególnie też mu przeszkadzać nie będzie, ale niejednokrotnie przecież ciekawiej jest uczestniczyć w rozmowie niż tylko jej słuchać. Przez taką bierność może się zdawać nieporadny, niepotrafiący poradzić sobie z zagadnieniami, jakie życie rzuca pod nogi. Owszem, jest w jakimś stopniu nieporadny, ale wcale nie robi sobie z tego powodu do wyrzutów. Przecież nie ma osoby nieomylnej, czy radzącej sobie ze wszystkim! Takie myślenie wcale nie utrzymuje go przy posiadaniu dwóch lewych rąk, o nie. Potrafi wziąć się za siebie i to nie tylko wtedy, gdy sytuacja go do tego zmusi. A gdy zostanie postawiony pod murem, to umie wykazać się zaskakująco wielką pomysłowością i wyratować się nawet z bardzo trudnej sytuacji - chociaż zazwyczaj specjalnie wielkiej inteligencji po nim nie widać. Rosen może szczycić się swoją pracowitością. Lubi pracę, ale raczej taką, która wymaga siły fizycznej, to jest: rolnictwo, hodowla zwierząt, rybołówstwo, czy górnictwo. W kwestii tego ostatniego ma ogromną intuicje! W, z pozoru, nieopłacalnej ziemi potrafi znaleźć ogromne pokłady jakiegoś złoża i być z tego powodu prze-szczęśliwym, bo "znów JA znalazłem, mam co robić!". Łatwo dostrzec, że górnictwo jest jego konikiem, w pewnym stopniu nawet pasją. Jakby nie patrzeć od najmłodszych lat miał styczność z wydobyciem wielu kruszców, głównie cyny i miedzi, a bliskość Walii sprawiała, że od starszego brata tego i owego się nauczył.
Skoro już wspomniany został Walijczyk, oraz chwile dzieciństwa to warto zaznaczyć, że Rosen z tamtych lat zdecydowanie różni się od tego, jaki jest na dzień dzisiejszy. Chociaż na dobrą sprawę tę różnicę  są w stanie dostrzec chyba tylko najbliższe mu osoby. Dlaczego? Bo jest i był dość enigmatyczny, jednak "teraz" zdecydowanie przybrało to na sile. Nie tylko jest bardziej "skomplikowany", ale i zrobił się też bardziej skryty. Choć mimo wszystko powoli się to poprawia, bo zaczął od nowa wychodzić na światło dzienne, upominać się Anglii o autonomię, a nieraz także niepodległość (do której, wie, że BARDZO daleko). Duży przełom w nim samym nastąpił, gdy w 2001 roku uznano narodowość Kornijską! Wtedy Rosen sam sobie udowodnił, że jak się chce i uparcie trwa przy swoim to można wiele. Przynajmniej znów do tego wniosku dochodzi, nie tylko patrząc na swoje(znikome) postępy, ale także na postępy Szkocji.
A przybliżając to, jak jego charakter się kształtował przez te wszystkie lata to najlepiej zacząć, że będąc raczej spokojnej natury, nie przepadał za wojnami i konfliktami. Nie lgnął do nich jak pszczoła do miodu, zawsze preferował spokój. Może w tym spokoju dodatkowo utwierdziło Rosena to, że we wczesnym średniowieczu stał się "krainą świętych"? Na ziemiach kornwalijskich wtedy przebywały najważniejsze postacie celtyckiego chrześcijaństwa, między innymi: patron Irlandii, święty Patryk, oraz patron Walii, święty Dawid. Patronem Kornwalii został święty Piran. Cóż... Rosen będąc takim "centrum" religijnym, sam stał się bardzo religijny, a w dodatku miało to ogromny wpływ na nazewnictwo kornwalijskich miejsc, bowiem wręcz roi się od nazw opartych o imiona świętych(przykładowo: St Ives, St Just, St Erth, St Keverne, St Maves, i tak dalej). Ale pomimo łagodności, to za tych dawnych czasów, potrafił w razie potrzeby złapać za broń i bronić się. Zazwyczaj wychodziło... różnie. Nie był, ani nie jest typem wojownika. Dlatego zamiast angażować się w wojny wolał skupiać się na swoim interesie, na swoich kopalniach, na rolnictwie, rybołówstwie, oraz zwierzętach. Na prostych, codziennych, a jednak istotnych sprawach. Jednak konflikty to nie tylko akcje zbrojne, to również wszelka dyplomacja i rozmowy. I trzeba przyznać Rosenowi, że to potrafi. A raczej potrafi złapać wspólny język z innymi, co nieraz było dla niego opłacalne, a nieraz nie - takie życie. Gdy tylko stał się Królestwem to wspólny język złapał własnie z wikingami z Danii, i miało to niemały wpływ na Kornwalijczyka. Otóż... nieco go to rozhulało? Tak, zdecydowanie to dobre określenie, ale jak było powiedziane wcześniej - szczególnie uzdolnionym wojem nie jest, więc można łatwo przewidzieć, że większość bitew po prostu mu... nie szło? Podporządkowywanie terenów Bretanii również nie wychodziło tak, jakby sobie tego życzył, a co gorsza jeszcze później miał problem siebie obronić. I na co mu to było? A trzeba było siedzieć spokojnie w swoim zaciszu! Gdy wszystko się pokomplikowało, ostatni Król zginął i Rosen dostał się pod panowanie angielskie to.. nie było AŻ TAK źle. Jako jedyny nawet miał autonomię, przez co wyróżniał się, oj i to bardzo. Dodatkowo odcinał się kulturowo od Arthura, więc na dobrą sprawę państwo było nazywane "Anglia i Kornwalia". Cóż, miło było czasem z knypkiem posiedzieć w słońcu, opowiadać mu jakieś historie, ogólnie nawet dobrze się dogadywać. Choć tak czy owak takie sceny należały do rzadkości, ale zdarzały się. Bo wbrew pozorom Anglik pomimo swej kapryśności i... "trudnego" charakteru, potrafił się uspokoić na chwilę. Ale nie mogło być długo kolorowo, prawda?
Mimo, że dało się z Rosenem dogadać (i to łatwo) to nierzadko zdarzało się(i zdarza), że ogromną rolę odgrywały jego nastroje i humory. I o ile dużo potrafi przemilczeć, zachować dla siebie, ustąpić... to ma granice. W dodatku gdy się do niej dotarło, zdarzały się impulsywne czyny - których często później żałował. Co poradzić, że tak mocno cenił sobie własną odrębność? Na nowe prawo - burczał pod nosem; na nowe, zbyt wysokie podatki, bo wojna ze Szkocją - już poszedł nakopać Anglikowi... I fakt, wygrał to. Tylko, po paru miesiącach został podjudzony do kolejnego powstania, które... nie wyszło i oberwał z nawiązką. Tak to jest, gdy się wierzy w puste obietnice. Przy tym idealnie widać, jak łatwo Rosena można nie raz zmanipulować: obiecać, opowiedzieć ładnie, zapewniać o tym, czego chłopak by chciał... Można powiedzieć, że naiwność to jego drugie imię. I chyba od czasów tego zrywu zaczęło się tylko komplikować bardziej. Te swobody były... mniejsze? A podatki większe. Ale nie dajmy się przygnieść temu wszystkiemu! Przecież cenniejsza od pieniędzy jest sztuka, prawda? Prawda, a to, że Kornwalijczyk lubił zawsze wszystkie teksty pisane i opowieści sprawiło, że nie raz chętnie coś pisał.. ale tylko dla siebie samego, nie afiszował się nigdy. Za to chętnie przychodził do Plenys an gwary (czyli małych amfiteatrów wykutych w skałach), gdzie wystawiane były różne sztuki, oczywiście po kornijsku! Najsłynniejszą i najobszerniejszą, z zachowanymi rdzennie celtyckimi słowami niewystępujące już w walijskim czy bretońskim, są: Ordynalia, cykl trzech utworów filozoficznych o upadku i odrodzeniu istoty ludzkiej. Nie można zaprzeczyć, że ilekroć je widział to zawsze były interesujące, gdzie oczywiście, był wplatany język angielski - ale tylko, gdy przemawiał diabeł, lub postacie godne pogardy. Po za tą sztuką pisanych było wiele innych tekstów, można powiedzieć, że Rosen był prze-szczęśliwy wtedy! Ale jakże oczywiście nie mogło to potrwać długo, a czemu? Bo zaledwie rok później Arthur wszystko popsuł (a jakże inaczej mogłoby by być...?). Zamknął Glasnedh College i zakazał wszystkich utworów, bo "są niezgodne z duchem czasu"... Tak, można powiedzieć, że to był istotny zamach na kulturę i język Kornwalii. Nie trzeba też było czekać na jakże inteligentny pomysł wprowadzenia protestanckiego modlitewnika po angielsku na ziemie kornwalijskie. Tego było już zbyt wiele! Nie dość, że nikt prawie nie rozumiał angielskiego to w dodatku coś takiego na ziemiach "krainy świętych"? Nie miało to szansy przejść bez oporu Kornwalii... W prawdzie z początku Rosen postarał się nie zadziałać impulsywnie, ale czy pójście i pogadanie z Anglią cokolwiek było w stanie zmienić? Nope... I skończyło się, jak można się domyślić - tragedią. Bo wojsko angielskie wcale się nie patyczkowało, czego efektem była śmierć czterech tysięcy ludzi, a później jeszcze około tysiąca przez "angielskie sądownictwo". Tak, to już chyba wtedy wszystko przesądziło i przygniotło całkiem Rosena. Śmierć tylu ludzi, zakaz sztuk, zlikwidowano ważny College, wyśmiewanie na każdym kroku przez zangielszczoną szlachtę... Poddał się? W dużej mierze tak. Stał się praktycznie swoim własnym cieniem, niby był, ale bardziej niż nieswój. No, ale gdy minęło trochę czasu i się "przyzwyczaił" do stanu rzeczy i był w stanie trochę pomyśleć, by zadbać o siebie choć minimalnie, by zorganizować sobie pracę. Kopalnie? Znów praktycznie nieczynne. Rolnictwo? Słabo, podobnie jak rybołówstwo. Ale... gdy jakiś statek się rozwala o skałę to można z niego sporo dobra wyciągnąć i opchnąć bez cła. Tak, Rosen (zmuszony) przez sytuację, jaka panowała u niego zaczął się parać się nielegalnym handlem. Ale według niego był to bardziej SPRAWIEDLIWY, a że nielegalny? To się przemilczy, poza tym fajnie było dokopywać i trochę jednak okradać Anglika. Niech się buja ze swoim cłem! I Kornwalijczyk był w tym na tyle dobry, że dopiero gdy poprowadzono koleje do niego i zamiast statków były pociągi, to cały proceder się skończył. Yh... ale za to znów mogły ruszyć kopalnie!
 Można powiedzieć, że czym dłużej przebywał z Anglią, tym bardziej miał poczucie, że coś jest nie tak. Jakby ten usilnie starał się wykorzenić z Kornwalii jego celtyckość, a zaczynając od mowy. Naprawdę na te pierwsze bunty, aż tak by się Arthur zaparł? Tak, Rosen to do tej pory czasami próbuje rozgryźć. Bo to, że doprowadzono do sytuacji: w której rodzice zabraniali dzieciom mowy kornijskiej - by nie wegetowały w nędzy, a nakazywali angielską by tylko miały trochę lepsze, dostanie życie; było chyba głównym zwieńczeniem starań Anglii. I szczerze? Nie ma zamiaru zapomnieć "bratu" tego co robił. Ani nie ma zamiaru odpuścić, gdy wyczuł nową szansę by "ponownie zaistnieć". Jest jedną z czterech części Wielkiej Brytanii, na równi z Walią, Szkocją oraz Anglią i nie ma zamiaru zadowolić się statusem "Księstwa" (którym jest od XIV wieku) i "Hrabstwa". Bo to żadna łaska ze strony Arthura, że dał Rosenowi takie stanowisko, powinien wręcz nadać mu ponownie autonomię i zezwolić na parlament!Bo szczerze powiedziawszy Kornwalijczyk nawet nie ma pojęcia jak się odnosić z tym Księstwem... To jest zbyt skomplikowane momentami i dla niego. Może po kilku szklankach cydru, bądź piwa by się to jaśniejsze zrobiło. A pro po alkoholu, zdecydowanie preferuje cydr, choć i każdym innym trunkiem nie pogardzi. Zarazem preferuje raczej picie w sposób... umiarkowany. By nie przesadzić, ma świadomość jakie są skutki uboczne następnego dnia. Chociaż bywa, że gdy zbyt dużo spraw go przytłoczy, nie wie sam co do czego, to siądzie i się czegoś napije - na luźniejsze myślenie. Mimo wszystko wiedząc, że to nie jest rozwiązanie to i tak to czasem robi. Ale nie zdarza mu się pić więcej niż powinien tylko z problemów, przecież jak okazja pozytywna to też zawsze można bardziej zaszaleć. Tylko, że w takich momentach trzykrotnie mocniej wychodzą z niego jego dziwactwa, a przykładowo jednorożce są częstszym tematem i bardziej rozpracowanym niż można przypuszczać. Gdy już jesteśmy przy jednorożcach... One własnie są tajemnicą klimatu, jaki jest w Kornwalii. Fakt niepotwierdzony, ALE kto powiedział, że musi być? Rosen wie lepiej, ayse?  Kornwalijczyk jest też typowym marzycielem z własnym światem, więc często zdarzy mu się zamyślić. Uwielbia i pamięta niezliczone legendy oraz baśnie i jest przekonany o ich prawdziwości niezależnie od zdania historyków... Bo przecież Król Artur istniał, Tintagel stoi, Mousehole znajduje się koło Penzance, Lyonesse po prostu zalała woda i mamy wyspy Scilly, a Excalibur znajduje się w jednym z jezior: w Dozmary Pool obok Camelford(który jest utożsamiony z samym Camelotem), bądź w Loe Pool. Sam Rosen skłania się do wersji z Loe Pool (głównie dlatego, że Dozmary Pool wysycha i miecza nie widać... czyli będąc głuchym na argumenty realistów, uznał Loe Pool za miejsce spoczynku tego miecza). Łatwo zatem o stwierdzenie, że żyje tymi opowieściami i legendami, trudno by było inaczej skoro część legend nierozerwalnie łączy się z jego historią. Dlatego niejednokrotnie widząc wrończyka utożsamia go z Królem Arthurem(bo według legendy po śmierci miał wrócić pod postacią tego ptaka), a przynajmniej wierzy w to i wspomina, zagłębiając się ponownie w swoim świecie i zatracając gdzieś rzeczywistość. Trzeba zaznaczyć również, że uwielbia kwiaty. W jakiś sposób go wyciszają i uspokajają, bo Kornwalijczyk jest typem, który miewa różne nastroje przez co jest dość kapryśny. Wiele zależy od nastroju w jakim się znajduje jak i tego, że czasem zmienia mu się jak w zegarku przez co bywa niezdecydowany.  Kwestia  wielu zdarzeń które odbijają się na nim do tej pory czasem gdy wspomina. Choć to "wspominanie" nie zawsze jest zamierzone. Czasem wystarczy jakaś pierdoła, którą skojarzy z czymś i taką drogą skojarzeń dotrze do wspomnienia i zacznie na nowo robić się apatyczny, czy średnio chętny do rozmów. Wtedy, mimo że tego nie powie, to chciałby by ktoś po prostu poklepał go czy to po głowie, czy ramieniu i powiedział "będzie ok". Taka zwykła pierdoła. Pierdoła, ale dzięki której może poczuć się jednak zauważony i poczuć, że jednak ktoś się nim trochę przejmuje. Łatwo zauważyć, że potrafi czasem dużo wyolbrzymić. Rosen jest na pewno osobą sprzeczności. Lubi spokój, posiedzieć przy kwiatach, mając sporo gdzieś i skupiać na sobie, ale zarazem towarzystwo od czasu do czasu jest wręcz wskazane, grunt by nie było mocno nachalne. Albo pracowitość z pewną dozą lenistwa, otóż... praca w polu jest ok, ale by siadł do dokumentów to będzie godzina gadania, po czym i tak albo zrobi to na odwal, albo w ogóle. Lubi bardzo sport, ale czasem trochę trudno go rozruszać by poszedł i jednak coś porobił. Ogromnie docenia, gdy ktoś dobrze gotuje. Bo kto nie lubi dobrze zjeść, zwłaszcza jak jedzenie bardzo dobre? Sam popisać się nie może w tej dziedzinie, bo do perfekcji ma dopracowane jedynie kilka swoich potraw jak swoje paszteciki, czy ciasto szafranowe... tak, gdy to zrobi, to nie ma powodów by uciekać, bo to akurat jest dobre i wygląda w porządku. Ale schody i zabawa się robi gdy ma ugotować coś nowego. Zjeść to pewnie będzie się dało, ale wyglądem raczej zachwycać nie będzie. Bo przecież grunt by było dobre i nie było się głodnym! Jest również z tych ludzi, którzy chętnie podzielą się tym co mają. A do rodziny jest w pewien sposób oddany (mimo, że ma poczucie, że pewna część go nie zauważa). Rodzina to przecież rodzina. Przy nich uwypukla się jego ustępliwość, niechęć do kłótni, oraz tolerancja i cierpliwość do różnych dziwnych wybryków. I pomimo wyrozumiałości to czasem potrafi powiedzieć co myśli, gdy przejdą pewne granice. Pomimo historii i wielu zdarzeń nadal jest łatwowierny i naiwny, chociaż raczej skrywa to pod maską obojętności. Niech sobie ktoś pogada, a on posłucha, oczywiście, ale będzie się zdawać jakby miał to gdzieś... a w duchu będzie to analizował, po czym dotarłszy do jakichś wniosków pewnie znów podejdzie i poruszy temat. Pod tym kątem za wiele się nie nauczył... Ale nie reaguje już na nic aż tak impulsywnie, to jest już coś! A kwestia wiary? Cóż, kiedyś zdecydowanie bardzo mocno się tym przejmował, bardzo brał to do serca, ale gdy te angielskie modlitewniki weszły w życie na dobre, a później w XIX w. ruszyły znów kopalnie przez co zbrakło mu czasu na praktykowanie wiary... to tak jakoś przestał się tym aż tak przejmować. Przez lata spędzone przy artystach, bo wielu z nich przyciągały urokliwe tereny Kornwalii, to nauczył się doceniać sztukę. Może i nie namaluje sam za wiele, ale na pewno będzie umiał coś powiedzieć, gdy wkręci się w taki temat.



Relacje z innymi:

Anglia: Tu rozpoczynamy trudny temat. Od zawsze miał z nim mały problem, ale póki Arthur był dzieciakiem ten problem był faktycznie mały. Dało się czasem posiedzieć z nim nawet na spokojnie. Tak, te wspomnienia są akurat całkiem miłe. Tylko później zaczęło się psuć i to naprawdę mocno, że aż by się chciało związać Arthura i na linie przymocowanej do końskiego siodła zrzucić z klifu. By sobie powisiał i pooglądał wodę i fale z odległości 200 metrów, albo i więcej gdyby Rosenowi się chciało szukać wyższych. Może by wtedy do Anglika cokolwiek dotarło, cokolwiek by zrozumiał, bo przeprosin Kornijczyk by nie oczekiwał... Bo czym jest jedno słowo w zderzeniu z całą przeszłością? O ile Rosen nie jest osobą chowająca urazy, tak Anglia doczekał się bycia wyjątkiem. Nie ma osoby, do której żywiłby więcej negatywnych uczuć niż do Anglika. A gdy Kornijczyk ma zły humor to jest w stanie utrudniać mu życie w każdy możliwy, jednak w jak najmniej inwazyjny sposób. Zazwyczaj jednak jest względem niego oschły, niechętnie podejmuje zarówno poważniejsze rozmowy, jak i takie codzienne, które miałyby być luźne (choć szczerze mówiąc, o luźności w rozmowie z Anglią można zapomnieć). Rosena irytuje jego protekcjonalizm, oraz uważanie się za Bóg wie kogo. Bo uważanie się i wmawianie nawet, a "bycie" to jest zupełnie inna sprawa. W oczach Kornwalijczyka z czasem stał zwykłym przybłędą w rodzinie i trudno, by to się zmieniło. Bo przecież jaki Celt z niego? Żaden. Arthur jest bardziej przybranym bratem niźli faktycznym. Nie ma też co się dziwić takiemu nastawieniu, po tylu latach spędzonych z tą wyzyskującą innych personą, która nic nie dała zamian - nawet krzty szacunku, a wręcz jeszcze wszystko, co się dało, utrudniała. Bo jakby nie patrzeć Arthur jedynie brał, zakazywał, nakazywał, a żadne słowa do niego nie trafiały. Przez wiele lat będąc "pod butem" Anglii Rosen czuł się skrępowany, w jakiś sposób zagrożony i z podejrzliwością patrzył mu na ręce, na to, co wyprawia; a zarazem robiąc się względem niego jeszcze bardziej nieufnym, wręcz przewrażliwionym. Wiele lat, wiele zdarzeń doprowadziło do tego, jak teraz postrzega "młodszego brata", ale ostatnimi czasy (co wcale nie jest na rękę Anglii) na nowo zaczyna budzić się w nim coraz większe poczucie odrębności, zaczyna wytykać Anglikowi to, że umie on dbać jedynie o swój tyłek, że jest zapatrzonym w siebie smarkaczem. Dodatkowo drażniącym elementem jest to, że Anglik bezdyskusyjnie uważa za chwilową fanaberię kornwalijskie dążenia przynajmniej do autonomii... Ale, cholera, zapomniał nawet, że przecież nie ma ani jednego oficjalnego papieru, że anektował Kornwalię, no nic! A do tego nierzadkie wyśmiewanie się i ironiczne uwagi doprowadzają Rosena do dalekich granic jego cierpliwości. Właściwie można w tym temacie zarzucić wiele Arthurowi, a z pozytywnych rzeczy...? Gdyby Rosen się skupił to by na pewno wymyślił lepszą zaletę, niż śmieszne marszczenie angielskich Brwi przy kolejnym zwróceniu uwagi na to, że nie miał kontroli nad kornwalijskimi przemytami i cichym nielegalnym handlu z dawnych lat.


Walia: Starszy, ważny i najbliższy brat. Do VI wieku mieli ze sobą bardzo bliski kontakt, ale zerwał się on w dużym stopniu przez Anglo-Sasów po przegranej bitwie pod Dyrhan. Nadal jednak obaj musieli się borykać z najeźdźcami. Jeżeli chodzi o Walijczyka, to zawsze umiał znaleźć z Rosenem wspólny język, a fakt, że walijski i kornijski są bardzo podobne tylko to ułatwiał. Obaj są dość spokojni i rozumieją się doskonale (przynajmniej zazwyczaj). Są w stanie spędzić ze sobą wiele godzin i nie będzie nawet najmniejszego ryzyka, że któryś drugiego zirytuje. Łączy ich również uwielbienie do wszelkich opowieści i legend, których można znaleźć na pęczki u jednego i drugiego. Kornwalijczyk cieszy się niezmiernie faktem, że Walia wyraża tyle ciepłej aprobaty i wspiera go w kwestii dążeń do uznania jako część Wielkiej Brytanii, a nie tylko Anglii. Z kimkolwiek nie spędza czasu, to właśnie przy Walii czuje się najpewniej i najlepiej - jest to kwestia wielu lat spędzonych blisko brata, nieraz nawet naśladowania go, i zawsze znajdowania oparcia w wielu sprawach. Dlatego gdy jakieś poważniejsze sprawy nie dają mu spać po nocach, to powie o nich tylko i wyłącznie Walii. Często zdarza mu się marudzić - i nierzadko własnej rodzinie - że czuje się ignorowany. No i chyba tylko do Walii nie ma żadnych pretensji w tym stylu.

Szkocja: Kolejny starszy brat, i on akurat raczej średnio zwracał uwagę na Kornwalię (ale może to być po prostu wrażenie samego Rosena?), choć ze strony Kornwalijczyka wygląda to zgoła inaczej. Otóż Kornwalia mocno popierał Szkocję chociażby w kwestii jego referendum, jego silnych dążeń do niepodległości. Tak naprawdę bardzo się temu przyglądał - no i w pewnym momencie uznał właśnie Szkota za wzór...? Chce na swój pokrętny sposób pójść w jego ślady, by móc osiągnąć to, czego sam chce. Czy to zła, czy dobra droga - tego sam nie jest pewien, ale pewne jest to, że Szkot dostał swoje referendum, a jego wynik tak czy owak w jakiś sposób motywuje, prawda? Prawda. No i fakt, że nieraz widać u obu podobne cechy, jak upartość, czy solidne wykonywanie swoich zadań. Dlatego Rosen liczy jeszcze bardziej, że uda mu się coś osiągnąć więcej. Bo i czego zawsze chciał? Spokoju, ale teraz też bycia zauważonym.

Irlandia: Również starszy brat, z którym Rosen jest zdecydowanie bliżej niż ze Szkocją, ale nie tak blisko jak z Walią. Łączy ich chyba głównie to, że w kwestiach religijno-kulturowych to właśnie Irlandia(wraz z Walią) wprowadzali w Kornwalii chrześcijaństwo. Swoim podejściem zawsze umiał przekonać do czegoś Rosena, był kimś przy kim Kornijczyk mógł się poczuć choć trochę pewnie. Czuł przy nim, że ma tego starszego brata. Na samym wprowadzeniu i zakorzenieniu wiary się nie skończyło, w Kornwalii przecież przebywał święty Patryk. A gdy celtycka chrześcijańska sztuka przeżywała odrodzenie w Irlandii, to wędrowała zaraz do Kornwalii. Zazwyczaj to co działo się u starszego brata, zaraz przychodziło na ziemie kornijskie. Do tego legendy i opowieści ich łączą, na przykład "Tristan i Izolda", gdzie akcja rozgrywa się częściowo w Irlandii, a częściowo w Kornwalii. Może to i mała rzecz, która miałaby ich łączyć, ale Rosenowi, żyjącemu baśniami i legendami, ta rzecz jak najbardziej wystarcza. Niby nie mają aż tak wiele wspólnego, ale jednak zawsze coś. To i lubi Irlandię, jego towarzystwo i rozmowy. A Kornijczyk, będąc osobą która raczej zapomina innym wiele to i nie zarzuca niczego bratu.


Irlandia Północna: Tutaj jest neutralnie. Choć jak do samego Irlandii, tak i do Irka Północnego nie żywi żadnych pretensji, czy innych nieprzyjemnych uczuć, więc zamiast "neutralnie" to można się pokusić o stwierdzenie - "całkiem dobrze". Do tego Irlandia Północny jest młodszy, a z młodymi Rosen ma (zazwyczaj) całkiem dobre kontakty! To i tym chętniej swoimi "mądrościami" się dzieli, chyba, że wyraźnie dostanie sygnał by tego nie robić.


Wyspa Man: Mają raczej neutralne stosunki, choć Kornwalijczyk nie ma oporów by usiąść i pogadać z bratem. Jakoś nigdy zbyt wiele czasu nie spędzili, nawet jakby któryś chciał to nie było jak i kiedy. Każdy po prostu zajmował się swoimi sprawami. Fakt, bywały momenty - jak powołanie się na młodszego brata i złożenie na przykład petycji na Igrzyska Wspólnoty Narodów, aby uznać odrębność reprezentacji Kornwalii na takich samych zasadach jak Guernsey czy Wyspa Man. Ale wyszło jak wyszło i petycja nie przeszła, choć próbować było warto!

Celt: Ojciec, którego Kornwalijczyk nigdy się nie wyparł - tak jak nigdy nie wyparł się bycia celtyckiej krwi. Może tylko przez jakiś czas jedynie w tym temacie po prostu milczał, by nie napytać sobie jeszcze większej biedy ze strony Anglii. Ale teraz wręcz podkreśla swoje pochodzenie i to razy milion. Nie wstydzi się tego, wręcz jest dumny ze swojego pochodzenia. Może czasem przesadza, jednak zbyt długo był tłamszony, by teraz się tym tak nie szczycić... No i niezbyt dobrze ojca pamięta. Ale zdecydowanie po nim odziedziczył to, że lubi podróżować. Z tą różnicą, że Rosena nie ciągnęła chęć zgłębiania nowych miejsc, ale szukanie zarobku (chociaż swoją drogą, nowe miejsca zawsze były ciekawe i chętnie wszystko poznawał). Dom dobry, ale podróż i nowe miejsca również. Chociaż zarówno te "nowe miejsca" są już równie stałymi co dom, bo raczej nie zapędza się w coraz to nowe.


Dania: Osoba, którą jest w stanie nazwać (chyba) przyjacielem, jak i spędzić czas zawsze i wszędzie. Dumny jest, że mógł niegdyś stać, ramię w ramię z Duńczykiem w boju. Uznaje go za wspaniałego sojusznika do dziś dzień, a sam Dania uznaje Kornwalię za celta, a nie jakiś fragment Anglii. Skąd taka relacja między nimi? Wszystko zaczyna się w momencie zawarcia sojuszu kornijsko-duńskiego przeciw Saksonom z Wesseksu, w wojnie Anglo-Celtyckiej. Wspólnie rozbili ich armie w 722 roku, a Danię wręcz poniosło - czego efektem było "rozsądna" odległość najeźdźców od Kornwalii. Jednak wiek później sytuacja się odwróciła i ziemie kornijskie zostały zajęte(nie mając przez to kolorowo i tracąc sporo dóbr, na rzecz okupanta). Ale to nie jest w żadnym wypadku koniec. W 1033 roku Dania ponownie natarł na Wesseks, pokonał, anektował, a Kornwalii(także Walii i Szkocji) pozostawił autonomię w prawdzie, za trybut, ale... mimo wszystko. Patrząc ile plusów niosły kontakty z Danią, Rosen nawet jest w stanie przymknąć oko na najazdy wikingów. Chociaż czasem z krzywą miną jest w stanie mu wypomnieć to i owo, na przykład: zdobycie miasta, które było uważane za niemożliwe do zdobycia. To WCALE nie podbudowało na duchu Kornwalii, podczas gdy był jeszcze przygniatany Anglo-Sasami.


Holandia: Holendra również lubi. Wydaje się być małomówny i nieprzyjemny, ale rękę do roślin ma. A rośliny czują, kto jest w porządku, a kto nie(i w tym fakcie każde, nawet najlogiczniejsze argumenty "przeciw" będą zignorowane, bo jak Rosen sobie coś wbije do głowy to trudno to wybić). Cóż, Kornwalijczyk nieraz potrafi do niego podejść i pochwalić nowym, ładnie wyhodowanym kwiatem. Ale też to nie jest reguła, nieraz podejdzie i zaczepi ot tak o. Jakby nie patrzeć to właśnie osoba z Holandii jest twórcą wspaniałych, cudownych ogrodów w Kornwalii. Pierwszym tworem był ogród Heligan, a największym dotąd dziełem Eden Projekt(który kosztował 80mln funtów). Warto zaznaczyć, że twórca sam zbierał fundusze na te przedsięwzięcia. I cóż... Rosen na swój pokrętny, własny sposób także i Vincenta stara się naśladować, bo uważa, że dobrze na tym wyjdzie. Intuicja mu mówi, że to w porządku osoba, a ufając swojej intuicji Kornijczyk daleko zachodził, więc i nie ma zamiaru jej kwestionować.


Meksyk: Z serii podróży, w nowe miejsca Kornwalia skierował się i do Meksyku. Ale te podróże nie były ot takie o, miały na celu znalezienie pracy. A i znalazła się, oczywiście! Przy srebrze. W Meksyku Rosen czuł się w porządku, pasowało mu to jak tam było. Wielu Kornwalijczyków także tam pozostało już na stałe. W Mineral del Monte po niektórych uliczkach i zabudowaniach widać, że nie są typowo meksykańskie, mają wiele charakterystycznych cech dla kornwalijskich zabudowań, np: placyki otoczone niskimi budynkami, czy domy z wysokimi i spadzistymi dachami. Dzięki górnikom z Kornwalii, w centralnym Meksyku specjalnością lokalną stały się także tradycyjne kornijskie paszteciki, które były czymś podstawowym i niezastąpionym dla górników. Rosen również tam po raz pierwszy spotkał się z taką grą jak football i szczerze? Spodobało mu się! Chociaż żaden z niego mistrz tej gry, ale bywało zabawnie. Warto zaznaczyć, że Kornwalijczycy nigdy nie zapomnieli skąd pochodzą i wiele z ich kultury w Meksyku przetrwało, do tego stopnia, że bliźniacze osady srebra zaczęto nazywać "Małą meksykańską Kornwalią". Na tyle dobrze Kornwalia dogadywał się z Meksykiem, że ten nawet za pośrednictwem ambasady w Londynie, starał się nawiązać więcej relacji między swoimi miastami, a tymi w Kornwalii - czyli po prostu postawić na miasta partnerskie. I cóż... Na dzień dzisiejszy Rosen ma względem Meksyku wiele ciepłych wspomnień i lubi go po prostu. Czasem chętnie z nim pogada.


Brazylia:  Idąc dalej, za kopalniami Kornwalijczyk dotarł też do Brazylii i odegrał ogromną rolę przy wydobyciu złota~ A zaczęło się od kupienia niemal za bezcen ziemi po jakimś Niemcu, bo sądzono, że "nie ma tu nic". A otóż Kornwalijczycy sądzili inaczej i sie nie pomylili - osoba, która wykupiła te ziemie po niedługim czasie stała się bogatym biznesmenem. Przypadek? Nope. Szczęście? Nope. INTUICJA. Wszyscy pewnie kojarzą "Anglo-Brazilian Gold Mining Company", cóż... A zaczęło się właśnie dzięki Kornwalii! Wydobywano tam złoto w sposób jaki opracował kornijski inżynier. Dzięki nowej technologii wydobyto więcej złota niż zakładano. W Brazylii Rosen również zagrzał miejsce, co tu wiele mówić, były nawet sytuacje, że słynnych lingwistów wzywano, bo ludzie byli zaszokowani językiem i przyśpiewkami kornwalijskich górników, heh. Bywało naprawdę zabawnie, przynajmniej według Kornwalii, no i co tu wiele mówić? Brazylia był(a?) w porządku, miło czasem usiąść i pogadać.


USA: Głośny choć miły chłopak, ale na dłuższą metę trochę męczący. Ale chyba taki urok Alfreda, że zachowuje się jak duże dziecko. Nie ma nic przeciw niemu, całkiem sporo czasu ze sobą spędzali. Jakby nie patrzeć od dobrego XVII wieku się już znają, a zaczęło się oczywiście od kopalń, a dociera do tego, że w Kalifornii w wielu miastach śpiewane są kornijskie kolędy, które stały się wręcz tożsamością tamtejszych miast. Mnogość rzeźb i pomników upamiętniających to, jaki wpływ mieli Kornwaliczycy na ich rozwój. Kornijska kultura do tej pory w niektórych miejscach Stanów ma wpływ na górnictwo, a blisko 2mln osób w USA jest pochodzenia kornijskiego. Cóż... Gdyby Rosen miał opisać jak widzi chłopaka to pewnie podsumowałby jego niepoważne podejście do wielu spraw, roztargnienie, częste mieszanie się w nie swoje sprawy jak i bycie naprawdę głośnym. Jednak na pewno Alfred nie usłyszałby, że jest kimś niewdzięcznym.


Kanada: Bratanek, którego zauważa nie to co niektórzy. Docenia bardzo kanadyjskie usposobienie, spokój i bycie serdecznym. Zdecydowanie chłopak tego po Anglii nie ma... Miło spędzać z nim czas, choć czasem Rosen czuje się w jakiś sposób przytłoczony, bo... Cóż w XIX wieku bardzo wielu Kornwalijczyków wyjechało do Kanady, przez co liczba ludności w Kornwalii mocno się... zawęziła. Wyjechali w większej mierze rolnicy chcący trochę lepszego życia... A którzy mimo zadomowienia się tam, to w spisach powszechnych, na przykład z 2006 mówili o pochodzeniu kornijskim(a tych ludzi było dobre 1550). W sumie herb Ontario(w którym najwięcej Kornwalijczyków osiadło) w jakiś sposób też nawiązuje do herbu Księstwa Kornwalii.

Australia:  Australia jest bardzo bliską Rosenowi osobą. Duży wpływ na taki stan rzeczy wpłynęło to, że Kornwalijczyk dużo czasu spędził u niego i bardzo się zaaklimatyzował. Dlatego czasem nawet u niego czuje się jak w domu. Nic właściwie dziwnego, skoro jest tam miejsce znane jako "Mała Australijska Kornwalia", w którym dodatkowo co roku odbywa się największy na świecie kornwalijski festiwal zwany Kernewek Lowender. Rosen znalazł u Australii zarówno spokój, prace, jak i naprawdę świetne towarzystwo. Nawet to, że Australia to osoba naprawdę energiczna nie sprawiało problemów Rosenowi, a nawet pozytywna energia mu się udzielała. Nieraz własnie przy chłopaku umie się wyluzować, pomówić o wszelkich pierdołach i powygłupiać. Rosen czuje się również przy nim pewnie, wdzięczny mu jest także za wstawienie się i powiedzenie Anglikowi co myśli na temat traktowania Kornwalii i ludności kornijskiej. A takie wstawienie się wynikło z incydentów przysyłania małych, osieroconych dzieci, które nawet nie rozumiały tego co się dokładnie dzieje. Tego było naprawdę już za wiele, Anglia w sumie chyba się nie spodziewał takiego odzewu Australii i nawet przeprosił.  
Spędzany wspólnie czas niejednokrotnie kończył się na wielu grach, ale i nie tylko. Kornwalię bardzo ujęło to jak chłopak był pozytywnie nastawiony do kornwalijskich zapasów, a nawet chętnie się w nie angażował. Ogólnie australijskie podejście do języka, czy  potraw kornisjkich jest czymś świetnym. Dlatego jeszcze chętniej dopingował bratanka w niejednych zawodach, zwłaszcza przyśpiewkami typu "Oggie, Oggie, Oggie, Oi, Oi, Oi", co  Australia odbierał jako "Aussie, Aussie, Aussie"(serio Kornwalijczycy tak przyśpiewywali Australijczykom, a oni to tak odbierali xD). Wiele starych, oryginalnch kornijskich domów nadal stoi i mieszkają w nich (najczęściej) potomkowie górników, którzy niegdyś przypłynęli w te strony. Rosen nawet doczekał się, by gdzieś poza swoim  domem zobaczyć napisy, nazwy ulic czy domów wywodzących się z Kornwalii, lub ważnych korjnijskich osób.


Nowa Zelandia: Cóż, tu jest dosyć... Dziwacznie? Można powiedzieć na dzień dzisiejszy, że dość śmiesznie. Bo wszystko zaczęło się do tego, że w Nowej Zelandii zaistniała potrzeba na "nowe" młode pokolenie chętnie pracujące. I cóż... Zwrócono się do Wielkiej Brytanii, ze szczegółowymi kryteriami przyjęcia! A jakie to kryteria były? Wysportowany, zdrowy, młody, chętny też do pracy przy hodowlach zwierząt. I gdzie  polecono "szukać" ludzi pasujących do kryteriów? W Kornwalii i Szkocji, bo ludzie stamtąd byli znani z tego, że ciężko pracowali i nie straszne im były trudy, dlatego byli "dobrzy do życia kolonialnego". I... Dwojako można to widzieć, ale chyba lepiej tylko przez pryzmat bycia jednak zauważonym i docenionym... A, że przejazd był darmowy, praca wcale nie taka zła, a zbiegło się to z nieciekawą sytuacja w kopaniach cyny - to wielu Kornwalijczyków pojechało. Aczkolwiek no NADAL bycie jak przedmiot, choć tym razem niezawadzający. Na dzień dzisiejszy Rosen się z tego śmieje, bo u Zelka było całkiem fajnie, tyle owiec to on nawet u Walii nie wiedział! I w sumie traktował trochę to wszystko jak swoistą wyprawę i "zwiedzanie" nowego.


Republika Południowej Afryki:  Gorączka złota i takie tam... Kornwalia również liczył na to, że coś uda mu się uzyskać, trochę się dorobić, ale ostatecznie głównie skończyło się na tym, że dzielił się wiedzą i doświadczeniem na temat górnictwa. I faktycznie, pod koniec wieku XIX zaczęło coś się dziać... Ale na dobrą sprawę, tak jak wszędzie gdzie zajechał Rosen tam podzielił się tym co sam wie, jak i swoją kulturą. Mimo, że miał jakiś minimalny wkład w RPA, to jakoś specjalnie nie zagrzał tam miejsca. To i z nim(nią?) do tej pory ma po prostu neutralne stosunki.


Francja: Z Francuzem jest dość... skomplikowanie. Zazwyczaj wszystko wychodzi w tak zwanym "praniu" i od ich humorów gdy na siebie trafią. Jakby nie patrzeć imponował mu Francis pod kątem sztuki. Przykładem może być sporo ogrodów francuskich na terenach Kornwalii, najczęściej znajdowały się przy różnych zamkach. Dodatkowo jeden został nawet ozdobiony brązami Ballina, francuskiego złotnika króla Ludwika X. Ale pomimo tego, że pod kątem ozdabiania potrafią się dogadać, tak... Kornwalijczykowi wręcz ręce opadają, gdy słyszy po raz milionowy pretensje o to, że "kradnie wspaniałą i wyjątkową francuską atrakcje turystyczną". Jednak nawet najlogiczniejsze argumenty (a właściwie tylko takie są) nie trafiają do francuskiego łba, że wcale mu nic nie podebrał... bo jeśli podczas przypływu, na wyspę można dostać się jedynie łodzią, a podczas odpływu już pieszo, to: to już raczej nie jest wina kogokolwiek, a Francuz irytująco szuka słomki do oka. A na dobrą sprawę to właśnie Kornwalia jest w stanie wytknąć poważniejsze rzeczy Francuzowi! Jak na przykład to, że Francja zajmując Bretanię i będąc wrogo nastawionym do Reformacji, po prostu skazał Kornwalię już całkiem na "łaskę" Anglii i izolację...


Fenicja: Starożytna kraina na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego. I szczerze? Jeśli ktoś ją lepiej pamięta to z pewnością tata, bo sam Kornwalijczyk był mały i pamięta to trochę jak przez mgłę. Jednak doskonale umie skojarzyć wszelką zachłanność i kopanie dołów pod kimś z nią(nim?), dlatego bez wahania każde tego typu zachowanie podsumuje w myślach "Oho, kolejna Fenicja...". A skąd takie mniemanie? Otóż w bardzo dawnych czasach Kornwalijczyk był jednym z najważniejszych źródeł cyny. I tak się składa, że Fenicja chcąc mieć monopol na handel tym surowcem, nawymyślała wszelkich historii mających na celu zniechęcenie potencjalnych kupców do Kornwalii. Wszelkie te wymyślanki bazowały na niby odizolowaniu, czy poważnymi trudnościami z dotarciem, czy opuszczenia wysp. Fakt, nieraz takie są, ale nie wszędzie.


Rzym:  Temu panu już dziękujemy.  Ma do niego pretensje, może nie aż takie co reszta rodziny, na przykład Walia. Ale zważywszy na to, jak Rosen jest blisko z rodziną to chociażby z samej zasady trzymając z nimi będzie mocno na "nie" do Rzymu. Ale prawdą, a Bogiem to tak naprawdę drogi i wpływy rzymskie w Kornwalii ograniczały się do dwóch twierdz, bo Rzym był zainteresowany innymi ziemiami. Co nie zmienia faktu, że w przededniu wycofania się Rzymian z Wysp Brytyjskich, "bo Sasi", ziemie kornijskie zostały pod władaniem zarówno celtyckim, jak i nadal troszkę rzymskim. Rosen musi też przyznać, że przydały mu się te małe amfiteatry wykute w skałach... Ale to tak dopowiedziane po cichu...



Ciekawostki, dodatkowe informacje:

- Można wymienić ze 100 powodów, które dowodzą temu, że Kornwalia to nie Anglia i powinna być osobno.
- Jednym z nich jest chociażby to, że nie ma konkretnie ustalonego, oficjalnego  dokumentu mówiącego, że Kornwalia została anektowana przez Anglię.
- Kornwalia nie ma ani jednej autostrady i w najbliższej przyszłości nie przewiduje się jej zbudowania, choć sprawą zainteresowana jest Unia Europejska.
- "Eden Project" - założony na terenach dawnej kopalni glinki porcelanowej. W głębokim na 50 metrów przypominającym krater wyrobisku, zbudowano wielką plantację w niebywale efektowny sposób prezentującą roślinność ze wszystkich obszarów naszej planety. Można tu oglądać ponad 120 000 gatunków roślin. Ze względu na swoją skalę, Eden Project, jest czymś innym niż liczne w Anglii piękne ogrody - błądząc poprzez gąszcz kwiatów i pnączy, natrafiamy tu na cieplarnie, mieszczące całe gaje oliwne i cytrusowe, plantacje kaktusów, bambusa, herbaty, tytoniu. Eden Project ma własną rzekę z wodospadem, a na pobieżne choćby  zapoznanie się z całością trzeba przeznaczyć minimum pół dnia.
- Glendurgan Garden i Trabah Garden - dwa ogrody założone w XIX wieku, w dolinie o tropikalnym mikroklimacie zapraszają do spacerów wśród stuletnich rododendronów, kamelii, wawrzynów i innych egzotycznych roślin sprowadzonych ze wszystkich stron świata.
- Trelissick Garden - a tu znajdują się bardzo rzadkie gatunki azjatyckich roślin.
- Cypel Kornwalii zamieszkują maskonury!
- Wyspy Scilly między innymi charakteryzuje: turkusowa woda, olśniewająco biały piasek, morskie ptaki, łagodny klimat, subtropikalna roślinność. Archipelag składa się z setki małych wysepek, z których tylko sześć jest zamieszkanych, i cieszy się złą sławą wśród żeglarzy. Najważniejszą wyspą, także pod względem turystycznym jest Saint Mary's. Prawdziwy rajski ogród stanowi Tresco, gdzie rosną palmy, akacje oraz bananowce i gdzie mona zobaczyć foki.
- Saint Ives - miasto sztuki. Łagodny klimat, błyszczące światła latarni, urzekający port rybacki, wszystko to przyciągało wielu artystów, którzy osiadali tu w latach trzydziestych XX wieku.
- Na drodze z Saint Ives do Tintagel, 10 km na południe od Trevose Head, naturalna linia poszarpanych przez morzę skał przypomina (według miejscowej tradycji) ślady kroków legendarnego olbrzyma Bedruthana.
- Goonhilly Satellite Earth Station - największa na świecie naziemna stacja satelitarna (przynajmniej według mojej "książki" xD).
- w XVIII i XIX w. Kornwalia była królestwem przestępców. Ujścia żeglownych rzek wcinające się w ląd długimi zatokami, znaczna izolacja od Anglii, urozmaicone wybrzeże ze skalistymi klifami i cichymi zatoczkami - dzięki takiemu otoczeniu miasta Kornwalii doskonale nadawały się na ośrodki nielegalnego handlu luksusowymi towarami, na które państwo nakładało ogromne podatki. Przemyt jednak określano jako "fair trade", czyli "sprawiedliwy handel". Liczne kryjówki na odludziu dawały schronienie przemytnikom czekającym na towar. Dopiero w latach pięćdziesiątych XIX wieku, wraz z powstaniem linii kolejowych i likwidacją izolacji Kornwalii, zakończył się ten nielegalny proceder.
- W Kornwalii istnieje linia kolejowa Looe Valley Line, tzw. „szlak cydru” – specjalna linia turystyczna prowadząca z Liskeard do Looe. Wzdłuż trasy, malowniczo położonej w dolinie rzeki Looe usytuowane są przystanki, przy których znajdują się puby – tam turyści degustują ten charakterystyczny dla południowo-zachodniej Anglii napój. Informacji o kursach zasięgnąć można na każdym dworcu obsługiwanym przez linię First Great Western. Czas przejazdu (łącznie z konsumpcją) – ok. 7 godzin
-  Według popularnej reguły, rodowitego Kornwalijczyka można poznać po nazwisku rozpoczynającym się od Tre-, Pol-, lub Pen-. Czyli zgodnie z wierszykiem "By Tre, Pol and Pen shall ye know all Cornishmen".
- Stolica Kornwalii, Truro, to niewielka miejscowość  (21 tys. mieszkańców). Być może takie wyróżnienie zdobyło, gdy w  XIX wieku było głównym ośrodkiem wydobycia kornwalijskiej cyny. Nazwę niektórzy nadal wymawiają  celtycka "Truru".
- Język kornijski (kornwalijski), mimo że nie używany na co dzień i do niedawna uważany za wymarły (od 200 lat),  został "wskrzeszony" i przeżywa prawdziwe odrodzenie. Choć w XIX wieku nadal utrzymywała się dwujęzyczność, a w 1904 roku został wydany pierwszy podręcznik kornijskiego - Handbook of the Cornish Language Henry'ego Jennera. W 1970 r. powołano Instytut Studiów Kornwalijskich na uniwersytecie w Exterze. Od drugiej połowy XX wieku obserwuje się stały wzrost zainteresowania językiem kornijskim. Liczbę znających go szacuje się na około 4 tysiące, z czego zaledwie 500 osób mówi płynnie po kornijsku.  W 2002 roku, rząd brytyjski uznał kornijski jako oficjalny język mniejszości, nauczany w szkołach. Dziś można go usłyszeć podczas ceremonii szkolnych, lub kościelnych, w które coraz częściej wtrąca się przynajmniej pare zdań w mowie celtyckich porzdków.
- W Walii mówi się po walijsku, angielsku, a w niektórych dolinach mieszanką walijsko-angielskiego, która Anglika może doprowadzić do rozstrojenia nerwowego. W Kornwalii jest... podobnie, trochę bardzo podobnie. A tu taki przykład, jak to wygląda "w praktyce" w jednym z dowcipów:
Joe: "Good hevening, Dicky, 'ow be 'ee,then? I just cum 'ere to ax 'bout that spaade yew borried las' week."
Dicky: "Aw dear, I lent 'un to Sam, iss I did. Were 'ee wantin' un?"
Joe: "No, 'tesn't fer meself. 'Tes the man I got 'un from 'oo tells me the bloke it b'long to want'un back!"
- Na mapach z XVII wieku, w tym słynnej mapie Mercatora, Kornwalia przedstawiana była – na równi z Walią i Irlandią – jako jeden z narodów brytyjskich.
- Symbolem Kornwalii jest wrończyk– w poezji kornwalijskiej używa się go jako symbolu regionu. W Kornwalii wierzono również, że król Artur żyje obecnie pod postacią wrończyka. Jego angielska nazwa "chough" często służyła w Anglii jako przydomek Kornwalijczyka. Niestety na dzień dzisiejszy ten ptak żyje już tylko w Irlandii...
- Za oficjalny symbol kwiatowy w Kornwalii uważany jest wrzosiec rozpierzchły, oraz żonkil.
- Kowadło jest symbolem kornijskich kowali i są symbolem honoru. Kowadło również nawiązuje do bohatera narodowego, którym stał się kowal podczas jednego ze zrywu przeciw Anglii z 1497 roku.
- Duchy of Cornwall - Księstwo Kornwalii, założone 1377 roku istniejące do dzisiaj. Książę Kornwalii wyznacza głównego szeryfa Kornwalii – wszędzie indziej, z Walią włącznie, jest to przywilej króla. Oficjalnie Kornwalia ma status księstwa, w odróżnieniu od zwykłego hrabstwa. Jednak dla ludności występuje wiele niejasności jeśli chodzi o ten status, oraz jego praw do wybrzeża, bo dodatkowo... nie pokrywa się w całości z hrabstwem Kornwalia; część z posiadłości leży w hrabstwie Devon, a także w Somersecie, Herefordshire i Walii.
- Ósmego maja(albo w najbliższą sobotę, jeśli ósmy wypada w niedziele, lub sobotę) organizowane jest powitanie wiosny poprzez pochód Furry Dance, barwny taneczny korowód odbywany tradycyjnie od XVII wieku.
- Penzance jest jednym z głównych ośrodków separatyzmu kornwalijskiego, o czym świadczą w wielu miejscach wywieszone kornwalijskie flagi (czarne z białym krzyżem) i i demonstracyjny napis, na głazie przy dworcu, po kornijsku "Penzance wita was" - "Pensans a'gas dynerh".
- W roku 1951 powstała nacjonalistyczna partia Mebyon Kernow (Synowie Kornwalii) mająca w programie uzyskanie niepodległości. Na dzień dzisiejszy Mebyon Kernow nie jest jedyną instytucją separatystyczną.
- Land's End - najdalej na zachód wysunięty kraniec Kornwalii i Wielkiej Brytanii. Zależnie od pogody  można stąd dostrzec latarnie morskie Longships(2,5km od brzegu),  Wolf Rock(14km od brzegu), a nawet brzegi odległych od 40km wysp Scilly.
- W epoce wiktoriańskiej kornwalijskie górnictwo uważano za najnowocześniejsze w świecie, a z samego zagłębia Redruth-Caborne pochodziły aż 2/3 światowej produkcji miedzi.
- Mimo, że stolicą jest Truro, to mianem duchowej stolicy Kornwalii jest zdecydowanie Padstow.  Atmosfera średniowiecznego miasta, wielu mieszkańców zajumje się zawodowo rybołówstwem, a obyczaje kornwalijskie pozostają nadal żywe.
- W XVIII i XIX wieku zaczęto głębinowo wydobywać cynę i miedź. Górnictwo, hutnictwo, a także pokrewne gałęzie przemysłu przeszły gruntowną przemianę techniczną, co spowodowało, że w XIX wieku w regionie wydobywało się 2/3 całkowitej światowej ilości miedzi. Pod koniec wieku wzrosło również zapotrzebowanie na arsen, który kopalnie zachodniej Kornwalii i Devonu wydobywały w ilościach stanowiących 50% produkcji światowej.
- Richard Trevithick - twórca maszyny parowej, która spowodowała rewolucję górnictwa i unowocześniła je jeszcze bardziej. Kornwalijskie silniki zaczęły być eksportowane i stały się popularne w świecie.
- Na chwile obecną, Kornwalia jest jednym z najbiedniejszych regionów Wielkiej Brytanii. Średni dochód wynosi 62% dochodów brytyjskich. Utrzymuje się głównie z turystyki.


(Przepraszam, za tak długie zwlekanie z kp. ._. plus... stosowałam zamiennie "Kornijczyk" oraz "Kornwalijczyk", ponieważ co jakiś tekst to było różnie pisane i chcąc unikać aż takich powtórzeń dawałam raz to, raz tamto...)


Ostatnio zmieniony przez Kornwalia dnia Nie Wrz 20, 2015 8:33 pm, w całości zmieniany 3 razy
avatar
Kornwalia

Rodzina : Brytyjczycy
Liczba postów : 40

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kernow a'gas dynnergh

Pisanie by Austria on Nie Cze 07, 2015 11:47 am

Miewasz momenty, gdzie gramatyka Ci siada, miewasz też okresowe deficyty przecinków, ale pod względem tak długiej KP tylko zwrócę na to uwagę słownie.
Akcept.

_________________
avatar
Austria

Rodzina : Germanie
Liczba postów : 737

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kernow a'gas dynnergh

Pisanie by Turcja on Nie Cze 07, 2015 8:13 pm

Nie można zaprzeczyć, że ilekroć je widział to zawsze były interesujące, gdzie oczywiście, był wplatany język angielski - ale tylko, gdy przemawiał diabeł, lub postacie godne pogardy.

Turek chętnie obejrzy tą sztukę i chyba nie tylko on XD

Akcept!

_________________
Yurtta Sulh, Cihanda Sulh - Pokój w Ojczyźnie, Pokój na Świecie
Kochana flaga~~
avatar
Turcja

Rodzina : Turcy
Liczba postów : 302

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kernow a'gas dynnergh

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach