București - 'odwiedziny' Mołdka

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: București - 'odwiedziny' Mołdka

Pisanie by Rumunia on Nie Kwi 12, 2015 2:19 pm

- Guzik prawda. - mruknął jeszcze z progu pokoju. Mołdek niech lepiej się nie spiera, bo i tak się nie zna. Zostawi smarkacza, żeby w spokoju zjadł, a sam sobie śniadanie przygotuje. Wrócił więc do pokoju z drugim talerzem i kubkiem herbaty, tym razem dla siebie. Młody akurat kończył swój posiłek. Trochę straszne, zważywszy na tempo, z jakim to całe jedzenie zniknęło nie, żeby sam tak szybko nie potrafił jeść.
- To dobrze, że smakowało. - chociaż tyle pozytywów z tej wizyty, że Dragoś na jedzenie nie narzeka. A spróbowałby grymasić... Virgil zajął się teraz w spokoju jedzeniem, kiedy, Mołdek poruszył pewną sprawę.
- Słucham? - już samo to, że ktoś Mołdkowi coś ukradł, brzmiało niesamowicie. Owszem, zdarzało się nie raz, że okradziono Rumunię, ale Mołdawia wbrew pozorom wcale nie był aż taką łajzą i pechowcem jak starszy brat. Przynajmniej w tym jednym się w niego nie wdał... No dobra, znajdzie się jeszcze parę rzeczy, ale Virgil do siebie tego nie dopuszcza. Taki trochę mizerny sposób podbudowania własnej wartości.
- Wiesz, nawet bym ci dał kasę, ale jest jeden problem. Nie mam jej. - najprostsze i najszczersze tłumaczenie, jakie może być. I tego nic nie przeskoczy, nawet Mołdawia udający kota za Shreka.
avatar
Rumunia

Rodzina : Ludy Romańskie
Liczba postów : 90

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: București - 'odwiedziny' Mołdka

Pisanie by Gość on Sob Kwi 25, 2015 5:38 pm

Mołdek zaniepokoił się. Wręcz zawiercił nerwowo, a na rumuńskie "słucham" niemalże podskoczył. Wbił baaardzo smutne spojrzenie w Virgila. Trudno, nie wyszło tak jak planował. Mógł się spodziewać, że kogo jak kogo, ale Rumuna nie będzie tak łatwo oszukać. To troszkę jak próba ogrania szachowego arcymistrza, samemu będąc amatorem w tej dziedzinie.
- No d-dobrze, troszkę inaczej było - przyznał cichutko. - Miałem wyliczone na powrót, naprawdę. Wszystko zaplanowałem... ale nie wziąłem pod uwagę, że fajki będą takie drogie. Nie planowałem kupować, ale... ale tak wyszło. No wiesz. Czułem, że muszę sobie zapalić, skrętów nie miałem, ukraść nie było jak, za bardzo pilnowali. A miałem jeszcze nieco kasy... na powrót. Ale już nie mam. I ja bardzo, bardzo potrzebuję wró-
Urwał. Nagle dotarło do niego ostatnie zdanie Rumuna. Nie to, żeby Virgil powiedział to zanim Mołdek zaczął nawijać. Po prostu Dragoś jakoś tak z opóźnieniem przyswoił sobie co naprawdę oznacza dla niego ostatnie zdanie.
- Nie masz? Tak całkiem? - to się wystraszył i to porządnie. - ...i co teraz? - spytał cichutko.
Teraz to dopiero jest... nie, nawet nie smutny. Cholernie wystraszony i zdezorientowany. Nie pomyślał o tym, że brat mógłby dla niego nie mieć. Jak to? I nie wytrzaśnie tej kasy, nie zdobędzie? Przecież trzeba coś zrobić! Dragoș zaczął intensywnie, acz chaotycznie, myśleć nad sposobem zdobycia kasy.
Może da się pożyczyć od sąsiada? Albo ukraść gdzieś na ulicy? Pożyczka? Sprzedaż lodówki? A może nerki frate? A może posprzątać za pieniądze czyjeś mieszkanie?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: București - 'odwiedziny' Mołdka

Pisanie by Rumunia on Sro Kwi 29, 2015 8:09 pm

Dzieciak chyba się nieco przestraszył, a to znaczy, że miał świadomość, że chyba zrobił coś, czego nie powinien. Dalsza część jego wypowiedzi tylko potwierdziła podejrzenia Rumuna.
- Czyli miałeś kasę i wydałeś ją na fajki, dobrze rozumiem? - najpierw skupowanie cytryn od Włochów, teraz papierosy, czy Mołdek nigdy się nie nauczy i zawsze zamierza przepuszczać pieniądze na głupoty? Załamać się idzie normalnie. Gdyby nie to, że Virgila nie stać, oraz ma uraz do psychologów i całej tej hołoty, to wysłałby brata na terapię odwykową.
- No właśnie nie mam. I nie wyczaruję. - nadal po Virgilu widać, że jest bardzo niezadowolony z tego, co Mołdek powiedział – Nie wiem, na razie i tak tu zostaniesz, dopóki z kostką nie będzie wszystko w porządku.
Co się będzie teraz martwił, przyjdzie czas, to coś wykombinuje.
avatar
Rumunia

Rodzina : Ludy Romańskie
Liczba postów : 90

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: București - 'odwiedziny' Mołdka

Pisanie by Gość on Pią Maj 01, 2015 2:06 pm

Nie wyglądało to najlepiej. Wręcz przeciwnie, coraz gorzej. Mołdek powoli zaczynał żałować, że w ogóle ruszył się ze swojego przytulnego domku. Ale kupna fajek nie żałuje. Dobre kupił, to musi sobie przyznać, zna się na tym!
- No kupiłem, tak wyszło... - przytaknął z ociąganiem.
Wcale nie podoba mu się podejście brata do palenia fajek. Przecież Dragoś doskonale wie, że Rumun też pali! Więc nie ma prawa mu zabraniać, a wszystkie jego argumenty podyktowane są egoizmem i zadufaniem w sobie, tak.
-...co? Mam tu zostać TAK DŁUGO? - no tego to się po bracie nie spodziewał.
Spojrzał na niego z oburzeniem, wyraźnym sprzeciwem wobec takiego szalonego pomysłu.
- Nie, nie, tak nie może być. Przecież to strasznie dużo czasu! Co ja tu będę robić? Poza tym, nie masz kasy na pociąg albo jakieś taxi? No weź... ukradnij coś, albo nerkę sprzedaj... jeśli mnie kochasz, to nie będziesz oszczędzać na mnie swoich nerek!
Wbił w brata wyczekujące spojrzenie. No dobrze, może z nerką ciut się zapędził, ale tu przecież chodzi ogólnie o jakieś działania, żeby coś zrobić, a nie - tak po prostu czekać! No skandal, panie, skandal!

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: București - 'odwiedziny' Mołdka

Pisanie by Rumunia on Sob Maj 02, 2015 7:30 pm

No wiadomo, że nieczyste intencje się prędzej czy później na ich właścicielu zemszczą. Virgil może nie był jakiś przesądny nie aż tak jak ogromna większość Rumunów, ale gdyby wiedział, o czym Mołdek teraz myśli, to tak by właśnie powiedział. No bo jak to tak, jechać do własnego brata tylko po to, żeby go okraść? Coś, czego absolutnie nie powinno się robić, w końcu to rodzina.
- Da, kupiłeś. A miałeś nie palić! - rudy ma całkiem uzasadnione pretensje. No popatrzcie na niego, jak to wygląda, kiedy taki szczyl pali, jeszcze w takich ilościach? Fakt, Virgilowi się też zdarzało czasem zapalić, jednak raz, że to nie było zbyt częste, dwa, w jego przypadku nikt nie może się przyczepić. A Dragoș przesadza i nawet nie wie, w jakie bagno się ładuje!
- Popatrz no na siebie, uzależniony jesteś! A to dopiero początek! Zobaczysz, od fajek się zaczęło, a potem dojdzie alkohol i inne używki. Staczasz się! - może trochę przesadza, ale jak smarkacza postraszy, to może w końcu coś do niego dotrze. I stara się za bardzo nie podnosić głosu, żeby wścibska sąsiadka nie miała pretekstu do szpiegowania.
- Tyle ile będzie trzeba. Nie puszczę cię przecież z rozwaloną nogą. - Mołdek to powinien być mu wdzięczny za troskę, a nie zachowuje się, jakby Virgil go postanowił ukarać pobytem u siebie. Sam Dragoș sobie winny, ale i tak taka postawa jest dla Coțofany trochę przykra. Zwłaszcza żądania zdobycia kasy poprzez poświęcenie rumuńskich nerek.
- Kasy nie ma i na razie nie będzie. - burknął na brata, ucinając temat – A jak nie masz co robić, to zawsze możesz sobie coś poczytać. - książek i starych gazet ci u nas dostatek, jest w czym wybierać. W samym pokoju walało się tego od groma.
Virgil natomiast pozbierał naczynia i wyniósł je do kuchni, by je umyć.
avatar
Rumunia

Rodzina : Ludy Romańskie
Liczba postów : 90

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: București - 'odwiedziny' Mołdka

Pisanie by Gość on Sob Maj 02, 2015 9:30 pm

Sprawa oczywista, że Mołdawia zadowolony z takich słów nie jest. Jednak nie zamierza atakować braciszka i bawić się w słowne przepychanki. Zamiast tego postanowił przyjąć zupełnie inną taktykę. Zrobił bardzo smutną minkę, posłał Rumunowi spojrzenie zranionej sarenki.
- Wiem, przykro mi... - przyznał cichutko. - Ale ja wcale nie chciałem, ja nie umiem nad tym panować, to samo tak wychodzi...
Stęknął, robiąc jeszcze bardziej smutną minę. No, może i faktycznie jest mu nieco przykro, ale na pewno nie aż tak. Ale z pewnością lepiej jest rozegrać to tak i wziąć Virgila na litość. Powinien mu współczuć, pocieszać go i zapewniać o swoim wsparciu, a nie besztać oraz straszyć innymi nałogami!
- Alkoholu wcale nie piję. Chciałem spróbować wódki z kartonika, bo mnie ta podróż po twoim kraju wymęczyła, ale pani z kiosku mi nie sprzedała - poskarżył się, bo w swoim przekonaniu jest poszkodowany. W końcu jeden kartonik to nie alkoholizm, a pić mu się mogło zachcieć. Poza tym, o - jaka ta Rumunia okropna! U niego by mu na pewno nie sprzedali!
Westchnął cichutko. Jakoś tak nie uśmiecha mu się siedzenie tutaj nie wiadomo ile. I wcale nie chodzi o to, że u Rumuna. Ba, Mołduś bardzo chętnie spędza czas z Rumunem, żeby nie było, lubi go i w ogóle! Ale kłopot teraz leży gdzie indziej - Dragoś po prostu nie lubi siedzieć w jednym miejscu z unieruchomioną nogą. Jest na to zbyt aktywny, nie potrafi godzinami czytać, za szybko się nudzi i rozprasza!
- Spróbuję poczytać... - mruknął, niezbyt zachwycony perspektywą spędzenia kilku kolejnych dni na łóżku Virgila.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: București - 'odwiedziny' Mołdka

Pisanie by Rumunia on Wto Maj 05, 2015 8:38 pm

- Ktoś powinien cię pilnować, skoro sam tego nie umiesz. - odparł Virgil. Taka prawda, dzieciak nie jest jeszcze gotowy, by samodzielnie mieszkać. A jakby został u braciszka, to rudy by go upilnował. A tak? No właśnie, przepuszcza smarkacz wszystkie pieniądze na bzdury, a potem nie ma co jeść.
- I bardzo dobrze, wódka nie dla smarkaczy. - brawa dla pani z kiosku! - I takiś pewny, że nie pijesz? A co z winem? - jakby nie było, wino to alkohol, a Virgilowi jakoś nie chce się wierzyć, by Dragoś nie próbował czasem sobie winka podpić.
Od jednego kartonika się zaczyna, a potem człowiek wpada w nałóg, o. I co potem, odwyk? Lepiej do tego nie dopuścić i zapobiec zawczasu.
- Bine, chcesz jakieś baśnie, czy coś? - i takie rzeczy się na biblioteczce Rumuna znajdą, bo czemu nie? A nuż Mołdka coś zaciekawi?
avatar
Rumunia

Rodzina : Ludy Romańskie
Liczba postów : 90

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: București - 'odwiedziny' Mołdka

Pisanie by Gość on Sro Maj 06, 2015 11:30 am

Zrobił duże oczy i z niedowierzaniem wgapił się w Virgila. I bardzo długo gapił się tak bez słowa. Przyswajał sobie to, co właśnie usłyszał i starał się to odpowiednio zinterpretować. Od razu widać, że bardzo go to poruszyło. Że nie do końca jest pewny, jak powinien to odebrać.
Przez to wszystko dopiero po dłuższej chwili odezwał się do Rumuna.
- ...ktoś? Chyba... chyba nie masz na myśli tego, żeby... żeby... - zająknął się. - ...żebym wrócił... tutaj? O-obiecałeś mi, miałem mieć niepodległość i nie oddam tego!
Co z tego, że Vir wspomniał tylko o pilnowaniu, żeby Dragoś nie wpadał w nałóg? To na pewno ma drugie dno, a Mołdek - przewrażliwiony na punkcie swojej niezależności - nie ma zamiaru dawać najmniejszej szansy na to, że mu to ktoś odbierze. Nawet jeśli miałby to być jego braciszek, którego przecież, bądź co bądź, lubi.
- A wino... wino to wino, przecież wiem, że mogę. Też mi alkohol, pff - mruknął cicho, wciąż zaaferowany samą myślą, że Rumun mógłby chociażby sugerować mu powrót i utratę niezależności.
Poza tym, sprawa wina jest dla niego oczywista. Zawsze sobie pił, kiedy miał ochotę i nie widzi w tym nic złego. To przecież nie wóda, więc Virgil naprawdę nie ma o co się czepiać! Przecież obaj doskonale wiedzą, że Mołdawia żadnym alkoholikiem nie jest...
- Mogą być baśnie... - westchnął jeszcze, chociaż widać, że wcale nie jest zajęty myślą o baśniach.
Czy jakimkolwiek innym czytaniu. Troszkę się zasępił i taki bez życia sobie siedzi. Chyba naprawdę jest mu smutno z powodu tej małej nadinterpretacji, że jego kochany braciszek chciałby go, ot tak sobie, bez powodu, znowu zagarnąć do siebie i odebrać wszelką niezależność. To przecież... nie, Mołdek woli nawet o tym nie myśleć. Przecież tak być nie może i nie będzie!


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: București - 'odwiedziny' Mołdka

Pisanie by Rumunia on Sro Maj 06, 2015 4:41 pm

- Mówię, że sobie sam nie radzisz, a czy wrócisz, czy nie, to już twoja sprawa. - dopiero ranek, a on już jest zmęczony i przez tę dyskusję, i przez zarwaną noc, i przez użeranie się z sąsiadką. Normalnie żyć, nie umierać.
- Masz przecież niepodległość, nikt ci jej nie zabrał. - odparł dzieciakowi. Jeszcze Mołdek gotów się rozpłakać, a nie o to przecież chodzi. Chodzi o to, żeby się nie pakował w nałogi.
- Nu, wino to jest alkohol i taki smarkacz nie powinien tego pić. - taka prawda, czasy się zmieniły, a oni muszą się do nich dostosować. Bo inaczej będą mieć problemy, o czym nie raz Virgil zdążył się przekonać.
- Bine, już ci szukam. - wygrzebał z regału jakąś starą, zakurzoną książkę i podał ją bratu. Zwykłe baśnie i podania z rumuńskiego folkloru. Rumun lubił czytać takie rzeczy, ciekawe, jak Mołdek.
- Skoro masz co do roboty, to ja się wezmę za sprzątanie kuchni. - bo kiedyś w końcu trzeba to zrobić.
avatar
Rumunia

Rodzina : Ludy Romańskie
Liczba postów : 90

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: București - 'odwiedziny' Mołdka

Pisanie by Gość on Sro Maj 06, 2015 6:13 pm

Nie rozpłakał się. Mimo wszystko, nawet nie pomyślał o takiej ewentualności i gdyby dowiedział się, że jego starszy brat go o to podejrzewa, czy też jest chociażby skłonny go o to podejrzewać – to pewnie byłby bardzo niepocieszony. Co jak co, ale beksą nie jest. No dobrze, zdarza mu się płakać, ale nie z byle czego!
- Wiem, że mi nikt nie zabrał. Ale i tak, trochę się... boję – westchnął cicho.
Przez moment znowu siedział bez słowa, ale nagle przyszło mu do głowy, że Rumun gotów sobie pomyśleć, że to jego boi się Mołdek, że to jego uważa za agresora gotowego odebrać mołdawską niepodległość. A to troszkę nie tak. Owszem, nie lubi gdy brat napomina albo chociażby robi aluzje do tego, że mogliby znowu mieszkać razem. Ale tak naprawdę nigdy nie traktuje jego słów, czy też swoich interpretacji na poważnie. No, może faktycznie czasami go ponosi, ale jednak koniec końców wie, że Virgil to jego brat, który chce jego dobra. Nawet, jeśli na to nie wygląda i czasem się z nim o to kłóci i zarzuca mu, że jednak nie. Ale nie powie tego bratu na głos, to byłoby zbyt miłe, zbyt ckliwe i jeszcze by wyszło, że dzieciak jest do brata bardzo przywiązany. A takich postaw Mołdawia nie zamierza reprezentować. Nie, ma się przecież zaprezentować jako niezależny i samodzielny!
- A-ale nie ciebie się boję! Bardziej chodzi mi o Rosję... - dodał więc, żeby Rumunia nie miał wątpliwości o kogo Dragosiowi chodzi.
Sprawa wydawała się więc zamknięta i teoretycznie mógł zająć się już czytaniem książki, którą przyniósł mu Vir. Jednak nie zabrał się za to. Jeszcze nie.
Nie może, po prostu nie może. Nie w chwili, w której brat wytyka mu... alkoholizm? Czy cokolwiek to miało być z tym winem. Nie brzmiało to ani dobrze, ani ładnie i najzwyczajniej w świecie nie podoba się to Dragoszowi. Uważa, że brat specjalnie zrobił mu taki przytyk i przesadził. Był zwyczajnie niemiły! A w każdym razie mógł sobie darować tego „smarkacza”. Jak on w ogóle go traktuje? Mógłby okazać mu nieco szacunku! Co z tego, że jest młodszy? Ale na pewno lepiej sobie radzi w życiu niż taki Virgil! Poza tym, wiek i wzrost nie mają tu nic do rzeczy! Swoje życiowe doświadczenie już ma, nawet całkiem sporo. Wbrew pozorom nie jest nieporadnym dzieciaczkiem – w końcu, pomimo drobnych wpadek i kłopotów – jakiś czas już mieszka sam i radzi sobie całkiem dobrze! No niech będzie, „całkiem dobrze” to nieco naciągana wersja. Ale żyje i ma się jako-tako więc nie jest też źle!
- Wino jest dobre, lubię wino. Tylko bułgarskie mi nie smakuje – stwierdził. - Poza tym, nie jestem smarkacz i nie widzę problemu w tym, żeby od czasu do czasu napić się dobrego winka! Właśnie, chciałbym, żebyśmy się razem napili, jak już jestem... to byłoby całkiem przyjemne, prawda? Frate?
Zamiast przeprosić, czy też odpuścił najzwyczajniej w świecie podpuszcza Rumuna do tego, żeby razem z nim się napił. I robi to całkowicie celowo i z premedytacją. Bo może. Bo tak. Bo to będzie fajne. Poza tym, dawno bratu wina nie podpijał.
- Multumesc, frate – wyszczerzył się do brata, jednocześnie chwytając książkę.
Wygląda na to, że Virgil dawno jej nie czytał, gdyż jest zakurzona. Ale to nic, Mołdek przetarł jej grzbiet, wycierając kurz swoim rękawem. Następnie obejrzał ją z każdej strony i otworzył na pierwszym rozdziale. Położył się wygodnie na rumuńskim łóżku, podparł głowę i zagłębił się w lekturę. Jak on dawno czytał taką książkę! U siebie takich nie ma. W sumie, w tej chwili, to nie ma żadnych – miał kilka książek, ale musiał je sprzedać z powodu chwilowych, całkiem poważnych braków w finansach. Zdobytą kasę planował wydać na bilet do brata, któremu miał ukraść paszport, a następnie wydać resztę kasy na powrót. Zaś dzięki rumuńskiemu paszportowi miał wyrwać się z tej dziury i zarobić całkiem sporo pieniędzy!
Plan jednak nie wypalił, gdyż zamiast być już w drodze powrotnej, Dragoś leży na łóżku Virgila, z rozwaloną kostką, no i czyta tę książkę.
Chociaż, mimo wszystko, nie narzeka. Ba, chyba się wciągnął, bo przez całkiem długą chwilę był cichutko i nie interesował się tym, co dzieje się dookoła niego. A co za tym idzie, nie przeszkadzał w niczym Rumunowi. Minęło raptem coś około 2-3 godzin, a Mołdek jest już niemalże w połowie książki. I chyba nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak mu ten czas szybko leci.
Jednak gdzieś tak w połowie książki dotarł do fragmentu o tym, jak to wieśniaki rozprawiły się z wampirem. Wampir! Ooo, ale by sobie Mołdek zapolował na jednego z tych plugawców! No po prostu nienawidzi ich! Jak był młodszy, chciał zostać łowcą wampirów... w sumie, to dalej tego chce. Ale teraz nie przyznaje się już do tego tak chętnie. No, chyba że swojemu braciszkowi. Virgilowi można powiedzieć wszystko, pod warunkiem, że jest się Mołdawią.
- Haa! Giń podła bestio! - zakrzyknął bojowo, kiedy wampir w jednej z klechd został ubity.
Mołdek usiadł gwałtownie na łóżku i rozejrzał się. Wciąż ma bojowe nastawienie. Chciałby takiego dorwać i wreszcie mieć okazję zrobić z takim porządek! Jest tyle możliwości... mógłby zakopać go twarzą w dół. Albo włożyć w zęby cegłę! Albo chociaż urwać łeb i wsadzić między nogi! Mołdek, jako zapalony amator-łowca wampirów sam z siebie chętnie dowiadywał się jak te dziady tępić i jak to się robiło w różnych zakątkach Europy. Stąd jego bogate doświadczenia oraz przeświadczenie, że jakiś tam czosnek, czy też woda święcona to podpucha i nic nie warte wydurnianie się.
- FRATE! A CZY JEST TUTAJ JAKIŚ VAMPIR?! - zakrzyknął, bo brata akurat nie miał obok siebie.
Poza tym, rozpiera go energia i jest gotowy na łowy! Co z tego, że ma rozwaloną kostkę? Jego wiedza oraz zapał wystarczą, wynagrodzą mu rozwaloną nogę i dadzą przewagę! Wygra! Niechże tylko jakiegoś znajdzie! No bo kto wie, może jakiś się tu ukrywa, uprzykrza życie biednemu Rumunii, a ten nawet nie ma do kogo zwrócić się z pomocą? Ha, dobrze, że ma takiego Mołdka!


Jedno jest wiadome – krzyk Mołdawii usłyszała ulubiona sąsiadka Virgila. Czujna od samego rana i już nieco zawiedziona ciszą i spokojem – wreszcie dostała to, na co tyle czekała. Krzyk. Hałas. Zakłócenie porządku. Na pewno ten rudy zwyrodnialec znęca się nad dzieckiem. Krzywdę robi. Jak zwykle. Dobrze, że nie dała się zwieść względnemu spokojowi i pozostała czujna, gotowa do akcji!
Teraz wreszcie będzie mogła przejść do rzeczy i zacząć działać. Jest przygotowana i ma wieloletnie doświadczenie w tej dziedzinie, więc nie pozwoli się zbyć byle czym.
Bez zastanowienia chwyciła swoją laseczkę i potruchtała do tej siedziby zła wcielonego, meliny patologii i wylęgarni wszelakich chorób społecznych. Czyli że do skromnego mieszkanka Rumuna.
Zapukała laską.
Głośno, z wyrzutem, z wyraźnym zniecierpliwieniem. Władczo, w samym już stuku słychać, że kobiecina nie ścierpi ociągania się, czy też wykrętów. Że jest w równie bojowym nastawieniu, co Dragoś przed chwileczką. I jednocześnie... że jest w jakiś sposób szczęśliwa i podekscytowana. Taka prawda, gdyby nie dostała pretekstu, to musiałaby spędzić kolejny nudny, spokojny i samotny dzień. A tak, może wyjść do ludzi, narobić awantury, zrugać tego rudego drania. Uratować dzieciaczka. Zaprowadzić w swoim bloku porządek. Być bohaterką na swoim osiedlu i uratować ten dzień!
- Proszę otwierać, ale już! - zakrzyknęła.
Jej głos jest równie apodyktyczny, co pukanie laską. Lekko zachrypnięty, ale jednak dźwięczny i wyraźny. W młodości była śpiewaczką operową, z czego do dnia dzisiejszego jest kobiecina bardzo dumna. Gdyby ktoś ją poprosił, to z miłą chęcią opowiedziałaby o najlepszych latach swojej młodości, kiedy to śpiewała w operze, była doceniana, kochana przez wszystkich! A po pracy chodziła na drinka, ewentualnie pięć. Ewentualnie na wódkę. Jak to bawili się i śpiewali z przyjaciółmi z pracy piosenki, o już niekoniecznie cenzuralnej i ładnej treści. Jak to wracało się do domu nad ranem, kiedy niebo było siwe i słychać było pierwsze ptasie trele. Jednak nikt się jej o to nigdy nie spytał. Nikogo nie interesowało życie starej, zabiedzonej staruszki pamiętającej najlepsze lata dyktatorskiej władzy niejakiego Nicolae Ceaușescu. Aach, o nim też mogłaby tyle opowiedzieć, o życiu za jego kadencji.
Jednak o to też nikt nigdy jej nie spytał. Za to jej sąsiad, ta ruda małpa, sprowadził sobie dziecko, nie wiadomo skąd. I teraz to biedne dziecko krzyczy, bo ten rudy drań robi mu krzywdę, jak nic! Na szczęście sąsiadka ma jeszcze w sobie dużo życia i siły, bo je dużo papryki. Więc stoi teraz dzielnie pod drzwiami, gotowa do szturmu, do odsieczy, do niesienia pomocy swoim malutkim, bezbronnym bliźnim! Marszczy przy tym groźnie brwi i lekko pofukuje oraz posapuje. Wszystko to najprawdopodobniej z emocji, gdyż kobieta nie czuje się ani trochę zmęczona, jest wręcz przeciwnie, o czym zaraz będzie miał okazję przekonać się Virgil.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: București - 'odwiedziny' Mołdka

Pisanie by Rumunia on Czw Maj 07, 2015 12:44 am

Dla Virgila Dragoș wciąż był dzieckiem, więc nie odebrałby płaczu jako coś, co mu nie przystoi. Inna sprawa, że zdecydowanie wolałby uniknąć ronienia samotnych barokowych łez przez Mołdka. Jak już zostało wspomniane, jego nieco burkliwy ton wypowiedzi spowodowany był zmęczeniem i ogólnym zamartwianiem się o braciszka. Nie chciał go nastraszyć, nawet nie pomyślał o tym, że młody odbierze to jako groźbę zabrania mu niepodległości.
- No ale czego się boisz? - zapytał, uważnie obserwując Mołdka. Dzieciak wydawał się być trochę przygaszony. Virgil doskonale rozumiał jego niepokój o to, czy uda się utrzymać niepodległość, czy nikt przypadkiem nie czai się, by zagarnąć jego tereny. To jest bardziej lub mniej realne zagrożenie, nie ma co ukrywać. Wszystko zależy właściwie od czasów, podejmowanych przez rządzących decyzji i w dużej mierze od najzwyklejszego szczęścia. No i od sąsiadów i ich zakusów. Najgorsze jednak było to, że Dragoș doszukiwał się chęci przejęcia jego ziem nawet w zwykłych uwagach brata. A tu nie o to chodziło, Virgil po prostu się o niego martwi i w ten sposób przejawia swą troskę. Smutne, że dzieciak odbiera to jako groźbę, egoistyczną zachciankę brata, by przyłączyć jego ziemie na powrót do Rumunii. Choć Coțofană nie ukrywa, że o wiele bardziej taki stan rzeczy byłby mu na rękę, jednak nie zamierza wywierać na Dragosiu presji, a już na pewno nie będzie go przekonywał do tego siłą. Być może młody sam kiedyś stwierdzi, że z bratem po prostu będzie mu lepiej? Virgil miał taką nadzieję.
-Rosji? - kamień mu spadł z serca, to jednak nie o niego chodzi. No ale co ma Rosja do tego, że Mołdek nie potrafi sam się upilnować przed wydawaniem pieniędzy na głupoty? Tego, póki co, Virgil jeszcze nie rozszyfrował, zagadka jak na razie pozostaje nierozwiązana. No ale że Rosji Dragoś się boi, to nic dziwnego. Prawidłowa reakcja, można powiedzieć. Zwłaszcza w kontekście tego, co się obecnie dzieje na Ukrainie. Mołdawia nie była w UE, była tylko krajem stowarzyszonym, co nie zapewniało jej takiej ochrony, jak na przykład Rumunii. Kolejna rzecz, która przemawiała za powrotem do bra-... dobra, mieliśmy tego tematu więcej nie poruszać. Wróćmy do tego, że jest się czego bać. Rosji. Spamu z Ukrainy. Skarbówki. Zagrożenie było, niejeden kraj nie może przez Iwana spać po nocach. Rumunia swego czasu narobił rabanu na forum międzynarodowym, żeby w końcu zwrócili na ten problem uwagę, ale jak na razie doczekał się tylko nazwania go panikarzem, a ze strony Rosji pogróżek w różnych formach. Cóż, tym drugim raczej nikomu się nie zamierzał chwalić. Na razie...
Młody dostał książkę, ale najwyraźniej jeszcze nie zamierza się nią zająć. Virgil spojrzał na niego, lekko unosząc brwi. A wtedy okazało się, że Dragoș ma zupełnie odmienne zdanie co do definicji napoju alkoholowego. Virgil westchnął, przygotowując się na odpowiedź. Oczywiście, że nie zarzuca bratu alkoholizmu! Po prostu go ostrzega przed realnym zagrożeniem, jakim jest nałóg. Trzeba będzie młodemu wytłumaczyć, że wino dla czternastolatka (w końcu na tyle Mołdek wygląda) nie jest najodpowiedniejszym napojem. Taka jego rola, jako starszego brata. A że sam w jego wieku gorsze rzeczy robił, to już inna sprawa. W końcu dla niego Mołdek ciągle jest nieogarniętym, nieco nieporadnym dzieciakiem, który nie zawsze sobie ze wszystkim radzi.
- Jak już mówiłem, wino jest alkoholem. - wyjaśnił ponownie Dragosiowi, może w końcu to do niego dotrze – Czasy się zmieniły i wino nie jest już takie słabe, jak kiedyś. A osoba w twoim wieku w ogóle nie powinna pić żadnego alkoholu, to dla ciebie niezdrowe. No i nie urośniesz przez to. Chcesz wiecznie być dzieciakiem? - może akurat teraz wciska młodemu kit, ale jeśli to pomoże, to przecież cel uświęca środki, zwłaszcza, gdy te nikomu nie szkodzą. A podpuszczanie do wspólnego picia, przynajmniej w wypadku Mołdka nic nie da. – Bine, napijemy się, napijemy... jak już dorośniesz i będę miał u siebie wino. - prosta i nieco bolesna prawda, po ostatniej wizycie słowiańskich kumpli prawie nic nie zostało z rumuńskich zapasów alkoholowych. A trzeba dodać, że przynieśli też swoje trunki. Biedny Rumun, odchorowywał tę imprezę przez kilka dni. Sąsiadka zza ściany też nie była tym zachwycona, o czym dość głośno dawała znać następnego dnia po imprezie.
Młody w końcu zajął się książką, toteż Rumun powędrował do kuchni, by zająć się jej ogarnięciem. Co przy rumuńskiej tendencji do bałaganienia łatwe nie było. No ale jak się za to w końcu nie weźmie, to potem będzie jeszcze gorzej. Tak więc skoro i tak dzisiaj siedzi w domu i pilnuje brata, to może w spokoju zabrać się za sprzątanie. Przez parę godzin był spokój, Dragoș, pochłonięty lekturą, siedział nadzwyczaj spokojnie w sypialni. Był tak cicho, że parę razy Rumun zaglądał do pokoju, by sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku. Widząc zaczytanego Mołdka uśmiechał się i wracał do roboty. I wszystko fajnie, dopóki braciszek nie wydarł się praktycznie na całe blokowisko. Virgil od razu pognał do pokoju, sprawdzić, co się dzieje.
- Nie krzycz tak! Żadnych wampirów tu nie ma. - siebie nie liczył, no ale ani on, ani dzieciak chyba go za wampira nie uznaje, więc jest bezpieczny. Zresztą po co jakikolwiek wampir miałby tu siedzieć, w końcu Coțofană jest anemikiem, więc jego krew zbyt wartościowa nie jest.
Ledwo uciszył brata, zaraz rozległo się natarczywe walenie laską w drzwi i usłyszał znajomy skrzekliwy głos, za którym nie przepadał prawie tak samo jak za jego właścicielką. Westchnął ciężko, ale powlókł się do drzwi. Jeśli nie otworzy, to baba gotowa sprowadzić tu cały oddział antyterrorystyczny, albo inne licho. Albo po prostu wyważyć drzwi, jak już kiedyś próbowała. No nic, lepiej tego uniknąć, dlatego Virgil, choć niechętnie, uchylił drzwi i stanął twarzą w twarz ze swoją ulubioną sąsiadką.
- Witam ponownie, czegoż moja szanowna sąsiadka sobie życzy? - zachowywał się uprzejmie, choć może w tej postawie dałoby się zauważyć lekką przesadę. No i ten wymuszony uśmiech. Staruszka pewnie nie da się na to nabrać.

avatar
Rumunia

Rodzina : Ludy Romańskie
Liczba postów : 90

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: București - 'odwiedziny' Mołdka

Pisanie by Gość on Czw Maj 07, 2015 6:20 am

Cóż, to że dla Virgila był dzieckiem, jeszcze wcale nie świadczy o tym, że Dragoș uważał sam siebie za takiegoż dzieciaka. Nie, w swoim przekonaniu jest już pełnoletnim i samodzielnym osobnikiem. Że niby wygląda na te czternaście lat? A co to ma do rzeczy, przecież wygląd jeszcze o niczym nie świadczy! Więc niby dlaczego go tak dyskryminować? Właśnie tak, dyskryminować! Powinien się gdzieś poskarżyć, czy coś. Tylko że jeszcze nie jest pewien gdzie.
Inna sprawa, że w obecnej chwili ma dużo problemów, które zdają się być bardziej ważne niż szukanie miejsca, w którym można by się poskarżyć na jakąś wydumaną dyskryminację ze względu na wiek. A nawet nie wiek, tylko po prostu młody wygląd, o!
Oczywiście, Mołdek, nie chciał wyjść na takiego przewrażliwionego na punkcie swojej młodej niepodległości... chociaż w rzeczywistości właśnie tak jest. Nie da się tego ukryć, życie. Jednak nie zamierza się z tego spowiadać, nawet swojemu bratu. Poza tym, to chyba nie jest takie strasznie dziwne – nigdy nie miał w życiu wystarczająco dużo szczęścia, a w obecnej sytuacji nie jest jakoś specjalnie bezpiecznie... no nijak nie widać sprzyjających warunków do spokojnego umacniania się i rozwijania. Owszem, mimo wszystko nie jest aż tak tragicznie, w sporej mierze dzięki sporej kasie jaką ładuje w Mołdawię Austria. Tak, Dragoș jest Rodowi za to niewątpliwie wdzięczny, gdyby nie austriackie pieniążki byłoby dużo, dużo gorzej i kto wie, pewnie już dawno musiałby wrócić do brata prosząc o pomoc. I wyrzekając się swojej samodzielności. Taka smutna prawda, jednak cóż poradzić? W sytuacji Mołdawii niewiele można, chociaż nie można też powiedzieć, że tak całkiem nic nie może. Nie no, coś tam może. Problem w tym, że mu nie wychodzi. A jak już odłoży kasę, to zaraz gdzieś ją przepuści, wyda na jakieś głupoty. Z publiczną kasą czy też decyzjami też nie jest lepiej. Mołdek nie do końca rozumie dlaczego ma takiego pecha do ludzi rządzących państwem, ale akurat z tym niewiele jest w stanie zrobić. Regularnie się bratu skarży i narzeka na to. Przynajmniej Virgil to rozumie.
- Rosji – powtórzył.
Tak, jakby to jedno słówko miało wszystko wyjaśnić. Po prawdzie – sporo wyjaśniało. W końcu to wesołe poczynania Rosji wprowadzały Mołdawię w stan całkiem poważnego zaniepokojenia. Bo kto wie, może jeszcze bardziej odbije Ruskiemu szajba i się na niego zamachnie, zachce mu się wtrącać w jego małe, mołdawskie sprawy? I nawet nie będzie jak zaprotestować, co zrobić! Nie jest zbytnio przygotowany do jakieś porządnej obrony, niestety.
- No i drażni mnie Ukraina, mam jej dosyć – westchnął.
Skoro już poruszają takie tematy, to i o niej nie może zapomnieć, oczywiście. Nawał Ukraińców zwalających się mu do kraju i do reszty rozwalający to, co Dragoș tak bardzo stara się utrzymać w całości, wcale mu nie pomaga. Wręcz przeciwnie. Są uciążliwi, kłopotliwi i kto wie, czy nie ściągnął mu na głowę jeszcze większych zmartwień, niż ma w obecnej chwili? Eeech, same problemy ostatnimi czasy. Jakby wcześniej ich nie było... racja, bywało dużo gorzej. Ale to nie zmienia tego, że Mołdawia chciałby, żeby wreszcie wszystko się ułożyło i jakoś zaczęło funkcjonować. Czy coś.
- Wino to wino – odpowiedział i uznał wreszcie temat za zamknięty.
Nie będzie mu brat mówić, co jest czym. A już na pewno nie w kwestii wina! Że niby teraz jest mocniejsze? Ale to przecież lepiej! No i Mołdek nie zamierza pod żadnym względem przejmować się swoim wiekiem, swoim bardzo młodym wyglądem. To niczego nie powinno zmieniać i braciszek nie powinien mu odmawiać wspólnego picia z tak trywialnych powodów. Bo to jest po prostu smutne i przykre. I podłe.
Na dodatek tak bezczelnie mu się wymiguje tym, że niby nie ma wina. Że niby mu wszystko wypili kumple. Tak, jasne. Bo jeszcze Mołdawia w te wszystkie brednie uwierzy! Przecież doskonale zna swojego brata i wie, że drań na pewno ma coś na czarną godzinę odłożonego!
Wszystko pięknie ślicznie, wszystko zostało dogadane, Mołdek przez kilka godzin ładnie leżał zaczytany w książce od Rumuna, aż do jego pamiętnego krzyku.
No dobrze, może nie był od razu pamiętny, ale z pewnością charakterystyczny i wprowadzający nieco zamieszania w małym mieszkanku Virgila. Z czego Dragoș jest bardzo dumny, ale nie przyzna się do tego za żadne skarby – co to, to nie! Zamiast tego uśmiechnął się szeroko do swojego frate.
- Wcale nie krzyczę, tylko się głośno pytam – wyjaśnił.
Wciąż jest pełny entuzjazmu i jak najbardziej gotowy do działania. Najlepiej do polowania na te podłe wampiry! Dragoś nie wnika jakoś szczególnie w osobiste preferencje wampirów i nie wyklucza, że może gdzieś jest jakiś wampirzy wariat, któremu smakowałaby rumuńska krew Virgila, pomimo jego anemii. No bo czemu nie? Wśród ludzi jest tylu debili i osób o złym guście i jeszcze gorszych pomysłach, więc czemu wśród wampirów miałoby nie być takich wampirzych hipsterów? No właśnie, trzeba pozostać czujnym!
- A ty jesteś pewien, że ich nie ma? No bo wiesz, frate. One potrafią się bardzo dobrze maskować. Ja wiem, ja dużo czytałem. I one są bardzo podstępne, więc się dobrze zastanów, bine?
Ostatnie słówko to takie troszkę przedrzeźnianie Virgila. Mołdek nawet wymówił to starając się jak najlepiej naśladować sposób, w jaki wymawia to Rumunia. No nie jest ani troszkę złośliwym dzieckiem, po prostu uważa, że to jest bardzo zabawne. Bo jest, czyż nie~?
Poza tym, jest w tym całkiem dobry! Nie to, żeby ćwiczył, czy coś. Ani troszkę. Zna bardzo dobrze swojego starszego braciszka i nic więcej. Czasem nawet troszkę żałuje, że nie są do siebie nieco bardziej podobni. Dragoś obiecał sobie w myślach, że zrobi kiedyś Virgilowi niespodziankę i przefarbuje się na rudo, nic o tym bratu nie mówiąc. A potem mu się tak pokaże... ale będzie niespodzianka i zaskoczenie! Ciekawe, czy Rumunowi się to spodoba? Albo czy chociaż go pochwali za pomysł i wykonanie? Dragosz ma już kilka pomysłów na to, jak i gdzie mógłby to zrobić, pozostała więc tylko kwestia czasu, kiedy wprowadzi swój chytry plan w życie.
Jednak na razie nawet nie zdążył powiedzieć nic więcej na temat tych przeklętych wampirów, bo... brat tak po prostu go opuścił i poszedł otworzyć drzwi. Mołdawia westchnął ciężko.
No i świetnie, Rumun nawet się go nie spytał o to, czy nie ma nic przeciwko, żeby tak w połowie rozmowy go zostawić dla jakiegoś tam pukania do drzwi. No dobrze, może i to byłoby niegrzeczne, tak po prostu zignorować niezapowiedzianego gościa i dalej rozmawiać, ale z drugiej strony to nie fair, że Vir poświęca mu tak mało uwagi! Mołduś poczuł się nieco zazdrosny, chociaż sam jeszcze do końca nie jest pewny o to, o co jest zazdrosny. Zdarza się.
- FRATE! - wrzasnął za bratem, gdy ten już stał w drzwiach.
Niech kochany braciszek o nim pamięta. Niechże szybko załatwi sprawę ze swoim gościem, a następnie szybciutko do niego wraca! Nic więcej Dragoș nie chce, a że wyczaił, że Rumun reaguje na głośny krzyk, to właśnie tak mu o sobie przypomniał. Co z tego, że jeszcze chwilkę temu Rumunia stał obok niego? Ma krótką pamięć, Mołdawia już bardzo dobrze to wie. Poza tym, nikomu nic się nie stanie od jednego, niewinnego przypomnienia!
Kiedyś bratu nie przypomniał o tym, żeby zakręcić kran i bardzo źle się to skończyło. Mieszkali wtedy jeszcze razem, stare dzieje. Rumunia miał kaca i nie zakręcił wody w łazience. Mołdawia zaś nie przypomniał mu o tym, ani nie zakręcił po bracie, gdyż... sam nie zauważył. Zbyt był zajęty wykorzystywaniem chwilowej niedyspozycji swojego braciszka. Ale w każdym razie, nie przypomnienie Rumunowi o tym, że krany z bieżącą wodą się zakręca, skończyło się zalanym calutkim mieszkaniem i weekendem ze ścierami i wiadrami pełnymi brudnej wody. I suszeniem ubrań, mebli, przedmiotów oraz wszelkich gratów, które znalazły się w zasięgu mini potopu. W sumie to było nieco zabawne z perspektywy czasu, chociaż wtedy z pewnością nie było Mołdkowi do śmiechu.
Dlatego teraz lepiej było przypomnieć bratu o swoim istnieniu. No bo kto wie, co gotów jest wykręcić Virgil? Niby kaca nie ma, ale to rudy Rumun i po nim wszystkiego można się spodziewać. Absolutnie wszystkiego. Dlatego trzeba uważać i przypominać mu o nawet podstawowych sprawach - a przynajmniej w przekonaniu Mołdawii.



Tymczasem sąsiadka już od dobrej chwili posyłała Rumunowi karcące spojrzenie. Wcale nie jest zachwycona, a przywitanie Rumunii najwyraźniej jej nijak nie zadowoliło. Zamiast tego zmarszczyła groźnie brwi i wykonała jeden, zamaszysty ruch laską w powietrzu.
- Ty rudy porywaczu dzieci! - zakrzyknęła bojowo.
Takie piękne powitanie. Tyle miłości, dobroci i ciepła w starczym głosie. Czyż to nie piękne? Nic tylko się wzruszać jak bardzo sąsiadka dba o Virgila, jak bardzo ma o nim wyrobioną dobrą opinię i stara się, aby inni sąsiedzi mieli podobną.
W każdym razie, szanowna pani sąsiadka, postanowiła zacząć spokojnie i konkretnie. Bo taka już jest, cała ona.
- Czegoż sobie życzę? Życzę sobie, abyś nie maltretował tego dziecka! Masz mi je natychmiast pokazać! Pewnie maleństwo jest skatowane i zaniedbane!
To miłe, jak bardzo wierzy w opiekuńczość Rumuna. Jak bardzo jest przekonana o tym, że potrafi sobie poradzić z opieką nad dzieckiem. Już nie takim małym, swoją drogą. Aż się cieplej w serduszku robi na myśl o jej przychylnych słowach. Siostry miłosierdzia mogłyby się od niej uczyć, jak nic.
Chciała dodać coś jeszcze, wygłosić kazanie i wytłumaczyć temu rudemu, pustemu łbu jak należy obchodzić się z dziećmi, krok po kroku. Jednak usłyszała krzyk Mołdawii. I wcale jej się to nie spodobało... teoretycznie. Bo w głębi serduszka ucieszyła się z tego. To było jak zew, jak przyzwolenie na szerzej zakrojone działanie!
Tak więc bojowa babcia postanowiła nie zwlekać. Wykonała kolejne machnięcie laską, tym razem z premedytacją uderzając Virgila w łeb. A następnie dźgnęła go łokciem i wpakowała mu się do mieszkania. Rozejrzała się dookoła czujnym wzrokiem, wypatrując poszkodowanego maleństwa.
- Gdzie jesteś, malutki?! Co ci ten łotr zrobił!? - krzyknęła w głąb mieszkania.
Przy okazji oceniła je dokładnie. Tak, miała rację – to melina. I do tego ciasna i zagracona. Aż wstyd, jak on może zapraszać gości do takiego mieszkania? Jak on śmiał wpuścił JĄ do takiego ZAGRACONEGO śmietniska? Wstyd i hańba, panie! Wstyd! Wszyscy sąsiedzi z pewnością się o tym wkrótce dowiedzą.
Jednak na razie ma ważniejszą sprawę na głowie – szuka dzieciaka. W kuchni go nie znalazła, więc skierowała się prosto do pokoju Rumuna, gdzie odpoczywa sobie na łóżku Dragoś.
A Mołdka nieco zamurowało na ten widok. Woła brata, a przychodzi stare babsko. O co w tym wszystkim chodzi? Rozejrzał się za bratem, poszukując u niego jakiejkolwiek odpowiedzi. Zupełnie nie rozumie tego, co się dzieje!

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: București - 'odwiedziny' Mołdka

Pisanie by Rumunia on Sro Maj 27, 2015 5:13 pm

Nie tylko wygląd u Dragoșa był dziecinny, zachowanie również. Pomińmy też fakt, że o samym Virgilu rzadko można powiedzieć, żeby postępował dojrzale, bo jednak mimo wszystko ma trochę oleju w głowie, choć nieczęsto daje podstawy, by można było o nim tak myśleć. A Mołdek nie jest dyskryminowany, to wszystko dla jego dobra. I żadne skargi nie pomogą, bo nikt normalny nie potępi Rumuna za to, że zabrania nieletniemu bratu picia alkoholu. To samo, jeśli chodzi o wygląd, nikt nie uwierzy, że młody ma więcej niż czternaście lat.
Nie chciał, ale wyszedł na przewrażliwionego. Rumun go w jakikolwiek sposób nie zamierzał z tego powodu sztorcować czy się z niego naśmiewać, bo po części sam takie obawy rozumiał. Chociaż mimo wszystko byłby spokojniejszy, gdyby mógł mieć oko na brata. Może wtedy też udałoby się go upilnować i nie dopuścić do regularnego znikania całkiem sporych funduszy, które ładuje w jego rozwój Austria. Bo chociaż Mołdek w wielu dziedzinach jest od brata sprytniejszy, to jeśli chodzi o inwestycje i zarządzanie pieniędzmi, delikatnie mówiąc jest w tym beznadziejny.
Rumun skinął głową. Rosji to po prawdzie każdy się bał. No, może poza Feliksem, ale w jego poczytalność umysłową od wieków wielu wątpiło.
- Ukraina? Da, złośliwa z niej baba. - przyznał rację młodemu. Sam miał trochę przepychanek z Ukrainą, nawet te parę lat temu. W końcu te tereny były sporne i według Rumunii to jemu się należały. Grzechem byłoby nie wykorzystać możliwości, które daje przynależność do UE, by wyjść na swoje. A co do spamu Ukraińców, to nic dziwnego, że się młody wkurza. Naprawdę to wszystko ciągnie go w kierunku destabilizacji.
- Ty, a może byś wizy wprowadził dla Ukraińców? - podsunął bratu myśl – Wiesz, takie jak te w Stanach, co się nakombinować trzeba, żeby to dostać. Od razu będzie ich mniej. - uśmiechnął się na samą myśl. Chociaż o wścieku Ukrainy na taki pomysł wolał się nie zastanawiać.
- Da, wino to wino. Alkohol nie dla dzieci. - podsumował jeszcze wypowiedź Mołdka.
Biedny Virgil, żył w przeświadczeniu, że smarkacz tylko czasami pijał winko. Cóż, statystyki o spożyciu alkoholu w Mołdawii mówiły co innego, ale na szczęście Rumunia nie miał do nich dostępu. Wtedy by się narobiło podejrzeń.
Wina nie ma, a nowe nieprędko się pojawi, więc przynajmniej na razie Mołdek jest bezpieczny.
- Krzyczysz. Weź pod uwagę, że to jest blok, a nie chata na wsi, i wszystko świetnie tu słychać. - Virgil spróbował wytłumaczyć bratu tę subtelną różnicę - Da, jestem pewien. Od wieków żadnego nie widziałem. - zapewnił Dragoșa - I nie musisz mnie przedrzeźniać. - ciężko nie wychwycić, że dzieciak stara się naśladować jego sposób mówienia. I nawet całkiem dobrze mu to wychodzi.
Pójście do drzwi i otworzenie ich sąsiadce okazało się być błędem, zwłaszcza że Mołdek stwierdził, że nadal może się wydzierać ile wlezie.
Najpierw baba go zwyzywała, obrzucając go przy okazji oskarżeniami o maltretowanie i katowanie Dragosia, a gdy dzieciak krzyknął, postanowiła przejść do rękoczynów i wtargnąć do mieszkania Coțofany. A trzeba babince przyznać, ze sprawnie posługuje się laską. Virgil, chwilowo ogłuszony przez cios w łeb, nie zdążył zareagować, w efekcie czego staruszka z prędkością, o jaką nikt by jej nie podejrzewał, znalazła się w sypialni, gdzie siedział Mołdek.
Virgil w miarę szybko się pozbierał i wpadł zaraz za nią do pomieszczenia.
- Pani go zostawi w spokoju!
avatar
Rumunia

Rodzina : Ludy Romańskie
Liczba postów : 90

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: București - 'odwiedziny' Mołdka

Pisanie by Gość on Sro Cze 03, 2015 3:15 pm

Ukraina była dla Dragosia... bardzo drażliwym tematem. W sumie od samego początku, od zawsze. Zawsze mu się to-to ukraińskie pchało, rozwalało państwo, które i bez tego ledwo się przecież trzyma. Kto byłby zadowolony z takiego obrotu sprawy? No właśnie.
Oczywiście, trzeba uczciwie przyznać, że Mołdawia nie pozostawał Ukraince dłużny – kiedy tylko mógł i nadarzyła się ku temu okazja płatał jej brzydkie psikusy, robił przytyki, a nawet i szkodził czasami. W tym akurat jest całkiem dobry! No chociażby ostatnio, takie tam niewinne rozmowy w Rydze, Unia Europejska rozważa, czy inwestować w Ucię, czy nie. Mołdek całkowitym przypadkiem dostał się jako gość. W końcu w jego sprawie też miały toczyć się rozmowy, przecież non stop upomina się o pomoc, przyjęcie, o wszystko. Ale jak tu się o swoje dopominać, kiedy taka Ukraina zwraca na siebie więcej uwagi? Na szczęście sprytny Dragoś szybko doszedł do wniosku, że tu nie chodzi o to, żeby nie zwracali na Ukrainę tyle uwagi, ale żeby zwracali w odpowiedni sposób. Raz dwa przygotował odpowiednie papiery, raporty... a właściwie donosy. I... osiągnął całkiem niezły wynik! Zamiast chwalić siebie, oskarżał sąsiadkę. I co? I on zyskał, co prawda mało, ale zawsze dostał. Czym nie może pochwalić się Ukraina. Ha!
- Bardzo złośliwa – potaknął. - Ale ostatnio jak na nią nagadałem, to nic nie dostała!
Pochwalił się. Wie, że brat doskonale wie, o czym powiedział, przecież śledził całą sprawę, chociaż nie brał w niej udziału.
No ale pochwalić się zawsze można, szczególnie jak udało się osiągnąć taki mały, acz wyjątkowo satysfakcjonujący sukces. Nie ma co, jest w tym coraz lepszy! Jeszcze troszkę a naprawdę będzie mu się udawać i jego państwo będzie silniejsze i silniejsze! A w każdym razie nie będzie takie rozchwiane i niestabilne.
Marzenia.
-Wizy? – zainteresował się. - Pomysł fajny, ale... drogi. Wiesz, ja nie mam w ogóle kasy. Nie mówiąc już o takich zabawach. No chyba, że miałbyś żeby mi na to dać... – westchnął.
W sumie to nieco wątpi w to, żeby brat miał mu skąd wytrzasnąć taką olbrzymią kasę, na taką brzydką akcję. Ale zapytać zawsze można. Bo może jest coś, o czym on nie wie? Co prawda w to wątpi, bo jest na bieżąco ze wszystkim, dzięki częstym rozmowom z wujkiem Bułgarem. Tak.
- Jaki tam alkohol z wina... – zaburczał, wydymając policzki.
Oczywiście, że jest zły na to, jak brat go traktuje. Nie ma co wracać do tego i powtarzać w kółko jakim to się jest dorosłym, Rumun na pewno o tym pamięta. Szkoda tylko, że się do tego nie stosuje! Z pewnością robi to złośliwie i Mołdek doskonale o tym wie!
Pomijając już to, że Dragoś pijał dużo i to niekoniecznie wina. No ale akurat tym się nie zamierza Virgilowi chwalić. Patrząc po tym jak zareagował na niewinne wspomnienie o winie lepiej nie myśleć jak zareagowałby na spożywanie w dużych ilościach innych alkoholi.
No, może kiedyś trzeba będzie z nim o tym porozmawiać, ale na pewno nie w tej chwili. Nie ma na to czasu. Poza tym, to nie jest dobry moment, bo wszystko wskazuje na to, że Rumun jest czymś poirytowany. Albo zestresowany. Mołdawii ciężko było określić o co dokładnie chodzi, ale wolał nie wnikać. Sam uważał, że jest wobec brata jak najbardziej w porządku.
-Wiem jaka jest różnica pomiędzy blokiem, a domkiem na wsi... – mruknął z urazą.
Virgil mu to wszystko tłumaczy, jakby myślał, że on nie wie! Ale on wie! On doskonale o tym wie, bardzo dobrze!
A że się nie stosuje? No zapomniało mu się. Zdarza się. Poza tym, skoro Rumunia może go tak okropnie traktować względem wina i w ogóle ignorować fakt, że Dragoś jest już od dawna dorosły, tylko tak młodo wygląda, to... to dlaczego on nie miałby olać kilku jego próśb, czy też zaleceń? Poza tym, jej, świat się nie zawali od kilku krzyków! Jakby to mało osób krzyczało w blokach!
No dobrze, Mołdek nie ma o tym zbyt dużego pojęcia, bo sam mieszka w małym domu na wsi, z dużym podwórkiem i sąsiadami trzymanymi na przyzwoitej odległości, ale... bez przesady! Tak, Rumun pewnie jak zwykle przesadza.
-Histeryzujesz i tyle – skwitował jeszcze swojego brata.
Co do tego całego przedrzeźniania to w sumie nawet nie zdążył powiedzieć, że to całkiem zabawne i nic na to nie poradzi. Że to lubi i wcale nie chodzi o to, że chce Rumunowi tylko i wyłącznie dokuczać.
Nie zdążył, bo go to babsko zaskoczyło. Wbił w nią zdziwione spojrzenie, nie za bardzo wiedząc, co na to wszystko powiedzieć. W sumie widział ją pierwszy raz na oczy i nie spodziewał się po Virgilu tego, że ten tak spontanicznie wpuści sobie do mieszkania jakieś stare babsko. No cóż.
- … czego pani chce? – bąknął, po dłuższym milczeniu.
Wygląda w tej chwili na nieco zastraszonego, ale tak naprawdę jest tylko spięty i zdezorientowany. W końcu wciąż nie wie, co tu się tak właściwie dzieje.
A bardzo chciałby wiedzieć, nie żeby coś.
Jednak nic nie zapowiadało się na to, żeby ktoś chciał mu to wyjaśnić. Za to Rumun zaczął kobietę strofować i próbował odsunąć ją od Dragosia. Mołdkowi dało to do myślenia i zaczął rozważać, czy Vir może po prostu przez pomyłkę nie wpuścił tu tego babsztyla, a teraz sam nie wiedział co z tym zrobić. Tak, to byłoby bardzo podobne do Rumuna. Jak zwykle nie ogarnia co się wokół niego dzieje!
Gdyby nie ta niecodzienna sytuacja, to Dragosz na pewno by się głośno roześmiał i powiedział Rumunii, co myśli o jego nieporadności i zagubieniu. Normalnie człowiek we mgle! I weź tu gdzieś takiego puść lub o coś poproś!
Chociaż z drugiej strony Mołdawia zdaje sobie sprawę z tego, że Rumun potrafi wiele rzeczy i tak naprawdę potrafi być naprawdę zaradnym kombinatorem. Co w sumie nie pasuje do tego, co teraz zrobił. Czyli że albo ma jakiś gorszy dzień, albo faktycznie jest na kacu, albo... albo to babsko to bardzo sprytna bestyjka jest.
A może nawet... wampir?!
- A czy pani jest może wampirem? – spytał bardzo uprzejmie, niemalże załopotał rzęskami.
Takie kochane, niewinne dziecko! I pytanie równie niewinne. Dragoś jest z siebie bardzo zadowolony – w końcu był bezpośredni, a jednocześnie uprzejmy i dobrze wychowany. W końcu tak ładnie sformułował pytanie i nie zrobił tego wcale tak nachalnie! A i przy okazji dowie się wprost kim jest ta kobieta. I jeśli jest wampirem to wtedy całkowicie grzecznie i z szacunkiem do starszych, ubije ją bez litości!



Sąsiadkę zamurowało.
Nie, wcale nie na Rumuna, bo na niego nie zwróciła większej uwagi. Co sobie będzie robić jego słowami. A niech spróbuje podnieść głos! To wtedy się z nim policzy.
A na razie skupiła się na tym biednym, zaniedbanym dziecku. I z tego co widzi – zastraszanym! Skandal! Co to za robota? Miała rację, ten brutal robi maleństwu krzywdę!
- Wampir? Nie, nie przypominam sobie, kochaniutki. – odpowiedziała głosem ociekającym słodyczą.
Biedne dziecko, ze strachu bredzi. A może to jakieś słowo klucz? A może w ten sposób ten rudzielec prześladuje dzieciaczka? Któż to wie! W każdym razie tu potrzebna jest szybka, sąsiedzka interwencja! Jak to dobrze, że pozostała czujna i jest na chodzie! Ile zła mogłoby się tu wydarzyć, w tym siedlisku szatana, gdyby ona nie miała sił i odwagi...
Brr, lepiej o tym nawet nie myśleć!
Tak, tu nie czas na rozmyślania, teraz jest czas na działanie! I to stanowcze, konkretne działanie. Bo inaczej jak nic stanie się nieszczęście, a do tego dopuścić nie dopuści, w końcu jest nie byle kim!
- Słuchaj, rudy chłopcze. Co to dziecko u ciebie robi? – zadała bardzo proste pytanie. - I tym razem liczę na szczerość z twojej strony. Ostrzegam, jeśli się nie dogadamy to natychmiast wzywam policję!
Dodała jeszcze, coby Virgil nie miał żadnych wątpliwości co do tego, co go czeka, jeśli nie będzie chciał się ze swoją ukochaną sąsiadką dogadać.




-To mój frate, proszę pani! – wtrącił Mołdek, przez nikogo nie pytany.
Ale wie to się wypowie! Kto mu tam zabroni! Poza tym, nie ma pojęcia dlaczego Rumun miałby ukrywać co ich łączy. To przecież żadna tajemnica, prawda? Od tak dawna się znają, gdyby Vir chciał to ukrywać to na pewno by mu to powiedział! ...prawda? Poza tym, co, wstydzi się go? Gdyby tak było i Dragoś się o tym dowiedział, to nigdy by się już do Virgila nie odezwał! Ale tak nie jest!
-Muszę u niego zostać, bo nie chce mi dać pieniążków. I złamał mi nogę – dodał, tak nadprogramowo.
No chciał się poskarżyć, co poradzić. Nie zna sąsiadki, a przed chwilą tak uprzejmie mu odpowiedziała! Poza tym, skoro nie jest wampirem, to wszystko jest w jak najlepszym porządku, czyż nie? Po co miałby trzymać język za zębami przy tak miłej pani?
No dobrze, Mołdek nie jest aż tak głupi i wie, że takie kobity potrafią być czasem bardziej niebezpieczne od wyrostka z nożem w ciemnym zaułku. Ale teraz nie widział niebezpieczeństwa, nie zachował się czujnie. Może też i dlatego, że był rozbawiony i rozochocony, chciał się jeszcze powygłupiać i podrażnić brata. W końcu tak fajnie razem się im przekomarzało!
Co tam jakaś babcia, co ona może?
No owszem, słyszał jak straszyła Virgila policją. No ale czy to pierwszy raz, kiedy ktoś grozi Rumunowi policją? No jasne, że nie! Można powiedzieć, że to taki rumuński chleb powszedni, nie ma się czym przejmować. Czy coś.
W każdym razie Mołdawia jest o tym święcie przekonany.



- Słucham?! – babinka podniosła głos tak wysoko, że nikt się tego po niej nie spodziewał.
Mołdek aż odruchowo zatkał uszy.
Sąsiadka przytruchtała do niego i poklepała po główce. Spojrzała na niego czule, niemalże ze współczuciem. A potem przeniosła wzrok na Rumuna.
W jednej chwili jej spojrzenie stało się groźne, wściekłe i pełne nienawiści. Nie ma to jak sąsiedzka miłość, ot co.
- Brat?! Dlaczego dopiero teraz go widzę, co z nim było wcześniej!? Próbowałeś go sprzedać! No i... żałujesz na dziecko pieniędzy?! I jeszcze robisz mu krzywdę! No ja wiedziałam, wiedziałam! Jesteś chorym, złym człowiekiem! Ty... ty nie masz duszy! – bardzo uprzejmie zwróciła się do Virgila nieco podniesionym głosem.
W każdym razie zachwycona nie jest. Wzięła się pod boki i patrzy się wrogo na Rumuna. Jeśli Vir szybko nie zrobi czegoś rozsądnego to może mieć spore problemy.
Lepiej więc żeby zaczął szybko i konkretnie działać. I żeby z łaski swojej nie zrobił jakiejś głupoty...

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: București - 'odwiedziny' Mołdka

Pisanie by Rumunia on Wto Cze 30, 2015 11:43 pm

Ostatnimi czasy dla większości Ukraina była drażliwym tematem. A to, że między innym dla Mołdka w szczególności, nie było jakąś tajemnicą. Za to przebieg rozmów w Rydze Rumun śledził uważnie i wiedział, w jaki sposób jego brat zdołał przekonać Unię do wypłaty pieniędzy. Co jak co, ale Dragoś raczej nie zginie. Potrafi młody manipulować ludźmi, nie ma co. Dobrze, że on jest na to odporny, inaczej własny frate puściłby go z torbami.
- Da, wiem, wiem. - odparł – I bardzo dobrze zrobiłeś, Ucia fajna kobitka, ale nie można jej pozwolić, żeby wlazła nam na głowę. - stwierdził. No bo mimo wszystko trzeba najpierw na własne interesy patrzeć, a potem dopiero na to, czego inni potrzebują.
- Jak się chce coś mieć, to trzeba najpierw w to zainwestować. Chyba że kradniesz gotowe. - oświadczył Virgil odnośnie wiz – Zależy, co by ci się bardziej opłacało. Chociaż fakt, ciężko będzie uzbierać odpowiednią kwotę, zwłaszcza, jak się nie umie gospodarować... - tak, to był przytyk do mołdawskiego talentu do przepuszczania pieniędzy na głupoty. Nie, żeby Rumunia sam jakoś genialnie potrafił zarządzać tym, co ma. Ale mimo wszystko...
- Wybacz, młody, ale nie mam skąd ci takiej kwoty wytrzasnąć, choćbym bardzo chciał. - zapewnił szczerze, w końcu zrobić na złość Ukrainie to całkiem fajna sprawa. Nie tak, jak Węgrom, ale zawsze. Naprawdę szkoda, że Rumunia nie może wyłożyć na to kasy. Zresztą, czego się Dragoș spodziewa, skoro nawet na odesłanie go do domu Virgila nie stać?
A wujek Bułgaria powinien się w końcu nauczyć trzymać język za zębami. No bo jak tu handlować informacjami, kiedy taki Bułgar wszystko każdemu wypapla, i to za darmo? Skandal, nie do pomyślenia normalnie.
- Alkohol, alkohol. Nie kłóć się ze mną, wiem lepiej. - na pewno lepszy argument niż nieśmiertelne „bo tak”. Inna sprawa, że pozostałe argumenty już dawno zostały wyłożone i zwyczajnie nie było sensu dalej ciągnąć tej rozmowy. I wcale nie jest złośliwy odnośnie Mołdka – dla niego Dragoș nadal jest dzieciakiem. I pewnie jeszcze dużo czasu minie, zanim zmieni swój sposób postrzegania brata. Dlatego też Mołdawia miał rację, że się nie zamierzał chwalić swoimi osiągnięciami w piciu. Virgil pewnie by padł na zawał, gdyby się dowiedział.
Tak, był niewyspany, nieco zestresowany, a przy tym ciągle miał wrażenie, że pewna życzliwa mu sąsiadka siedzi przy ścianie ze szklanką przyłożoną do ucha. Nic dziwnego, że na hałasy Dragosia reagował tak nerwowo. Zwłaszcza, że drze się, jakby był u siebie na wsi.
- Zachowujesz się, jakbyś tego nie wiedział. - odparował – Serio, weź się pilnuj, żeby nie było żadnych nieprzyjemności. - Mołdek najwyraźniej nie rozumie, że jego brat nie zakazuje mu pewnych rzeczy bez powodu. Po pierwsze się o młodego martwi, po drugie wie, że niektóre jego działania mogą ściągnąć kłopoty na ich obu. Rzadko kiedy zdarza mu się coś kazać Mołdawii na zasadzie „bo tak”. Czyli tak normalnie.
- Nie histeryzuję, krzyk może ściągnąć tu pewną jędzę. - burknął jeszcze młodemu na odchodnym.
Jak się okazało, wywołał wilka z lasu. Albo, co było bardziej trafnym porównaniem, Babę Jagę z chatki na kurzej nóżce. Szczegół, że nie była to chatka, a sąsiednie mieszkanie. Stało się, babsko przemocą wdarło się do środka i, nie zważając na protesty Virgila, dopadło do Dragosia. To nie tak, że Coțofană czasem zachowywał się dość nieporadnie, po prostu sąsiadka znała go na tyle, żeby wiedzieć, kiedy i jak uderzyć. Na przykład laską po łbie. Będzie z tego guz... No ale nieważne, priorytetem w tej chwili jest odciągnąć ją od brata, zanim ten chlapnie jakąś głupotę i jeszcze bardziej go pogrąży...
...
Za późno.
Wyskoczył z tymi wampirami jak filip z konopi, pięknie po prostu. Ale to jeszcze nie było takie tragiczne w skutkach. Babka jak na razie postanowiła wyciągnąć od Rumuna informację, skąd się wziął u niego dzieciak i tradycyjnie już postraszyła policją. Nic nowego. Virgil już miał na to pytanie odpowiedzieć, gdy, zupełnie niepotrzebnie, wtrącił się Dragoș. Mało tego, przedstawił całą sytuację w sposób, który na pewno nie zostanie pozytywnie odebrany przez staruszkę. No pięknie.
Młody koniecznie musi się nauczyć trzymania języka za zębami. A przynajmniej dostać lanie, gdy już będzie po wszystkim. Na razie jednak to nie on jest problemem, a wrzeszcząca babcia.
- Nu, nie brat, a kuzyn... - Virgil mimo wszystko stara się na spokojnie wyjaśnić – Zawsze bardzo chciał mieć rodzeństwo, dlatego nazywa mnie swoim bratem. A ta noga to był nieszczęśliwy wypadek, naprawdę! - wytłumaczył się na tyle, na ile dał radę. Zerka przy okazji ukradkiem na dzieciaka, by ten załapał, że ma współpracować i mu przytaknąć. Bo ostatnie, czego im teraz potrzeba to policja i oskarżenie o handel dziećmi.
Diabli nadali to babsko.
avatar
Rumunia

Rodzina : Ludy Romańskie
Liczba postów : 90

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: București - 'odwiedziny' Mołdka

Pisanie by Gość on Sob Lip 04, 2015 10:58 pm

Mołdawia ze swojego rodzaju zafascynowaniem patrzył na babkę i jej poczynania. Była na swój sposób niesamowita! Taka zdecydowana i z przebiciem! I jak szybko wyciągająca wnioski...!
- Z panią to może nawet fajniej polowałoby się na wampiry niż z moim frate – wtrącił jeszcze, bardzo z siebie zadowolony.
Przez chwilkę siedział cicho i się nie odzywał, zajęty snuciem marzeń.
Otóż idzie on i Babka. Idą ciemnym, gęstym lasem. W tel pohukiwania sowy, czy innego puchacza. Pod nogami przebiega spłoszona jaszczura. Gdzieś w oddali słychać koncert okolicznych żab.
A on i Babka idą.
Z ciemności lasu wyłania się opuszczone zamczysko, które swoje lata świetności ma już dawno za sobą. On i Babka wchodzą dzielnie do środka. On zapala pochodnię, a Babka łapie zasięg swoim telefonem komórkowym.
A on i Babka idą.
Idą krętymi korytarzami i zaglądają do komnat pełnych starych mebli i pajęczyn. W końcu schodzą na sam dół, ale to nie są lochy, bardziej katakumby. I jest tam jeszcze więcej pajęczyn, które pięknie fajczą się podpalana pochodnią. Niczym niezmącona cisza, ledwie słyszalne ich własne kroki. Przed nimi ostatnie drzwi.
A on i Babka idą.
I otwierają drzwi, a za nimi jest duże pomieszczenie, na środku którego stoi ładna trumna. Tutaj nie ma pajęczyn, elegancko wysprzątane.
On i Babka już wiedzą.
Dragoś ostrożnie otwiera trumnę. W środku leży on. Najgorsze zło o wampirzej naturze. Jest brzydki, zwyrodniały i nieprzyzwoicie żywy. Śpi. Mołdek wyjmuje srebrny, poświęcony sztylet i bierze zamach.
Wtem Babka krzyczy:


- Olaboga! - rozdarła się sąsiadka Virgila i ciężko stwierdzić co przez to miała na myśli. Machnęła swoją bojową laską w stronę Rumuna. Oskarżycielsko.
- Ty na pewno kłamiesz! - no bo o co innego mogłaby go oskarżyć?
Jak nic rudy kłamie, wkręca... że też taka patologia jej się trafiła na sąsiedztwo! Wstyd i hańba! Jakby nie mógł być takim miłym i spokojnym chłopcem, jak ci panowie z piętra niżej. Babka westchnęła ciężko, załamana słowami Vira. Widać, że się stacza, wszystko w jej biednych, starych i spracowanych rękach!
- Kochanieńki, malutki mój - zwróciła się dużo milszym tonem do Mołdawii. - Czy to prawda, co mówi ten zwyrodnialec? Jesteś jego kuzynkiem? Nie robi ci krzywdy, ani nie sprzedaje nigdzie?




Mołdek spojrzał nieco nieprzytomnie na sąsiadkę, wyrwany ze swoich marzeń. Zmarszczył brwi, dopiero po chwili łapiąc o co chodzi.
- Kuzynek? Ale to mój frate, zawsze był mi moim bratem! - zapewnił gorąco. - Chyba nigdzie nie sprzedaje, ale jakby mógł, to pewnie by to zrobił!
Roześmiał się. Uważa to za bardzo dobry żart. W końcu kto na poważnie podejrzewałby o handel dziećmi taką łajzę jak Virgil? Poza tym, on nie jest już dzieckiem! Co z tego, że tak wygląda?
Dopiero po chwili zorientował się, że coś jest nie tak. Dostrzegł spojrzenia brata i bez zrozumienia spojrzał na niego.
No o co mu chodzi, co ten Virgil?
Nieco się zmartwił, bo przecież mimo wszystko nie chciał ściągać bratu na głowę zbyt dużych problemów. Postanowił więc naprawić swój błąd.
- Ale niech się pani nie martwi, dobrze? Ja się przyzwyczaiłem. On tylko takie wrażenie sprawia, ale tak naprawdę, to czasem jest miły. I dał mi dzisiaj jeść! Było pyszne, nie jadłem już od dawna – zapewnił.
Co pewnie nie wypadło zbyt fortunnie, biorąc pod uwagę, że sąsiadka Rumuna nie ma pojęcia, że Dragoś wcześniej był sam i był głodny tylko i wyłącznie ze swojej winy, a Virgil pewnie nawet o tym nie wiedział!
Tak więc średnio fortunnie wypadło to naprawianie swojego błędu. Cóż, Mołdek nigdy nie był w tym jakoś specjalnie najlepszy.
Ale się starał!
Dalej się stara. Tak się stara, że aż przypomniał sobie o nodze. Tu też może przecież Virgilowi pomóc i wszystko wyjaśnić, powiedzieć co i jak!
- Mh, no, noga sama poszła, bo się wywróciłem – powiedział całą prawdę.
Spojrzał na sąsiadkę uważnie. Tak, byłaby idealnym łowcą wampirów.
Ale wygląda na to, że jest jedynie łowcą Rumunów.


Kobiecina aż się zapowietrzyła. Dobrze wiedziała! Ten rudy zwyrodnialec chce dziecko sprzedać, zastrasza je i zmusza do mówienia takich okropnych rzeczy! Dobrze, że ma ze sobą swój telefon komórkowy! Dziwnym zbiegiem okoliczności, wykręcać numer na policję nauczyła się w pierwszej kolejności. Innych rzeczy nie ogarnia. No, wie jeszcze jak zadzwonić do psiapsióły.
Teraz jednak zadzwoniła prosto na policję.
- Halo, policja? Tak, dzwoni Elena Ceaușescu. Ja chciałam zgłosić zakłócenie ciszy, znęcanie się nad dziećmi i handel ludźmi. Tak. Adres ten co ostatnio. Dziękuję. Czekam. Do widzenia.
Rozłączyła się i spojrzała z tryumfem na Virgila.
- Za pół godziny będą. Im będziesz się tłumaczyć, zbrodniarzu! A potem wylądujesz w kiciu i nauczysz się nie znęcać nad dziećmi! Okropieństwo... i jeszcze mi tu głodził maluszka!
Spojrzała z rozczuleniem na Dragosia. Ona by się nim zaopiekowała, ona by wiedziała jak! Kto wie, może po zaaresztowaniu tej patologii, będzie mogła przygarnąć dzieciaczka? Ale byłoby uroczo! W domu wreszcie by się coś działo, a dziecko miałoby wreszcie prawdziwy dom!
A w to złamanie nogi przypadkiem to ona wcale nie wierzy! To na pewno kolejne kłamstwo, jeszcze dziecko w to miesza i uczy oszukiwać! PATOLOGIA.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: București - 'odwiedziny' Mołdka

Pisanie by Rumunia on Sro Lip 29, 2015 12:28 pm

Do licznych, zresztą nie zawsze prawdziwych oskarżeń o kłamstwa, oszustwa i wszelaką powszechnie potępianą działalność, Virgil powinien już dawno przywyknąć. Zwłaszcza, że stroną oskarżającą przeważnie była wścibska sąsiadka. No, ale z reakcją na oskarżenia u Coțofany bywało różnie.
- Nie kłamię! - zaprotestował, oburzony, w międzyczasie cofając się nieco przed wycelowaną w niego laską. Że też babsko musi się o wszystko czepiać! Zamarł na chwilę, słysząc, jak babka zadaje pytanie Mołdkowi. Utkwił w młodym wzrok, czekając w napięciu na jego odpowiedź. Miał nadzieję, że dzieciak nie postanowi go wkopać jeszcze bardziej.
Mylił się.
No tak, przecież Dragoś musiał oczywiście dodać coś o sprzedawaniu dzieci. Jakby samych irracjonalnych pomysłów staruchy było mało. No to teraz babsztyl się czepi... nie pomogą nawet próby ratowania sytuacji podjęte przez Mołdka. Które zresztą dawały odwrotny efekt do zamierzonego.
- Dopiero dziś w nocy do mnie przyszedł. - spróbował wyjaśnić Virgil odnośnie tego, że młody dawno nic nie jadł. No jak go miał wcześniej nakarmić, jak go nie było? To chyba logiczne. Ciekawe, czy logika przemawia do złośliwej sąsiadki. Zaś starania Mołdka, by naprawić to, co zepsuł, tylko pogorszyły sprawę.
Babka się zapowietrzyła i przez krótką chwilę Virgil miał nadzieję, że postanowiła zejść na zawał. Niestety, złego diabli nie biorą, o czym wiedział aż nazbyt dobrze. Staruszka wyjęła telefon, zadzwoniła po policję, po czym wróciła do standardowego grożenia Rumunowi. Pech to pech, nawet nie ma jak się z tego wywinąć... chyba, że sprawi, że Mołdka tu nie będzie w momencie pojawienia się policji. Wtedy byłoby słowo babki przeciwko jego słowu. Tak, nie mogą zobaczyć młodego. Dzieciak był wychudzony i zaniedbany, więc jeśli go zobaczą, to na pewno go zabiorą. Virgil więc nie czekał. Zgarnął brata na ręce i spróbował jak najszybciej opuścić mieszkanie. Nie wie, gdzie go ukryje, ale nie może pozwolić im go zabrać!
avatar
Rumunia

Rodzina : Ludy Romańskie
Liczba postów : 90

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: București - 'odwiedziny' Mołdka

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach