Dawno, dawno temu w Nowym Świecie...

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Dawno, dawno temu w Nowym Świecie...

Pisanie by Meksyk on Pią Lis 14, 2014 12:25 pm

Zmarszczyl brewki, slyszac, jak profanowane jest jego wspaniale, ba!, boskie imie. Zdecydowanie nie podobalo mu sie nasmiewanie z tego, jak sie nazywa. Ailen? Co za prostactwo. Co to w ogole ma znaczyc? I ze niby jego posiadacz przynosi szczescie? Zabawne, nader zabawne, tak ze az wcale.
- Pyszne jedzenie? - powtorzyl, zainteresowany ta apetyczna kwestia. Ach, placki! U siebie w domu tez czesto je jadal i byl pewien, ze Inuita przyniosl ze soba te same, znane nam pod nazwa "tortilla".
Niedzwiedz mu uciekl. Smuteg. Byc moze potega Imperium go oniesmielila. Uznal te teorie za sluszna i pozwolil zwierzakowi odejsc.
- Ja tez mam ryby - zauwazyl z duma, ale takze z uraza, obserwujac jak Ailen przetrzasa rzeczy brata. No bo jak Ailen mogl zapomniec o tym, ze Imperium jest w posiadaniu wszystkiego, czego zapragnie?
- Mamy miod - potwierdzil odruchowo, nie namyslajac sie zbytnio. Mial wszystko i koniec. A jesli czegos nie mial, to znaczy, ze to nie istnieje albo akurat tego miec nie chcial.
Spanie we trojke? Zaczynalo robic sie ciasnawo. Odgarnal pelerynke do tylu i zastanowil sie, w jakich warunkach spi i zyje ta dwojka. Oby nie ugoscili go w jakiejs dramatycznie malym, nieprzyjemnym dla oka i zupelnie niekrolewskim miejscu.

_________________


http://thebest404pageever.com/swf/Das_Boot_Ze_Beer.swf
"Towarzyszu, on doniósł na was, że wy nie donieśliście na niego."
avatar
Meksyk

Rodzina : Mieszkańcy Ameryk Środkowej i Południowej
Liczba postów : 242
Skąd : Z krainy agawy, fiesty i wiecznej mañany.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dawno, dawno temu w Nowym Świecie...

Pisanie by Gość on Pią Lis 14, 2014 5:17 pm

Wściekły pacnął brata. Niedźwiedź jakby rozumiejąc o co chodzi, podniósł się i sapiąc złapał za ubranie jego brata odciągając go od rzeczy.
-Nie rozwalaj mi wszystkiego.-pogroził mu palcem wyciągając jedzenie i skórzaną tykwę z syropem klonowym. Nie próbował nawet wyjaśniać bratu, że ostatnim miejscem do którego chciałby teraz wejść były namioty obcych. Uważał ich i zresztą słusznie za złodziei o kłamliwych językach. No i ta dziwna religia... jak nic każą coś zniszczyć. Choć jak nie próbują robić nic złego, ani niczego sobie nie przywłaszczają to nie jest wcale tak źle. Nagle przypomniał sobie, że się nie przywitał.
-Miło mi cię poznać...Xochi.-wybrał najkrótsze z odmienionych imion z powodu faktu, iż nawet wymówienie tego sprawiało mu nie lada trudność. Westchnął, a niedźwiedź w końcu puścił jego brata za co dostał wędzoną rybę. Zadowolony wrócił na swoje nowe legowisko zakończywszy swoje udzielanie się w całej sprawie.
-To gdzie jemy?-potrząsnął wspomnianym bukłakiem uśmiechając się do nich najszerzej jak umiał, choć blado to wypadało przy Ailenie.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Dawno, dawno temu w Nowym Świecie...

Pisanie by Gość on Sob Lis 22, 2014 2:11 pm

-Yyyyyyyy! -Wiecie jak piszczą małe dzieci/zwierzęta jak odciąga się je od czegoś? Tak właśnie zapiszczał/wyjęczał Ailen, gdy go odsunięto od jedzenia. Niczym kot obdzierany ze skóry. Plus taki, że aż tak głośny nie był.
-...Głodny jestem. Ostatnio jadłem... Jadłem.. O wschodzie słońca? Jesteś moim starszym bratem, powinieneś mi dać jedzenie, ja głodujęęęęęęęęę! -Oczywiście, w tym wieku jeszcze uznawał, że Matt jest starszy, wszak lubił być dzieckiem, którym ktoś się opiekuje, a wizerunek tego 'młodszego braciszka' mu przypasował... Jak dorośnie to już się do tego przyznawać nie będzie, a co! -Umieram! Nie chcę umierać, bo po śmierci mi będą kazali polować. JA NIE LUBIĘ POLOOOOWAĆ!
Oj Ailen, Ailen, nie byłby sobą gdyby malej szopki nie odstawił. Szybko się jednak uspokoił i jedynie pociągnął nosem przecierając te kompletnie niepasujące do wizerunku Indianina lekko niebieskie oczka. Aż dziw, że ktoś jeszcze o nie się nie czepił, ale co poradzić - sami Indianie uznali go po prostu za wybryk natury.
Wydostał się niedźwiedziowi i zaraz poprawił ubranie oraz roztrzepane włoski. Na brata spojrzał z miną, jakby go chciał przeprosić, ale miał za dużo dumy, aby powiedzieć to na głos. Wyburczał jedynie niezrozumiałe słowa kopiąc przy tym jakiś kamyk u jego stóp. Skupił się na tym, o czym właściwie była rozmowa. Aha, przedstawiają się. On się już przedstawił, więcej co dodać nie mógł, prawda? Wsłuchał się dalej - jedzenie? Jego temat! Miejsce na jedzenie? Jego klimaty!
Zaraz podniósł łapkę do góry i zaczął wesoło bujać się na boki, jakby jakiś deszcz przyzywał czy co.
-Ja! Ja wiem, gdzie jest fajne miejsce! Jest taki wielki i śliiiiczny wodospad i tam obok jest polanka, możemy we trójkę zjeść! Xochi! Xochi chyba nie widział wodospadów! Ja przynajmniej jak się u niego pałętałem to nie widziałem! -Zaraz, czy Ailen się właśnie przyznał do tego, że wałęsał się po ziemi swojego południowego sąsiada bez pozwolenia?



(Piszę posta i nagle takie 'Nowa Hiszpania'. @_@ MEKSIU! XD)

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Dawno, dawno temu w Nowym Świecie...

Pisanie by Meksyk on Czw Lut 05, 2015 12:27 am

( No hej, co tam? Kopę lat~♥ )

Przyglądał się w szlacheckim, wymownym milczeniu, jak zwierzę poniewiera niebieskookim dziwadłem. A może by go tak przypadkiem zjadł? Byłoby zdecydowanie ciszej i spokojniej. Z drugiej jednak strony... Najpierw pokaże mu pływające domy, a potem coś może go zjeść. Dobry plan. Przechylił głowę na bok, zastanawiając się chwilę nad tym, jak takie domy na wodzie mogłyby wyglądać. Brzmiało to całkiem abstrakcyjnie, ale miało, jak by się tak zastanowić dłużej, swój delikatny, niezauważalny niemal urok. Żyć na wodzie - brzmiało kusząco. Równie kusząco co nielogicznie. Potrząsnął stanowczo łebkiem, odganiając od siebie te niegodne wymysły. Zaraz też odgarnął z czoła zbłąkane kosmyki, które natychmiast skorzystały z okazji i zsunęły mu się na czoło. Musiał wyglądać dostojnie, idealnie, grzywka musiała być idealnie prosta, pelerynka idealnie wygładzona. Oto on, perfekcyjne imperium, wspaniały Xochi! Zaraz... Xochi? Czy przypadkiem przed chwilą nie pouczył tej dwójki, by się tak do niego nie zwracali? Jak widać nie byli dość rozumni, by pojąć to od razu.
-Xochipilli - poprawił ich zatem raz jeszcze, stanowczo i dobitnie oddzielając od siebie sylaby. Może tym razem choć jeden z nich się nauczy. Chłopak od niedźwiedzia wyglądał na bardziej pojętnego. Każdy wyglądał na bardziej pojętnego niż rozwrzeszczany pierzasty blondynek. Xochi (sic!) chętnie by go uciszył tu i teraz, ale mogłoby to w oczach drugiego osobnika ujść za nieco nieetyczne, a Aztek nie miał chwilowo ochoty na robienie sobie problemów z kimkolwiek. Wolałby raczej wrócić do domu. Lub chociaż zobaczyć pływające domy - a do tego blondyn potrzebny był niestety żywy.
- Moglibyśmy coś zjeść - przytaknął, stokroć ciszej niż Ailen. Gdyby go nie wywabiono z domu, zapewne już by coś zjadł, teraz skazany był jednak na tułaczkę po dziczy... z tutejszymi dzikusami. - Jakie wodospady? U mnie też są wodospady. - palnął z głupia frant, nie zastanawiając się, czy są tam istotnie. Cokolwiek istnieje na tym świecie, Aztek na pewno to ma, pamiętacie?

_________________


http://thebest404pageever.com/swf/Das_Boot_Ze_Beer.swf
"Towarzyszu, on doniósł na was, że wy nie donieśliście na niego."
avatar
Meksyk

Rodzina : Mieszkańcy Ameryk Środkowej i Południowej
Liczba postów : 242
Skąd : Z krainy agawy, fiesty i wiecznej mañany.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dawno, dawno temu w Nowym Świecie...

Pisanie by Gość on Czw Lut 05, 2015 8:57 am

Wizja rozkosznej dolinki bardzo przypadła mu do gustu. Mimo iż jeszcze nie miał bliższych znajomości z Francisem, to jednak już miał lekkie wyczulenie co do estetyki i wyglądu.
-Dobrze Xochipill...-trudne, dziwne słowo, ale skoro upiera się by tak go nazywać, to jednak trzeba. Swoją drogą, zdaniem Matoskah ten osobnik wyglądał cudacznie i czasami miał ochotę się trochę z niego śmiać. Jednak wiedząc, że mogłoby to urazić dumne cesarstwo azteckie, wolał nie okazywać zbytnio wesołości.
-Masz rację, Alienie wodospad brzmi bardzo fajnie.-odparł potulnie, pakując rozrzucone przez łapki brata przedmioty. Niedźwiedź, pozwolił mu potulnie wdrapać się na swój grzbiet i spojrzał ospale na tych dwóch, jakby zastanawiając się, czy aby nie wziąć jeszcze jednego. Co prawda mocno spowolniłoby to zwierzę, ale przeżycia z przejażdżki na misiu są bezcenne.
-Chcecie jechać ze mną?-zagadnął z szerokim, szczerym uśmiechem, którego nie powstydziłby się jego brat.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Dawno, dawno temu w Nowym Świecie...

Pisanie by Gość on Wto Lut 24, 2015 2:31 am

(Odpisałabym wcześniej, gdyby nie egzaminy c: )

On przecież miał same genialne pomysły, prawda? Wodospad i polanka były tylko potwierdzeniem, będzie miło i przyjemnie, a najważniejsze - dadzą coś zjeść. Co jak co, ale dla Ailena już wszystko zdawało się być smaczniejsze od codziennej diety Indian. A zarówno jedzenie brata, jak i Azteka mu dość smakowało. Zaraz, że niby skąd on wiedział, co jedzą Aztekowie? Ups, wydało się, że Ailen tam gościł i pojadał... Ale chyba miał prawo, prawda? Nikt mu nie wyznaczył granicy i nie powiedział 'o tutaj jest linia, nie przekraczaj jej' to mógł sobie bezkarnie wędrować do dziwnonazwych miasteczek sąsiada i podjadać smakołyki. Oczywiście nie wiadomo, czemu do tej pory nikt jeszcze Ailena nie złapał i nie złożył w ofierze, jednak chyba ludzie wyczuwali, że dzieciak jest troszkę inny i dla świętego spokoju zostawiali. ...Albo widząc tą dawkę szaleństwa uznawali, że jeszcze by się bogowie obrazili, że im takiego dziwaka w ofierze składają, kto to wie?
Ale zaraz... on jadł ich jedzenie? Czy tam nie było czegoś o narkotykach? Śpieszmy więc z wyjaśnieniem - spokojnie wszyscy fani Amerysia, mały Ailen wciąż pozostaje niewinnym aniołkiem, on ryb nie ruszał, bo... nie lubił, o!
-Xochi... -Spojrzał na Azteka z rozdziabioną buzią. Spróbował powtórzyć owe imie, jednak zaprzestał próby na 5 literce. A niech to, leniwy jest, nie rozumie tego pilipilipilenia, zostanie Xochi! -Dla mnie będziesz Xochi, tak fajniej brzmisz, tamto imię jest za długie i stare. A przecież jesteśmy w tym samym wieku, tak, tak? -Przeniósł wzrok na brata, którego uraczył szerokim uśmiechem. Ah, to jeszcze były te piękne czasy, gdy widział w nim tego ukochanego starszego wśród potomstwa. -A jak będę duży to sam nazwę się długo! Ailen.. Ailen pogromca wilków, czy jakoś fajnie! A brat zostanie poskromcą niedźwiedzi! -Poskromcą, ciekawe słowo, prawda? Dzieci w końcu tak słodko mówią! -W sumie zastanawialiście się kim będziecie jak dorośniemy? Ktoś kiedyś powiedział mi, że ja nie rosnę, bo ciągle jestem mały, ale na pewno kiedyś będę jak.. jak wódz naszego plemienia! I będę nosił pióropusz!
Oj Ailen, zmieniłeś temat. Ale nie ważne, rączki młodzieńca szybko poszybowały w górę na słowo 'pióropusz' po czym opadły aby oprzeć się o skórzaną opaskę na biodrach.
-A wodospady to woda lejąca się z nieba! U braciszka jest ich dużo i są śliczne. U mnie też. -Jedna z malutkich rączek znów poszybowała do góry, aby zacząć maltretować kosmyk brązowych włosków -...mhm, Xochi, nie możesz mieć wszystkiego u siebie. Nie masz tam... Chociaży by Indian! I wilków pewnie. I nie ma tam mnie, gdybyś tam miał wszystko to i ja braciszek byśmy nie istnieli, nie?
Przeniósł wzrok na drugiego z Indian. Prawa rączka wciąż wiła się wokół kosmyków włosów, lewa zaś powędrowała do malusiej dziurki od nosa. Tak, teraz będziemy grzebać, dziecka nikt nie nauczył, że to nie ładnie, a nosek go swędzi, to jakoś podrapać trzeba, nie?
Wpatrywał się w niedźwiadka z zaciekawieniem. Zawsze go to interesowało - u niego również żyły te zwierzęta, jednak braciszkowe wydawały się być... inne. Zresztą sam Matoskah wydawał się być bardziej oswojony z leśnymi klimatami niż on sam. Takie o, kaskadowe ułożenie - u góry leśne ludki, na dole pustynne wierchadła, a w środku Ailen!
Wyciągnął paluszek z nosa i wytarł co wykopał z jaskini o ubranie... o ile można było skąpy indiański strój ubraniem nazwać.
-Mhm.. Przejażdżka? J-Ja bym chciał ale Xochi chyba nigdy nie jeździł i będzie to dla niego cudne przeżycie! -Tak drodzy państwo, ten niesplamiony angielskością dzieciaczek miał dobre serduszko! Poświęcał się czasem dla innych! -Weź go jeśli możesz, ja jak będę chciał to przecież mam blisko do Ciebie braciszku.
Ah to czyste i dobre serduszko Ailena. Wybaczcie zachwyt, userka po prostu się rozkochała w takim małym dzieciaczku, aż chętnie by sobie sama takiego zrobiła!
-A.. A ja mogę poprowadzić Was! -A raczej nie może, a musi, przecież to jego pomysł z wodospadem, tak? No i są tak jakby u niego.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Dawno, dawno temu w Nowym Świecie...

Pisanie by Meksyk on Wto Lut 24, 2015 1:03 pm

Jedzenie Azteków? Och, mam nadzieję, że Ailen nie miał jednak okazji wpaść na posiłkowanie się ciałami ofiar. Swoją drogą, jakże zabawna okazuje się ta jego wędrówka w azteckie progi, gdy pojmie się, że droga do Tenochtitlanu była usiana licznymi miastami innych plemion, a sam Tenochtitlan - otoczony fosą, która niejednego Hiszpana wciągnęła w swe głębiny. Wyjątkowo ufortyfikowane miasto to było. Ale po co wnikać - to je Ailen, tego nie ogarniesz, prawda?
Rzucił chłopakowi zniecierpliwione spojrzenie. Bogowie, jakże nieudolny musiał być jego umysł, skoro nie potrafił zarejestrować i spamiętać jednego, jedynego imienia? Chyba nie warto zawracać sobie tym głowy. I tak się nie nauczy.
- Na pewno jestem starszy od ciebie - burknął, słysząc tę sugestię. Nie ma co wiekowo ich porównywać, skoro już na pierwszy rzut oka i po wysłuchaniu kilku słów Ailena widać było, jak nieporównywalnie gorszy i głupszy jest od tak wspaniałej istotki, jaką był Xochipilli. A Xochi mądry - bo starszy! Logiczne.
Poskromca wilków? Co za magiczne tytuły, samo imię mu nie wystarczało? Meksykanin nigdy nie rozpatrywał możliwości nadania sobie jakiegokolwiek przydomku. Był Kwietnym Księciem, czasem ktoś go nazywał "wspaniałym", "wiecznym", "boskim" albo "kochanym" (wtedy zwykle pąsowiał i jąkliwie zaprzeczał przeciw nazywaniu go tak - "kochany" nie budziło należytej grozy).
- Kiedy dorosnę, będę dalej władał moim wielkim państwem - wzruszył ramionami. To oczywiste. Jutro, za miesiąc, w przyszłym stuleciu - cały ten czas zamierzał świętować, składać ofiary, męczyć i podbijać słabszych i w ogóle rządzić całym tym wspaniałym miejscem. Oczywiście tak naprawdę władzy nie sprawował Xochi, nie, nie - to była działka Montezumy. Ale młody, przekonany o własnej wspaniałości i świadomy sympatii, jaką go każdy w mieście darzył, wdrapywał się na tron czy do lektyki, gdy tylko Montezuma nie patrzył. Miał też na podorędziu sporo pióropuszy, o których z takim zachwytem wspominał Ailen. Były na niego co prawda za duże, ale co to za problem! I tak paradował w nich, dumny jak paw, spacerując po mieście i nie przejmując się, że może gdzieś tam jego władca szuka swojego ulubionego, zaginionego nakrycia głowy. I tak nigdy za takie wyczyny nie obrywał. Był zbyt "kochany", by ktoś go ukarał. Stąd taka mała, chciwa łajza z niego wyrosła. No, może nie taka mała, bo wzrostem mógł pochwalić się godnym, ale łajzą - tak czy inaczej - był.
- Wiem jak wyglądają wodospady - odparł szybko, marszcząc brewki i krzyżując łapki na pociachanej piersi. - Potrafię je nawet zrobić. - System nawadniania, kanalizacji i innych dupereli Aztek miał w małym paluszku, a żywioł wody nie był mu wcale obcy. Stworzenie sztucznego wodospadu też wchodziło w grę i już, tu i teraz, postanowił zażądać wykonania takiego cudeńka, gdy tylko wróci do domu. Będzie tupał nóżką, dopóki wujaszek Monte nie spełni jego zachcianki. Przekrzywił lekko głowę. - Wilki też mam! A ciebie... Ciebie miałem, bo do mnie przyszedłeś. A gdybym chciał, to by was nie było. Jesteście, bo jestem silny, ale pozwalam wam żyć sobie w spokoju w tych waszych... - Chwila rozkminy. Gdzie żyje ta dwójka? W mieście? Domku? Norze jakiejś? - W tym waszym dziwnym miejscu. Mam już dość dużo podwładnych. - Tu uśmiechnął się triumfalnie, gdyż istotnie miał się czym chwalić. Ale czy któregoś z tu obecnych - poza samym zainteresowanym - obchodziło to w jakimkolwiek stopniu? No cóż... Xochi oczekiwał, że i owszem. Ale tu, poza granice Tenochtitlanu, jego moc "ja oczekuję, ja chcę, wy macie tak zrobić" nie sięgała.
- Jeździł-... - Chciał zaoponować natychmiast, ale zrazu umilkł. Chyba jednak nie jeździł. A to mogłoby być całkiem ciekawe. A jak tak będzie się przechwalał, to jeszcze mu nie dadzą pojeździć i co wtedy? Toteż na ten krótki moment spokorniał nieco i przeniósł zaciekawione spojrzenie na niedźwiedzia.


Ostatnio zmieniony przez Meksyk dnia Wto Lut 24, 2015 4:33 pm, w całości zmieniany 3 razy (Reason for editing : Kodowanie się zbuntowało. D:)

_________________


http://thebest404pageever.com/swf/Das_Boot_Ze_Beer.swf
"Towarzyszu, on doniósł na was, że wy nie donieśliście na niego."
avatar
Meksyk

Rodzina : Mieszkańcy Ameryk Środkowej i Południowej
Liczba postów : 242
Skąd : Z krainy agawy, fiesty i wiecznej mañany.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dawno, dawno temu w Nowym Świecie...

Pisanie by Gość on Wto Lut 24, 2015 4:25 pm

Niedźwiedź był równie spokojny co jego pan, który nie wtrącał się ani w monolog Allena, ani pyszałkowatość Xochiplla (jak tak myślę, to w przyszłości kojarzyć mu się to będzie z karmą dla psów).
Co do własnego życia, on swoje uważał za ciekawe, cały czas podróżował po swym zimnym krajobrazie by nacieszyć się świerkowym zapachem tundry, albo czasami wpaść do brata by popatrzeć na bizony. Zawsze lubił duże zwierzęta i jakoś mu to tak zostało.
Miś tymczasem powąchał na nowo nieznanego dzieciaka i wilgotnym kawałkiem mięsa przesunął po jego policzku. Młodemu śmiało mogło to się skojarzyć z konsumpcją, gdyż misio polizał go otwierając praktycznie na całą szerokość pysk.
-Oboje możecie usiąść tu jest dużo miejsca...-poinformował brata przyszły Kanada jeszcze bliżej przysuwając się karku by zrobić więcej miejsca. Niedźwiedź tymczasem dalej zajęty był powolnym pożeraniem Xochiplla (nie, to wciąż się kojarzy z karmą dla psów)... znaczy... lizaniem go po twarzy, tym razem bez pokazywania dalszego uzębienia.


//poległam ;; Nie umiem długo pisać ;;


*Xochipilliego. <3
~Wheat

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Dawno, dawno temu w Nowym Świecie...

Pisanie by Gość on Sro Mar 18, 2015 2:47 am

(Wygrałam z sesją - mogę odpisywać!)

Nie, nie, nie. Wybaczcie. Choćby cały obecny i przyszły świat pragnął tego, to niestety Ailen nigdy nie natrafił na porę składania ofiar. Zresztą cholera go wie, dzieciak taki dziwni, pewnie i sami Aztekowie bali się tknąć go, a co dopiero złożyć w ofierze! A nuż by bogowie się obrazili.. Albo co gorsza - jeszcze coś by sam Ailen owym bogom zrobił! Toć to mogłoby się skończyć końcem świata! Właśnie! Dziękujmy Aztekom że wyznaczyli datę na 2012, przecież mogli zrobić to wcześniej, od w takim.. który to mamy XV wiek? Oj, jeszcze średniowiecze... A raczej jego koniec. Nie, nie, nie, koniec świata w średniowieczu nie jest rzeczą, której pragniemy, także zostawiamy składanie ofiary z Ailena w spokoju. Niech sobie tam żyje i zawraca głowę Indianinom.
A czemu to nie zapamiętywał imienia Azteka? Nie, wcale nie przez ułomność, ani nawet przez złośliwość, wszak mały Indianin to było urocze niewinne dziecko! Tylko niestety tak samo jak i niewinny Ailen był... roztrzepany, a imię Azteka po prostu nie wydawało się być na tyle ważne (oh, że niby to jego południowy przyjaciel i sąsiad? Ojtam, ojtam) coby zachowało się w główce na dłużej. Wybacz Xochipilli, jesteś mniej ważny niż przepis na placki, który to Ailen pamiętał o każdej porze dnia i nocy.
-Tak, tak, taaak... -Przeciągnął wydając z siebie dźwięk niczym ciągnięty za kark kot -Jesteś starszy tak jak i braciszek. Ale mnie to nie przeszkadza... Przynajmniej mam kogoś, kto się mną zajmie i zaopiekuje! -Oj zapamiętajcie te słowa, jeszcze kilkaset lat i będzie sam się rzucał do bronienia innych. Powiadam Wam - napawajcie się słodkim i niewinnym Ailenem, który pragnie aby go chroniono, bowiem niedługo to niewinne i kompletnie bezbronne dziecko wleci Wam F16 w tyłki szukając ropy! ...czy jakoś tak.
A właśnie, czy to o przyszłości nie było mowy? Ciekawe co by się stało, gdyby teraz przed tą trójką zjawiła się jakaś wróżka (nie śmiejcie się, według jednej Niemieckiej bajki Kolumb przypłynął do Ameryki.. WIEDZIONY PRZEZ WRÓŻKĘ.) i przekazała dzieciaczkom jaki czeka ich los. Zapewne rodzeństwo Indian by się cieszyło, gorzej z Aztekiem. Bo jak tu wielki i potężny Xochipilli (tak! Zapamiętałam!) miałby się pogodzić z faktem, że będzie skubać w mur i kosić trawniki (I TO JESZCZE KOMU! AILENOWI!) za kilka dolarów?
-Nie rozumiem tego państwa.. Nie lepiej jest żyć od tak.. na dziko? -Nie martw się Ailen, ta dzikość Ci zostanie, nawet w XXI wieku będziesz mieć rozpieprzone kilkadziesiąt stanów, każdy z innej parafii. -...nie musimy się niczym martwić.. Chodź czasem dochodzi do walk... Ale to tylko jak są naprawdę duże problemy. Poza tym miło... Chodź wolę mieszkać w lasach, na pustyni jest nudno... no i tam jest więcej walk.. O-O! J-Jak dorosnę to będę władać ludźmi w lasach! I oswoję wilki! -Ambitne plany. Ciekawe czy Ailen przewidział, że jak dorośnie to będzie TROSZKĘ za duży, aby dosiadać wilka.
Co zaś do samej władzy... Czy ktokolwiek ją tutaj posiadał? Ailen był po prostu uznawany za jakieś boskie dziecko natury, które Indianie muszą dokarmiać i zajmować się nim. Nie miał żadnej, dosłownie żadnej władzy. Zresztą jak już było wspomniane - to nawet nie było państwo! Ot, plemienia, ludy indiańskie porozrzucane od jednego wybrzeża po drugie, zero jakiejkolwiek struktury do władania. Co więcej - Xochipilli raczej był bardziej rozwinięty pod względem tego kim był i jaką miał rolę na tym świecie. A Ailen? On nawet nie miał zielonego pojęcia że był jakąkolwiek personifikacją. Owszem, dziwił go fakt, że nie starzał się tak jak jego koledzy, jednak nigdy nie przyszło mu do głowy zastanowić się czemu, pomimo iż zdążyły już co najmniej 3 pokolenia minąć, on wciąż wyglądał na nie więcej niż kilka wiosen.
Na słowa Azteka machnął ręką. Akurat... Phi. Ailen nie wierzył kompletnie w te przechwałki południowca, uważał je za głupie wymysły, że niby Xochiemu przygrzało słoneczko czy coś... Zresztą jak już pisałam - on nie wiedział kim oni są, był świadom, że raczej całą trójką stanowią jakiś ułomny rodzaj człowieka który się o wiele, wiele wolniej starzeje, a więc nie miał kompletnie żadnego powodu aby przypisywać komukolwiek z nich dodatkowe moce jak to czynił Aztek względem siebie.
-...nie wiem jak brat, ale ja żyję w lesie. -Mruknął jedynie i przeniósł wzrok na brata. Oh te małe oczka Ailena, już nie takie całkiem czarne jak wcześniej. -I żyjemy bo nie masz władzy nad wszystkim.. A nie masz bo nawet połowy ziem nie znasz..
Ziewnął nie otrzymawszy wcześniej odpowiedniej dawki tlenu i pokiwał główką na słowa o ujeżdżaniu niedźwiadka. Bez wahania podszedł do miśka i pogładził szorstkie futerko.
-No hej kochany... Nic Ci nie zrobię, jestem tylko młodszym braciszkiem Twojego pana! A że jestem młodszy i on mnie chroni.. to Ty też możesz mnie chronić!
Tak, Ailen właśnie pogadał sobie z niedźwiadkiem. Zaraz potem spróbował się też wspiąć na grzbiet misia przy okazji nieporadnymi łapkami chwytając się ubrania Matoskah'a.
-Wiesz, gdzie jechać...?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Dawno, dawno temu w Nowym Świecie...

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach